Premier Donald Tusk 2 września 2026 roku oświadczył, że na terenie polskiej fabryki produkującej drony doszło do celowego podpalenia. Premier przed posiedzeniem Sejmu 2 września 2026 roku komentował sprawę dwóch pożarów z ostatnich dni. Jeden z nich wybuchł 30 sierpnia 2026 roku na terenie hali magazynowej przy ulicy Kasprowicza w Lublinie, należącej do firmy produkującej części do budowy obiektów latających. Drugi to pożar, który wybuchł w nocy 31 sierpnia 2026 roku na terenie zakładu produkującego elementy systemów bezzałogowych w Skarżysku-Kamiennej.
"Jeśli chodzi o pożary w dwóch zakładach, w Lublinie i w Skarżysku-Kamiennej, to w przypadku Skarżyska-Kamiennej nie ma żadnych wątpliwości, że doszło do celowego podpalenia, czyli do aktu sabotażu" - powiedział Tusk. Dodał, że w przypadku pożaru w Lublinie nie ma dowodów na celowe podpalenie, ale ze względu na charakter produkcji zakładu, nie można takiej wersji wykluczyć. Ocenił również, że najbliższe tygodnie i miesiące będą kluczowe nie tylko dla dalszego przebiegu wojny rosyjsko-ukraińskiej, ale także dla państw w tej części Europy. Stwierdził, że Rosja może bowiem w tym czasie podejmować działania zwiększające napięcie i destabilizujące sytuację.
Zakład w Skarżysku-Kamiennej należy do Grupy WB. Produkowane są tam części do systemów bezzałogowych dostarczanych Wojsku Polskiemu. Pożar na terenie zakładu wybuchł kilkanaście minut po północy, a żywioł opanował halę o charakterze magazynowo-produkcyjnym. Zakład był wówczas nieczynny i nikt nie ucierpiał w pożarze. Wartość szkód oszacowano na ok. 15 mln złotych.
Prokuratura jeszcze tego samego dnia rozpoczęła postępowanie. Dotyczy ono "udziału w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej i dopuszczenia się przestępstwa o charakterze terrorystycznym" polegającym celowym wywołaniu pożaru na terenie przedsiębiorstwa.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek 1 września w rozmowie z RMF FM powiedział, że system monitoringu zarejestrował zamaskowaną osobę, która dostała się na teren zakładu. Zapytany, czy są jacyś podejrzani, zaznaczył, że "materiał nie jest łatwy", w związku z zasłonięciem twarzy przez sprawcę. Dopytany, czy to może sugerować jakiś wschodni, rosyjski ślad, stwierdził, że "w sposób oczywisty to się narzuca". Mroczek zwrócił uwagę, że akty dywersji i sabotażu w Polsce i innych państwach wspierających Ukrainę mają służyć osłabieniu poparcia dla dalszej pomocy dla tego kraju.
Pożar odbił się szerokim echem zarówno w polskich, jak i zagranicznych mediach. Pisały o nim również rosyjskie media, które szczególnie podkreślały związek zakładu z produkcją komponentów wykorzystywanych przez Ukrainę. Część z tych przekazów ilustrowano jednak materiałami, które nic nie miały wspólnego z pożarem w Skarżysku-Kamiennej, a wyolbrzymiały skalę pożaru i zniszczeń.
Gęsty dym, zawalony dach i walka z żywiołem. "Putin w tym momencie: Polsko, już po tobie"
Niemal 300 tys. wyświetleń wygenerował wpis anglojęzycznego internauty, który 1 września napisał na X: "Fabryka dronów w Polsce zaopatrująca Ukrainę stanęła w płomieniach. Polska wszczyna śledztwo w sprawie możliwego sabotażu". Załączył nagranie, które rzekomo pokazywało pożar w polskim zakładzie. Na początku widzimy nagrany z lotu ptaka rozległy kompleks przemysłowy. Nad nim unosi się słup gęstego, szaro-czarnego dymu. Na kolejnych ujęciach widać zniszczony i częściowo zawalony dach hali, z której wydobywa się dym, a także strażaków walczących z żywiołem. Około 20. sekundy nagrania sceneria nagle się zmienia. Pojawiają się nocne ujęcia rozległego pożaru. Z lotu ptaka widać płomienie obejmujące dużą część zabudowań i unoszące się nad nimi kłęby ciemnego dymu.
Potem perspektywa znów się zmienia. Oglądamy nagraną już z ziemi akcję służb. Kamera pokazuje z bliska działania strażaków i stojące na miejscu wozy ratownicze. Widać migające światła pojazdów, rozwinięte węże oraz strumienie wody kierowane w stronę zabudowań. Później materiał wraca do dziennych ujęć uszkodzonej hali - są na nich strażacy, rozwinięte węże gaśnicze, pojazdy ratownicze i woda lana ponad ogrodzeniem zakładu. Film kończy się powrotem do nocnych kadrów rozległego pożaru z lotu ptaka. Co ważne, w lewym dolnym rogu kadru cały czas widać biały napis w języku rosyjskim "Ostaszko! Ważne" a poniżej "Telegram". Istotne jest też czerwony pasek i logo w górnej części kadru - wrócimy do tego wątku w dalszej części tekstu.
Na nagraniu słyszymy także lektora, który opowiada o pożarze. Na samym początku nagrania mówi: "Alarm antywłamaniowy, zamaskowana postać wspinająca się na ogrodzenie, a kilka minut później pożar w polskim zakładzie zbrojeniowym produkującym komponenty do dronów wykorzystywanych przez Ukrainę. Polska bada teraz, czy cień wojny nie sięgnął głębiej na terytorium NATO". Później wspomina o zamaskowanej osobie, która miała dostać się na teren zakładu, a także o trwających działaniach policji.
"Putin w tym momencie: Polsko, już po tobie. Jesteś następna"; "Hmm, wygląda na to, że drażnienie lwa ma swoje konsekwencje. Kto by pomyślał!"; "Jestem z Polski i cieszę się z tego! Żaden polski obywatel nie został ranny, a nazistowscy banderowcy nie dostaną żadnych dronów z obu tych fabryk. Dobry rezultat, bo uratowano ludzkie życie. Minie trochę czasu, zanim znów zaczną produkować…"; "Cóż, jeśli myślą, że mogą atakować Rosję pośrednio, wykorzystując do tego Ukrainę, i nie ponosić żadnych konsekwencji… to powinni się jeszcze raz nad tym zastanowić" - komentowali wpis internauci, którzy uwierzyli, że to nagranie rzeczywiście przedstawia pożar polskiej fabryki.
W komentarzach pojawiło się także wiele głosów sympatyzujących z Rosją. Nie dziwi to o tyle, że autorem wpisu jest Glenn Diesen. To norweski politolog, komentator polityczny i profesor na Uniwersytecie Południowo-Wschodniej Norwegii (USN). Zajmuje się głównie polityką zagraniczną Rosji i rosyjską koncepcją Wielkiej Eurazji. Wielokrotnie występował w kanale RT (dawniej Russia Today), rosyjskiej rządowej stacji telewizyjnej. Jak można przeczytać na stronie Factually.co, Glenn Diesen wzbudzał kontrowersje głównie ze względu na "nacisk na odradzanie się potęgi Rosji oraz krytykę 'rusofobii'" w swoich wypowiedziach i ich zbieżność z rosyjskimi przekazami propagandowymi. Jak informował w 2021 roku portal norweskiego kanału telewizyjnego T2, Diesen był krytykowany "za szerzenie rosyjskiej propagandy na norweskim uniwersytecie". Profesor spotkał się także z negatywną oceną Norweskiego Komitetu Helsińskiego. Pracujący w komitecie jako doradca norweski działacz na rzecz praw człowieka Aage Borchgrevink, w maju 2025 roku napisał o nim jako o "profesorze, który wątpi w Buczę". Aktywista przywołał jego rozmowę z norweskim dziennikiem "Klassekampen", podczas której Diesen miał powiedzieć: "Wiele kwestii dotyczących tego, co wydarzyło się w Buczy, pozostaje niejasnych. Gdyby udostępniono nam listy zabitych, łatwiej byłoby wyrobić sobie na ten temat zdanie".
Kolejną osobą, która udostępniła nagranie jest Chay Bowes. To żyjący w Rosji, irlandzki komentator, który jak informował "The Irish Times", pracuje dla rosyjskich mediów. W związku z tym w maju 2025 roku, gdy przebywał w Rumunii, został tam zatrzymany, a następnie deportowany. Jak później sam przekazał, był w Rumunii, by relacjonować tam wybory prezydenckie. "Bowes jest reporterem RT, stacji zakazanej w Unii Europejskiej i uznawanej za narzędzie propagandowe rosyjskiego państwa. Popiera rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie i broni polityki zagranicznej Władimira Putina. W czerwcu 2023 roku wystąpił w ONZ jako przedstawiciel Rosji i obarczył politykę NATO odpowiedzialnością za wojnę w Ukrainie" - relacjonowało "The Irish Times". Przed działalnością Irlandczyka przestrzegało także, chociażby Disinfowatch.org.
Bowes udostępnił nagranie płonącego kompleksu na X 2 września i napisał: "Możliwa operacja pod fałszywą flagą". To działania prowadzone w sposób niejawny, których celem jest ukrycie tożsamości i powiązań rzeczywistego sprawcy, a przez to przypisanie odpowiedzialności innej stronie. Można przypuszczać, że tą obwinianą stroną miała zostać właśnie Rosja.
Jednak filmik rozpowszechniali także internauci z innych państw, także z Polski. "Coś znowu wybuchło w Polsce?" - pytała polskojęzyczna internautka, która także 2 września udostępniła wideo z pożaru. Na Instagramie rozpowszechniali je m.in. hiszpańskojęzyczni i włoskojęzyczni internauci.
Nagranie wykorzystuje rosyjska machina propagandowa
To samo nagranie w kontekście wydarzeń w Polsce wykorzystano również na wewnętrzne potrzeby rosyjskiej propagandy. Kadr z nagrania posłużył jako ilustracja tekstu o pożarze w Skarżysku-Kamiennej opublikowanym przez m.in. rosyjski serwis informacyjny Gazeta.ru, znany z rozpowszechniania prokremlowskich komunikatów. Podobnie zrobiły inne rosyjskojęzyczne portale - m.in. Repost.news, Rumafia.io, Ruskompromat.info oraz Sledst.org, znanych z rozpowszechniania tzw. kompromatów. Przekaz z tą samą ilustracją pojawił się też na estońsko-fińskim portalu Eestinen.fi, który publikował fałszywe informacje zgodne z rosyjską propagandą.
Pełna wersja nagrania krążyła również w rosyjskojęzycznych portalach społecznościowych - na platformie VK (dawniej VKontakte) oraz w Telegramie. Materiał publikowano w kontekście informacji o pożarach w Skarżysku-Kamiennej i Lublinie.
I tu wracamy do rosyjskiego napisu "Ostaszko! Ważne". To nazwa kanału na Telegramie, który należy do Rusłana Ostaszko, czołowego rosyjskiego propagandysty i prezentera państwowej telewizji. I właśnie tam 31 sierpnia opublikowano wideo płonącej fabryki. Telegramowy kanał Ostaszko był wielokrotnie wykorzystywany do rozpowszechniania dezinformacyjnych przekazów.
Kolejne telegramowe wpisy na z tym samym nagraniem sugerowały, że za pożarami dwóch polskich zakładów mieli stać Ukraińcy. "Nie będziemy zgadywać, kto w polskich zakładach zbrojeniowych lubi 'przypadkowo' wyrzucać niedopałki w niedozwolonych miejscach. Ale oczywiste jest, że 'wielcy Ukraińcy' muszą odpowiedzieć za rzeź wołyńską" - czytamy w poście udostępnianym na kilku kanałach komunikatora.
To nawet nie jest Polska
Ujęcia z lotu ptaka wykonane za dnia wcale nie pochodzą ze Skarżyska-Kamiennej, tylko z Limy, stolicy Peru. 24 lipca 2026 roku doszło tam do potężnego pożaru zakładu kosmetycznego firmy Yobel. Nagranie pokazujące zniszczoną fabrykę z lotu ptaka pojawiło się w sieci już pod koniec lipca, a więc ponad miesiąc przed pożarem w polskim zakładzie. Materiał opublikowały m.in. portal argentyńskiego dziennika "Clarin" oraz portal agencji informacyjnej Viory.
Wątpliwości budzą również pozostałe ujęcia, m.in. te przedstawiające wóz strażacki z napisem "Cuerpo de Bomberos de Maipu". To oznaczenie jednostki ochotniczej straży pożarnej z Maipu, części aglomeracji Santiago w Chile. Na innym ujęciu widać strażaka w beżowym umundurowaniu, które różni się od typowego stroju polskich strażaków. Również zabudowa widoczna w tle nie przypomina tej, która zwykle widać w Polsce.
Indyjski portal, pożar w Polsce i "przykładowe materiały wizualne"
Przyjrzeliśmy się bliżej nagraniu. W prawym górnym rogu przez cały czas widoczne jest czerwone logo z białym napisem "TOI" - należy do "The Times of India", jednego z największych anglojęzycznych dzienników w Indiach. To właśnie na kanale "The Times of India" w serwisie YouTube znaleźliśmy to samo nagranie z Peru, opublikowane w kontekście ostatnich pożarów w Polsce - mimo że przedstawione w nim ujęcia nie pokazują wydarzeń w Polsce. "Coś wielkiego! Czy zaatakowano fabrykę broni powiązaną z Ukrainą w kraju należącym do NATO? Szokująca eksplozja; 'Zauważono napastnika...'" - brzmi tytuł nagrania z 31 sierpnia.
W tej lepszej jakości wersji nagrania wyraźnie widać napis na czerwonym pasku w lewym górnym rogu - informuje, że materiał przedstawia "przykładowe materiały wizualne" dostarczone przez agencję Viory. To ważne zastrzeżenie, ale mimo to nagranie z Peru było ciągle błędnie przedstawiane jako materiał z Polski. Co więcej, na krążących w sieci kopiach nagrania o znacznie niższej jakości oznaczenie było słabo widoczne.
Zapytaliśmy redakcję "The Times of India", dlaczego zdecydowała się wykorzystać ujęcia pożaru w Peru w materiale dotyczącym wydarzeń w Polsce oraz czy po tym, jak nagranie trafiło do rosyjskiego obiegu dezinformacyjnego, zamierza zmienić lub usunąć materiał. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Chociaż fałszywy przekaz nie powstał w Rosji, to należy podkreślić, że został on wykorzystany przez rosyjskie kanały dezinformacyjne dla realizacji wewnętrznych celów. I to właśnie tą "rosyjską drogą" trafił do szerszego obiegu m.in. do anglojęzycznych odbiorców.