Zdjęcie, na którym dalmatyńczyk załatwia się na zdjętą tablicę z nazwą ulicy Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, osiągnęło zamierzony skutek - w komentarzach gratulowano psu tego "osiągnięcia" i wyśmiewano wyborców partii rządzącej. Dodatkowo autor jednego z wpisów zapewniał, że "to nie jest fotomontaż". Zapewniamy i udowadniamy, że jest.

W środę 13 lutego w godzinach porannych stołeczni drogowcy przeprowadzili demontaż tablic z nazwami jednej z warszawskich ulic. W miejsce tych z ulicą Lecha Kaczyńskiego zawiesili te zdjęte w marcu 2018 roku ze starą nazwą - alei Armii Ludowej. O powodach tych zmian i odpowiedzialnych za wszystkie decyzje pisaliśmy pod koniec grudnia na Konkret24.

Po przeprowadzonym demontażu w serwisach społecznościowych popularne zaczęło robić się zdjęcie przedstawiające zdjętą już, leżącą na ziemi, tablicę ze starą nazwą ulicy - Lecha Kaczyńskiego - na którą swoje potrzeby fizjologiczne załatwiał pies rasy dalmatyńczyk. Opublikowana w piątek rano fotografia w ciągu dwóch dni na dwóch tylko profilach facebookowych  - "Mamy dosyć rządów PiS" oraz "PiSlamizacja.pl" - została udostępniona dalej ponad 700 razy i uzyskała ponad tysiąc reakcji. Patrząc na nazwy kont, które podzieliły się tym zdjęciem, nietrudno także domyślić się, w jaki sposób komentujący odnosili się do sytuacji widocznej na fotografii. "Chętnie zaadoptowałabym pieska za słuszne zachowanie", "Zwierzęta są mądrzejsze niż ten katopisuarowski elektorat", "Aż miło popatrzeć" - to tylko niektóre z reakcji, jakimi pod wpisem dzielili się internauci.

Ze sformułowaniem "to nie jest fotomontaż", zawartym w opisie zdjęcia, nie zgodziła się jednak część odbiorców. "Fotomontaż jak byk. Wystarczy się uważnie przyjrzeć", "FOTOMONTAŻ!!!
Ta nienawiść Was zniszczy!" - alarmowali bardziej spostrzegawczy użytkownicy Facebooka. Takie sugestie pojawiły się jednak tylko pod zdjęciem na pierwszym z wymienionych profili. Na drugim u żadnego z 21 komentujących fotografia nie wzbudziła podejrzeń. A "wystarczy się uważnie przyjrzeć".

Lewitujące łapy

"Uważne przyglądanie się" w tym przypadku powinno polegać przede wszystkim na skupieniu swojej uwagi na łapach widocznego zwierzęcia. Już po krótkiej chwili nietrudno zorientować się, że dwie z nich tak naprawdę nie dotykają ziemi, a są "zawieszone w powietrzu". Trzecia, najmniej widoczna, wyraźnie "nachodzi" natomiast na samą tablicę. To głównie te nieścisłości świadczą o niezbyt umiejętnym "wklejeniu" psa na oryginalne zdjęcie i tym samym każą sądzić, że sensacyjna fotografia jest zwykłym fotomontażem.

Graficzne nieścisłości wskazują, że zdjęcie zostało zmontowane
Graficzne nieścisłości wskazują, że zdjęcie zostało zmontowane Foto: facebook

Dowód ostateczny: oryginały

Jednym z bardziej zaawansowanych, lecz wcale nie trudniejszych sposobów zweryfikowania autentyczności takiego zdjęcia jest także sprawdzenie, czy wizerunek tego konkretnego psa pojawiał się już wcześniej w sieci. Po wycięciu go i wprowadzeniu do wyszukiwarki obrazów Google Grafika bez problemu można się zorientować, że ten dalmatyńczyk w identycznej pozie nie jest żadną nowością w internecie i na pewno zdjęcie z warszawską tablicą nie jest pierwszym, na którym się pojawia.

Jeden z wyników kieruje na czeskojęzyczną wersję strony myhappypetshop, dedykowaną miłośnikom zwierząt domowych, na której bez problemu można znaleźć zdjęcie poszukiwanego dalmatyńczyka. Zostało ono wykorzystane w artykule wyjaśniającym niektóre niestandardowe zachowania psów. W tym przypadku opisywano, dlaczego niektóre czworonogi buntują się przed załatwianiem się w konkretnych miejscach, preferując inne. Widoczny na zdjęciu dalmatyńczyk bezsprzecznie jest identyczny z tym, który rzekomo miał wystąpić na fotografii z Warszawy.

W oryginale zdjęcie nie pochodzi jednak bezpośrednio ze strony dla miłośników psów, a z renomowanego portalu Getty Images, który posiada do niego prawa autorskie. Zostało wykonane przez Kevina Wonga z agencji EyeEm i opatrzone lakonicznym podpisem "Dalmatyńczyk oddaje mocz na rośliny".

Widoczny na fałszywym zdjęciu pies został wycięty z tej fotografii
Widoczny na fałszywym zdjęciu pies został wycięty z tej fotografii Foto: Kevin Wong/EyeEm/Getty Images

Po odnalezieniu oryginalnej fotografii wklejonego psa warto także poszukać, kto wykonał i opublikował zdjęcie tablicy leżącej przy alei Armii Ludowej. Internetowe narzędzia bez problemu znajdują je w bazie agencji Newspix. Porównanie z fałszywką daje 100-procentową pewność, że to właśnie ta fotografia posłużyła do wykonania fotomontażu. Jednym z najlepszych elementów do weryfikacji jest przód samochodu, który na obu zdjęciach - prawdziwym i fałszywym - wyłania się z lewej strony kadru oraz czerwony pojazd widoczny w jego centralnej części.

leftright
Autor:  mist
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe: Paweł Stępniewski / newspix.pl

Pozostałe

Informacje o śmierci Muńka Staszczyka i Krzysztofa Zanussiego to fake news

We wtorek w sieci ukazały się informacje o śmierci dwóch polskich artystów - piosenkarza Muńka Staszczyka i reżysera Krzysztofa Zanussiego. Obie są nieprawdziwe. Pierwsza pochodzi z portalu podszywającego się pod portal informacyjny Miasta Stołecznego Warszawy, a druga z fałszywego konta Olgi Tokarczuk na Twitterze.

Sprawa Mariana Banasia, czyli pytania nadal bez odpowiedzi

Na czym polegała znajomość szefa Najwyższej Izby Kontroli z osobami z krakowskiego światka przestępczego? Czy służby wiedziały o tych relacjach i i badały je? Kiedy po raz ostatni weryfikowały Mariana Banasia, który od 2001 nieprzerwanie posiada dostęp do najważniejszych państwowych tajemnic? Co znajduje się w utajnionych oświadczeniach majątkowych prezesa NIK? Wciąż mało wiemy na temat działań osoby sprawującej jedną z najważniejszych funkcji publicznych w Polsce. W historii tej nadal jest pełno luk i pytań.

Sprawa Mariana Banasia - co i kiedy robiły służby

Jak poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne, szef NIK Marian Banaś ma siedem dni na zgłoszenie uwag do zastrzeżeń CBA, które nie zostały wyjaśnione w trakcie trwania kontroli jego oświadczeń majątkowych. Ta zaczęła się oficjalnie w kwietniu tego roku. Wcześniej - od listopada 2018 r. - trwała analiza przedkontrolna dokumentów, o której także było publicznie wiadomo. Mimo trwającej kontroli, w tym roku Marian Banaś został powołany na najważniejsze funkcje w państwie. Podsumowujemy, co wiadomo o działaniach służb w tej sprawie.

Najwyższa frekwencja od 1989 roku, ale ciągle daleko do europejskich liderów

Frekwencja wyborcza na poziomie 61,74 proc. jest najwyższym wynikiem od pierwszych częściowo wolnych wyborów w 1989 roku. Jak ten wynik wypada jednak na europejskim tle? Nadal powoduje, że jesteśmy daleko za liderami. Nawet gminy, w których frekwencja była najwyższa, nie dogoniły europejskiej czołówki. Rysujemy frekwencyjną mapę Europy i Polski.

Wywiad ze Sławomirem Neumannem. Co wyemitowała TVN24, a co pokazały "Wiadomości" TVP1

Główny program informacyjny TVP1 wykorzystał fragmenty wywiadu ze Sławomirem Neumannem, przeprowadzonego przez dziennikarzy TVN24 i "Faktów" TVN. Wycięto jednak tylko krótki fragment kilkunastominutowej rozmowy, a oglądający mógł odnieść wrażenie, że przerwano ją w dogodnym dla polityka momencie. To wprowadzanie widzów w błąd. Na antenie TVN24 rozmowa przebiegała zupełnie inaczej.

CBA wystąpiło o ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia dopiero po reportażu "Superwizjera"

Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.