Określenie „jedyna wzniesiona przez człowieka budowla widoczna z kosmosu” tak mocno przylgnęło do Wielkiego Muru Chińskiego, że niewiele osób zastanawia się nad jego prawdziwością. Tymczasem kosmonauci i astronomowie są zgodni: to mit.

Budowany od III wieku p.n.e. system umocnień znanych dzisiaj pod zbiorczą nazwą „Wielki Mur Chiński” bez wątpienia jest jedną z największych, jeśli nie największą atrakcją turystyczną Chińskiej Republiki Ludowej. Jego spopularyzowana nazwa niesie za sobą pierwszy z mitów – że jest to spójna konstrukcja. W rzeczywistości nie ma jednego „muru”, a zamiast tego tworzy go wiele odcinków, które były wznoszone w różnych czasach, pod rządami różnych cesarzy i przede wszystkim zupełnie różnymi technikami. Pomiędzy niektórymi z nich znajdują się nawet luki.

Kto pierwszy "zobaczył" mur z kosmosu?

Wyobraźnię dużo bardziej pobudza jednak drugi z mitów - że mur jest jedyną wzniesioną przez człowieka budowlą widoczną z kosmosu. Występuje on też w zmienionej wersji, która mówi, że chiński system umocnień widać nawet z… Księżyca.

Nie ma pewności co do pochodzenia tej informacji i tego, kto tak naprawdę ją nagłośnił. Niektóre źródła wskazują na Henry’ego Normana, brytyjskiego korespondenta, który w 1895 r. napisał w swojej książce, że mur cieszy się reputacją "jedynego dzieła ludzkich rąk na ziemi, które jest widoczne z księżyca”. Inne, że pierwszy raz informacja taka pojawiła się publicznie w 1932 r. na grafice z serii "Ripley's Believe It or Not”, na której napisano, że mur to "najpotężniejsza praca człowieka, jedyna, którą ludzkie oko dostrzeże z księżyca”. Wiele źródeł powołuje się także na książkę „Second Book of Marvels - Orient” amerykańskiego podróżnika Richarda Halliburtona. W niej także znajduje się - właściwie identyczna - wzmianka o tym, że człowiek, który poleci w kosmos, dostanie szansę zobaczenia muru gołym okiem.

Astronomowie mówią, że Wielki Mur to jedyna rzecz stworzona przez człowieka na naszej planecie, widoczna dla ludzkiego oka z Księżyca.

Richard Halliburton

Dlaczego nie podważono twierdzenia Halliburtona? Zapewne dlatego, że jego książka ukazała się w 1938 roku, a więc… 23 lata przed pierwszą wyprawą w kosmos Jurija Gagarina. Kiedy jego następcy zaczęli wyprawiać się poza orbitę, przywozili ze sobą coraz więcej zgodnych świadectw, że… żadnego muru z kosmosu nie widzieli. Tym bardziej fałszywą informacją jest ta o widoczności muru z poziomu Księżyca, odległego wszak od ziemi średnio o ponad 380 tys. kilometrów. Odległość między kosmosem, w rozumieniu „przestrzeni kosmicznej”, a Ziemią umownie przyjmuje się na 80-100 km.

Neil Armstrong muru z Księżyca nie widział

O kwestię tę wielokrotnie pytany był Neil Armstrong po powrocie ze swojej wyprawy na naszego naturalnego satelitę w 1969. Za każdym razem powtarzał, że Muru nie widział. ”Widzieliśmy kontynenty, widzieliśmy Grenlandię. Grenlandia się wyróżniała, tak jak na globusie w bibliotece, była cała biała. Antarktyki nie widzieliśmy, ponieważ zakrywały ją chmury. Afryka była całkiem widoczna, widzieliśmy jak słońce odbija się od jeziora. Ale nie wierzę, że... Przynajmniej moje oczy nie widziały jakiegokolwiek obiektu stworzonego przez człowieka", mówił w rozmowie na potrzeby archiwum historii mówionej NASA Johnson Space Center w 2001 r. Dodawał także, że żaden z kosmonautów, z którymi rozmawiał, nie widział Wielkiego Muru.

Najbardziej znane „dementi” w sprawie widoczności budowli z kosmosu, które do dzisiaj wielu naukowców uważa za ostateczne rozwiązanie tej kwestii, wydał w 2003 roku Yang Liwei – pierwszy Chińczyk wysłany w przestrzeń kosmiczną. Jego opinia w sprawie ojczystego zabytku skłoniła nawet badaczy z Chińskiej Akademii Nauk do przeprowadzenia pomiarów, które wykazały, że jeśli dany obiekt ziemski jest większy niż 10 metrów, to ludzkie oko jest go w stanie dojrzeć w najlepszym przypadku z odległości 36 kilometrów. Mur w żadnym miejscu nie jest szerszy niż 10 metrów, a z wysokości 36 km. dostrzec można też inne budowle wzniesione przez człowieka, takie jak lotniska czy stadiony i tej odległość od ziemi na pewno nie można uznać „kosmos”.

NASA mur dostrzegła - na zdjęciu

Zaskakującą może być jednak informacja nie „czy” mur widać z kosmosu, ale „dlaczego” nie da się go dostrzec gołym okiem - co najwyżej z niskiej orbity okołoziemskiej i to w określonych warunkach. Powodem takiej sytuacji jest kolor użytych do budowy materiałów (głównie kamień i glina), które z pewnej odległości zlewają się po prostu z otaczającym je górskim terenem. Z tego powodu nawet wykonanie zdjęcia satelitarnego budowli za pomocą specjalistycznej aparatury może stanowić problem.

Aby można było wyodrębnić Wielki Mur Chiński z takiej fotografii, słońce musi paść na niego pod odpowiednim kątem tak, aby powstał okazały cień. Jak twierdzi NASA, po raz pierwszy udało się to w 2004 r. Budowlę „widać" na zdjęciu z 2004 roku wykonanym z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (poniżej). Dostrzegli ją naukowcy NASA, tyle że już na ziemi, analizując zdjęcie. Jego autor, amerykański astronauta Leroy Chiao, mówił potem, że nie był pewny co z góry widział.

To właśnie poniższe zdjęcie, jak informuje NASA, pokazuje fragment Wielkiego Muru Chińskiego. „Tuż poniżej środka zdjęcia” to wskazówka jaką daje agencja.

Zdjęcie satelitarne Chin, na którym badacze NASA dostrzegli Wielki Mur Chiński
Zdjęcie satelitarne Chin, na którym badacze NASA dostrzegli Wielki Mur Chiński Foto: NASA
Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; NASA

Pozostałe

Internetowy łańcuszek o "bezdomnym pastorze" - mądra i pouczająca opowieść, ale nieprawdziwa

Użytkownicy Facebooka masowo udostępniają wpis o eksperymencie pastora Jeremiaha Steepeka, który przebrał się w ubogie ubranie i incognito pojawił się w swojej nowej parafii. To poruszająca historia o konieczności dzielenia się dobrami doczesnymi z drugim człowiekiem. Wielu użytkowników serwisu uwierzyło w jej autentyczność. Opowieść jest fikcyjna, choć jej elementy bazują na prawdziwych wydarzeniach. Zdaniem eksperta, takie historie mogą powstawać dla celów komercyjnych.

Czy Afryka jest większa, czy mniejsza od Grenlandii? 450 lat siatki Merkatora

Mija 450 lat od kiedy flamandzki kartograf Gerard Merkator przedstawił swoje autorskie odwzorowanie świata. Powstałe dzięki jego pomysłowi mapy weszły do powszechnego użycia w nawigacji. Do dziś służą jako punkt odniesienia w wielu profesjonalnych i amatorskich zastosowaniach. Mapy opracowane przy wykorzystaniu metody Merkatora są jednak poważnie zniekształcone. Nie wszyscy ich użytkownicy zdają sobie z tego sprawę.

"Przysłowie stare jak świat". Od 300 lat opisuje fake newsy

Przy okazji pożaru katedry Notre Dame w Paryżu, można było zaobserwować niezwykłą szybkość, z jaką w mediach społecznościowych na całym świecie rozchodziły się fałszywe informacje i spiskowe teorie. Konkret24 i wiele zagranicznych redakcji fact-checkingowych opisały je niemal równocześnie z końcem akcji gaśniczej paryskich strażaków. Nic jednak lepiej nie opisuje tej sytuacji, jak słynne powiedzenie "zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie świat".

Igły z HIV na stacjach paliw? Uwaga na... fejka

W maju 2017 roku na "spotterskich" stronach większych miast pojawiły się zdjęcia igły doczepionej do pistoletu dystrybutora paliwa i informacja, że była ona skażona HIV. W tym samym czasie zdjęcie z podobnym opisem krążyło także m.in. w amerykańskim internecie. "Fake news" dementowano wówczas wielokrotnie. Wrócił kilka dni temu.

Gorąca kawa z McDonald's, oparzenie i 2,9 miliona dolarów odszkodowania

Niemal wszystko, co wiecie o tej sprawie, jest kłamstwem. Zanim następnym razem pomyślicie, że można wygrać miliony za oparzenie kawą z sieciówki, warto poznać fakty "najbardziej niezrozumianej" sprawy w Ameryce. Sprawy, która stała się nie tylko medialną sensacją na całym świecie, ale i pożywką dla komediantów, kreskówek i krzykliwych nagłówków. Sprawy, którą od niemal 30 lat powtarzamy w nieprawdziwej wersji.

Koniec 70-letniej teorii spiskowej o śmierci Rudolfa Hessa

Rudolf Hess, jeden z najbliższych współpracowników Hitlera, miał zostać zamordowany, a karę więzienia zamiast niego odbywał figurant. To popularna teoria spiskowa sięgająca końca II wojny światowej. Wyniki badań DNA opublikowane w "Forensic Science International: Genetics" właśnie doprowadziły do jej obalenia.

Erupcja fałszu. Wulkany i polityka

Mit o tym, że wulkany emitują więcej dwutlenku węgla niż ludzie wciąż rozpala wyobraźnię. W piątek w Sejmie poseł Jakub Kulesza z koła Wolność i Skuteczni stwierdził z mównicy, że "trzy wulkany spośród 800, które emitują dwutlenek węgla, emitują więcej tego dwutlenku niż cała polska gospodarka". Nie, nie robią tego.