Czarnek zapowiada, jak wypowie ETS. "Prawo europejskie nie zna tego typu wychodzenia"

Przemysław Czarnek pokazuje projekt uchwały w sprawie systemu ETS
Przemysław Czarnek o "wypowiadaniu ETS-u"
Źródło: TVN24
Przemysław Czarnek zaprezentował sposób, który jego zdaniem doprowadzi do wyjścia przez Polskę z systemu ETS - kluczowy miałaby tu być publikacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Eksperci tłumaczą, dlaczego to niewiele da i jakie są inne drogi do zmiany tego systemu.

Poseł PiS Przemysław Czarnek już 7 marca 2026 roku na konwencji, na której zaprezentowano go jako kandydata na przyszłego premiera, zapowiedział, że wypowie udział Polski w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (ETS). "Nasze firmy nie będą tego płacić" - zadeklarował. Eksperci od prawa unijnego podkreślają jednak, że taki ruch jest po prostu niemożliwy. Już po konwencji Czarnek był więc pytany, jak konkretnie chce wyprowadzić Polskę z ETS i w odpowiedzi zadeklarował: "Mamy nawet projekt ustawy, który idzie w tym kierunku".

Ten projekt - uchwały sejmowej, a nie ustawy - Czarnek zaprezentował 16 marca 2026 roku przed Elektrociepłownią Żerań w Warszawie. "W tej uchwale Sejm Rzeczypospolitej Polskiej wzywa premiera Tuska do tego, żeby przedstawił w ciągu 14 dni plan wyjścia z ETS" - mówił poseł PiS. Oczywiście Sejm dopiero "wezwałby premiera" do czegokolwiek w momencie, gdyby uchwała została przyjęta większością głosów, na co szanse są znikome. Ale uchwała Sejmu jest aktem wyrażenia woli Sejmu - deklaracją - nie tworzy powszechnie obowiązującego prawa. Celem Przemysława Czarnka było jednak zwrócenie uwagi na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z zeszłego roku. "Przede wszystkim wzywamy do podjęcia wszelkich działań zmierzających do wyjścia z ETS-u, czyli w pierwszej kolejności opublikowania wyroku [Trybunału Konstytucyjnego] z 10 czerwca 2025 roku" - dodał.

Chodzi o wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 10 czerwca 2025 roku, który zdaniem polityków PiS stanowi podstawę do wyjścia z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji (więcej o wyroku w dalszej części artykułu). Powtórzył to także sam Czarnek:

FAŁSZ
Ten wyrok z 10 czerwca Trybunału Konstytucyjnego daje panu premierowi Tuskowi podstawę do wszelkich tego typu działań, o których mówimy tutaj w tej uchwale.
Przemysław Czarnek, poseł PiS
Warszawa, 16 marca 2026

Już kilka dni wcześniej o wyroku TK w sprawie "wywalania do kosza ETS-u" mówił europoseł PiS Patryk Jaki. "Wiecie, że jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z zeszłego roku, który wskazuje na to, że ETS trzeba wywalić do kosza?" - pytał na nagraniu opublikowanym w sieci. "Tylko Tusk, broniąc tej europejskiej sitwy, do dzisiaj tego wyroku nie opublikował. Wystarczy, że zmieni się władza, opublikuje wyrok Trybunału Konstytucyjnego i nie ma ETS-u, jest tania energia" - zapewniał.

Czy więc wystarczy tylko opublikować wyrok TK i Polska może wyjść z systemu ETS? Wydaje się proste, ale na pewno nie jest prawdziwe.

Wniosek Ziobry i wyrok jego byłego zastępcy

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (ETS) działa od 2005 roku na zasadzie: "kto emituje, ten płaci". Każde przedsiębiorstwo działające w branży objętej systemem i emitujące dwutlenek węgla musi kupić uprawnienie na każdą jego wyemitowaną tonę. Pozyskane w ten sposób środki trafiają do budżetu państw członkowskich, które powinny wydawać je na transformację energetyczną. Ma to skłonić przedsiębiorstwa do szukania mniej emisyjnych i bardziej ekologicznych alternatyw, których koszt - również przez brak obowiązku kupowania uprawnień do emisji CO2 - będzie mniejszy.

Polska jako kraj wciąż w dużej mierze uzależniony od paliw kopalnych, głównie węgla, ponosi wysokie koszty udziału w systemie ETS. Politycy prawicy nie chcą jednak poprawiać tej sytuacji poprzez transformację energetyczną i wymianę źródeł energii, ale poprzez wypowiedzenie swojego udziału lub wyjście z systemu handlu uprawnieniami do emisji. Na gruncie prawa unijnego nie da się jednak tego zrobić, ponieważ dyrektywa o ETS nie przewiduje możliwości wyjścia z mechanizmu przez poszczególne kraje.

Zdawał sobie z tego sprawę między innymi Zbigniew Ziobro, który w 2022 roku - kiedy był ministrem sprawiedliwości w rządzie Zjednoczonej Prawicy - przedstawił pomysł, żeby zaskarżyć do polskiego Trybunału Konstytucyjnego dwa artykuły Traktatu o Funkcjonowaniu UE, na podstawie których przyjęto dyrektywę o ETS. Chciał w ten sposób stworzyć pretekst do przyszłych twierdzeń o możliwości wyjścia z ETS-u, a sprawa od początku miała charakter polityczny, bo Ziobro - argumentując swój plan - stwierdził, że sędziowie mieliby sprawdzić, czy "tryb przyjęcia decyzji o drastycznej zmianie systemu EU ETS, na którą zgodzili się Donald Tusk i Ewa Kopacz, nie naruszał przepisów Konstytucji RP".

W dużym skrócie Ziobrze chodziło o to, że przez konieczność płacenia za uprawnienia do emisji CO2 Unia Europejska ogranicza Polsce swobodę wyboru źródeł energii, którą gwarantują wspomniane zapisy zaskarżonego traktatu. Ten argument można uznać jednak za mocno naciągany, bo sam ETS nie ogranicza swobody wyboru źródeł energii. W praktyce nadal można opierać swój miks energetyczny o paliwa kopalne, tylko trzeba płacić za nie więcej niż za odnawialne źródła energii.

Ostatecznie Zbigniew Ziobro złożył wniosek do TK już po przegranych wyborach parlamentarnych, w listopadzie 2023 roku. Rozpatrzył go skład sędziowski składający się m.in. z byłych posłów PiS Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i byłego prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego (czyli zastępcy Ziobry jako prokuratora generalnego). W wyroku z 10 czerwca 2025 roku zgodnie z oczekiwaniami wnioskodawcy stwierdzono, że rozumienie przepisów tworzących podstawę systemu ETS jest niezgodne z polską konstytucją.

Czy w związku z tym Polska może już w pełni legalnie wypowiedzieć system ETS?

"Prawo europejskie nie zna tego typu wychodzenia"

Doktor Mateusz Radajewski, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS, w analizie przesłanej Konkret24 stwierdza jednoznacznie:

[Wyrok TK] z pewnością nie daje podstawy do "wypowiedzenia udziału w systemie ETS", gdyż prawo europejskie nie zna tego typu selektywnego wychodzenia z poszczególnych rozwiązań stosowanych w ramach Unii.
dr Mateusz Radajewski, Uniwersytet SWPS

Prawnik podkreśla, że był to tzw. wyrok interpretacyjny, a więc TK nie orzekł w nim niekonstytucyjności przepisów traktatu unijnego jako takich, ale ich określonego rozumienia. To ważne, ponieważ jeśli uznać ten wyrok za skuteczny (w składzie orzekającym był sędzia Jarosław Wyrembak, którego status jest podważany), nie uchyla on żadnych przepisów tworzących ETS, a jedynie zobowiązuje polskie władze do działania, które zmieni ich niekonstytucyjne rozumienie.

Doktor Radajewski podkreśla, że Polska musi to jednak robić "w ramach zgodnych z prawem, czyli na przykład poprzez zabieganie o zmianę jego rozumienia przez organy UE". Mówiąc wprost: Polska na podstawie wyroku TK nie może wyjść z ETS, bo traktaty i dyrektywa w tej sprawie dalej obowiązują. Jest to jednak podstawa do działania na rzecz zmiany prawa unijnego przez organy UE tak, aby było ono zgodne z polską konstytucją.

Doktor Radajewski podsumowuje to następująco:

Jeśli zachodzi rzeczywista niezgodność między konstytucją a prawem UE, Polska ma do wyboru: dążyć do zmiany prawa UE, zmienić konstytucję (lub jej interpretację) albo wyjść z UE. Nie może natomiast na tej podstawie podejmować działań sprzecznych z prawem unijnym, powołując się na swoje prawo wewnętrzne.
dr Mateusz Radajewski, Uniwersytet SWPS

Albo zmienić dyrektywę, albo wyjść z UE. "Reszta jest teatrem"

Na te same skutki wyroku zwracał także uwagę Jakub Wiech, redaktor naczelny serwisu Energetyka24.com. Dziennikarz już od dłuższego czasu obala narrację polityków PiS wyroku TK o sprawie systemu ETS i w odpowiedzi na nagranie Patryka Jakiego pisał:

Samo opublikowanie wyroku TK, o którym mowa (K 10/24), w żaden sposób nie wpłynie na obowiązywanie dyrektywy ETS oraz ustanowionego przez nią systemu handlu emisjami.
Jakub Wiech, Energetyka24.com
11 marca 2026

Dziennikarz dodawał, że "sam wyrok mówi o tym wprost". "To orzeczenie kwestionowało wykładnię Traktatu o funkcjonowaniu UE, ale zaznaczało, że 'do władzy ustawodawczej oraz wykonawczej należy podjęcie stosownych działań publicznoprawnych w celu wykonania niniejszego wyroku'. Mówiąc krótko: to parlament i rząd miały zająć się usunięciem kolizji między dyrektywą ETS a polską Konstytucją" - wyjaśniał Wiech (pisownia wszystkich wpisów oryginalna).

Wiech powtórzył swoje stanowisko po konferencji Przemysława Czarnka z 16 marca 2026 roku. "[Wyrok TK] nie dodaje żadnych dodatkowych uprawnień polskiej władzy ustawodawczej czy wykonawczej. Kto się na tym zna, zdaje sobie sprawę, że mamy dwie opcje jeśli chodzi o zmianę w zakresie ETS: 1) zbudować koalicję w UE i zmienić dyrektywę ETS 2) wyjść z UE. I tyle. Reszta jest teatrem" - podkreślił Jakub Wiech.

Zarówno Przemysław Czarnek, jak i Patryk Jaki twierdzili również, że kluczowym krokiem przy "wychodzeniu z ETS-u" miałoby być opublikowanie wyroku TK przez rząd. Doktor Mateusz Radajewski jest jednak innego zdania. "W przypadku wyroków interpretacyjnych ich ogłaszanie ma mniejsze znaczenie, ponieważ tego typu wyrok i tak nie zmierza do uchylenia jakiegoś przepisu (do czego publikacja byłaby niezbędna), a jedynie wskazuje, jaka interpretacja prawa jest niezgodna z konstytucją" - stwierdza prawnik. "W realiach generalnego niepublikowania orzeczeń TK przez stronę rządową można więc przyjąć, że jeżeli wyrok ws. ETS był prawidłowo wydany, jego zasadniczy skutek wystąpił już z chwilą wydania orzeczenia" - tłumaczy.

Czytaj także: