Od kilku tygodni przedstawiciele rządu powtarzali, w kontekście orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o legalności nowej KRS i Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, że jedyną instytucją, która może oceniać reformę sądownictwa, jest polski Trybunał Konstytucyjny. Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk, tuż przed wydaniem orzeczenia TSUE, zasugerował wręcz, że orzeczenie to oceni właśnie TK. Wskazanie do takich opinii, jak sprawdził Konkret24, można znaleźć w analizie, jaką napisał już w marcu wiceprezes TK Mariusz Muszyński.

Prof. Muszyński w tekście opublikowanym w dzienniku "Rzeczpospolita" użył sformułowania, że "trybunał konstytucyjny państwa członkowskiego ma prawo do ostatecznego słowa". Tę opinię powtórzył w listopadowym wywiadzie dla PAP premier Mateusz Morawiecki, a ostatnio wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, podczas posiedzenia 3 grudnia senackiej komisji spraw zagranicznych.

Przykłady z Niemiec

Na kilka dni przed ogłoszeniem przez TSUE wyroku w sprawie Izby Dyscyplinarnej SN, premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla PAP stwierdził, że TSUE w swoich orzeczeniach wykracza poza kompetencje, przyznane w traktatach unijnych. Dodał, że Polska "wykona każdy wyrok, który będzie w zgodzie z Traktatami i Konstytucją RP".

Odwołał się przy tym do przykładu Niemiec: "Federalny Trybunał Konstytucyjny w całej serii wyroków, (m.in. Maastricht, Solange I, Solange II, Lizbona, Honeywell) wyraźnie stwierdził, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ma nieograniczonej władzy – i że w niektórych wypadkach wydawane przez niego wyroki mogą wykraczać poza jego kompetencje".

Premier podkreślił, że "także nasz Trybunał Konstytucyjny od dawna jest w tej sprawie jednoznaczny. Najlepszym przykładem jest wyrok z listopada 2011 roku, dotyczący wykonywania w Polsce wyroków innych sądów. W tym wyroku TK wskazał bardzo wyraźnie: skoro najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej jest Konstytucja, to właśnie polski Trybunał Konstytucyjny jest sądem, który w zasadniczych, ustrojowych sprawach naszego państwa zawsze ma ostatnie słowo".

W dniu ogłoszenia wyroku TSUE, ale jeszcze przed orzeczeniem, minister Michał Dworczyk na antenie TVN24 użył niemal dokładnie tych samych słów: "przypomnę, że np. niemiecki odpowiednik TK wskazywał już niejednokrotnie w swoich orzeczeniach, że TSUE wykracza poza obszar swoich kompetencji, w związku z tym nie będą niektóre z tych orzeczeń stosowane na terenie Niemiec".

3 grudnia natomiast, gdy senacka komisja spraw zagranicznych debatowała nad skutkami orzeczenia TSUE, wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta przekonywał, że "skutki listopadowego wyroku TSUE nie wpływają na konieczność dokonywania zmian legislacyjnych w konkretnych ustawach, chyba że właściwy organ, jakim jest Trybunał Konstytucyjny, orzekłby inaczej". - Mamy w Polsce sąd ostatniego słowa, jest nim TK - wskazał.

Rząd "mówi" wiceprezesem trybunału

Wszyscy trzej politycy - premier, szef jego kancelarii i wiceminister sprawiedliwości - powtarzają, niemal dosłownie, sformułowania, jakich w swojej analizie użył prof. Mariusz Muszyński. W marcu tego roku, w tekście "Przełamywanie zasady pierwszeństwa prawa UE" przewidywał, że w swoich orzeczeniach TSUE "niewątpliwie wkroczy – dalej lub bliżej – w materię dotyczącą systemu władzy publicznej w Polsce i zasad nimi rządzących, a więc problematykę konstytucyjną".

Wiceprezes TK odwołuje się w tekście do orzecznictwa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Niemiec, dotyczącego zgodności prawa europejskiego z prawem RFN. Podaje przykłady, które w wywiadzie dla PAP wymienił premier Morawiecki - Maastricht, Solange I,II, Lizbona, Honeywell - w których nastąpiło złamanie zasady pierwszeństwa prawa unijnego nad krajowym. Wg Muszyńskiego, FTK "przypisuje sobie prawo do tego, aby akty uchwalane przez organy UE, które zgodnie ze stosowanymi kryteriami zostałyby uznane za sprzeczne z ustawą zasadniczą, uznać za niewiążące dla Niemiec" - a o tym wspominali premier i szef kancelarii.

O roli TK prof. Muszyński wypowiada się tak: "trybunał konstytucyjny państwa członkowskiego pilnuje równowagi między wartościami konstytucji a procesem integracji. Oczywiście robi to w duchu jedności z orzecznictwem TSUE, ale też gwarantuje odrębność narodową. Ponieważ udział państwa w UE ma miejsce na podstawie konstytucji, to we współpracy obu trybunałów to trybunał konstytucyjny ma prawo do ostatecznego słowa" - o tym także kilka miesięcy później mówili i premier Morawiecki, i ministrowie Dworczyk oraz Kaleta.

Właściwości trybunału

Przeciwko takiej rządowej interpretacji protestowała podczas obrad w Senacie I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf. Jej zdaniem, "wyrok Trybunału w Luksemburgu dotyczy zgodności prawa polskiego z prawem UE i regułami obowiązującymi w prawie UE". Dlatego, jak dodała w odpowiedzi na słowa wiceministra Kalety, "absolutnie Trybunał Konstytucyjny tutaj nie ma prawa oceny, ponieważ ocenił to TSUE, ocenił nasze przepisy dotyczące Krajowej Rady Sądownictwa i Izby Dyscyplinarnej SN z punktu widzenia reguł praworządności UE".

W Konstytucji i ustawie o Trybunale Konstytucyjnym zapisano cztery dziedziny, w których ma orzekać TK:

1. kontrola norm

2. rozstrzyganie sporów kompetencyjnych pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi organami państwa

3. orzekanie o zgodności z Konstytucją celów lub działalności partii politycznych

4. uznawanie przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej.

Najważniejszym zadaniem, w opinii samego Trybunału, zamieszczonej na jego stronie internetowej, jest kontrola norm, polegająca na "orzekaniu o hierarchicznej (pionowej) zgodności aktów normatywnych (norm prawnych) niższego rzędu z aktami normatywnymi (normami prawnymi) wyższego rzędu i na eliminowaniu tych pierwszych z systemu obowiązującego prawa w razie stwierdzenia braku zgodności".

Prawnicy: uwaga na "polexit"

Zdaniem dr prawa z UJ Marcina Krzemińskiego, redaktora naczelnego portalu konstytucyjny.org, tezy wiceprezesa TK Mariusza Muszyńskiego, które przytaczali członkowie rządu, "są już dawno przebrzmiałe", były formułowane "przez niemiecki FTK, gdy ówczesne prawo wspólnotowe nie obejmowało regulacji dotyczących praw podstawowych. Ale mamy już Kartę Praw Podstawowych i wyraźne odwołanie w traktatach do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka".

Jak twierdzi dr Krzemiński, "postrzeganie polskiego systemu prawa jako zbudowanego na pionowych zależnościach hierarchicznych to anachronizm. Prof. Łętowska słusznie wskazuje na 'multicentryczność' prawa, wzajemne nakładanie się i uzupełnienia porządku krajowego, unijnego i międzynarodowego. TK, TSUE i ETPCz nie mają powiązań hierarchicznych, a ich orzecznictwo jest wynikiem wzajemnego oddziaływania i respektowania swoich kompetencji".

- Wyroki wszystkich tych trybunałów są dla władz polskich wiążące - nie mogą sobie wybierać jednych, a ignorować inne. Stanięcie w opozycji do tego mechanizmu oznaczałoby faktyczny polexit - ostrzega prawnik z UJ.

Z kolei konstytucjonalista z UW, dr Ryszard Piotrowski przyznaje, że TSUE nie ma nieograniczonej władzy, nie może orzekać o zgodności prawa krajowego z prawem europejskim.

- Jego rolą jest dążenie do tego, by wartości Unii Europejskiej – zasady państwa demokratycznego – były respektowane, by tworzyły podstawę do oceny stanu praworządności w państwie członkowskim - podkreśla w rozmowie z Konkret24 dr Piotrowski. Jak dodaje, "pierwszeństwo prawa Unii oznacza pierwszeństwo zasady niezależności sądów i niezawisłości sędziów w krajowym porządku prawnym, a tego właśnie pierwszeństwa wymaga Konstytucja RP".

- Tak się stało w przypadku ostatniego wyroku TSUE, dotyczącego Polski. TSUE nie wykroczył poza swoje kompetencje, a jedynie – odpowiadając na pytanie Sądu Najwyższego - sprecyzował standardy sędziowskiej niezawisłości i niezależności, także opisane w Konstytucji RP - mówi dr Piotrowski. - Na Sądzie Najwyższym spoczywają zatem obowiązki  strażnika tych standardów, skoro sądy polskie są zarazem sądami europejskimi - dodaje.

Trybunał Konstytucyjny może  orzec o niezgodności unijnego prawa traktatowego i - w pewnym zakresie pochodnego (np. rozporządzenia i unijne dyrektywy)- z polską Konstytucją. Orzecznictwo TK odzwierciedla fundamentalną zasadę, że Konstytucja jest najwyższym prawem, a obowiązkiem Trybunału jest respektowanie Konstytucji, z której wynika tożsamość aksjologiczna polskiego prawa z prawem europejskim.

- Jeśli ktoś próbuje jednak z kompetencji TK wysnuć tezę, że polska Konstytucja pozwala naruszać niezależność i niezawisłość sędziowską i przeciwstawiać tym samym prawo polskie europejskiemu, bierze na siebie odpowiedzialność za polexit, czyli uznaje za możliwe zerwanie traktatowych związków Polski z innymi członkami UE.

dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW

- "Ostatnie słowo" TK – wypowiedziane w zgodzie z Konstytucją RP - nie może być słowem "nie" wobec zasady tożsamości aksjologicznej prawa polskiego i europejskiego, wobec zasady demokratycznego państwa prawnego, którego podstawą jest niezależność sądów i niezawisłości sędziów, a więc w istocie wobec Europy - stwierdza dr Piotrowski.

Autor:  Piotr Jaźwiński
Źródło:  Konkret24

Pozostałe

Ile wybory kosztowały PSL, Lewicę i Konfederację? Sprawdziliśmy w PKW

Obok sprawozdań finansowych Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość oraz KKW Koalicja Obywatelska sprawdziliśmy dokumentację przedstawioną PKW przez trzy pozostałe komitety wyborcze, których kandydaci weszli do parlamentu: KW Polskie Stronnictwo Ludowe, KW Sojusz Lewicy Demokratycznej oraz KW Konfederacja Wolność i Niepodległość.

"Karta stałego wyborcy PiS" to fake news

Rozpowszechniany w sieci fragment artykułu o "karcie stałego wyborcy Prawa i Sprawiedliwości" to fałszywa informacja. Autor grafiki wprowadził w błąd wielu użytkowników sieci. Zasugerował, że posiadacze karty będą mogli korzystać ze zniżek w komunikacji miejskiej, sklepach czy kinach.

Wśród kandydatów na prezydenta "młodziej nie było"? Sprawdzamy

Prezes Klubu Jagiellońskiego zasugerował w swoim twitterowym wpisie, że tegoroczni kandydaci na prezydenta są najmłodsi w historii. To prawda. Zarówno średnia, jak i mediana wieku do tej pory zgłoszonych kandydatów jest najniższa od 1990 roku. Trzykrotnie w wyborach startował jednak kandydat młodszy od najmłodszego w tym roku Krzysztofa Bosaka.

Internauta zmanipulował słowa Kidawy-Błońskiej. "Im wolno, mi też!"

W sobotę na Twitterze pojawiło się popularne wideo, na którym posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska krytykuje europosła Bartosza Arłukowicza. W rzeczywistości jednak posłanka komplementowała stojącego obok kolegę. Do manipulacji przyznał się później internauta, który nagranie umieścił w sieci. "Im wolno, mi też!" - skwitował. Zdaniem Samuela Woolleya, eksperta ds. dezinformacji, proste manipulacje wideo będą w 2020 roku "prawdopodobnie bardziej szkodliwe" niż nagrania deep fake.

Dziewięć dni w sieci za ponad milion. Na co Koalicja Obywatelska wydała pieniądze w kampanii?

Ponad 30 milionów złotych wydał na kampanię przed wyborami parlamentarnymi Koalicyjny Komitet Wyborczy Koalicja Obywatelska. Ponad połowę tej kwoty pochłonęło korzystanie z mediów i eksponowanie plakatów. KO mocno postawiła na internet. Wśród wydatków jest także organizacja konwencji wyborczych za ponad półtora miliona zł i dwie sesje fotograficzne, które łącznie pochłonęły prawie 75 tysięcy zł.

30 mln zł na kampanię wyborczą PiS. Ponad 400 tys. zł na "cysterny wstydu"

Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość na kampanię parlamentarną w 2019 roku wydał 30 mln zł, z czego 1,2 mln zł kosztowała konwencja w Lublinie, a 438,7 tys. zł konwój określony "cysternami wstydu PO-PSL". Konkret24 sprawdził rachunki bankowe, umowy i faktury komitetów wyborczych. Dzisiaj KW Prawo i Sprawiedliwość. W piątek KKW Koalicja Obywatelska.