Morawiecki broni polityki wsparcia samorządów. Eksperci: to nagradzanie odpowiednich włodarzy


Mateusz Morawiecki tłumaczy, że rząd wspiera mniejsze miasta, bo te duże mają większy dochód na głowę mieszkańca. Eksperci wyjaśniają Konkret24, dlaczego ten wskaźnik nie powinien stanowić kryterium w dofinansowywaniu samorządów. Tłumaczą, że "rząd odbiera samorządom część ich dochodów własnych, a potem rozdaje i to najchętniej swoim".

Podczas spotkań z mieszkańcami miast premier Mateusz Morawiecki często mówi m.in. o tym, jak bardzo obecny rząd - w przeciwieństwie do poprzednich - pomaga samorządom. Również 24 września na spotkaniu z mieszkańcami Ryk w województwie lubelskim poruszono ten temat. Gdy przyszedł czas na pytania z sali, burmistrz pobliskiego Dęblina Beata Siedlecka podziękowała premierowi za pomoc rządu Zjednoczonej Prawicy i stwierdziła, że nie pamięta, żeby któryś wcześniejszy rząd tak intensywnie dofinansowywał samorządy. W odpowiedzi Mateusz Morawiecki chwalił się kwotą 13,7 miliarda złotych przekazanych ostatnio przez rząd samorządom. Podkreślił, że to znacznie przewyższa kwotę, którą państwo jest zobowiązane samorządom przekazać. "W szczególności dla miast i gmin, powiatów i gmin takich jak właśnie wasze. Jak miasto Ryki, powiat rycki, jak miasto Dęblin" - mówił.

Mateusz Morawiecki: "Porównajmy to, ile mają dochodów Ryki, a ile ma Warszawa, Kraków, Wrocław"
Mateusz Morawiecki: "Porównajmy to, ile mają dochodów Ryki, a ile ma Warszawa, Kraków, Wrocław"tvn24

Potem odniósł się do krytyki polityki jego rządu ze strony prezydentów największych miast. "Często możecie usłyszeć tych prezydentów wielkich miast. Oni są głośni, oni mówią: my na mieszkańca dostaliśmy mniej niż Ryki albo mniej niż Dęblin. To uwaga, wszyscy w całej Polsce zapytajmy ich tak: a ile wy macie dochodów na głowę mieszkańca w roku? (...) Porównajmy to, ile mają dochodów Ryki, a ile ma Warszawa, Kraków, Wrocław. I dopiero wtedy porównujmy to, co państwo polskie z budżetu przekazuje samorządom na realizację wydatków bieżących albo inwestycji" - przekonywał. Czy rzeczywiście porównanie wielkości dochodu na jednego mieszkańca powinno być głównym wskaźnikiem rozdzielania środków między samorządy - czy też kryteria są inne (np. potrzeby finansowe danej gminy)? Poprosiliśmy ekspertów o wyjaśnienie.

13,7 mld zł? Samorządowcy: "to nie są dodatkowe pieniądze"

Mówiąc o nowym dofinansowaniu samorządów, premier wymienił kwotę 13,7 mld zł. Przekazanie samorządom takiej sumy zakłada obowiązująca od 20 września nowela ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego. Według niej każda gmina otrzyma nie mniej niż 2,9 mln zł; powiat - nie mniej niż 6,1 mln zł; województwo - nie mniej niż 32,7 mln zł. "Te pieniądze, o których mówi premier Morawiecki, nie są dodatkowymi pieniędzmi, lecz miały być wypłacone w przyszłym roku w ramach subwencji rozwojowej, która została wprowadzona do polskiego systemu prawnego całkiem niedawno" –komentował 26 sierpnia prezes Związku Miast Polskich Zygmunt Frankiewicz.

Dodał, że samorządy oczekują systemowej zmiany sposobu finansowania zadań. Rozwiązanie proponowane przez premiera nazwał "epizodycznym". "Należy wrócić do stabilnych dochodów własnych samorządu i z taką inicjatywą występuje Senat" - mówił Frankiewicz.

Porównanie według dochodu na mieszkańca? "Niewiele nam to mówi"

Czy rząd powinien różnicować finansowanie samorządów według "dochodu na głowę mieszkańca w roku"? Pytany o to Krzysztof Izdebski, prawnik z Fundacji Batorego, przypomina tak zwane janosikowe, czyli system subwencji polegający właśnie na przekazywaniu przez bogatsze samorządy części dochodów na rzecz biedniejszych. Portal Samorządowy informował, że 2022 roku 99 gmin, 45 powiatów i jedno województwo wpłacą do budżetu państwa rekordową kwotę janosikowego - 3,4 mld zł.

"Ale oczywiście premier zapomniał o tym, że duże miasta mają też większe wydatki" - zauważa Krzysztof Izdebski. "Absorbują na przykład usługi dla osób z okolicznych mniejszych miast, choćby przyjmując uczniów do szkół na swoim terenie" - wyjaśnia.

"Duże miasta odpowiadają za szerszy zakres zadań: szkoły średnie, drogi główne, transport publiczny w miastach itp. - więc suma na głowę mieszkańca niewiele nam mówi" - stwierdza prof. Paweł Swianiewicz, kierownik Katedry Rozwoju i Polityki Lokalnej Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych na Uniwersytecie Warszawskim.

Za radą premiera porównaliśmy dane Ryk i dużych miast. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego Ryki miały w 2021 roku 6,3 tys. zł dochodu na głowę mieszkańca; Warszawa - 12 tys. zł; Kraków - 9,2 tys. zł; Wrocław - 9,7 tys. zł. Tyle że w porównaniu z Rykami te trzy duże miasta miały o wiele wyższe wydatki. Otóż w 2021 roku Ryki wydały z budżetu miasta 6,2 tys. zł na jednego mieszkańca, natomiast Warszawa - 11,3 tys. zł; Kraków - 9,5 tys. zł; Wrocław - 9,4 tys. zł.

Dlatego "dochód na głowę mieszkańca" nie może stanowić kryterium przyznawania środków dla samorządów i takie porównanie, jak zasugerował premier, nie jest miarodajne.

Ekspert: "nie jest tak, że wszystkie duże miasta są bogatsze od Ryk"

Gmina Ryki liczy 20,5 tys. mieszkańców; samo miasto - 9,7 tys. Porównanie zamożności Ryk, innego średniego miasta czy niewielkiej gminy z dużym miastem profesor Swianiewicz określa "trudnym zadaniem". Zamiast dochodu na głowę mieszkańca proponuje tzw. wskaźnik G. Jest to ogłaszany przez Ministerstwo Finansów wskaźnik dochodów podatkowych, który stanowi podstawę do wyliczenia rocznych kwot części wyrównawczej subwencji ogólnej i wpłat dla gmin, powiatów i województw. Podział tych funduszy odbywa się według zasad określonych w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

"Wcale nie jest tak, że wszystkie duże miasta są bogatsze od tychże Ryk" - tłumaczy prof. Swianiewicz. Zauważa, że niższy lub bardzo zbliżony do Ryk wskaźnik G mają m.in. następujące miasta na prawach powiatu: Bytom, Wałbrzych, Przemyśl, Zamość, Tarnobrzeg, Świętochłowice. "Nie ma wśród nich tych największych, ale są całkiem spore, liczące ponad 100 tysięcy mieszkańców" - komentuje ekspert.

Wskaźnik G dla Ryk na 2022 rok wyniósł 1582,69, podczas gdy dla dużych miast wymienionych przez prof. Swianiewicza wynosi: dla Bytomia - 1518,93; dla Wałbrzycha - 1588,28; dla Przemyśla - 1642,67; dla Zamościa - 1643,89; dla Tarnobrzega - 1526,09; dla Świętochłowic - 1537,71. Są to więc porównywalne wielkości wskaźnika, jednak np. Wałbrzych ma ponad 100 tys. mieszkańców.

Oczywiście dla największych miast wskaźnik G jest wyższy, dla Warszawy wynosi 4354,24; dla Krakowa - 2968,02; dla Wrocławia - 3029,35.

Rząd pomaga mniejszym samorządom? "Wspiera miasta małe, gdzie silny jest PiS"

W Rykach premier Morawiecki podkreślał, że rząd stara się finansować samorządy podobne do Ryk czy Dęblina - czyli te mniejsze, dysponujące mniejszymi dochodami. Jednak Krzysztof Izdebski zauważa inne kryterium wsparcia ze strony rządu: "Widzieliśmy również na przykładzie Funduszu Inwestycji Lokalnych, że nie o potrzeby finansowe chodzi, tylko o nagrodzenie samorządów mających odpowiednich włodarzy" - stwierdza.

O kontrowersjach w związku z podziałem pieniędzy z Funduszu Inwestycji Lokalnych pisaliśmy w Konkret24 w grudniu 2020 roku. "Nowy program PiS 'Kasa dla swoich'" - brzmiał tytuł mapy wschodniego Mazowsza, na której posłanka KO Kamila Gasiuk-Pihowicz zaznaczyła podział dotacji z funduszu. Na mapie były wprawdzie błędy, ale teza posłanki wydawała się słuszna: spośród 33 "gmin PiS" zaznaczonych na mapie tylko jedna nie otrzymała dofinansowania, a spośród 62 "gmin nie PiS" dofinansowanie dostało 17, natomiast 43 (które się też ubiegały) nie dostały nic.

Samorządowcy oskarżają rząd o dyskryminację. Pieniądze "trafiają do tych, którzy są pokorni" (Materiał archiwalny z grudnia 2020 roku)
Samorządowcy oskarżają rząd o dyskryminację. Pieniądze "trafiają do tych, którzy są pokorni" (Materiał archiwalny z grudnia 2020 roku)Fakty TVN

Profesor Paweł Swianiewicz przyznaje, że rządzący mają prawo do prowadzenia polityki wspierającej mniejsze samorządy. "Problem w tym, że faktyczny rozkład dotacji nie potwierdza prowadzenia takiej polityki. W uproszczeniu: rząd wspiera miasta małe, ale nie wszystkie, lecz głównie te, gdzie silny jest PiS" - komentuje. Odsyła do badań, które wykonał dla Fundacji Batorego razem z politologiem Jarosławem Flisem.

"Nasze analizy wskazują, że wśród gmin małych, średnich czy bardzo małych rozkład jest ten sam - bardzo znaczna jest dysproporcja środków przekazywanych gminom, gdzie rządzi PiS i tych przekazywanych gminom, gdzie rządzą burmistrzowie, wójtowie powiązani z opozycją" - informuje prof. Swianiewicz.

Uważa, że analogicznej dysproporcji nie było we wcześniejszych, znacznie mniejszych programach rządowych realizowanych przed 2015 rokiem - na przykład przy budowie tzw. schetynówek (program budowy dróg lokalnych realizowany od 2008 roku). "Nie widać ich też w rozdziale środków pochodzących z funduszy unijnych, o których rozdziale decydują samorządy wojewódzkie" - zaznacza.

Dotacje państwowe? "Rząd odbiera samorządom część ich dochodów własnych, a potem rozdaje i to nie każdemu"

Programy wsparcia inwestycji samorządowych dotacjami rządowymi rzeczywiście nigdy wcześniej nie były tak duże jak za rządów Zjednoczonej Prawicy. Jednak to tylko część samorządowej rzeczywistości. Profesor Paweł Swianiewicz ocenia, że równocześnie samorządy są na różne sposoby osłabiane - także finansowo - np. przez zmiany w ustawie o podatku dochodowym.

"Po ostatnich zmianach dochodowych wprowadzonych przez Polski Ład, obniżaniu subwencji wyrównawczych i równoważących, zmniejszaniu udziałów w PIT znaleźliśmy się w bardzo trudnej sytuacji" - mówił serwisowi czasswiecia.pl Dariusz Woźniak, skarbnik powiatu świeckiego. W 2022 roku powiat otrzymał z podatku PIT 23 mln zł. Według prognoz w kolejnym roku otrzyma o 4 mln zł mniej. "Przy gigantycznej inflacji, wzroście cen energii i ogrzewania to może podkopać wszystkie nasze inwestycje" - mówił Woźniak.

"Rzeczywiście samorządy borykają się z coraz większymi problemami z finansowaniem swoich działań" - przyznaje Krzysztof Izdebski. Według niego zaprzecza to m.in. zasadzie subsydiarności. Bo zadania wykonywane przez samorząd powinny być odpowiednio finansowane - nie incydentalnie, ale na stałych i stabilnych zasadach. "Dodatkowo utracone dochody są coraz częściej uzupełnianie przez odrębne dotacje z rozmaitych funduszy rządowych. A to grozi preferowaniem gmin, których włodarze sprzyjają linii partii rządzącej" - ocenia ekspert. Z kolei prof. Swianiewicz ujmuje to tak:

Upraszczając, można ująć to tak: rząd odbiera samorządom część ich dochodów własnych, a potem rozdaje i to nie każdemu, a najchętniej swoim, pieniądze w formie dotacji i jeszcze oczekuje wdzięczności za tę szczodrość. prof. Paweł Swianiewicz

Zwraca uwagę, że ogólna wielkość inwestycji samorządowych wcale nie wzrosła radykalnie mimo tak radykalnego wzrostu owych dotacji. To pośrednio wskazuje, że zdolność samorządów do samodzielnego inwestowania została osłabiona. "Wolę sytuację, w której samorządy mają swoje środki i mogą w oparciu o nie realizować swoje własne programy rozwojowe, od sytuacji, w której własnych funduszy mają mniej, a inwestować mogą tam, gdzie rząd przyzna im dotację. W ten sposób samorządy tracą zdolność do prowadzenia własnej polityki rozwojowej. Jest to sprzeczne z ideą samorządności" - stwierdza.

Zwolennikom dodatkowego finansowania uboższych gmin prof. Swianiewicz zaleca równe traktowanie wszystkich bez względu na barwy partyjne. "Róbmy to systemowo - na przykład zmieniając ustawę w zakresie systemu wyrównawczego dla samorządów, a nie za pomocą rozdzielanych uznaniowo, według bardzo niejasnych kryteriów jednorazowych dotacji" - podsumowuje.

Autor: Krzysztof Jabłonowski / Źródło: Konkret24; zdjęcie: PAP/EPA

Pozostałe wiadomości