Zdjęcie teczki pracy tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa z rzekomymi dokumentami Jarosława Kaczyńskiego co jakiś czas pojawia się w polskiej sieci. Mimo że kilka elementów ewidentnie wskazuje, że jest nieautentyczna, ciągle znajdują się osoby, które dają się nabrać. W rzeczywistości teczka o takich numerach należy do kogoś innego.

W ostatnich dniach zdjęcie teczki mającej należeć do Jarosława Kaczyńskiego stało się popularne za sprawą twitterowego wpisu Izadory Weiss – polskiej choreografki. Pytała w nim m.in. czy "będzie teraz jakaś konferencja", a post podało dalej ponad 150 osób. Po licznych komentarzach, że teczka jest fałszywa, artystka usunęła wpis, ale powraca on regularnie nie tylko na Twitterze, ale i na Facebooku.

Zdjęcie, do którego ustawiają się kolejki. Pokazuje atmosferę tamtych lat

Komentujący często nie orientują się, że niektóre elementy teczki wskazują na jej nieautentyczność i w swoich wpisach oskarżają prezesa PiS o współpracę z SB. "Tak młodo zaczynał", "Dlatego nie był internowany. Wielki bohater jego mać", "Jednak stare układy" – można przeczytać pod zdjęciem rozpowszechnianym w serwisach społecznościowych.

Na sugestię jednej z komentujących: "Ludzie ogarnijcie się… te zdjęcia to fejki", inny internauta odpisał: "Wolę uważać za prawdziwe...".

Jeden z wpisów zawierających fałszywą teczkę wraz z komentarzami
Jeden z wpisów zawierających fałszywą teczkę wraz z komentarzami Foto: facebook

Na teczce znajdują się numery identyfikacyjne, za pomocą których można ustalić, dla kogo oryginalnie została stworzona teczka. Takie informacje znajdują się na stronach Instytutu Pamięci Narodowej. Nie są to jednak jedyne elementy, które wskazują na nieautentyczność teczki.

Tajny współpracownik Bolesław, ps. "Biały"

Podstawowe informacje archiwalne o tajnych współpracownikach Służby Bezpieczeństwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej są dostępne w internetowym Inwentarzu archiwalnym IPN-u. Strona oferuje m.in. możliwość wyszukiwania konkretnych osób w oparciu o numery teczek pracy, które zostały im założone.

Z teczki rzekomo należącej do Jarosława Kaczyńskiego można odczytać m.in. numer IPN Kr 009/594, t. II. Litery "Kr" wskazują, że została ona wystawiona przez Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Krakowie.

Po wpisaniu do wyszukiwarki IPN Kr 009/594, w wynikach można znaleźć dwa tomy akt oznaczonych tą sygnaturą. Oba zostały wystawione tajnemu współpracownikowi Bolesławowi Przybyszewskiemu, pseudonim "Biały".

Wynik wyszukiwania akt w archiwum IPN-u
Wynik wyszukiwania akt w archiwum IPN-u Foto: Inwentarz archiwalny Instytutu Pamięci Narodowej

W sieci nie ma fizycznej zawartości teczki. Nie podaje się, ile dokumentów i jakiej treści znajduje się w aktach. Wiadomo tylko, że wytwarzano je między 1966 a 1971 rokiem i obecnie znajdują się w Oddziałowym Archiwum IPN w Krakowie. W sieciowych materiałach zawarto jednak także informacje o dacie urodzenia TW "Białego", na podstawie której można ustalić, że był on znanym krakowskim księdzem, który zgodził się na współpracę z bezpieką po aresztowaniu przez Urząd Bezpieczeństwa.

"Wina jego własna, którą musi odcierpieć"

Jego sylwetkę można znaleźć na oficjalnej stronie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Bolesław Przybyszewski urodził się 13 września 1908 roku. Zarówno data, jak i imię ojca – Piotr – potwierdzają, że teczka należy do niego.

Jak można przeczytać w sylwetce, ks. Przybyszewski w pierwszych latach po II wojnie światowej zaczął mocno rozwijać swoją karierę naukową i akademicką. Od 1948 roku pracował w Komisji Historii Sztuki PAU (obecnie PAN), a w 1950 roku obronił doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jego przypadający na czasy polskiego stalinizmu rozwój został jednak brutalnie przerwany aresztowaniem w związku z tzw. sprawą ks. Józefa Lelity. Jak napisano na stronach IPN-u, ten pokazowy proces księży kurii krakowskiej "stał się okazją do wielkiego propagandowego ataku na krakowską kurię i Kościół w Polsce, a także na środowiska emigracyjne". Ks. Przybyszewskiego aresztowano w listopadzie 1952 roku i postawiono fikcyjny zarzut szpiegostwa na rzecz USA i Watykanu. Po sześciu miesiącach w niewoli duchowny zgodził się na współpracę z organami bezpieczeństwa.

Ks. Bolesław Przybyszewski z dewizami skonfiskowanymi w czasie rewizji przed aresztowaniem
Ks. Bolesław Przybyszewski z dewizami skonfiskowanymi w czasie rewizji przed aresztowaniem Foto: IPN/Fotografie propagandowe przed procesem kurii krakowskiej

Antoni Góral w swoim artykule "Duchowni wobec wywiadu PRL" przytacza notkę funkcjonariusza UB, który w odniesieniu do Przybyszewskiego napisał: "W czasie przeprowadzonej rozmowy zgodził się na jak najdalej idącą współpracę z rządem i sam wyraził chęć współpracy z organami B.P. w zamian za odzyskanie wolności. Był on tak dalece załamany, iż stwierdził, że pomimo otrzymanego wyroku nie czuje żalu do Władzy Ludowej, wiedząc o tym, że jest to wina jego własna, którą musi odcierpieć. 20 lipca 1953 r. podpisał zobowiązanie do współpracy".

Współpracę ks. Przybyszewskiego z UB opisał także ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w książce "Księża wobec bezpieki". Jak pisze, "w złożonych zeznaniach na polecenie UB (ks. Przybyszewski - red.) scharakteryzował m.in. wielu proboszczów i pracowników kurii. Dla bezpieki były to bardzo cenne informacje, które mogła wykorzystać w dalszych akcjach represyjnych wobec krakowskiego duchowieństwa".

Jak pisze dalej Antoni Góral, "po swoim uwolnieniu ks. Przybyszewski zerwał współpracę z UB. Mimo że bezpieka starała się go „przewertować”, czyli skłonić pod presją do kontynuowania współpracy, ksiądz odmówił dalszych kontaktów". "Ksiądz Przybyszewski wiele ryzykował, nie miał też dostatecznego oparcia we własnym środowisku, które uznawało go za złamanego i miało doń pretensje, że w śledztwie zeznawał przeciwko innym księżom. Mimo to w tak trudnym momencie stać go było na bohaterską odmowę", pisał w swojej książce Isakowicz-Zaleski. Opisuje także, że w 1964 r. bezpieka ponownie próbowała zwerbować kapłana, starającego się wówczas o paszport na wyjazd zagraniczny w celach naukowych. Zgodził się w latach 1964 - 1968 r. na kilkanaście rozmów z funkcjonariuszami w swoim mieszkaniu, gdzie przekazał informacje m.in. na temat kardynała Wojtyły czy stosunków panujących w kurii krakowskiej. W 1968 r. zarejestrowano go jako TW, do lat siedemdziesiątych odbył jeszcze 12 spotkań z funkcjonariuszami SB, po czym dalszych rozmów odmówił. W 1978 r. został przez SB wyrejestrowany.

W 1988 roku ksiądz Przybyszewski przeszedł na emeryturę. Jak zaznacza autor sylwetki na stronie KUL-u, "nie zmniejszyło to jego aktywności pisarskiej, naukowej i dobroczynnej. W swym długim, pracowitym życiu wykładał w 13 uczelniach kościelnych i świeckich historię Kościoła i historię sztuki kościelnej". Zmarł w 2001 roku jako infułat (urzędnik w kurii rzymskiej). Ten tytuł nadał mu papież Jan Paweł II, który pisał o Przybyszewskim, że "jego postać pozostaje żywa w mojej pamięci".

Zdjęcie, czcionka i prawdziwa teczka

W celu stwierdzenia nieautentyczności teczki mającej należeć do Jarosława Kaczyńskiego nie trzeba nawet korzystać z archiwów IPN-u. Na fałszywkę wskazują także inne elementy.

Dobrą wskazówką może być choćby sama obecność zdjęcia z młodości prezesa PiS. Na teczkach tajnych współpracowników bezpieki nie umieszczano fotografii. Odwrócone wyszukiwanie Google wskazuje, że czarno-białe zdjęcie Kaczyńskiego w polskim internecie można oglądać co najmniej od 2013 roku, kiedy opatrzono nim artykuł o opozycyjnej działalności prezesa PiS w czasach PRL-u.

Błąd przy wklejaniu zdjęcia na oryginalną teczkę
Błąd przy wklejaniu zdjęcia na oryginalną teczkę Foto: Konkret24/Facebook

Dodatkowo zdjęcie na teczce umieszczono na tyle niedbale, że wychodzi ono poza swój oryginalny obrys w miejscu nałożenia pieczątki z orłem. Po przybliżeniu tego fragmentu bez problemu można ustalić, że w oryginale żadnej fotografii tam nie było.

Inną alarmującą częścią wyglądu teczki jest czcionka, którą podpisano, że rzekomo należy do Kaczyńskiego. Podobnie jak w przypadku zdjęcia, taki sposób identyfikowania osób, których dotyczy teczka, także nie był stosowany przez bezpiekę. Jeden z komentujących usunięty wpis Izadory Weiss zauważył także, że użyta czcionka to jeden z popularnych wzorów dostępnych w internecie. Jako że został wystylizowany na maszynę do pisania, użyto go zarówno do sfałszowania podpisu teczki nowym numerem, jak i danymi osobowymi Jarosława Kaczyńskiego.

Niewiele czasu zajmuje także znalezienie w sieci oryginalnej teczki, która została użyta do wykonania fałszywki. Po wpisaniu w wyszukiwarkę Google frazy "teczka pracy tajnego współpracownika", jednym z wyników sekcji Grafika jest przykładowa teczka dostępna na stronach krakowskiego oddziału IPN. Po numerze identyfikacyjnym można łatwo ustalić, że należy do ks. Przybyszewskiego i posłużyła do wykonania fałszywej grafiki. Na oryginale nie ma ani zdjęcia, ani danych osobowych.

leftright

Teczka prezesa PiS z fałszywą "lojalką"

Mimo że teczka z krakowskiego oddziału IPN nie należała do Jarosława Kaczyńskiego, posiada on swoje akta w archiwach Instytutu. Upublicznił je osobiście w czerwcu 2006 roku na spotkaniu z dziennikarzami, zaznaczając, że pewna część dokumentów została sfałszowana przez Służbę Bezpieczeństwa.

Teczka obejmowała lata 1976-1982. Wśród zebranych ponad 200 dokumentów znajduje się m.in. notatka, w której funkcjonariusz SB stwierdza, że Kaczyński nie chciał podjął współpracy z bezpieką. "Kategorycznie odmówił podpisania deklaracji lojalności, uważając, że jest ona bezprawna. [...] Stanowiska w tym względzie zmienić nie chciał, godząc się na internowanie. Dodał przy tym, że nie zgodzi się też na żadną współpracę i raczej wybrałby samobójstwo jako alternatywę" - cytował dokument tygodnik "Przegląd".

Uwagę dziennikarzy przykuła jednak "lojalka", według której prezes PiS miał w 1981 roku oświadczyć, że "będzie przestrzegał przepisów stanu wojennego". Kaczyński od samego początku zapewniał, że ten dokument został podrobiony przez pracowników SB. W 1998 r. stołeczny sąd uznał, że Jarosław Kaczyński nie podpisywał w 1981 r. żadnej "lojalki". W marcu 2008 roku śledztwo w tej sprawie umorzono. Prokuratura uznała, że "lojalkę" podrobiono w całości i "nie później niż w czerwcu 1993". - Przecież ja wiedziałem, że ona jest fałszywką od samego początku. Nikt lepiej niż ja nie wiedział, że ja żadnej lojalki nie podpisałem, wręcz przeciwnie: napisałem oświadczenie, że niczego nie podpiszę - komentował wtedy Kaczyński.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe: PAP/EPA/Facebook

Pozostałe

Czy to "plac zabaw według developera"? Tak, ale nie cały

"Patodeweloperki część 2137", "Strefa Gazy wygląda coraz lepiej" - tak internauci komentują rozsyłane w sieci zdjęcie bujawki dla dzieci, która ma być jedynym urządzeniem na placu zabaw na lubelskim osiedlu. Fotografia nie pokazuje jednak całego placu.