Najważniejsi politycy Prawa i Sprawiedliwości już otwarcie wzywają szefa Najwyższej Izby Kontroli do dymisji. Jednak tuż po emisji reportażu "Superwizjera" TVN zapewniali o uczciwości Mariana Banasia i o tym, że ten nie wiedział, co się działo w wynajmowanej przez niego krakowskiej kamienicy.

W reportażu "Superwizjera" TVN Bertold Kittel przyjrzał się działalności prowadzonej w kamienicy w krakowskim Podgórzu, której właścicielem był Marian Banaś oraz oświadczeniom majątkowym składanym przez prezesa NIK. Kittel trafił na prowadzony w budynku hotel na godziny i spotkał przestępcę skazanego prawomocnym wyrokiem.

Dziennikarski materiał wyemitowano 21 września. W tym czasie dokumenty wypełnione przez Banasia sprawdzało od kilku miesięcy Centralne Biuro Antykorupcyjne.

Posłowie opozycji zaczęli domagać się złożenia dymisji przez szefa NIK.

"Dobry kandydat"

Zaledwie trzy tygodnie wcześniej, 30 sierpnia, Marian Banaś został wybrany na stanowisko szefa NIK przez Sejm, w którym większość miała PiS.

- Ze względu na zarówno wykształcenie, jak i bogate doświadczenie zawodowe, bogate doświadczenie zdobyte w Najwyższej Izbie Kontroli, ogromne zasługi, jeżeli chodzi o działania na rzecz uzyskania wolności przez naszą ojczyznę, uważamy, że pan Marian Banaś jest dobrym kandydatem na prezesa Najwyższej Izby Kontroli - uzasadniała wówczas w Sejmie wniosek złożony przez posłów posłanka Anna Milczanowska (PiS).

Wojciech Szarama (PiS), szef komisji ds. kontroli państwowej, która wcześniej pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Banasia, podkreślał, że w tej sprawie pozytywna opinia komisji "została podjęta olbrzymią większością głosów".

"NIK zyskał nową jakość"

Prawo i Sprawiedliwość w swoim programie, który jest opublikowany na stronie partii z datą 14 września 2019 roku (a więc już po wyborze Banasia na szefa NIK, a tydzień przed publikacją materiału "Superwizjera TVN") chwali się, że w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej, która na szefa NIK powołała polityka, "na to stanowisko powołano osobę, której kariera, mimo związków z obozem Prawa i Sprawiedliwości, nie stawia pod znakiem zapytania obiektywizmu w sprawowaniu urzędu".

"Nominacja miała więc zupełnie inny charakter niż powołanie czynnego polityka i działacza partyjnego" - można przeczytać w dokumencie, który dalej podkreśla: "Dzięki temu mająca istotne znaczenie dla systemu politycznego instytucja kontrolna zyskała nową jakość, a dobór kadr na kluczowe stanowiska w państwie – poza wszelką dyskusją – zyskał nowy standard".

Fragment programu PiS o stanowisku szefa NIK
Fragment programu PiS o stanowisku szefa NIK Foto: pis.org.pl

"Człowiek kryształowy"

Po emisji reportażu na antenie TVN24, politycy PiS chwalili szefa NIK, zapewniali o jego uczciwości oraz o tym, że nie wiedział o funkcjonującym w jego kamienicy hotelu na godziny.

- Pracował w Warszawie i oczywiście nie miał pojęcia, jak mi przekazał, co się dzieje w domu, który wynajmuje - mówił TVN24 europoseł Ryszard Czarnecki (PiS) i dodał: "uważam go za człowieka absolutnie uczciwego".

- Nie miał wiedzy. Po prostu wynajmował w dobrej wierze te lokale, te pomieszczenia - stwierdzał z kolei w radiowej Trójce wicepremier Jacek Sasin (PiS). - Ja wierzę panu ministrowi. Wierzę w jego uczciwość - dodawał potem.

- Jest człowiekiem kryształowym. Niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem
- mówił wówczas marszałek Stanisław Karczewski (PiS). - Moje jednoznaczne wrażenie jest takie, że jest to pełna manipulacja od początku do końca - ocenił.

- To są absolutnie gołosłowne zarzuty - oceniał w TVN24 poseł Kazimierz Smoliński (PiS).

- Osobiście znam pana ministra Banasia i wiem, że to jest bardzo uczciwy i porządny człowiek. Nie znam go od wczoraj, od przedwczoraj, znam go od wielu, wielu lat – zapewniał dzień po emisji reportażu w "Kawie na Ławę", prezydencki minister Andrzej Dera (PiS).

Jeśli się potwierdzi, to "doprowadzimy do odwołania i to będzie koniec"

Jarosław Kaczyński pod koniec września powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że "Jeżeli ktoś, jak Marian Banaś, zabrał co najmniej dwieście kilkadziesiąt miliardów przestępcom, to ma wrogów i ci wrogowie mogą posunąć się do daleko idącej operacji, żeby kogoś takiego skompromitować". Szef PiS zastrzegł jednak, że "nie ma świętych krów", a "sprawa musi być wyjaśniona do końca".

W podobnym tonie wypowiadał się trzy dni po emisji materiału wicerzecznik PiS Radosław Fogiel w rozmowie z gazeta.pl: "Jeśli miałoby się potwierdzić, że coś jest nie w porządku, będziemy naciskać na obecnego szefa NIK-u, żeby zrezygnował". Podobnie mówił w programie "Kawa na Ławę" europoseł Patryk Jaki: "Poczekajmy, jeżeli się okaże, że są jakieś nieprawidłowości (w oświadczeniach majątkowych Banasia - red.), u nas nie będzie żadnych świętych krów (...). Doprowadzimy wtedy do odwołania pana Banasia i będzie koniec" - zapowiedział.

- Mam na tyle wyrobią opinię, na ile znam fakty, a one są bardzo jednoznaczne. Jeśli ktokolwiek miałby coś na sumieniu, to złożyłby "donos" z prośbą o pełną weryfikację jego oświadczenia majątkowego? Tak zrobił Marian Banaś jesienią zeszłego roku. Mam nadzieję, że za parę tygodni wszystko się wyjaśni w sposób pozytywny - mówił na antenie telewizji wPolsce.pl na początku października premier Mateusz Morawiecki i podkreślał, że szef NIK "ma piękny życiorys".

Kilka dni później w rozmowie z reporterem TVN24, który chciał się dowiedzieć, czy analiza przedkontrolna oświadczeń majątkowych Mariana Banasia była działaniami własnymi CBA, czy wynikała ze zgłoszenia samego Banasia, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn odpowiedział: "to były działania CBA, które CBA prowadziło w ramach swoich kompetencji i ta analiza wskazała na konieczność kontroli oświadczeń majątkowych".

Skazy na pancerzu

31 października w programie "Kropka nad i" TVN24 Monika Olejnik zapytała ówczesnego wiceministra Jacka Sasina czy uważa, że Banaś przestał już być "pancernym Marianem".

- Ja nie wiem, czy kiedykolwiek był pancerny – odpowiedział Sasin. - Tak go rzeczywiście nazywano, bo był rzeczywiście takim bezkompromisowym w walce z mafiami VAT-owskimi, rzeczywiście tutaj odniósł wielkie sukcesy. Natomiast na tym pancerzu pojawiły się skazy w ostatnim czasie wraz z ujawnieniem informacji dotyczących majątku pana prezesa – stwierdził polityk PiS.

- Nie chcę tego w tej chwili absolutnie przesądzać – powiedział w programie Jacek Sasin. - Oczekuję spokojnie na to, aby ostateczny werdykt w tej sprawie wydały służby państwa, które pewne zarzuty sformułowały, ale ta procedura nie jest jeszcze zakończona - podsumował ówczesny wiceminister.

"Nie znałem wszystkich okoliczności"

Po wyborach posłowie PiS przestali bronić działań Mariana Banasia.

Stanisław Karczewski zapytany 25 października w w programie "Gość Wydarzeń", czy powtórzyłby swoje słowa o Banasiu jako "człowieku absolutnie kryształowym" odpowiedział, że "nie. Absolutnie nie."

- Jeśli chodzi o jego działalność państwową, którą znałem, to świetny fachowiec, niezwykle zaangażowany, bardzo pracowity. To będę powtarzał, nawet jeśli te zarzuty czy wątpliwości CBA potwierdzą się - dodał.

29 listopada wypowiedź o szefie NIK przypomniał raz jeszcze senatorowi Karczewskiemu tym razem Robert Mazurek w "Porannej rozmowie" w RMF FM.

- Nie mówiłem, że absolutnie, ale mówiłem, że kryształowy – sprostował wicemarszałek Senatu.

Zapytany czy znalazł "rysę na tym krysztale", marszałek przyznał, że "więcej może niż rysę".

- Patrząc w życiorys i znając doskonale życiorys, bo znam osobiście pana Mariana Banasia, człowiek niezwykle zasłużony, bardzo aktywny, bardzo pracowity. Nie znałem wszystkich okoliczności, znałem tylko te dobre strony pana prezesa, a wtedy ministra – wyjaśnił marszałek Stanisław Karczewski.

Jest człowiekiem kryształowym. Niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem
Moje jednoznaczne wrażenie jest takie, że jest to pełna manipulacja od początku do końca.
[22.09]

- Nie mówiłem, że absolutnie, ale mówiłem, że kryształowy
- Znalazł pan rysę na tym krysztale?
- Więcej może niż rysę.
[29.11]

Stanisław Karczewski o Marianie Banasiu

"Oczekiwanie złożenia dymisji"

Od czwartku politycy PiS, w tym najwyższe partyjne władze, zaczęli wprost wyrażać przekonanie, że Marian Banaś nie powinien już pełnić swojej funkcji.

Tego dnia wieczorem prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz wiceprezes partii Mariusz Kamiński spotkali się w siedzibie partii z szefem NIK. Podczas spotkania - jak wskazała na Twitterze rzeczniczka PiS Anita Czerwińska - "zostało wyrażone oczekiwanie, aby szef NIK podał się do dymisji".

Do tego spotkania następnego dnia w radiowej Trójce odnosił się wicerzecznik PiS Radosław Fogiel.

- Nie byłem na tym spotkaniu (…) więc nie znam bezpośredniej reakcji Banasia. Jak rozumiem, przemyśli sprawę i zakomunikuje opinii publicznej swoją decyzję – powiedział w Salonie Politycznym Trójki. Rzecznik PiS dodał, że wyobrażałby sobie, że "to stanie się w jakiejś przewidywalnej przyszłości".

- W tej sytuacji decyzja leży po stronie szefa NIK ponieważ szef Izby jest tak umocowany prawnie, że w momencie wyboru w zasadzie jest nieodwoływalny. Możemy stosować tylko narzędzia natury politycznej. Ten apel, to oczekiwanie wyrażone wczoraj przez kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości jest właśnie takim narzędziem politycznym - stwierdził Fogiel.

"Oczekujemy honorowej decyzji podania się do dymisji"

W piątkowy poranek kolejni czołowi politycy PiS odnosili się do spotkania władz partii z szefem NIK, które odbyło się poprzedniego dnia.

Jacek Sasin zapytany w programie "Sygnały dnia" o to, jak należy odczytywać komunikat Prawa i Sprawiedliwości zapewniał, że apel o dymisję Banasia to "kontynuacja tej linii, którą w sprawie kontrowersji wokół osoby Prezesa Najwyższej Izby Kontroli Prawo i Sprawiedliwość prezentowało od początku".

- My mówiliśmy od początku, że jeśli pojawią się uzasadnione wątpliwości dotyczące spraw, które media naświetlają od wielu tygodni, to wtedy będziemy oczekiwać od pana prezesa Banasia decyzji, honorowej decyzji podania się do dymisji.

- My sobie nie wyobrażamy takiej sytuacji, żeby prezes Najwyższej Izby kontroli, czyli człowiek od którego jednak wszyscy wymagamy żeby miał tę nieposzlakowaną opinię pełnił tę funkcję mimo takich wątpliwości. Stąd tego typu apele – oznajmił minister Sasin.

Nie miał wiedzy. Po prostu wynajmował w dobrej wierze te lokale, te pomieszczenia. (...) Ja wierzę panu ministrowi. Wierzę w jego uczciwość.
[23.09]

Na tym pancerzu pojawiły się skazy w ostatnim czasie wraz z ujawnieniem informacji dotyczących majątku pana prezesa.
[31.10]

Jacek Sasin o Marianie Banasiu

"Może się okazać, że szkodzi partii"

W piątkowym ranek również szef klubu PiS Ryszard Terlecki skomentował możliwą dymisję Mariana Banasia. Sejmowi dziennikarze zapytali Terleckiego, czy prezes NIK szkodzi partii rządzącej.

- Mnie nie szkodzi, ale partii może się okazać, że szkodzi, jeżeli rzeczywiście ten raport zawiera jakieś poważne wątpliwości – stwierdził szef klubu Prawa i Sprawiedliwości.

Dwa dni po reportażu "Superwizjera" na antenie Radia Kraków Terlecki mówił, że "trudno drugiego dnia jasno to ocenić, ale myślę, że prezes NIK wybrnie z tego".

"Pogrąża siebie i przy okazji nas"

O decyzję Banasia w sprawie rezygnacji ze stanowiska pytała w piątek rano na Twitterze posłanka Parlamentu Europejskiego i była rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

"Prezes Banaś milczy i milczy...pogrąża siebie i przy okazji nas. Po co? Komu to służy? Panie Banaś pobudka,  czas wstać ludziom odpowiedź dać: rezygnacja czy nie?" – napisała Mazurek.

Adam Lipiński (PiS) zapytany również w piątek przez reporterkę "Gazety Wyborczej", czy to polityczny koniec Mariana Banasia, stwierdził że nie wie.

– Ale z tej funkcji musi zrezygnować. To jest oczywiste - stwierdził. – Trochę nam to komplikuje sytuację, ale wezwanie pana prezesa ma szczególnie silny ładunek emocji. Tak że mam nadzieję, że Marian Banaś ustąpi – dodał polityk PiS.

"Mamy również plan B"

Do sprawy także w piątek odniósł się premier Mateusz Morawiecki.

- Myślę, że pan prezes NIK, dzisiaj, pan Marian Banaś poda się do dymisji - powiedział podczas konferencji prasowej na Podlasiu. - Jeżeli tak się nie stanie, to mamy również, można powiedzieć, plan B w tej sprawie.

Premier potwierdził, że zapoznał się z raportem CBA w sprawie interesów prezesa NIK. Jednocześnie przyznał, że "wnioski z tego raportu powinny skłaniać pana Mariana Banasia do podania się do dymisji".

Autor:  Jan Kunert, Gabriela Sieczkowska
Źródło:  Konkret24; zdjęcie: Tomasz Jastrzębowski/Reporter

Pozostałe

Ile wybory kosztowały PSL, Lewicę i Konfederację? Sprawdziliśmy w PKW

Obok sprawozdań finansowych Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość oraz KKW Koalicja Obywatelska sprawdziliśmy dokumentację przedstawioną PKW przez trzy pozostałe komitety wyborcze, których kandydaci weszli do parlamentu: KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.

"Karta stałego wyborcy PiS" to fake news

Rozpowszechniany w sieci fragment artykułu o "karcie stałego wyborcy Prawa i Sprawiedliwości" to fałszywa informacja. Autor grafiki wprowadził w błąd wielu użytkowników sieci. Zasugerował, że posiadacze karty będą mogli korzystać ze zniżek w komunikacji miejskiej, sklepach czy kinach.

Wśród kandydatów na prezydenta "młodziej nie było"? Sprawdzamy

Prezes Klubu Jagiellońskiego zasugerował w swoim twitterowym wpisie, że tegoroczni kandydaci na prezydenta są najmłodsi w historii. To prawda. Zarówno średnia, jak i mediana wieku do tej pory zgłoszonych kandydatów jest najniższa od 1990 roku. Trzykrotnie w wyborach startował jednak kandydat młodszy od najmłodszego w tym roku Krzysztofa Bosaka.

Internauta zmanipulował słowa Kidawy-Błońskiej. "Im wolno, mi też!"

W sobotę na Twitterze pojawiło się popularne wideo, na którym posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska krytykuje europosła Bartosza Arłukowicza. W rzeczywistości jednak posłanka komplementowała stojącego obok kolegę. Do manipulacji przyznał się później internauta, który nagranie umieścił w sieci. "Im wolno, mi też!" - skwitował. Zdaniem Samuela Woolleya, eksperta ds. dezinformacji, proste manipulacje wideo będą w 2020 roku "prawdopodobnie bardziej szkodliwe" niż nagrania deep fake.

Dziewięć dni w sieci za ponad milion. Na co Koalicja Obywatelska wydała pieniądze w kampanii?

Ponad 30 milionów złotych wydał na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska. Ponad połowę tej kwoty pochłonęło korzystanie z mediów i eksponowanie plakatów. KO mocno postawiła na internet. Wśród wydatków jest także organizacja konwencji wyborczych za ponad półtora miliona zł i dwie sesje fotograficzne, które łącznie pochłonęły prawie 75 tysięcy zł.

30 mln zł na kampanię wyborczą PiS. Ponad 400 tys. zł na "cysterny wstydu"

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość na kampanię parlamentarną w 2019 roku wydał 30 mln zł, z czego 1,2 mln zł kosztowała konwencja w Lublinie, a 438,7 tys. zł konwój określony "cysternami wstydu PO-PSL". Konkret24 sprawdził rachunki bankowe, umowy i faktury komitetów wyborczych. Dzisiaj KW Prawo i Sprawiedliwość. W piątek KKW Koalicja Obywatelska.