W mediach społecznościowych pojawiła się informacja, jakoby w Warszawie w jednej z galerii handlowych porwano dziecko. Sytuację opisuje portal, który podszywa się pod redakcję Faktu. Policja potwierdza, że żadne porwanie nie miało w czwartek miejsca i przestrzega przed fałszywą informacją. Strona może służyć do wyłudzania danych.

Dziś w galerii handlowej porwano dziecko Mojej Przyjaciółki Patrycji prosimy o pomoc w odnalezieniu sprawców. Kamera zarejstrowała całe zajście i twarz osoby która jest podejrzana czym więcej osób udostępnij ten artykuł tym większa szansa że ktoś go rozpozna dlatego prosimy dosłownie każdego o obejrzenie filmu i o udostępnienie i przekazanie znajomym W Razie jakich kolwiek informacij proszę pisać lub dzwonić do odpowiedznich służb - wiadomość takiej treści (pisownia oryginalna) pojawiła się w środę po południu na Facebooku.

Jeden z popularniejszych wpisów o fałszywymporwaniu, krążący na Facebooku
Jeden z popularniejszych wpisów o fałszywymporwaniu, krążący na Facebooku Foto: facebook

Wiadomość szybko zaczęła być powielana przez licznych użytkowników serwisu społecznościowego. Znaleźliśmy ją także w kilku zamkniętych grupach facebookowych.

Policja uspokaja - takie zdarzenie nie miało miejsca. W Warszawie nie doszło w czwartek do podobnej sytuacji. Policja nie udostępniała też żadnego nagrania dotyczącego porwania.

- Nie odebraliśmy dzisiaj żadnego podobnego zgłoszenia - informuje asp. sztab. Tomasz Oleszczuk z Komendy Stołecznej Policji. - Powinniśmy zwracać uwagę na informacje powielane przez media, szczególnie dotyczące niepokojących zdarzeń. To bywają fejki - dodaje.

Tak właśnie jest w tym przypadku.

Zmyślony artykuł, fałszywa strona Faktu

Link załączony do wpisu na Facebooku odsyła do strony, która wygląda jak portal redakcji Fakt. Zgadza się logotyp, podobna jest szata graficzna i kolorystyka, takie same są nazwy podstron. Uwagę zwraca jednak zupełnie inny adres. Strona internetowa prawdziwej redakcji Faktu znajduje się pod adresem www.fakt.pl oraz fakt24.pl. Fałszywa strona osadzona została pod adresem fakty24.ct8.pl.

Strona podszywająca się pod redakcję Faktu
Strona podszywająca się pod redakcję Faktu

W tekście zamieszczonym pod tytułem "Porwanie dziecka w centrum handlowym. [WIDEO]", opublikowanym z datą "4 kwietnia, 16:30", można przeczytać (pisownia oryginalna), że "9-latka odwiedziła z rodzicami i bratem galerie handlową. Zaraz po tym znikneła, wszystko nagrała kamera. Policjanci wciąż nie wiedzą kto ją porwał , 9-letnią Natalie S. Dziewczyna została uprowadzona dnia 2019-04-04 o godzinie 16 w Warszawskiej Galerii Handlowej: "Złote Tarasy". Siedziała z bratem w przejściu na pierwszym piętrze, zaraz po tym zniknęła bez śladu. Na prośbę policji i rodziców udostępniamy nagranie z porwania w celu proszenia o pomoc was w rozpoznaniu sprawcy".

Już tylko w tym jednym fragmencie uwagę zwracają m.in. błędy ortograficzne, dziwna konstrukcja zdań ("policjanci wciąż nie wiedzą kto ją porwał , 9-letnią Natalie S."), czy błędna nazwa "Warszawska Galeria Handlowa: "Złote Tarasy". Kompleks handlowy nazywa się po prostu "Złote Tarasy".

W dalszej części tekstu podano szczegóły rzekomego porwania oraz dodano informacje o wyglądzie dziecka. "Chcemy skorzystać z siły mediów społecznościowych i dotrzeć do jak największej liczby osób. Z informacji przekazanych przez mundurowych wynika, że Natalia S. miała słabo widoczną bliznę na podbródku (ok. 0,5 cm długości) oraz znamię w okolicy lewej łopatki (dł. ok. 3 cm)." - pisze autor tekstu (pisownia oryginalna).

Nieistniejące wideo

Poniżej tekstu znajdować się ma wideo, o którym można przeczytać w mediach społecznościowych i w tytule "artykułu". "Monitoring zarejestrował całe zajście. Prosimy o pomoc w odnalezieniu sprawcy!", można przeczytać nad rzekomym nagraniem.

Po kliknięciu w nie wyświetla się komunikat "Ze względu na drastyczność materiał dostępny dla osób powyżej 18 roku życia. Zweryfikuj swój wiek przez facebooka". Sprawdziliśmy - po zalogowaniu się, strona nadal nie wyświetla materiału wideo, a jedynie przekierowuje do strony Fundacji Itaka, pomagającej w poszukiwaniach osób zaginionych. Nie znajdujemy na niej żadnych informacji o porwaniu dziecka w Warszawie. Można przypuszczać, że logowanie do Facebooka może być wykorzystywane do wyłudzania danych.

- Nie jest to powiązane z Itaką. Ktoś użył naszej strony jako landing page’a (strony docelowej - red.) - mówi Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka. - Na pewno nie zgodziliśmy się na to ani nie bierzemy w tym udziału. Na niemal sto procent jestem przekonana, że to absolutny fejk. Jestem zaskoczona, że ta strona kieruje do naszej strony - dodaje.

Miniaturka wideo we wpisie na Facebooku jest inna niż ta w tekście. Żadna z nich nie dotyczy jakiegokolwiek porwania w Warszawie. Ta zamieszczona na stronie rzekomego Faktu pochodzi wprawdzie z nagrania z kamer monitoringu w galerii handlowej, ale w Tarasach Zamkowych w Lublinie. Jest to stopklatka z wideo, na którym w 2018 r. zarejestrowano sprawcę kradzieży. Mężczyzna w jednym z butików włamał się do szafki, w której przechowywane były pieniądze. O sprawie pisały lokalne media, a zdjęcia z monitoringu udostępniała lubelska policja.

Ujęcie z monitoringu w lubelskiej galerii handlowej
Ujęcie z monitoringu w lubelskiej galerii handlowej Foto: KWP Lublin

Natomiast zdjęcie zamieszczone w miniaturce wpisu na Facebooku odnaleźliśmy na licznych stronach internetowych w materiałach z maja 2018 r., dotyczących porwania żony tanzańskiego biznesmena na lotnisku w Bangkoku. Cała sytuacja została zarejestrowana przez kamery przemysłowe i to z nich wzięto stopklatkę ilustrującą rzekome porwanie dziecka w Warszawie.

leftright

Bardzo dobra, ale nie idealna podróbka

Udająca portal Faktu strona zrobiona jest w sposób, który na pierwszy rzut oka - jeśli nie zauważymy innego, dziwnego adresu url - może wprowadzić w błąd. Zwłaszcza, że kliknięcie w jakikolwiek odnośnik na niej, w tym także w logotyp redakcji, przenosi do prawdziwej strony redakcji Fakt. Zastosowano tu podobny mechanizm jak w przypadku przekierowań na stronę Itaki.

Tekst, którego użyto w artykule o rzekomym porwaniu 4 kwietnia, znajdujemy także w publikacji na innej stronie, ale z 27 stycznia tego roku. Jej wersja zachowała się w narzędziu Wayback Machine. Tekst różni się jedynie szczegółami - np. rzekomą godziną i dniem porwania dziecka. Odnajdujemy identyczną notkę także na stronie z 27 marca, również udającą stronę redakcji Fakt, ale znajdującą się jeszcze pod innym adresem.

Potwierdziliśmy w redakcji Faktu, że strona z fałszywymi informacjami o porwaniu nie ma z nią nic wspólnego.

Część osób komentujących artykuł o rzekomym porwaniu, pisze w sposób, który sugeruje, że widziały nagranie.

Niektórzy komentujący opisują to, co rzekomo na nagraniu widać
Niektórzy komentujący opisują to, co rzekomo na nagraniu widać

W naszej ocenie i te komentarze mogą być fałszywe. Jak sprawdziliśmy, jedna z osób, która jest autorem takich wpisów, na swoim profilu na Facebooku dwukrotnie zamieściła, zaledwie w odstępie kilku dni, taką samą informację o porwaniu.

Jedna z osób dwukrotnie zamieściła tę samą informację - w różne dni
Jedna z osób dwukrotnie zamieściła tę samą informację - w różne dni

Porwanie dziecka uruchomiłoby "Child Alert"

- Nie wiem w jakim celu ktoś pokątnie rozsiewa tego typu informacje - komentuje asp. sztab. Tomasz Oleszczuk z Komendy Stołecznej Policji. - Jeżeli dochodzi do podobnego zdarzenia wszczynany jest "Child Alert"- dodaje i podkreśla, że w takiej sytuacji media  szeroko o tym informują. Funkcjonariusz przypomina także, że warto weryfikować takie informacje w oficjalnych źródłach, np. na stronie internetowej policji.

Procedurę Child Alert uruchomiono na początku marca, w związku z porwaniem trzyletniej Amelki i jej matki w Białymstoku. Według świadków dziewczynka i jej mama zostały siłą wciągnięte do samochodu przez dwóch mężczyzn. Zostały odnalezione po ponad dobie poszukiwań.

"Z przyjemnością informujemy, że uprowadzone w dniu wczorajszym Amelia i jej mama Natalia zostały dzisiaj odnalezione" - napisano na stronie internetowej Child Alert. "Bardzo dziękujemy wszystkim zaangażowanym w publikację komunikatu Child Alert" - podkreślono. Zaznaczono jednocześnie, że w trakcie poszukiwań odebrano dziesiątki telefonów i wiadomości elektronicznych ze wskazówkami dotyczącymi zaginionych.

"Niestety nie mogliśmy na wszystkie odpowiedzieć, niemniej każda informacja była przedmiotem wnikliwej weryfikacji. Również bardzo dziękujemy za zaangażowanie i pomoc" – zaznaczono.

Jak podkreślał prokurator Paweł Sawoń, Child Alert zadziałał. Mieszkanka okolic Ostrołęki zauważyła samochód, którym poruszał się poszukiwany mężczyzna z żoną i córką, po czym zawiadomiła policję. Doszło do zatrzymania, natomiast wspólnik  został zatrzymany w innym miejscu, "na granicy województw podlaskiego i mazowieckiego".

Na uruchomienie procedury zwraca uwagę także Izabela Jezierska-Świergiel z Fundacji Itaka. - W przypadku porwania dziecka w centrum handlowym zostałby uruchomiony Child Alert, policja by o tym wiedziała - podkreśla i dodaje, że podobne informacje pojawiają się co jakiś czas. - Należy uważać na takie informacje, sprawdzać komentarze, bo często w nich internauci weryfikują doniesienia i piszą czy są prawdziwe, czy nieprawdziwe - radzi przedstawicielka fundacji.

 


 

Do sprawy będziemy jeszcze wracać w artykułach Konkret24.

Autor:  Beata Biel, Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24, tvn24.pl, PAP

Pozostałe

Sprawa Mariana Banasia - co i kiedy robiły służby

Jak poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne, szef NIK Marian Banaś ma siedem dni na zgłoszenie uwag do zastrzeżeń CBA, które nie zostały wyjaśnione w trakcie trwania kontroli jego oświadczeń majątkowych. Ta zaczęła się oficjalnie w kwietniu tego roku. Wcześniej - od listopada 2018 r. - trwała analiza przedkontrolna dokumentów, o której także było publicznie wiadomo. Mimo trwającej kontroli, w tym roku Marian Banaś został powołany na najważniejsze funkcje w państwie. Podsumowujemy, co wiadomo o działaniach służb w tej sprawie.

Najwyższa frekwencja od 1989 roku, ale ciągle daleko do europejskich liderów

Frekwencja wyborcza na poziomie 61,74 proc. jest najwyższym wynikiem od pierwszych częściowo wolnych wyborów w 1989 roku. Jak ten wynik wypada jednak na europejskim tle? Nadal powoduje, że jesteśmy daleko za liderami. Nawet gminy, w których frekwencja była najwyższa, nie dogoniły europejskiej czołówki. Rysujemy frekwencyjną mapę Europy i Polski.

Wywiad ze Sławomirem Neumannem. Co wyemitowała TVN24, a co pokazały "Wiadomości" TVP1

Główny program informacyjny TVP1 wykorzystał fragmenty wywiadu ze Sławomirem Neumannem, przeprowadzonego przez dziennikarzy TVN24 i "Faktów" TVN. Wycięto jednak tylko krótki fragment kilkunastominutowej rozmowy, a oglądający mógł odnieść wrażenie, że przerwano ją w dogodnym dla polityka momencie. To wprowadzanie widzów w błąd. Na antenie TVN24 rozmowa przebiegała zupełnie inaczej.

CBA wystąpiło o ostatnie oświadczenie majątkowe Mariana Banasia dopiero po reportażu "Superwizjera"

Centralne Biuro Antykorupcyjne zwróciło się do pierwszej prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf o uwierzytelnioną kopię oświadczenia majątkowego szefa NIK. Stało się to dopiero po tym, jak "Superwizjer" TVN opisał sprawę wpisywania do oświadczeń kamienicy należącej do Mariana Banasia. Dokument był wówczas w siedzibie Sądu Najwyższego już od niemal trzech tygodni. Pierwsza prezes SN odmówiła Konkret24 ujawnienia oświadczenia szefa NIK.

Nie ma umowy przekazującej polskie nieruchomości Niemcom. Jest atak hakerski

Na oficjalnej stronie jednego z lubuskich powiatów oraz na stronach dwóch portali z lokalnymi informacjami pojawił się komunikat o umowie, jaką miał podpisać rząd polski z rządem niemieckim. Miałaby ona dawać prawo Niemcom do przejmowania polskich nieruchomości, w których mieszkali przed II wojną światową. Takiej umowy nie ma, a administratorzy stron przyznają, że doszło do złamania zabezpieczeń. Sprawą zajmują się policja oraz służby specjalne.

"Bardziej monolog niż dialog". Co mówił sędzia Maciej Mitera o znajomości z hejterką?

Trzy dni po tym, jak Onet opublikował treść SMS-ów wymienianych między członkiem Prezydium i rzecznikiem nowej KRS Maciejem Miterą a hejterką Emilią, Mitera na antenie TVN24 był pytany o swoje kontakty z kobietą. Prowadzący program Konrad Piasecki przypominał sędziemu wypowiedzi z ostatniej wizyty w studiu. Co mówił Mitera miesiąc temu, a co teraz?