Przyjmowanie uchodźców z Ukrainy to "pchanie nas w przepaść", "akcja przesiedleńcza", zagrożenie miejsc pracy dla Polaków - głoszą rozpowszechniane w polskim internecie fałszywe przekazy, których celem jest nastawianie Polaków przeciw Ukraińcom. A także dzielenie społeczeństwa.

Rosnąca liczba uchodźców przybywających z Ukrainy do Polski powoduje, że pomagamy im, jak możemy - w sposób zorganizowany i samodzielnie. Odpowiedzią na to jest nasilająca się w internecie narracja wymierzona w uchodźców, budowana na poczuciu nienawiści i strachu. Obserwujemy to wyraźnie w ostatnich dniach w polskich mediach społecznościowych. W takich przekazach tworzy się nastrój zagrożenia sytuacją, że tysiące nowych mieszkańców pojawią się w polskich miejscowościach i utrudnią tam życie Polakom. Te dezinformacyjne tezy są oczywiście zgodne z oficjalną narracją Federacji Rosyjskiej, więc można domniemywać, że jest to część wojny informacyjnej, którą Rosja prowadzi z Zachodem - za pośrednictwem zorganizowanych akcji w internecie, ale też dzięki wszystkim tym, którzy nieświadomi tego będą takie treści rozsyłać.

Ostrzegamy: wiara w takie przekazy i ich rozpowszechnianie pomaga realizować pozamilitarne cele Kremla - chodzi o podzielenie społeczeństw państw przyjmujących uchodźców z Ukrainy wobec kwestii migracji czy nawet sprowokowanie agresywnych działań względem migrantów.

"Kolejnym celem dezinformacji w sieci jest budowanie wśród Polaków wrogiego nastawienia do uchodźców z Ukrainy"

Badania opinii publicznej w Polsce pokazują na razie, że najpopularniejsze narracje nie przekładają się na niechęć do pomagania ofiarom rosyjskiej agresji. Przedstawiamy główne tezy przekazów wymierzonych w uchodźców z Ukrainy, wobec których należy zachować ostrożność.

Narracja 1. Ukraińcy to naziści

To nie jest nowa narracja - krążyła w polskim internecie na długo przed inwazją Rosji na Ukrainę. Opisywaliśmy ją także w Konkret24. To zresztą także jeden z głównych przekazów Kremla - Władimir Putin, argumentując konieczność przeprowadzenia "specjalnej operacji wojskowej", jak propagandowo nazywa atak na Ukrainę, mówił o potrzebie "denazyfikacji" Ukrainy.

W Polsce narracja o Ukraińcach-faszystach jest kolportowana w mediach społecznościowych m.in. na kontach, na których przed wojną zamieszczano treści antyszczepionkowe. Na jednym z takich 1 marca opublikowano trzy zdjęcia, w tym ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego trzymającego koszulkę reprezentacji Ukrainy ze swastyką zamiast numeru. "Nie ufam temu facetowi" – brzmi komentarz. Jednak zdjęcie jest fotomontażem. Oryginał opublikował na swoim Instagramie sam Zełeński w czerwcu 2021 roku: na koszulce widnieje numer 95. Prezydent zachwalał koszulkę, pisząc, że "jest zdecydowanie wyjątkowa" i "znajduje się na niej pokład ważnych symboli, które jednoczą Ukraińców".

leftright

Dwa inne zdjęcia w cytowanym wpisie pokazują członków paramilitarnego pułku ochotniczego "Azow", który powstał w 2014 roku w celu walki z prorosyjskimi separatystami i w niektórych swoich symbolach odwołuje się do neonazizmu. Rosyjskie źródła w swojej propagandzie chętnie wykorzystują więc fotografie pułku, sugerując, że odzwierciedla on poglądy i przekonania większości Ukraińców, a nie jednej skrajnej organizacji.

Ukraińcy, a zwłaszcza ukraińskie władze, są przedstawiani jako naziści także przez anonimowych autorów postów, którzy w ten sposób próbują argumentować sens rosyjskiej agresji. "Jaki był powód napaści na Ukrainę? Rządzą nią naziści i narkomani" – napisał np. 5 marca jeden z użytkowników Twittera. Wcześniej publikował już treści prorosyjskie i antyukraińskie. Na innym profilu wrzucono film pokazujący faszystowską flagę wyświetloną na schodach ukraińskiej galerii z komentarzem: "Tymczasem w jednej z ukraińskich galerii" - podczas gdy jest to stara akcja, którą opisywaliśmy w Konkret24. Filmik i zdjęcia schodów ze swastyką były rozpowszechnianie w sieci w lutym 2019 i już wtedy miały rzekomo pokazywać "prawdziwe oblicze" Ukraińców jako nazistów. Nagrania były prawdziwe, ale według oświadczenia kijowskiego centrum handlowego nazistowski symbol pojawił się na schodach w wyniku ataku hakerskiego.

Narracja 2. Ukraińcy zabiorą Polakom pracę i miejsca w szpitalach

Większe oddziaływanie na polskich użytkowników mediów społecznościowych mogą mieć przekazy o ukraińskich uchodźcach, którzy już teraz rzekomo zajmują Polakom miejsca w szpitalach, a w przyszłości mają zająć ich miejsca pracy. Już w trzecim dniu rosyjskiej agresji w mediach społecznościowych rozpowszechniany był wpis informujący o tym, że rzekomo "polskie dzieci są wyrzucane ze szpitali onkologicznych". Źródłem tych doniesień miała być sąsiadka, której czteroletniego syna "wyrzucili ze szpitala onkologicznego, bo musi być miejsce dla ukraińskich dzieci". Te sensacje 2 marca zdementowało Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej. "Nasi dotychczasowi pacjenci są bezpieczni, a ośrodki onkologii dziecięcej w kraju dokładają wszelkich starań, by pomóc przybywającym pacjentom ukraińskim. (...) Jednocześnie prosimy o nierozpowszechnianie informacji pochodzących z niepewnych źródeł" - napisano w oświadczeniu.

To zresztą skuteczna forma rozpowszechniania tego typu przekazów: "ktoś gdzieś powiedział znajomemu". Ostatnim głośnym przykładem tego jest "Kasia z Ząbek", czyli wpis byłego radnego Sejmiku Województwa Mazowieckiego Piotra Strzembosza o tym, że znajoma Kasia przekazała mu, iż w jednym z warszawskich szpitali poinformowano ją: "teraz przyjmują tylko Ukraińców i z wypadków". Postów o tym, że w szpitalach w pierwszej kolejności przyjmowani są teraz Ukraińcy, było jednak więcej. Te informacje zdementował nie tylko szpital, ale i rząd. Ministerstwo Zdrowia nazwało wpis Strzembosza "przypadkiem trollingu po myśli rosyjskiego agresora", a premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej zdementował "plotki i fake newsy, które pojawiają się np. o domniemanym pierwszeństwie dostępu do usług publicznych dla osób, które przybywają z Ukrainy". Ale Strzembosz wpisu nie usunął, a w rozmowie z Konkret24 tłumaczy, że post był wprawdzie błędem, lecz "był prawdziwy, ale niefortunnie sformułowany".

Wpis o warszawskim szpitalu i odpowiedź Ministerstwa Zdrowia
Wpis o warszawskim szpitalu i odpowiedź Ministerstwa Zdrowia Foto: Twitter

Zapewnienia premiera, że uchodźcy nie będą traktowani inaczej niż Polacy w dostępie do świadczeń, nie przekonują jednak osób, które w mediach społecznościowych forsują narrację, że Ukraińcy zastąpią Polaków na rynku pracy. "Niech ukraincy wracaja do siebie lub jada dalej do innych krajow, nam nikt by nie pomogl a oni? sa traktowani w naszym kraju o wiele lepiej niz my sami, dostaja wsyztsko za darmo - zabieraja cala prace zostawiajac nas na bezrobociu"; "Posłyszane właśnie w Żabce: 'a tam Ukraińcy maja pierwszeństwo, zaraz wszędzie będą mieli pierwszeństwo i prace nam zabiorą'"; "Także nie zdziwcie się ludzie, gdy za jakieś kilka lat zaczniecie trafić prace w koncernach zachodnich (fabrykach), bo po prostu nie będzie im się opłacało płacić Polakom, skoro Ukraińcy będą tańsi" – brzmią komentarze na polskim Twitterze (pisownia postów oryginalna). Dziennikarka Agnieszka Gozdyra 7 marca pokazała w tweecie kolejny przykład nienawiści wobec Ukraińców: kartkę zerwaną z przystanku przez syna znajomego. Po nagłówku "Polska dla Polaków!" napisano na niej: "swołocz ukraińska wyp***ać z Polski na sicz zaporoską!!! Nie pomagać swołoczy".

Właściciele konta @emocjewsieci, którzy na bieżąco badają trendy w polskim internecie, także zauważyli, że 3 marca do dotychczasowego wątku dezinformacji o zabieraniu Polakom miejsc w szpitalach i szkołach doszedł nowy: właśnie o zabieraniu pracy.

Teza o Ukraińcach zajmujących miejsca pracy Polakom była forsowana przez rosyjską dezinformację już na długo przed wojną. Rosjanie wykorzystywali ukraińskich migrantów zarobkowych do polaryzacji społeczeństwa. W lipcu 2019 roku w Konkret24 opisywaliśmy artykuł opublikowany na portalu Sputnik Polska pt. "Potop ukraiński zalewa Polskę". Alarmowano w nim, że z powodu przyjmowania Ukraińców "polscy robotnicy wypadają z obiegu lub zmuszeni są wykonywać swoją pracę za stawki głodowe". Teza ta jest rozpowszechniana także w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Treści uderzające w uchodźców z Ukrainy rozsyłane na Twitterze i Facebooku
Treści uderzające w uchodźców z Ukrainy rozsyłane na Twitterze i Facebooku Foto: Twitter, Facebook

Narracja 3. Nadawanie Ukraińcom numeru PESEL to "akcja przesiedleńcza" i pozyskiwanie wyborców

Trzecia narracja jest nowa i coraz wyraźniej widoczna w polskiej przestrzeni informacyjnej - według niej masowe przyjmowanie uchodźców z Ukrainy rodzi ryzyko dla Polski i zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Zajmująca się dezinformacją Fundacja Info Ops nazwała to wprost "prorosyjską komunikacją wymierzoną w postrzeganie Ukrainy i jej społeczeństwa". Na Twitterze fundacji pokazano zrzut ekranu z grafiką, na której postać podpisana jako "Ukraina" kopie w stołek, na którym stoi postać podpisana jako "Polska". To przestroga, że pomoc atakowanemu krajowi obróci się przeciw Polakom.

W sieci popularne jest nagranie wideo, na którym mężczyzna najpierw mówi, że "ludziom uciekającym z Ukrainy trzeba jak najbardziej pomagać" - ale potem dowodzi, że działania polskiego rządu w stosunku do uchodźców "pchają nas w przepaść", ponieważ zapowiedziano wypłatę Ukraińcom świadczeń zdrowotnych i socjalnych, m.in. 500 plus, "z naszych pieniędzy". "Pieniądze później popłyną strumieniem na Ukrainę, a my z tym wszystkim zostaniemy" – opowiada.

Fala takich komentarzy wzmogła się po 7 marca, kiedy polski rząd ogłosił, że Ukraińcom nadawany będzie numer PESEL, by m.in. mogli zakładać własne firmy i mieć dostęp do usług cyfrowych (np. tworzenia Profilu Zaufanego). W sieci od razu pojawiły się sugestie, że tym samym Ukraińcom nadawane jest polskie obywatelstwo, a celem akcji jest pozyskanie nowych wyborców dla partii rządzącej. Portal Demagog.org.pl przytoczył tekst ze strony kuriergarwolinski.pl, gdzie nadawanie uchodźcom numeru PESEL nazwano "akcją przesiedleńczą".

Ta narracja bazuje na emocjach, nie faktach. Numer PESEL jest przyznawany wszystkim cudzoziemcom, którzy zameldowali się w Polsce na okres powyżej 30 dni. Nie jest to jednak równoznaczne z nadaniem polskiego obywatelstwa. Ukraińcy z samym numerem PESEL nie mogą głosować w wyborach, bo do tego wymagane jest posiadanie obywatelstwa.

Natomiast świadczenia socjalne, w tym 500 plus, cudzoziemcy mogli pobierać już wcześniej i nie dotyczy to wyłącznie Ukraińców. Wystarczy do tego dokument potwierdzający legalność pobytu, a w przypadku uchodźców może to być pieczątka w dokumencie, z którym przekroczyli granicę. Według ostatnich danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ukraińskie dzieci były najliczniejszą grupą cudzoziemców uprawnionych do pobierania środków z programu 500 plus: już w 2019 roku było ich 16,7 tys.

Ponad połowa Polaków pomaga uchodźcom

Na razie kampanie oczerniania Ukraińców w Ukrainie i Polsce zdają się nie mieć dużego wpływu na opinię publiczną w Polsce. W sondażu IBRiS dla "Rzeczpospolitej" przeprowadzonym 25 lutego prawie 58 proc. ankietowanych odpowiedziało, że "przyjąć trzeba wszystkich uciekających"; kolejne 35 proc. - że trzeba "przyjąć wyłącznie najbardziej potrzebujących i zagrożonych". Ponad 90 proc. badanych wtedy Polaków opowiedziało się za przyjmowaniem uchodźców z Ukrainy.

W sondażu dla "Dziennika Gazety Prawnej" i RMF FM z 9 marca 62,2 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w ostatnich dniach osobiście zaangażowało się w pomoc poszkodowanym wojną w Ukrainie. Na pytanie, jakiej pomocy Polska powinna udzielać Ukrainie, drugą najpopularniejszą odpowiedzią po "humanitarnej" było "przyjąć uchodźców" - za tym opowiedziało się 75 proc. pytanych.

Rozwaga i odporność na rosyjskie kampanie dezinformacyjne prowadzone w sieci może bardzo pomóc w utrzymaniu tej tendencji.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24, zdjęcie: PAP/Vitaliy Hrabar

Pozostałe

"Polska mistrzem świata w prawie"? Ile stron aktów prawnych wyprodukowano

Kolejne rządowe rozporządzenia i ustawy powodują, że w pierwszej połowie tego roku liczba stron uchwalonych aktów prawnych wzrosła aż o 75 proc. wobec tego samego okresu 2021 roku. Premier Morawiecki zapowiadał ograniczenie papierologii - po okresowym spadku liczba stron aktów prawnych znowu jednak wzrasta.