Czy przez głowę ucieka 70 proc. ciepła?
„Nie wychodź z domu bez czapki!” – to zdanie usłyszane z ust mamy czy babci powodowało u niektórych wywracanie oczami. Wyjaśnienie tego przejawu troski było wszystkim znane – najwięcej ciepła ucieka przez głowę. Choć tak naprawdę to teoria mocno dyskusyjna.

Jesienne ochłodzenie sprzyja wyciąganiu z szaf cieplejszych ubrań. Prognozy pogody nie zostawiają wątpliwości - z założonymi czapkami szybko się nie rozstaniemy. A ci którzy czapek nie założą, nie raz usłyszą naukowo brzmiącą tezę o cieple, którego „najwięcej ucieka przez głowę”. Bywa, że nawet bardziej precyzyjną - np. "70 proc. ciepła człowieka ucieka przez głowę". Co na ten temat mówi nauka?

 

70 proc. ciepła człowieka ucieka przez głowę.

mit

 

Korzeni mitu można doszukać się w błędnej interpretacji wyników badania z 1950 roku, przeprowadzanego przez amerykańską armię. W jego ramach wolontariusze zostali ubrani w specjalne arktyczne kombinezony i wystawieni na iście ekstremalne zimowe warunki pogodowe. Strój zakrywał im całą powierzchnię ciała – poza głową. Wychłodzenie organizmów wolontariuszy rzeczywiście było więc spowodowane właśnie przez tę część ciała.

Faktycznie wolontariusze tracili temperaturę przez odsłoniętą głowę, ale stworzenie tezy, że najwięcej ciepła ucieka właśnie przez nią, jest nadinterpretacją. Jeśli zostaliby oni ubrani w kombinezony z nakryciem głowy, ale zamiast pełnych spodni ubraliby szorty, wtedy najwięcej ciepła utraciliby przez nogi. Prawidłowa zasada powinna zatem brzmieć:

najwięcej ciepła ucieka przez niezakrytą część ciała

nauka

 

O naukowe obalenie tezy o uciekaniu ciepła przez głowę pokusili się w 2008 roku czterej naukowcy z kanadyjskich uniwersytetów. We wspólnej pracy zatytułowanej „Shivering heat production and core cooling during head-in and head-out immersion in 17 degrees C water” opisali oni swoje testy polegające na zanurzaniu badanych mężczyzn w wodzie o temperaturze 17 stopni. Część grupy została zanurzona na 45 minut całym ciałem, a pozostała tylko do szyi. Wynik był następujący: osoby, które znajdowały się w całości w wodzie utraciły o 11 proc. ciepła więcej niż pozostałe. Obalało to tezę, którą można było spotkać na przykład w amerykańskich poradnikach dla żołnierzy w latach 70., że utrata ciepła przez głowę wynosi od 40 do nawet 45 proc. O wspomnianych wcześniej, a często wymienianych w internecie 70 proc. nie wspominając.

Wynik w okolicach 10 proc. odpowiada też proporcjonalnej wielkości naszej głowy względem reszty ciała, która wynosi od 7 do 9 proc. Z wielkością wiążę się też jednak fakt, że bardziej na utratę ciepła przez głowę narażone są małe dzieci, u których te proporcje są bardziej niekorzystne (im młodsze dziecko, tym relatywnie większa głowa). Jednak i u dzieci różnica między ochładzaniem się głowy i innych części ciała nie jest bardzo duża.

Czy to jednak oznacza, że można ignorować zalecenia o zakładaniu czapki? To też nadinterpretacja.

Głowa jest rzeczywiście nieco gorzej przystosowania do utrzymywania ciepła niż inne części ciała. Wynika to z niemal zupełnego braku izolacyjnej tkanki tłuszczowej. Dodatkowo naczynia krwionośne umiejscowione na głowie nie reagują tak szybko na zmiany temperatury poprzez obkurczanie jak inne części ciała. Z tego powodu pomoc, jaką możemy okazać naszemu organizmowi poprzez założenie czapki, jest dla niego nieoceniona.

Podsumowując:

Temperaturę traci się przede wszystkim przez te miejsca, których nie zakryjemy. Na chłodne dni zalecamy zatem i rękawiczki, i czapkę.
Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; zdjęcie tytułowe: Alin Dragu, Unsplash