Sejm 15 maja 2026 roku przyjął ustawę o kryptowalutach, która wskazuje na Komisję Nadzoru Finansowego jako organ nadzorczy nad tym rynkiem. To już trzecie podejście do regulacji rynku kryptoaktywów. Dwie poprzednie ustawy w tej sprawie zostały zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Ustawa została skierowana do Senatu, ale już toczy się dyskusja, czy prezydent Karol Nawrocki po raz trzeci zawetuje przepisy. Potencjalne weto było jednym z tematów w "Śniadaniu w Trójce" Polskiego Radia 16 maja. Za takim ruchem prezydenta opowiedział się podczas audycji Krzysztof Rzońca z Konfederacji. Nie tylko uznał przyjętą ustawę za "skandaliczną", ale także przekonywał, że jest ona zbędna i na rynku nic się nie zmieni.
Prowadzący audycję Roch Kowalski zwrócił się do polityka i powiedział: "Jak padło moje pytanie o to, czy prezydent zawetuje po raz trzeci, pan użył sformułowania: 'oby'. Oby?".
Na to Rzońca odparł: "Oczywiście, tak. Prezydent powinien zawetować tę ustawę po raz trzeci". Po chwili dodał: "Mieliśmy w rozporządzeniu MiCA zrobić tylko trzy rzeczy: wysokość opłat, wysokość kar i wybrać regulatora. To jest jedyne, co powinniśmy zrobić. W związku z tym nadregulowaliście rozporządzenie MiCA, które i tak jest bardzo restrykcyjne, jest dużo bardziej restrykcyjne niż to, co funkcjonuje w Azji czy w Stanach Zjednoczonych. W związku z tym ta ustawa jest absolutnie skandaliczna, nie powinna mieć miejsca i przejść".
Dziennikarz na te słowa zareagował: "Ale weto będzie oznaczało brak regulacji". Rzońca odpowiedział: "Już regulujemy tę branżę na poziomie unijnym, mamy rozporządzenie MiCA, które funkcjonuje".
Po tych słowach w studiu słychać było głosy sprzeciwu. Polityk kontynuował: "Oczywiście, że tak. Dyskutujemy o tym, czy będziemy mieć w Polsce działające firmy, które będą działały w Polsce na podstawie choćby licencji, tak jak działała Zonda na estońskiej licencji. Nie będzie to miało żadnego wpływu".
Krzysztof Rzońca to nie jedyny polityk Konfederacji, który sprzeciwia się przyjętej przez Sejm ustawie o kryptowalutach. Politycy tego ugrupowania przygotowali zresztą własny projekt ustawy. Trafił on do sejmowej Komisji Finansów Publicznych, jednak ta za wiodący uznała projekt rządowy, więc pracę nad propozycjami Konfederacji nie były kontynuowane. Przedstawiciel tej partii teraz przekonuje, że lepszy jest brak ustawy, niż ta przegłosowana przez Sejm i że właściwie nic się nie zmieni, bo MiCA już obowiązuje. Czy na pewno?
"Mamy rozporządzenie MiCA"? Tak, ale co dalej
Przypomnijmy, że cała sprawa dotyczy dostosowania polskich przepisów do unijnego rozporządzenia MiCA (Markets in Crypto-Assets), regulującego rynek kryptoaktywów. Rzońca przekonuje, że MiCA już działa i tym samym reguluje także polski rynek kryptowalut. To manipulacja, bo o ile MiCA rzeczywiście obowiązuje w Unii Europejskiej od końca 2024 roku, to wymaga ona od państw członkowskich przyjęcia krajowych przepisów uzupełniających. Chodzi m.in. o wskazanie organu, który będzie odpowiedzialny za krajowy nadzór nad rynkiem kryptowalut i zasad jego działania. W Polsce tych przepisów wciąż nie mamy i musimy je wdrożyć do czerwca tego roku. Zgodnie z propozycją rządu nadzór nad rynkiem miałaby sprawować Komisja Nadzoru Finansowego (KNF). Projekt przewiduje, że KNF mogłaby m.in. blokować rachunki pieniężne i rachunki kryptoaktywów na 96 godzin z możliwością przedłużenia do sześciu miesięcy.
"Teza, że 'nie róbmy ustawy, bo MiCA i tak działa' jest niebezpiecznym uproszczeniem" - komentuje słowa polityka Adam Behan, doktor nauk prawnych z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor pracy "Waluty wirtualne jako przedmiot przestępstwa". Przypominając o konieczności wprowadzenia krajowych regulacji, ocenia, że "Polska nie jest 'bez regulacji' w sensie materialnym, bo MiCA istnieje, ale pozostaje bez pełnego krajowego mechanizmu jej wykonywania".
MiCA, poza koniecznością wskazania organu nadzorczego, wprowadza m.in. obowiązki informacyjne, zasady licencjonowania i nadzoru nad giełdami, mechanizmy przeciwdziałania nadużyciom oraz ochronę posiadaczy kryptoaktywów. Od 2025 roku rozporządzenie to wprowadziło w Unii Europejskiej nowy standard - licencję CASP (ang. Crypto-Asset Service Provider) dla dostawcy usług w zakresie kryptoaktywów. CASP zastąpiło wcześniejszy model VASP (Virtual Asset Service Provider). Licencja ta jest niezbędna, by można było legalnie świadczyć usługi związane z kryptowalutami na terenie UE. Wymogi CASP są bardziej rygorystyczne niż te w przypadku VASP. Przedsiębiorcy muszą bowiem spełnić szereg warunków, m.in. uzyskać pozwolenie organu nadzorczego - tego, którym docelowo w Polsce ma być właśnie KNF.
Dlaczego Polsce czas kończy się w czerwcu tego roku? Bo zgodnie z unijnym rozporządzeniem 1 lipca 2026 roku kończy się okres przejściowy. I tutaj zaczynają się realne konsekwencje - od tego dnia przedsiębiorcy prowadzący działalność w UE będą musieli mieć wspomniane zezwolenie organu nadzoru - którego w świetle polskiego prawa jeszcze nie ma. Doktor Behan, przywołując stanowisko Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) w tej sprawie, przypomina, że podmioty korzystające teraz z okresu przejściowego "utracą możliwość dalszego świadczenia usług do czasu uzyskania zezwolenia, a zainicjowanie i przeprowadzenie postępowania licencyjnego w Polsce będzie możliwe dopiero po ustawowym wyznaczeniu organu właściwego".
Na to samo zwraca uwagę doktor Marcin Waszak, radca prawny z kancelarii Dudkowiak & Putyra i wykładowca Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wskazuje, że brak regulacji doprowadził do tego, że "nie zapewniono nawet płynnego przejścia z krajowych regulacji na regulacje unijne w okresie trwania okresu przejściowego". "Z punktu widzenia inwestora to całkowicie niedopuszczalne, ponieważ działając na polskim rynku, nie ma zapewnionej możliwości dalszego prowadzenia działalności po zakończeniu okresu przejściowego. Jedyne, na co może liczyć inwestor, to możliwe przyjęcie ustawy w ciągu nadchodzących miesięcy i złożenie wniosku o udzielenie zezwolenia, którego najpewniej i tak nie otrzyma w 2026 roku" - dodaje ekspert. Wyjaśnia, że "nawet jeżeli ustawa wejdzie w życie w czerwcu" to szacuje się, że "postępowanie przed Komisją Nadzoru Finansowego zajmie od 6 do 8 miesięcy". "Więc realny scenariusz zakłada uzyskanie polskich zezwoleń raczej w pierwszym kwartale 2027 roku" - dodaje.
Użytkownicy będą narażeni na częstsze oszustwa
Tak więc okres przejściowy się kończy, a w Polsce nie ma organu, dzięki któremu można uzyskać licencję CASP. Doktor Behan przypomina jednak, że "po 1 lipca transgraniczna działalność w Polsce na podstawie MiCA będzie nadal możliwa dla podmiotów z innych państw członkowskich, które działają już w pełnym reżimie MiCA". Czyli: "brak ustawy szczególnie uderza w krajową ścieżkę licencyjną, ale nie zatrzymuje oferowania usług przez podmioty, które uzyskały licencję CASP w innym państwie UE".
Zdaniem doktora Waszaka są już widoczne tego konsekwencje. "W obecnym otoczeniu prawnym część zagranicznych inwestorów i rodzimych przedsiębiorców opuściło polski rynek i wybrali inne jurysdykcje oferujące możliwość uzyskania zezwolenia CASP" - ocenia. Dodaje, że "polski rynek może zostać w dużej części przejęty przez podmioty posiadające zezwolenie CASP", a "dla użytkowników będzie to oznaczać tylko dodatkowy kłopot". Mówi, że nie oznacza to, iż "część mniejszych giełd kryptowalut, z których korzystają, zostanie zamknięta (niektóre podmioty są świadome, że i tak nie spełniają wymagań stawianych im przez rozporządzenie MiCA), ale będą narażeni na częstsze oszustwa, bo nie będzie w Polsce wyznaczonego organu nadzoru, który będzie mógł 'blokować' domeny podmiotów działających nielegalnie".
Krzysztof Rzońca przekonywał, że bez wymaganych regulacji niewiele się zmieni, bo w Polsce firmy nadal będą działać "na podstawie choćby licencji, tak jak działała Zonda na estońskiej licencji". Tyle że giełda Zondacrypro, choć często przedstawiana była jako "licencjonowana giełda", nie ma estońskiej licencji CASP.
Ustawa "nie powinna mieć miejsca"? Co na to eksperci
Polityk Konfederacji nie ma racji, więc gdy twierdzi, że mamy już wymagane regulacje i niewiele się zmieni. Ustawę ocenia jako "skandaliczną" i twierdzi, że "nie powinna mieć miejsca". Oczywiście ma prawo do takiej opinii, ale czy rzeczywiście rozwiązanie, w którym nie ma żadnej ustawy, jest korzystne dla Polaków? "Absolutnie nie" - odpowiada zapytany o to dr Waszak. I wyjaśnia: "żaden inwestor nie będzie mógł wybrać Polski jako docelowej siedziby swojej giełdy kryptoaktywów lub świadczyć żadnych innych usług z tego obszaru, a przeciętny klient będzie musiał poszukać innego podmiotu z branży posiadającego zezwolenie". Jego zdaniem możliwe, że "okres, w którym ustawa nie wejdzie w życie, będzie sprzyjać występowaniu większej liczby przestępstw i nadużyć np. poprzez giełdy tworzone tylko w celu oszustwa, czyli kradzieży środków użytkowników, którzy nie zweryfikują, że te podmioty działają bez zezwolenia".
Podobnego zdania jest dr Behan: "brak ustawy nie jest korzystny dla Polaków, bo osłabia polski nadzór, uderza w krajową ścieżkę licencyjną i nie daje klientom lepszej ochrony". Ocenia, że "zbyt restrykcyjna ustawa również nie jest optymalna", jednak dodaje: "odpowiedzią na ryzyko przeregulowania nie jest brak ustawy. Odpowiedzią jest dobra ustawa: twarda tam, gdzie chodzi o ochronę środków klientów i eliminowanie podmiotów nieuczciwych, ale szybka, przewidywalna i proporcjonalna tam, gdzie chodzi o legalne firmy próbujące uzyskać licencję".