Po niskim locie śmigłowca nad demonstrantami w Białymstoku na wniosek minister Elżbiety Witek rozpoczęła się kontrola w Straży Granicznej. Z kolei do niej - jak ustalił Konkret24 - prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego zwrócił się o "pilne wyjaśnienia".

W sobotę po południu ulicami Białegostoku po raz pierwszy przeszedł Marsz Równości. Kilkakrotnie próbowali zablokować go pseudokibice. Musiała interweniować policja. Użyła gazu. W uczestników zgromadzenia oraz funkcjonariuszy rzucano kamieniami, jajkami i petardami.

Do najpoważniejszego - zdaniem policji - zdarzenia w czasie przemarszu doszło w pobliżu białostockiej katedry, gdzie kontrmanifestacji, próbując zablokować marsz, rzucali w stronę policji kamieniami, kostką brukową i butelkami. Funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu bezpośredniego. Policja poinformowała, że zatrzymano dwadzieścia osiem osób. Kilka z nich sama się zgłosiła po publikacji ich wizerunków w mediach.

"Co z zasadami zachowania ostrożności?"

W ocenie policji w marszu wzięło udział około 800 osób. Porządku w mieście pilnowało ponad 700 funkcjonariuszy. Policja poprosiła wcześniej Straż Graniczną o wsparcie z powietrza i je dostała.

Na poniedziałkowej konferencji prasowej Komendant Główny Policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk informował, że został zadysponowany śmigłowiec, "dzięki któremu mogliśmy prowadzić obserwację z powietrza".

Zgromadzony tłum w centrum miasta obserwował więc z góry śmigłowiec Straży Granicznej PZL "Kania". Na bazie dostępnych w sieci nagrań wideo część internautów oceniała, że latał zdecydowanie za nisko.

Od wytwarzanych przez niego podmuchów powietrza uginały się gałęzie drzew. Ubrania i włosy demonstrujących falowały na wietrze. Na niektórych ujęciach widać, że część z osób, nad którymi leciał helikopter, osłania twarze.

Część osób osłaniała się przed podmuchami
Część osób osłaniała się przed podmuchami Foto: Facebook/Bart Staszewski

"Kto i w jakim celu wydał rozkaz? Dlaczego stary śmigłowiec, zamiast nowoczesnego drona?", "A ten śmigłowiec SG, o którego upomni się pewnie prokurator, to miał panikę u ludzi wywołać?", "A co z zasadami zachowania ostrożności? Gdyby ten śmigłowiec spadł na tłum? Kolejny przykład ułańskiej fantazji" - komentowali w mediach społecznościowych internauci.

Minimalnie 1500 metrów

Marta Chylińska z biura prasowego Urzędu Lotnictwa Cywilnego informuje Konkret24, że pomimo tego, że śmigłowiec należał do Straży Granicznej, znajdował się w w cywilnym rejestrze statków powietrznych. Zatem obowiązują go przepisy cywilne.

"W przypadku lotu śmigłowca Straży Granicznej typu PZL „Kania”, który miał miejsce w dniu 20 lipca 2019 roku nad centrum miasta Białystok, zastosowanie mają paragrafy 3 i 5 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 5 marca 2019 r. w sprawie zakazów lub ograniczeń lotów na czas dłuższy niż 3 miesiące" - wyjaśnia w przesłanym mailu.

Według wskazanych paragrafów tego rozporządzenia, śmigłowce nad Białymstokiem powinny się poruszać co do zasady na wysokości nie mniejszej niż 1500 metrów nad poziomem terenu. Taka wysokość jest określona dla miast powyżej 200 tysięcy mieszkańców.

Fragment ministerialnego rozporządzenia
Fragment ministerialnego rozporządzenia

- Moim zdaniem w krytycznym momencie to było 20-30 metrów, może nawet mniej - ocenia anonimowo jeden z pilotów, z którym rozmawiał Konkret24. - To było szaleństwo ze strony pilota. Po pierwsze, gdyby tam doszło do jakieś awarii, to śmigłowiec zmiażdżyłby kilkadziesiąt osób. Po drugie, już sam podmuch wirnika mógł poderwać z ziemi jakieś przedmioty, które mogłyby zranić demonstrujących - mówi.

Na Twitterze przelot heliktoptera komentował także Andrzej Przemyski, prawnik i emerytowany policjant, a dziś wykładowca polityki bezpieczeństwa na Uniwersytecie SWPS. "Wysokość przelotu stwarzała bardzo poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa", pisał i dodawał "Nie wolno takich zabaw robić". W innym wpisie podsumował: "W mojej opinii był to ewidentny incydent lotniczy".

"Przede wszystkim - bezpiecznie"

Od określonych minimów rozporządzenie jednak przewiduje pewne wyjątki. Pilot śmigłowca mógłby w sobotę nad centrum Białegostoku zejść poniżej 1500 metrów w przypadku, gdyby między innymi: udzielał pomocy w przypadkach zagrożenia życia lub zdrowia ludzi lub zwierząt, w szczególności w czasie wystąpienia klęsk żywiołowych, katastrof, zagrożeń ekologicznych lub sytuacji awaryjnych lub wykonywał lot na hasło GARDA.

- Trzeba sprawdzić status tego lotu i jakie pilot miał zadanie. Być może był wykonywany właśnie na to hasło - mówi w rozmowie z Konkret24 Maciej Lasek, były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, a aktualnie radny województwa mazowieckiego i zastępca burmistrza Bemowa.

- GARDA jest to hasło, na jakie statek powietrzny lotnictwa służb porządku publicznego wykonuje zadania związane z bezpieczeństwem powszechnym, porządkiem publicznym i ochroną granicy państwowej - stwierdza.

Gdyby śmigłowiec miał taki status, nie obowiązywałyby go minima zawarte w rozporządzeniu.

- Być może w przypadku tego lotu udzielono odstępstwa zgodnie z obowiązującymi przepisami. Jednak należy pamiętać, że takie odstępstwo musi uwzględniać zasady bezpieczeństwa. Lot na tak małej wysokości bezpośrednio nad głowami ludzi był bardzo ryzykowny, a w razie awarii śmigłowca mogłoby dojść do tragedii - zwraca uwagę Mikołaj Doskocz, radca prawny specjalizujący się w prawie lotniczym.

Kontrola na wniosek minister i wniosek do minister o "pilnie wyjaśnienia"

Zapytaliśmy Straż Graniczną, czy użycie w sobotę śmigłowca było bezpieczne i zgodne z przepisami.

"Już w sobotę, 20 lipca na polecenie Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Elżbiety Witek, Komendant Główny Straży Granicznej gen. dyw. SG Tomasz Praga wszczął czynności kontrolne dotyczące przelotu śmigłowca Straży Granicznej, który tego dnia zabezpieczał zgromadzenia publiczne w Białymstoku" - poinformowała nas rzeczniczka Straży Granicznej chor. szt. Anna Michalska. Dodała, że "czynności kontrolne mają wyjaśnić, czy przelot odbył się zgodnie z obowiązującymi procedurami".

Jak podała, śmigłowiec Straży Granicznej PZL "Kania" został użyty na wniosek Policji.

Stanowisko o takiej samej treści pojawiło się również na stronie internetowej Straży Granicznej.

Gdy dopytywaliśmy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji o szczegóły kontroli, Małgorzata Woźniak z biura prasowego odesłała nas do wydanego już komunikatu. Podkreśliła, że jeszcze w sobotę o kontrolę zwróciła się minister Elżbieta Witek i natychmiast Komendant Główny SG rozpoczął kontrolę. - O jej wynikach będziemy rozmawiać, jak się zakończy - przekazała.

Z kolei Marta Chylińska z biura prasowego ULC przekazała Konkret24, że "w związku z użyciem przez Straż Graniczną podczas Marszu Równości śmigłowca będącego w cywilnym rejestrze statków powietrznych, jak również mając na uwadze bezpieczeństwo uczestników marszu, Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego zwrócił się do Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji jako nadzorującego Lotnictwo Służb Porządku Publicznego o udzielnie pilnych wyjaśnień dotyczących przedmiotowego lotu".

Autor:  Jan Kunert
Źródło:  Konkret24, zdjęcie główne: Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Pozostałe

Do kogo i w jakiej wysokości trafią rządowe granty? Beneficjenci Narodowego Instytutu Wolności

700 tys. zł. dotacji z Narodowego Instytutu Wolności na działalność otrzyma Ośrodek Analiz Prawnych, Gospodarczych i Społecznych im. Hipolita Cegielskiego. Na liście jego ekspertów jest Jerzy Kwaśniewski, szef znanej z antyaborcyjnych projektów fundacji prawniczej Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, pełniący jednocześnie funkcję wiceprezesa ośrodka ds. finansowych. Prezesem ośrodka zaś jest Tymoteusz Zych, zasiadający w Radzie Narodowego Instytutu Wolności, jako wiceprzewodniczący Ordo Iuris.

Nie, popularna aplikacja randkowa nie będzie ostrzegać o zagrożeniu dla osób LGBTQ w Polsce

W niektórych mediach pojawiła się nieprawdziwa informacja, jakoby Traveler Alert - nowa funkcja aplikacji Tinder - miała ostrzegać osoby LGBT+ o potencjalnych zagrożeniach dla tej społeczności w Polsce. Zgodnie z oficjalną informacją od właścicieli aplikacji, Traveler Alert funkcjonuje w 70 krajach, gdzie związki homoseksualne są karane przez prawo. Nie ma wśród nich Polski.

Ukraińcy, Norweżki, Białorusin - z jakich krajów pochodzą azylanci w Polsce?

Po ukazaniu się nieprawdziwych informacji o obywatelach Szwecji, którzy w znaczniej liczbie mieli wnioskować o azyl w Polsce, zwróciliśmy się do Urzędu ds. Cudzoziemców z pytaniem, kto rzeczywiście przebywa nad Wisłą w ramach tej formy ochrony krajowej. Zgodnie z danymi tej instytucji, przez ostatnie pięć lat pozytywne decyzje w sprawie azylów otrzymało łącznie 113 osób.

Tylko 13 proc. polskich szkół ma szybki internet

"100 Mega na 100-lecie" - tak rząd zatytułował swój projekt ogłoszony w ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Już w 2017 roku w oficjalnych komunikatach zapewniano, że wszystkie szkoły w kraju otrzymają bezpłatny dostęp do darmowego internetu. Realizacja została podzielona na etapy - do końca 2019 roku podłączonych szkół miało być prawie 13 tys. W połowie roku takich placówek jest ponad 3 tys.

Fałszywa legitymacja Pawła Kukiza. "Co najmniej 90 proc. komentarzy bierze ten fejk na poważnie"

W serwisach społecznościowych rozpowszechniana jest legitymacja członka działającego w PRL-u Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, która rzekomo ma należeć do Pawła Kukiza. Odnosząc się do takich wpisów, wielu internautów sugeruje, że domniemana przeszłość lidera Kukiz’15 w satelickiej partii PZPR tłumaczy koalicję jego ugrupowania z PSL. Legitymacja została jednak komputerowo zmanipulowana, a w rzeczywistości należała do kogoś innego.

Za którego rządu obcokrajowcy kupili najwięcej ziemi? Sprawdzamy

Szef Forum Młodych Ludowców Miłosz Motyka zasugerował na portalu społecznościowym, że w trakcie rządów PiS sprzedawano najwięcej ziemi rolnej i leśnej cudzoziemcom. Na dowód przytoczył liczby dotyczące powierzchni sprzedanych gruntów w latach 2016-2018, porównując je z rokiem 2015, czyli ostatnim rokiem rządów koalicji PO-PSL. Sięgnęliśmy po dokładne dane za dłuższy okres.

Szwedzi na azyl do Polski? Miały przyjeżdżać setki, nie przyjechał nikt

"Szwedzi chcą azylu w Polsce" - głosiły tytuły tekstów na niektórych polskich portalach. W artykułach sugerowano, że co roku do Polski przybywa "kilkuset Szwedów", którzy opuszczają swój kraj, bo jest tam niebezpiecznie. Dane Urzędu ds. Cudzoziemców dowodzą, że w ostatnich pięciu latach o azyl nad Wisłą wnioskował jeden obywatel Szwecji, w dodatku bezskutecznie. W 2019 r. spadła także liczba Szwedów rejestrujących swój pobyt w Polsce.