Internauci udostępniają w sieci grafiki potwierdzające, że twórcy serialu "Simpsonowie" rzekomo przewidzieli pojawienie się koronawirusa. To nieprawda - wskazywane kadry pochodzą z dwóch różnych odcinków, jeden został przerobiony i w oryginale nie informuje o koronawirusie.

Gdy w mediach pojawiają się informacje o kolejnych potwierdzonych zachorowaniach na koronawirusa, w sieci na popularności zyskują coraz to nowe teorie na jego temat. Według jednej z nich twórcy popularnego amerykańskiego serialu animowanego "Simpsonowie" ("The Simpsons") przewidzieli pojawienie się koronawirusa. Dowodem mają być krążące w internecie kadry z odcinków. Przedstawiają bohaterów zainfekowanych "chmurą wirusa", a na jednym ujęciu widać planszę z napisem "corona virus".

Dezinformacje w sprawie koronawirusa. "Musimy korzystać z tych źródeł, które mają dobrą markę"

"Simpsonowie ponownie przewidzieli przyszłość. W 1993 roku w sezonie 4 w 21 odcinku informowano o tajemniczym korona wirusie" - głosi podpis do czterech zestawionych kadrów z serialu w grafice podawanej na Twitterze.

Wpis z 29 lutego polubiło ponad 2,4 tys. użytkowników Twittera, a ponad 350 podało go dalej. Podobne posty pojawiły się na Facebooku, jeden z nich 1 marca opublikował polski raper TPS.

"Sprawdzałam, to fake"

W komentarzach internauci, także polscy, dyskutowali o tym, czy teoria może być prawdziwa. "Wniosek? Amerykanie piszą scenariusz dla świata"; "Simpsonowie już dużo rzeczy przewidzieli to trochę przerażające" - pisali niektórzy.

"Przecież żaden odcinek niczego nie przewidział, tylko jak jest o czymś głośno, to oni edytują odcinki, żeby to wyglądało tak, że przepowiadają przyszłość" - stwierdził jeden z internautów. "Co z tego, że było już kilka koronawirusów" - zauważył inny.

"Sprawdzałam, to fake. Nie ma nic o koronawirusie, są tylko Azjaci, którzy pakują jakąś dziwną zieloną chmurę w paczki i ludzie się tym zarażają (?)" - napisała użytkowniczka Twittera.

Kocia grypa i zmanipulowany kadr

Twórcy serialu nie przewidzieli pojawienia się koronawirusa. Tezę zdementowała na początku lutego m.in. redakcja Snopes, zajmująca się weryfikacją informacji.

W fabułach pojedynczych odcinków pojawiają się wątki dotyczące wirusów, ale żadnego nie nazwano "koronawirusem". Kadr z prezenterem serwisu informacyjnego nie pochodzi z odcinka sprzed 27 lat. Można go zobaczyć w dużo nowszym epizodzie pt. "Testament Pana Burns'a" ("The Fool Monty"), sezon 22, odc. 6 z listopada 2010 roku. W tej scenie dziennikarz informuje o rzekomej "kociej grypie", która w serialu została wymyślona przez wielkie koncerny mediowe.

To ujęcie przerobiono: na oryginalnej planszy jest napis "apocalypse meow" ("kocia apokalipsa" - tłum. red.)", a nie "corona virus".

Grypa z Osaki

Pozostałe trzy kadry, na których widać "zielone chmury wirusa", faktycznie pochodzą z 21. odcinka czwartego sezonu "Simpsonów" wskazanego w udostępnianej grafice. Sezon zatytułowany "Marge w kajdanach" ("Marge in Chains") został po raz pierwszy wyemitowany 6 maja 1993 roku.

Homer Simpson - jeden z głównych bohaterów serialu - oraz inni mieszkańcy Springfield zamawiają reklamowaną w telewizji wyciskarkę do soków. Ta, jak się okazuje, produkowana jest w Osace w Japonii. Jeden z pracowników pakujących wyciskarki prosi kolegę, by ten nie mówił przełożonemu, że ma grypę. Chwilę później kicha do paczki zaadresowanej do Homera. Wkrótce głowa rodziny Simpsonów i kolejni mieszkańcy miasteczka zostają zaatakowani przez "zielone chmury wirusa" wydostające się z zamówionych paczek.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) obaliła nieprawdziwe twierdzenie, że ​​ludzie mogą się zarażać koronawirusem poprzez przesyłki z Chin. Podobną informację na ten temat opublikował polski Główny Inspektorat Sanitarny.

Czego jeszcze nie przewidzieli "Simpsonowie"

To nie pierwszy raz, gdy twórcom serialu "Simpsonowie" przypisuje się zdolność przewidywania przyszłości. Redakcja portalu Snopes wielokrotnie sprawdzała, czego nie przewidzieli "Simpsonowie" - m.in. że Donald Trump będzie chciał kupić Grenlandię, że spłonie część katedry Notre Dame, że twórcy urządzeń mobilnych wprowadzą do nich autokorektę (odcinek o tym powstał, gdy autokorekta była już dostępna).

Konkret24 opisał, jak "Simpsonowie" nie przewidzieli spotkania nastoletniej aktywistki Grety Thunberg i prezydenta Donalda Trumpa, a także inne przypadki dezinformacji wokół koronawirusa.

Autor:  Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24, Snopes.com; Zdjęcie: Twitter/tvn24

Pozostałe

Teorie spiskowe o koronawirusie - niebezpieczne dla społeczeństw

Szerzące się teorie spiskowe dotyczące przyczyn pandemii koronawirusa mogą się okazać równie niebezpieczne dla społeczeństw jak sam wirus. Sprzyjają wzrostowi ataków rasistowskich bądź wrogich zachowań wobec wybranych grup społecznych. Antidotum na nie jest rzetelna informacja.

Nie, te metody nie chronią przed zakażeniem koronawirusem

Czosnek działa przeciwbakteryjnie, ale nie ochroni przed koronawirusem. Wódka nie zawsze skutecznie odkazi ręce. Częste picie wody nie wypłucze z organizmu wirusa. Obalamy teorie na temat tego, jak się chronić przed COVID-19.

Nie, wykupowanie papieru toaletowego to nie nawyk z PRL-u

Kupowanie przez Polaków dużych zapasów papieru toaletowego w czasach niepokoju nie jest niczym wyjątkowym na tle innych krajów. Nie jest też dziedzictwem PRL-u. Ekonomiści określają to zachowanie "złudzeniem zerowego ryzyka" i chęcią zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa.

Zagadka "Mazurka Dąbrowskiego". Zapłakany ojciec czy zapłakana Basia?

W oficjalnej i obowiązującej wersji naszego hymnu, w czwartej zwrotce padają słowa "Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakaNY". Istnieje jednak interpretacja, zgodnie z którą zdanie początkowe tej zwrotki powinno brzmieć: "Już tam ojciec do swej Basi mówi zapłakanNEJ". Autorzy tej teorii są zdania, że taki zapis wynika ze sposobu pisania Józefa Wybickiego, autora słów "Mazurka Dąbrowskiego".

Internetowy łańcuszek o "bezdomnym pastorze" - mądra i pouczająca opowieść, ale nieprawdziwa

Użytkownicy Facebooka masowo udostępniają wpis o eksperymencie pastora Jeremiaha Steepeka, który przebrał się w ubogie ubranie i incognito pojawił się w swojej nowej parafii. To poruszająca historia o konieczności dzielenia się dobrami doczesnymi z drugim człowiekiem. Wielu użytkowników serwisu uwierzyło w jej autentyczność. Opowieść jest fikcyjna, choć jej elementy bazują na prawdziwych wydarzeniach. Zdaniem eksperta, takie historie mogą powstawać dla celów komercyjnych.