Dawno żaden projekt ustawy w sprawie migracji nie wzbudził takich emocji jak nowa propozycja rządu. Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, który trafił właśnie do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów. W mediach społecznościowych już można przeczytać, że jest to "furtka do masowej migracji", która pozwoli rządowi legalizować pobyt "setek tysięcy imigrantów rocznie" w ramach procedury tak zwanej milczącej zgody.
Na alarm biją przede wszystkim politycy Konfederacji - straszą "masową migracją" i "setkami tysięcy migrantów" zalegalizowanych w ramach tzw. milczącej zgody, jeśli ustawa zostanie przegłosowana. Lider partii Krzysztof Bosak nazwał projekt "absurdalnym i śmiertelnie niebezpiecznym pomysłem". "Trudno o bardziej dobitny przykład logiki 'otwartych granic' i 'im więcej tym lepiej'" - napisał na platformie X. Europosłanka Ewa Zajaczkowska-Hernik stwierdziła, że "rząd Donalda Tuska kapituluje pod presją masowej migracji". Jej zdaniem ten projekt ma ułatwić legalizację setek tysięcy imigrantów, dlatego polityczka wyraziła nadzieję, że prezydent Karol Nawrocki zawetuje ustawę.
Natomiast zdaniem posła Konfederacji Stanisława Tyszki rząd tą nowelizacją "szykuje furtkę do masowej imigracji". "Ten projekt to nie jest techniczna zmiana. To kolejny etap w próbie powtórzenia w Polsce scenariusza, który widzieliśmy na Zachodzie: najpierw kolejne administracyjne furtki, potem masowa imigracja, a na końcu udawanie, że 'nie dało się tego przewidzieć'" - stwierdził polityk w poście na X, dodając, że listę krajów objętych nowymi regułami ustali rząd rozporządzeniem, ale mogą to być m.in. Ukraina, Gruzja, Kolumbia, Wenezuela, Albania.
Ta narracja jest rozpowszechniana także przez anonimowe konta, na których już wcześniej publikowano antymigracyjne treści. "Setki tysięcy imigrantów rocznie z milczącą zgodą w sprawie legalizacji pobytu w Polsce? 'Polska przekształciła się w państwo imigracyjne'"; "Oj źle się dzieje... 60 dni milczenia, czyli jak zalegalizować niechcianych uchodźców"; "Właśnie Tusk pcha ustawę autorstwa Czesława Mroczka, która ma dać możliwość legalizacji wszystkich imigrantów jak leci - milcząca zgoda..." - można przeczytać w komentarzach na Facebooku czy w serwisie X (pisownia wpisów oryginalna).
Treść ustawy wciąż nieujawniona
Od razu zaznaczmy: ten projekt jest na początkowym etapie procesu legislacyjnego, nie został nawet przyjęty przez rząd. Dopiero to otwarłoby drogę do prac w Sejmie, Senacie, wprowadzania ewentualnych poprawek i przekazania ustawy do podpisu prezydentowi.
Ponadto treść tego projektu nie została jeszcze upubliczniona, a Centrum Informacyjne Rządu nie odpowiedziało na prośbę Konkret24 o jego przesłanie. Wszystkie informacje komentowane w przestrzeni publicznej opierają się na omówieniu opublikowanym na stronie kancelarii premiera.
Jednak na podstawie tego omówienia można ocenić, że alarmujące wpisy o rzekomych skutkach ustawy to wyłącznie straszenie wprowadzające opinię publiczną w błąd. Wyjaśniamy główne manipulacje w tym przekazie.
"Masowa migracja"? Nie, istotna jest lista państw
Główne założenie projektowanej ustawy jest takie: wnioski o zezwolenie na pobyt czasowy, złożone przez cudzoziemców do wojewodów, będą automatycznie akceptowane na zasadzie tzw. milczącej zgody po 60 dniach od ich złożenia, jeśli w tym czasie wojewoda nie wyda decyzji w ich sprawie.
Nie oznacza to jednak, że pobyt setek tysięcy migrantów zostanie z automatu zalegalizowany za 60 dni. Jeśli ustawa weszłaby w życie, rząd dopiero w drodze rozporządzenia określi konkretne kraje, których obywatele będą mogli korzystać z tej ułatwionej ścieżki. Wiadomo już, że będą to mogły być wyłącznie państwa z umowami o ruchu bezwizowym z Unią Europejską. To ponad 61 krajów, spośród nich do Polski migrują głównie obywatele Ukrainy, Gruzji, Kolumbii i Mołdawii.
Jednak poza nimi na tej liście są także kraje wysokorozwinięte takie jak Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Południowa, Kanada czy Wielka Brytania.
Ta ostatnia informacja jest szczególnie istotna w kontekście kolejnej manipulacji rozpowszechnianej w związku z tym projektem.
Rząd chce "zalegalizować niechcianych uchodźców"? Wręcz przeciwnie
Celem proponowanej ustawy jest skrócenie czasu oczekiwania na decyzję pobytową dla szczególnego typu migrantów - wysoko wykwalifikowanych obywateli krajów najbardziej rozwiniętych. Ostrzegając przed fake newsami dotyczącymi tego projektu, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podkreśla: "przepisy mogą dotyczyć maksymalnie kilkuset inwestorów z najbogatszych państw świata, a nie masowej migracji".
Były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Maciej Duszczyk w nagraniu zamieszczonym w mediach społecznościowych przez MSWiA wymienił Japonię i Koreę Południową. Stwierdził, że obywatele tych państw przyjeżdżają do Polski między innymi w związku z inwestycjami w branży motoryzacyjnej, energetycznej czy elektromobilności. "Chcemy przewidzieć taką specjalną procedurę, która obniży obowiązki biurokratyczne i spowoduje, że Polska będzie bardziej konkurencyjna w pozyskiwaniu tego typu inwestycji" - podkreślił Duszczyk.
Podobne informacje są w omówieniu ustawy dostępnym na stronie rządowej. Autorzy projektu zastrzegli, że dotyczy on "obywateli najbardziej rozwiniętych państw trzecich, w których ogólna sytuacja bezpieczeństwa jest zadowalająca". Dodano, że te przepisy mają zachęcać takich cudzoziemców do inwestowania w Polską gospodarkę, szczególnie "w kontekście planowanych zmian w obszarze energetycznym czy ambicji przyciągania inwestycji z obszaru wysokich technologii".
Również eksperci od rynku pracy są zdania, że ustawa będzie dotyczyć głównie zagranicznych specjalistów z najbardziej rozwiniętych krajów. W rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Michał Wysocki, senior manager Zespołu Immigration EY Polska, stwierdził, że projekt "może poprawić obsługę określonego segmentu spraw, zwłaszcza dotyczących wysoko wykwalifikowanych specjalistów, menedżerów, inwestorów i osób relokowanych do Polski w ramach projektów biznesowych".
Ekspert spodziewa się, że ostateczna lista państw zakwalifikowanych do szybszej procedury będzie podobna do tej, którą w celu ułatwienia dostępu do polskiego rynku pracy stworzyło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej - chodzi o państwa takie jak: Australia, Kanada, Japonia, Korea Południowa, Nowa Zelandia, Singapur, USA, Wielka Brytania czy Tajwan.
To wszystko wskazuje, że w projektowanej ustawie nie chodzi o "zalegalizowanie niechcianych uchodźców" - jak alarmuje Konfederacja - tylko o stworzenie szybkiej ścieżki dla zagranicznych specjalistów z najbardziej rozwiniętych państw. Choć oczywiście ostateczną listę krajów poznamy dopiero po wejściu ustawy w życie.
Legalizacja "wszystkich jak leci"? No nie
Krytycy projektowanej ustawy straszą, że na jej podstawie "dowolny imigrant w tym np. kryminalista, czy poszukiwany listem gończym terrorysta" po 60 dniach od złożenia wniosku "otrzyma prawo pobytu w Polsce automatycznie". Oczywiście to nieprawda. W omówieniu projektu ustawy zapisano wprost:
Milczące zakończenie postępowania nie będzie następować, gdy dane cudzoziemca będą figurować w SIS (Systemie Informacyjnym Schengen - red.) lub wykazie cudzoziemców, których pobyt na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest niepożądany, a także gdy w wyniku procesu przekazywania informacji zidentyfikowane zostaną zagrożenia dla bezpieczeństwa lub porządku publicznego.Projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach
Jeśli więc wniosek złoży cudzoziemiec poszukiwany listem gończym, czyli figurujący w Systemie Informacyjnym Schengen, nie będzie można zastosować przyspieszonego trybu. Jeśli był on w przeszłości oskarżony lub tym bardziej skazany za popełnienie przestępstwa, a organy państwa uznają to za zagrożenie dla bezpieczeństwa, również straci szansę za skorzystanie z tzw. milczącej zgody w sprawie swojego wniosku.
Ponadto projekt ustawy zakłada możliwość kontrolowania migrantów pod względem zagrożeń dla bezpieczeństwa także po zakończeniu procedury, nawet przeprowadzonej w uproszczony sposób. Do zakończenia takiej kontroli cudzoziemiec nie otrzyma karty pobytu, a "w razie ustalenia, że zagrożenie istnieje, wojewoda wyda decyzję o cofnięciu zezwolenia".
Dlatego były wiceminister Maciej Duszczyk w nagraniu uspokaja, że przyspieszona procedura mogłaby dotyczyć wyłącznie osób, co do których "jesteśmy w stu procentach pewni, że (ich - red.) przyjazd jest absolutnie bezpieczny i absolutnie pod kontrolą państwa".
Na koniec raz jeszcze podkreślmy: nie znamy treści ustawy; nie wiadomo, czy rząd przyjmie te przepisy i czy nie zmienią się one podczas prac Sejmu i Senatu; ostateczną listę krajów zakwalifikowanych do uproszczonych procedur poznamy po wejściu ustawy w życie, do czego konieczny będzie podpis prezydenta.
Tezy na temat tej ustawy rozpowszechniane w internecie już teraz są nieuzasadnione i mają na celu po prostu straszenie obywateli oraz potęgowanie antymigranckich nastrojów.