Internetowy wpis o Mieczysławie Widaju, który jako stalinowski sędzia skazywał na śmierć w pokazowych procesach, a następnie żył za wysoką emeryturę, wywołał wiele negatywnych emocji u odbiorców. Został jednak opatrzony zdjęciem kogoś innego. Kogoś, kto w przeszłości sam był ofiarą tego komunistycznego zbrodniarza.

Wygląd grafiki wskazuje, że pierwotnie pojawiła się na rozrywkowej stronie "Demotywatory.pl". Jej treść nie ma jednak wiele wspólnego z zabawą, ponieważ przybliża postać Mieczysława Widaja. Jak można dowiedzieć się z dołączonego opisu, ten sędzia wydający wyroki w czasach stalinowskich skazał na śmierć dowódcę podziemia antykomunistycznego Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", a sam dożył wieku 96 lat, "pobierając do końca emeryturę 10 000 zł".

Ta mająca wywoływać oburzenie grafika została opatrzona zdjęciem sfotografowanego w domu starszego mężczyzny w koszuli, który został jednoznacznie ukazany właśnie jako Widaj w podeszłym wieku. Jest to jednak bardzo duże przeinaczenie i krzywdzący kolaż.

Bohater fotografii to nie komunistyczny sędzia, a Józef Olejniczak - były pracownik Zakładów Mechanicznych w Elblągu i jedna z ofiar pokazowych procesów, w których sędzią był pułkownik Ludowego Wojska Polskiego Mieczysław Widaj. W 1952 roku to właśnie Widaj bez przedstawienia dowodów skazał Olejniczaka na 11 lat więzienia, a kilku jego współpracowników na karę śmierci.

Wpis ze zdjęciem ukazał się między innymi na profilu poświęconym majorowi "Łupaszce". Autor opatrzył go dopiskiem "Hańba oprawcom i kolaborantom!". W tej formie został udostępniony ponad 860 razy. W komentarzach internauci oburzali się brakiem osądzenia Widaja i pisali o nim jako o "bandycie" czy "zwyrodnialcu". Wszystkiemu towarzyszyło jednak zdjęcie mężczyzny, który 60 lat po swoim procesie mówił, że "nigdy nie wybaczy" Widajowi.

Sprawa elbląska

Mieczysław Widaj i Józef Olejniczak spotkali się na sali sądowej w ramach wydarzeń, które potem przeszły do historii polskiego stalinizmu jako "sprawa elbląska".

Wszystko zaczęło się od pożaru, który wybuchł w nocy z 16 na 17 lipca 1949 roku na terenie jednej z hal Zakładów Mechanicznych im. Gen. Karola Świerczewskiego w Elblągu. Była to noc z soboty na niedzielę, dlatego zatrudnionego w "Zamechu" Józefa Olejniczaka nie było wtedy w pracy. Mimo tego 23-latek niedługo potem został aresztowany i oskarżony o udział w "podpaleniu" zakładów.

Zatrzymanie Olejniczaka i prowadzone stalinowskimi metodami śledztwo miały na celu wykazanie, że pożar tak naprawdę był celowym działaniem wywrotowym, inspirowanym przez zagranicznych agentów. Główne podejrzenia padły na francuskich pracowników "Zamechu", jako że właśnie obywateli Francji było tam wtedy poza Polakami najwięcej. Łącznie aresztowano pod zarzutami sabotażu ponad 200 osób. Zarzuty stawiano nawet nieletnim.

Tortury i wieloletni wyrok

Przez dwa lata po pożarze pracownicy Urzędu Bezpieczeństwa i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego robili wszystko, aby uwiarygodnić z góry ustaloną tezę i wydać zgodne z nią wyroki. Podejrzani, wśród których był także Józef Olejniczak, byli w areszcie bici i torturowani, a ich jedyną szansą skrócenia cierpienia było przyznanie się do winy.

60 lat po tamtych wydarzeniach Józef Olejniczak opowiedział swoją historię elbląskiej dziennikarce Grażynie Wosińskiej. - Przez miesiąc grzecznie pytali mnie o życiorys, potem o pożar hali. Jeden z śledczych podsunął mi rękę pod nos i powiedział, że kaktus mu wyrośnie, jak się nie przyznam do podpalenia hali - wspominał Olejniczak. - Najgorsze było bicie w pięty. Nigdy bym nie przypuszczał, że to takie straszne. Nie wiem dlaczego głowa pęka z bólu. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak mnie męczyli. To zbyt trudne - opowiadał dziennikarce.

Sam proces trwał trzy lutowe dni 1952 roku. Józef Olejniczak nie pamięta nawet nazwiska adwokata, ponieważ tamten zupełnie nie spełniał swojej roli i nie bronił zarówno jego, jak i ośmiu innych oskarżonych.

Wydane przez Mieczysława Widaja wyroki były zatwierdzone przez szefa Zarządu Sądownictwa Wojskowego i mimo braku dowodów, skazywały wszystkich oskarżonych. Trzech z nich, Francuz i dwóch Polaków, zostało skazanych na śmierć. Pozostali otrzymali kary pozbawienia wolności od dożywocia do 11 lat. Ten ostatni wyrok dotyczył samego Olejniczaka.

Tablica na Skwerze Ofiar Sprawy Elbląskiej w Elblągu
Tablica na Skwerze Ofiar Sprawy Elbląskiej w Elblągu Foto: Wikimedia Commons

Dowody przeciw niemu były jednak tak słabe, że dwa lata później protokoły rozpraw zniszczono w obawie przed wznowieniem postępowania, a w 1956 roku niesłusznie skazanego pracownika "Zamechu" wypuszczono. W tym samym roku uniewinniono wszystkich oskarżonych.

93-letni Olejniczak jest ostatnim żyjącym skazanym w "sprawie elbląskiej". - Nie wybaczę nigdy - mówił w 2011 roku Olejniczak w rozmowie z Grażyną Wosińską.

Kat Żołnierzy Wyklętych

Wyroki wydane w tzw. "sprawie elbląskiej" nie były jedynymi wydanymi w stalinowskim okresie historii PRL-u przez Mieczysława Widaja. Pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, a także przewodniczący Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie do dziś kojarzony jest głównie z procesami przeciwko działaczom polskiego podziemia antykomunistycznego. W ciągu ośmiu lat od zakończenia II wojny skazał na śmierć ponad 100 polskiego podziemia niepodległościowego, w tym wymienionego na grafice krążącej w internecie majora Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", który decyzją Widaja został stracony w lutym 1951 roku. Orzekał też m.in. w sprawie asa polskiego lotnictwa, Stanisława Skalskiego (kara śmierci, ułaskawiony przez prezydenta Bolesława Bieruta) i biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka (12 lat pozbawienia wolności).

Poza zdjęciem, informacje o Widaju przytoczone na grafice są częściowo zgodne z prawdą. Rzeczywiście zmarł w Warszawie w 2008 roku w wieku 96 lat. Do końca życia pobierał 9 tys. zł. emerytury (a nie 10 tys. jak napisano we wpisie). Grażyna Wosińska w swoim artykule na ten temat dodaje, że składała się ona z dwóch części - 5 tys. emerytury cywilnej (po przejściu w stan spoczynku Widaj pracował jako radca prawny) i 4 tys. emerytury wojskowej.

W 1956 roku miał zostać objęty śledztwem związanym z wydawanymi przez siebie wyrokami, jednak rok później przeszedł w stan spoczynku i śledztwa nie przeprowadzono. Widaj nie został rozliczony przez sądy przed 1989 rokiem ani po tej dacie. 

Byłam zbulwersowana

Elbląska dziennikarka Grażyna Wosińska jest także autorką zdjęcia Józefa Olejniczaka, które zostało użyte we wpisie jako fotografia mająca rzekomo przedstawiać stalinowskiego sędziego Widaja. Posłużyło ono jako ilustracja do tekstu, w którym niesłusznie skazany więzień opowiadał historię swojego procesu. Najprawdopodobniej to właśnie stamtąd pozyskał je autor wprowadzającej w błąd i niezwykle krzywdzącej dla Olejniczaka grafiki. Sama dziennikarka przyznała w rozmowie z Konkret24, że natrafiła na nią już w zeszłym roku i podjęła konkretne kroki w tej sprawie.

- Kiedy to zobaczyłam w sieci, byłam zbulwersowana - mówi Grażyna Wosińska. - Osobiście znam pana Józefa i głównie dlatego było to dla mnie szokujące. Zwykle w takich sytuacjach nie reaguję, jednak w tym przypadku postanowiłam coś zrobić. Widziałam, że ostatnio pojawiło się to już z nałożonym prawdziwym zdjęciem Widaja, więc jest to jakiś efekt - dodaje.

O interwencji u administratora konta na Facebooku poinformowała nas także gdańska delegatura Instytutu Pamięci Narodowej. "Napisaliśmy do administratora konta na Facebooku, który umieścił na swoim profilu fotografię z niewłaściwym podpisem. Wciąż czekamy na reakcję", napisał Jan Hlebowicz, asystent prasowy Oddziału IPN w Gdańsku i dodał:

Podstawowe zagrożenie płynące z tego typu pomyłek to utrwalanie w społeczeństwie nieprawdy. W tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z przypisaniem win kata ofierze, co jest tym bardziej oburzające

Jan Hlebowicz

 

Rzeczywiście, grafika pojawiła się w serwisach społecznościowych w ostatnich dniach już w nieco zmienionej wersji. Ciągle informacja o Mieczysławie Widaju jest jednak opatrzona zdjęciem Józefa Olejniczaka, a jedynie w prawym górnym rogu dotatkowo umieszczono czarno-białą fotografię, na której znajduje się ubrany w mundur Widaj.

Ze względu na wiek pana Józefa Olejniczaka, redakcja postanowiła nie prosić go o komentarz w tej sprawie. Czytelników zachęcamy do zgłaszania próśb o usunięcie tej (jak i każdej innej) fałszującej historię grafiki administratorom stron, na których się pojawia.

 


 

Tekst został uzupełniony 15.03 o komentarz asystenta prasowego Oddziału IPN w Gdańsku.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; NaszeMiasto; Zdjęcie tytułowe: Wikimedia Commons, IPN

Pozostałe

Informacje o śmierci Muńka Staszczyka i Krzysztofa Zanussiego to fake news

We wtorek w sieci ukazały się informacje o śmierci dwóch polskich artystów - piosenkarza Muńka Staszczyka i reżysera Krzysztofa Zanussiego. Obie są nieprawdziwe. Pierwsza pochodzi z portalu podszywającego się pod portal informacyjny Miasta Stołecznego Warszawy, a druga z fałszywego konta Olgi Tokarczuk na Twitterze.

Sprawa Mariana Banasia, czyli pytania nadal bez odpowiedzi

Na czym polegała znajomość szefa Najwyższej Izby Kontroli z osobami z krakowskiego światka przestępczego? Czy służby wiedziały o tych relacjach i i badały je? Kiedy po raz ostatni weryfikowały Mariana Banasia, który od 2001 nieprzerwanie posiada dostęp do najważniejszych państwowych tajemnic? Co znajduje się w utajnionych oświadczeniach majątkowych prezesa NIK? Wciąż mało wiemy na temat działań osoby sprawującej jedną z najważniejszych funkcji publicznych w Polsce. W historii tej nadal jest pełno luk i pytań.

Sprawa Mariana Banasia - co i kiedy robiły służby

Jak poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne, szef NIK Marian Banaś ma siedem dni na zgłoszenie uwag do zastrzeżeń CBA, które nie zostały wyjaśnione w trakcie trwania kontroli jego oświadczeń majątkowych. Ta zaczęła się oficjalnie w kwietniu tego roku. Wcześniej - od listopada 2018 r. - trwała analiza przedkontrolna dokumentów, o której także było publicznie wiadomo. Mimo trwającej kontroli, w tym roku Marian Banaś został powołany na najważniejsze funkcje w państwie. Podsumowujemy, co wiadomo o działaniach służb w tej sprawie.

Najwyższa frekwencja od 1989 roku, ale ciągle daleko do europejskich liderów

Frekwencja wyborcza na poziomie 61,74 proc. jest najwyższym wynikiem od pierwszych częściowo wolnych wyborów w 1989 roku. Jak ten wynik wypada jednak na europejskim tle? Nadal powoduje, że jesteśmy daleko za liderami. Nawet gminy, w których frekwencja była najwyższa, nie dogoniły europejskiej czołówki. Rysujemy frekwencyjną mapę Europy i Polski.

Wywiad ze Sławomirem Neumannem. Co wyemitowała TVN24, a co pokazały "Wiadomości" TVP1

Główny program informacyjny TVP1 wykorzystał fragmenty wywiadu ze Sławomirem Neumannem, przeprowadzonego przez dziennikarzy TVN24 i "Faktów" TVN. Wycięto jednak tylko krótki fragment kilkunastominutowej rozmowy, a oglądający mógł odnieść wrażenie, że przerwano ją w dogodnym dla polityka momencie. To wprowadzanie widzów w błąd. Na antenie TVN24 rozmowa przebiegała zupełnie inaczej.

CBA wystąpiło o ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia dopiero po reportażu "Superwizjera"

Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.