Według głównej bohaterki sprawy zorganizowanego hejtu na przeciwników zmian w wymiarze sprawiedliwości, swoimi działaniami mogła ona zaszkodzić co najmniej 20 sędziom. Zdaniem przedstawicieli PiS, ujawniona przez media korespondencja między internautką a sędziami, z którymi omawiała działania, ma być dowodem na konflikt w środowisku sędziowskim. Narracja taka pojawiała się dwa dni po pierwszych publikacjach Onetu.

Portal Onet 19 sierpnia podał, że ówczesny wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał stać za zorganizowanym hejtem wobec sędziów krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości, wprowadzane przez Zjednoczoną Prawicę.

Według portalu za rozsyłanie kompromitujących materiałów odpowiedzialna była współpracująca z Piebiakiem, aktywna w mediach społecznościach kobieta o imieniu Emilia (redakcja Onetu zna jej nazwisko, jednak go nie publikuje). Na Twitterze jej obecna nazwa użytkownika to "MalaEmiE".

W kolejnych dniach Onet oraz inne media dodawały nowe informacje w tej sprawie. Między innymi o tym, że inny sędzia stołecznego Sądu Rejonowego, oddelegowany do resortu sprawiedliwości Jakub Iwaniec miał współpracować z Emilią, która to współpraca - według mediów - również miała prowadzić do akcji przeciwko sędziom sprzeciwiającym się rządowym zmianom w sądownictwie. Onet napisał, że Iwaniec to "prawa ręka Łukasza Piebiaka, wiceministra odpowiedzialnego za sądownictwo".

W rozmowie z Onetem Emilia przyznała, że "bardzo wstydzi się tego, co robiła i że swoimi działaniami mogła zaszkodzić co najmniej 20 sędziom".

Reakcja nr 1: "możliwe naruszenie standardów przez sędziów zatrudnionych w Ministerstwie"

Pierwszą reakcją przedstawicieli rządu na medialne doniesienia było przyjęcie dymisji wiceministra, którą ten złożył kilkanaście godzin po publikacji Onetu. Premier Mateusz Morawiecki, odpowiadając na pytania dziennikarzy o dymisję Piebiaka, stwierdził, że przyjęcie jej "sądzę, że kończy tę sprawę".

Dwa dni po pierwszej publikacji Onetu Zbigniew Ziobro powiedział w TVP Info, że jak tylko dowiedział się o "możliwym naruszeniu standardów przez sędziów zatrudnionych w Ministerstwie Sprawiedliwości", natychmiast podjął decyzję o ich zwolnieniu. Podkreślił wówczas, że będzie działał stanowczo wobec osób, "które byłyby zamieszane w ten proceder (zorganizowanego hejtu - red.), niezależnie z której będą strony".

Jednak sposób, w jaki przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwość komentowali sprawę szybko się zmienił, co wyraźnie było widać w kolejnych wypowiedziach polityków tej partii.

Reakcja nr 2: "efekt konfliktu sędziowskiego"

Jeszcze tego samego dnia politycy PiS zaczęli mówić o tej sprawie jako o konflikcie w środowisku sędziowskim. Sugerują, że istnieją dwie, wzajemnie atakujące się w ten sam sposób strony sporu.

- Mam wrażenie, że ta sytuacja to jest też konflikt w środowisku sędziowskim. Pamiętajmy, że mówimy o sędziach, a nie o politykach - mówił tego dnia rano "Rzeczpospolitej" rzecznik rządu Piotr Mueller.

Tego samego dnia w podobnym tonie wypowiadał się w "Gościu Wiadomości" TVP wicepremier Jacek Sasin. - Wygląda to na porachunki między sędziami, którzy poparli program reformę sądownictwa PiS (…) a drugą stroną, która pozostała w "Iustiti" i zwalczała w sposób bezpardonowy te reformy. Cała ta sprawa jest smutna, bo pokazuje jakąś degrengoladę środowiska sędziowskiego - mówił.

Dzień później sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Andrzej Dera stwierdził w Programie 1 Polskiego Radia, że jego zdaniem "walka idzie na całego". Dera wskazał w tym kontekście na "środowisko sędziów skupionych wokół Iustitii".

Tego samego dnia w "Kwadransie politycznym" TVP1 Michał Woś, minister ds. pomocy humanitarnej i były wiceminister sprawiedliwości powiedział, że "to, co się dzieje jest efektem konfliktu sędziowskiego".

W podobnym tonie wyraził się minister Ziobro podczas rozmowy z "Gościu Wiadomości" cztery dni po pierwszej publikacji Onetu. - To, co zostało ostatnio ujawnione, paradoksalnie potwierdza diagnozę PiS, naszego środowiska, Zjednoczonej Prawicy, że jest duży problem etyczny w środowisku sędziowskim - stwierdził.

Cel: przeciwni reformie

Sędziami, o których z internautką Emilią w komunikatorze WhatsApp miał pisać m.in. wiceminister Piebiak, ale i grupa sędziów pod nazwą "Kasta", byli m.in. profesor Krystian Markiewicz i sędzia Piotr Gąciarek, którzy wcześniej wielokrotnie krytykowali zmiany w sądownictwie wprowadzane przez Prawo i Sprawiedliwość. Ten pierwszy jest szefem sędziowskiego stowarzyszenia "Iustitia". Drugi - członkiem warszawskiego oddziału organizacji, sędzią stołecznego Sądu Okręgowego.

Sam wiceminister Piebiak także należał do "Iustitii". Jednak we wrześniu 2017 roku został z niej usunięty "za działania i wypowiedzi wspierające uchwalenie ustawy z dnia 12 lipca 2017 dotyczącej prawa o ustroju sądów powszechnych". Dwa miesiące później został powołany przez premier Beatę Szydło na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

"Przesyłam szefowi, by i on się ucieszył"

W lutym 2018 roku sędzia Gąciarek w rozmowie w TOK FM stwierdził, że udział w przeprowadzanej wówczas procedurze wybierania całkowicie nowego składu Krajowej Rady Sądownictwa to "wstyd".

- Sędziemu przynosi ujmę startowanie w procedurze, która powstała na podstawie ustawy sprzecznej z konstytucją. To jest wstyd dla sędziego. I każdemu sędziemu bym to publicznie w twarz powiedział: że nie wolno takich rzeczy robić. Bo to odbiera także wszystkim obywatelom gwarancję tego, że KRS będzie ciałem niezależnym od polityki, a nie ciałem wykonującym jakieś polityczne dyspozycje - mówił wówczas.

Miesiąc po tej rozmowie, według branżowego portalu press.pl, Emilia w wiadomościach prywatnych na Twitterze próbowała zainteresować szefa redakcji programu "Alarm!" TVP1 Przemysława Wenerskiego  tematem "sędziego Iustitii, który wsadził partnerkę do więzienia za prezenty, które jej dawał". Chodziło o Gąciarka. Podkreśliła, że "jest przeciwnikiem reformy i rządu". Jak pisze Onet, chodziło o relacje sędziego z kobietą, "którą poznał w sieci pięć lat wcześniej, nigdy nie spotkali się osobiście. Wysyłał jej kosztowne prezenty, twierdzi, że pożyczył jej też pieniądze. Gdy kobieta zakończyła znajomość, sędzia zażądał zwrotu pożyczki, do czego nie doszło".

Dziennikarz odpisał, że "sprawa wygląda na interesującą (...) i to bez względu na to, czy sędzia jest przeciwnikiem czy zwolennikiem czegokolwiek i kogokolwiek".

W następnym miesiącu, jak donosi Onet, internautka w SMS-ie do wiceministra Piebiaka, napisała między innymi, że "Dziennikarz Wenerski złapał kontakt z panią od sędziego Gonciarka może wybuchnie mała afera w programie Alarm" (pisownia oryginalna).

"Ja mogę się jedynie bardzo cieszyć i być wdzięcznym za tak piękne i prowadzone z rozmachem czynności. Idzie Pani jak burza" - miał odpisać wiceminister Piebiak.

Zaraz po emisji programu, Emilia zapytała wiceministra Piebiaka o jego wrażenia. Z upublicznionej przez Onet korespondencji wynika, że miał odpisać: "Super. Właśnie przesyłam Szefowi by i on się ucieszył".

W opublikowanym krótkim oświadczeniu na Twitterze redakcja program "Alarm!" napisała, że "nie posiadała żadnej wiedzy na temat relacji internautki z wiceministrem sprawiedliwości".

"Plugawy wywiad. Trzeba odpłacić"

Prezes "Iustitii" Krystian Markiewicz wielokrotnie krytykował reformę wymiaru sprawiedliwości przeprowadzaną przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

- To, że resort nie słucha krytycznych głosów dotyczących reformy wymiaru sprawiedliwości, nie oznacza, że mamy milczeć. Nie jesteśmy z tych, którzy myślą, że jak będą milczeć, to władza spojrzy na nich łaskawszym okiem - mówił w maju 2017 roku.

- Sądy, gdzie prezesem będzie namiestnik ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego, to nie będą wolne sądy w pełni - to z kolei słowa wypowiedziane trzy miesiące później.

Markiewicz krytykował również osobiście wiceministra Piebiaka.

- Stanowisko pana sędziego Piebiaka jest zdecydowanie różne od stanowiska pana ministra Piebiaka - oceniał w październiku 2017 roku w "Czarno na białym" TVN24, sugerując, że na przestrzeni lat mocno zmienił swoje poglądy. Dodał, że "chętnie bym współpracował z sędzią przy jego wcześniejszych, bliskiemu każdemu sędziego poglądach, a trudno jest o taką współpracę obecnie".

4 lipca 2018 roku w "Gazecie Wyborczej" ukazał się wywiad szefem "Iustitii", w którym w ostrych słowach mówił on o braku praworządności w Polsce i zarzucał obozowi rządzącemu naruszenie trójpodziału władzy. Mówił też m.in. o "pseudoaferach, które preparują przeciwnicy niezależności sądów".

- Wąska grupa dostaje miejsca w KRS, stanowiska prezesów sądów, komisarzy wyborczych, funkcje w komisjach egzaminacyjnych na aplikacje prawnicze. Wszystko zawdzięcza politykom lub osobom powiązanym politycznie, często znajomościom, więzom rodzinnym, towarzyskim. Jak inaczej nazwać taką grupę jak nie "kastą"? - pytał.

Po publikacji wywiadu jeszcze tego samego dnia Emilia pisze do wiceministra Piebiaka: "Dziennikarz do MK (Markiewicza Krystiana - red.) będzie grzebać. Nadal aktualne?".

"Oczywiście. Plugawy wywiad GW ("Gazeta Wyborcza" - red.) z nim puściła. Trzeba odpłacić" - miał odpisać wiceminister.

Miesiąc wcześniej Emilia rozesłała między innymi do mediów anonimową historię zawierającą plotki, pogłoski i domysły na temat życia prywatnego Markiewicza, w tym intymnych kontaktów z kobietami oraz sposobów budowania swojej pozycji w środowisku sędziowskim.

W jednej z internetowych rozmów, jaką Emilia miała odbyć z wiceministrem, zapowiedziała mailową wysyłkę: "Za rezultat nie ręczę ale postaram się. Mam nadzieję, że mnie nie wsadzą".

"Za czynienie dobra nie wsadzamy" - miał odpisać Piebiak.

"Trzeba mu ostro doje**ć"

Według Onetu, w tym czasie Emilia miała również współpracować z sędzią Iwańcem, który miał jej pisać, że "przydałby się atak na Markiewicza". Miał go nazywać "alimenciarzem z Iustitii" oraz "głównym rozgrywającym Kasty" i miał stwierdzić, że "Trzeba mu ostro doje**ć".

"Udupiamy go na Maxa? Mam zgodę odgórną?" - pytała Emilia.

"Tak" - miał odpisać Iwaniec.

Według Onetu, 25 czerwca 2018 roku kobieta zaraportowała wiceministrowi Łukaszowie Piebiakowi, że zakończyła wysyłanie maili deprecjonujących Markiewicza, twierdząc, że było ich około dwustu.

"Dziękuję bardzo. Teraz trzeba wypocząć by dalej walczyć o dobrą zmianę. O podwyżce się pomyśli" - miał odpisać wiceminister.

Łukasz Piebiak w wydanym oświadczeniu zaprzeczył wszystkim stawianym przez media zarzutom i zapowiedział złożenie pozwu przeciwko redakcji Onetu.

Autor:  red. Konkret24
Źródło:  Konkret24, oko.press; zdjęcie: tvn24

Pozostałe

Czy za rządów PiS policja kupiła system LRAD do rozpędzania tłumów? Sprawdzamy

Po zdecydowanej reakcji policji podczas protestu przedsiębiorców w Warszawie w internecie krąży informacja, że za rządów Prawa i Sprawiedliwości policja kupiła system LRAD - czyli broń akustyczną do tłumienia demonstracji. Rzeczywiście, dysponuje sześcioma pojazdami z tym systemem, ale kupionymi wcześniej i mogą służyć jedynie jako głośniki do podawania komunikatów.

Drogie truskawki? Tak, ale to nie najlepszy wskaźnik zmian cen żywności

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy na targu w Garwolinie wywołała w mediach społecznościowych dyskusję o nadzwyczajnie wysokich cenach truskawek. Rzeczywiście: teraz są droższe niż przed rokiem. Lecz zdaniem ekspertów za wcześnie wyrokować co do całego sezonu. Czy ceny spadną, będzie zależeć nie tylko od pogody, ale też od tego, ilu pracowników z zagranicy przyjedzie do zbierania truskawek.

Tłum w Wadowicach? Był, ale nie taki jak na starym zdjęciu

Porównując zdjęcia z demonstracji przedsiębiorców w Warszawie i z obchodów 100-lecia urodzin Karola Wojtyły w Wadowicach, internauci zarzucili policji stosowanie podwójnych standardów. Zwracali uwagę, że nieprzestrzeganie przepisów o dystansowaniu społecznym spotkało się z jej stanowczą reakcją tylko w pierwszym przypadku. I choć internauci posłużyli się archiwalnym zdjęciem, w Wadowicach rzeczywiście był tłum.

"Są aż tak zaniedbane?" To nie jest zdjęcie z Janowa Podlaskiego

Jeszcze zanim posłanki PO skontrolowały stadninę w Janowie Podlaskim, w sieci zaczęto rozpowszechniać grafikę zestawiającą zdjęcia dwóch koni i sugerującą, że jedno zrobiono w stadninie przed objęciem w Polsce rządów przez PiS, a drugie po. Fotografie pochodzą jednak z innych miejsc.

"Ci panowie z długą bronią to do ochrony przed wirusem"? Nie, chcieli się zaprezentować

Szerokim echem w mediach społecznościowych odbiła się konferencja wiceministra sprawiedliwości Michała Wójcika, na której przekazał górnikom i ich rodzinom maseczki wyprodukowane przez więźniów. Internautów zdziwiła obecność na konferencji uzbrojonych i zamaskowanych mężczyzn. Lecz wbrew sugestiom komentujących nie byli oni tam po to, by ochraniać maseczki czy ministra.