Europosłanka Konfederacji Anna Bryłka w programie "Poranny Ring" w "Super Expressie" była pytana 18 marca m.in. o polexit. Gdy padło pytanie, czy jest za opuszczeniem Unii Europejskiej przez Polskę i czy do tego będzie dążyć jej partia, odparła, że jest "za polską suwerennością i za polską niezależnością", a także że "coraz większa krytyka Unii Europejskiej pojawia się nie tylko w Polsce, ale również w wielu państwach członkowskich Unii Europejskiej". Stwierdziła, że to efekt niektórych decyzji zapadających w Unii Europejskiej, które "nie mieszczą się w głowie wielu Polakom". Po czym doprecyzowała:
Mam na myśli chociażby to głosowanie w Parlamencie Europejskim, gdzie Parlament Europejski uznał, że biologiczny mężczyzna może urodzić dziecko.Anna Bryłka, europosłanka Konfederacji"Poranny Ring" na kanale Super ring "Super Expressu", 18 marca 2026
"No, to jeśli my mamy takie głosowanie, jeśli większość parlamentarzystów uważa, że biologiczny mężczyzna może urodzić dziecko, no to ja się nie dziwię Polakom, że uważają Unię Europejską za i Parlament Europejski za dom wariatów, po prostu" - dodała europosłanka.
Nie pierwszy raz przedstawiciel Konfederacji wspomina o tym głosowaniu - było już wcześniej komentowane w sieci. Jednak - wbrew tezie Anny Bryłki - wcale nie chodziło o stwierdzenie przez PE, że "biologiczny mężczyzna może urodzić dziecko".
Czego nie przegłosował Parlament Europejski
Już w połowie lutego 2026 roku wspomniane głosowanie w europarlamencie komentowali w mediach społecznościowych m.in. europosłowie Konfederacji Ewa Hernik-Zajączkowska i Stanisław Tyszka czy Łukasz Rzepecki, w przeszłości poseł i doradca prezydenta Andrzeja Dudy, także związany z Konfederacją. Podczas tego głosowania PE odrzucił poprawkę stwierdzającą, że "tylko biologiczna kobieta może zajść w ciążę". Rzepecki uznał wówczas, że "w Brukseli łatwiej jest zmienić definicję kobiety, niż obniżyć ceny energii czy poprawić bezpieczeństwo granic", a Zajączkowska-Hernik - że "to jest jakiś kompletny upadek intelektualny i całkowite zaczadzenie umysłowe lewicową ideologią idiotów". "Ci ludzie na serio sądzą, że również mężczyzna może zajść w ciążę" - napisała na platformie X.
Czy rzeczywiście PE tak właśnie uznał?
Otóż 12 lutego europarlamentarzyści głosowali nad zaleceniem dla Rady UE w kwestii priorytetów UE na 70. Sesję Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Statusu Kobiet. Ta coroczna sesja jest największym spotkaniem organizowanym przez ONZ dotyczącym równości płci i praw kobiet. W tym roku obyła się w dniach 9-19 marca w siedzibie ONZ w Nowym Jorku. Jej temat wiodący brzmiał: "Zapewnienie i wzmacnianie dostępu do wymiaru sprawiedliwości dla wszystkich kobiet i dziewcząt". Właśnie na to wydarzenie przygotowano zalecenie dla Rady UE.
Takie zalecenie to jeden z typów aktów prawnych powstających w Unii Europejskiej - nie jest jednak aktem wiążącym i nie nakłada żadnych obowiązków ustawodawczych na kraje członkowskie.
Wśród wytycznych przygotowanych przez PE znalazł się m.in. apel do Rady o potwierdzenie "silnego zaangażowania UE na rzecz równouprawnienia płci", zagwarantowanie "pełnego wdrożenia praw kobiet i dziewcząt we wszystkich aspektach działań zewnętrznych UE" czy podkreślanie podczas sesji w ONZ, "że udział kobiet i ich przywództwo na stanowiskach decyzyjnych nadal pozostają niewystarczające".
W uzasadnieniu projektu zalecenia - dostępnym na stronie internetowej PE - czytamy, że "równość mężczyzn i kobiet to jedna z podstawowych wartości Unii Europejskiej" oraz że "należne kobietom prawa człowieka i równość płci są nie tylko prawami podstawowymi, lecz także warunkują rozwój, ograniczanie ubóstwa oraz budowanie pokojowych, zamożnych i zrównoważonych społeczeństw". Cały dokument dotyczy właśnie kwestii praw kobiet, walki z mizoginią i nierównością w różnych aspektach życia.
Co ze stwierdzeniem, że "tylko biologiczne kobiety mogą zajść w ciążę"? To grupa europarlamentarzystów z Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR) zgłosiła poprawkę takiej treści do projektu zalecenia. Chcieli, by wzmianka ta stanowiła uzupełnienie do jednego z 17 punktów wstępu do zaleceń. Tyle że punkt ten wcale nie dotyczył ani kwestii płci, ani macierzyństwa, tylko zawierał ogólne zagadnienia nierówności płciowej. Zapisano w nim bowiem, że "prawa kobiet i dziewcząt oraz równouprawnienie płci są podstawowymi prawami człowieka" oraz że "zapewnienie praw kobietom i dziewczętom na całym świecie poprawia konkurencyjność" poprzez propagowanie "wzrostu sprzyjającego wyłączeniu społecznemu", "zmniejszeniu nierówności" i zapewnieniu pełnego wykorzystania "umiejętności i potencjału kobiet we wszystkich sektorach społeczeństwa".
Wzmianka o biologicznej kobiecie i zachodzeniu w ciążę wydaje się tu być nie na temat, bo zalecenia nie dotyczyły - wbrew komentarzom polityków Konfederacji - "definicji kobiety". Poprawka mogła sprawiać wrażenie czysto ideologicznej "wrzutki".
Podczas głosowania poprawka ta nie przeszła: przeciwko niej zagłosowało 233 europosłów, za było 200, a 107 wstrzymało się od głosu.
Rozpowszechniana przez polityków Konfederacji teza, że ten wynik głosowania znaczy, iż "Parlament Europejski uznał, że biologiczny mężczyzna może urodzić dziecko" - to manipulacja. Nigdzie takie stwierdzenie w zaleceniach nie pada. To raczej osobista interpretacja Anny Bryłki na temat tego przepisu stworzona na potrzeby walki politycznej. Również komentarze posłów Konfederacji, jakoby odrzucenie poprawki to "zmiana definicji kobiety", jest wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: European Union 2026 - EP