Politycy piszą o "sięganiu do kieszeni Polaków", internauci o planowanym wzroście VAT z 5 do 23 procent. Krążące w sieci komentarze o decyzji co do "gigantycznej podwyżki" podatku w handlu i gastronomii generują kolejne spekulacje. Sprawdziliśmy, o co chodzi.
Przed nowym rokiem wiele osób zastanawia się, jak będą się kształtowały budżety domowe czy finanse ich firm w kolejnych dwunastu miesiącach. Dlatego niepokojąco mogą dla nich brzmieć informacje o "gigantycznej podwyżce podatku VAT w 2026 roku w sprzedaży detalicznej i usługach gastronomicznych". Według rozpowszechnianych w sieci przekazów stawka ma zostać podniesiona odpowiednio z 5 i 8 proc. do 23 proc.
"Rząd zdecydował: w 2026 roku czeka nas podwyżka podatku VAT. Stawki wzrosną: z 5 procent do 23 procent – w sprzedaży detalicznej; z 8 procent do 23 procent – w usługach gastronomicznych" - alarmował np. 27 grudnia jeden z internautów na platformie X, linkując do artykułu serwisu forsal.pl (pisownia wszystkich postów oryginalna). Tylko ten post wygenerował już niemal 100 tys. wyświetleń.
Przekaz o podwyżkach VAT-u "w sklepach i w gastronomii" podbijali w sieci politycy opozycji. "Rząd planuje zastosować klasyczne zagranie, łatanie kolosalnej dziury budżetowej sięganiem do kieszeni Polaków" - napisał 29 grudnia poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo. "VAT z 5 procent i 8 procent na 23 procent uderzy prosto w ceny w sklepie i w gastronomii, czyli w codzienne życie Polaków. Zamiast ciąć zbędne wydatki i uporządkować finanse państwa, rząd wybiera najprostsze rozwiązanie, podnieść podatki i udawać, że problem zniknął" - dodał. Zaś na profilu warszawskiej Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna dzień wcześniej podano: "Ekipa Tuska podnosi podatek VAT. Podwyżka uderzy w polską branżę gastronomiczną".
Obawy o sytuację branży gastronomicznej wobec rzekomych planów rządu wyrażało sporo osób komentujący wpisy o podwyżce. "Z 8 proc do 23 proc – w usługach gastronomicznych. A czy branża gastronomiczna to przypadkiem nie tonie w długach?"; "Zajadą gastro"; "Gastronomia? No to restauracje będą padać jak muchy..."; "Masakra przecież to tylko dobije gastronomię"; "Pizza po 80 zł..." - pisali internauci. Część przekonywała, że zmiany i tak nie wejdą w życie, bo zawetuje je prezydent Karol Nawrocki.
Tylko że - wbrew rozpowszechnianym informacjom - w sprawie podwyżki VAT nic nie zostało jeszcze przesądzone. A co istotniejsze, wcale nie chodzi o "sklepy i gastronomię".
Wyższy VAT? Tylko na pewne napoje
To, że ewentualne podwyżki podatku VAT są dopiero na etapie projektu ustawy, można się dowiedzieć z artykułu w serwisie forsal.pl, do którego link załączają internauci w postach. Informuje o tym już lead, który w postach jest jednak niewidoczny. Chodzi o przygotowany przez Ministerstwo Finansów projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług. Rządowe Centrum Legislacyjne opublikowało projekt 4 grudnia 2025 roku. Zgodnie z informacjami na stronie RCL projekt jest na etapie opiniowania. Będą pracować nad nim jeszcze komitety i komisje sejmowe. Dopiero później projekt trafi pod głosowanie.
Czego dotyczy? Faktycznie, resort finansów proponuje podwyższenie podatku VAT z 5 i 8 do 23 proc. Lecz internauci nie dowiedzą się z alarmujących wpisów, że planowane podwyższenie stawki ma dotyczyć napojów bezalkoholowych i energetyków. Jak czytamy w uzasadnieniu projektu, większość napojów co do zasady już jest objęta podstawową stawką VAT w wysokości 23 proc. Jednak napoje, w których udział soku owocowego lub warzywnego wynosi co najmniej 20 proc. składu surowcowego, objęte są preferencyjną stawką VAT - 5 proc. Resort zauważa, że stawką preferencyjną objęte są często także napoje energetyzujące i bezalkoholowe.
Wprowadzenie stawki preferencyjnej miało promować zdrowsze zamienniki słodzonych napojów. Jednak z regulacji zaczęli korzystać producenci tych mniej zdrowych, by uniknąć wyższego opodatkowania. Mówił o tym doradca podatkowy Łukasz Jankowski w rozmowie z portalem Business Insider:" Dochodzimy do dość kuriozalnej sytuacji. Oto bowiem 'zwykła' woda mineralna będąca naturalnym napojem (przez wielu dietetyków uważana za najlepszy napój, jaki powinien przyjmować człowiek) jest opodatkowana stawką 23 proc. VAT, a piwo bezalkoholowe z dodatkiem choćby 20,01 proc. soku (najczęściej jabłkowego, gdyż najtańszego) stawką 5 proc. VAT".
Rozwiązanie prozdrowotne
Resort finansów chce z tą "kuriozalną sytuacją" walczyć. "Celem niniejszego projektu jest wyłączenie ze stawki obniżonej VAT wszystkich bezalkoholowych odpowiedników napojów alkoholowych" - czytamy w uzasadnieniu projektu.
Stawka VAT ma zostać podwyższona na moszcz gronowy oraz wszelkie bezalkoholowe zamienniki piwa, wina, cydru oraz ich mieszaniny a także innych odpowiedników napojów alkoholowych. Oprócz tego wyższym podatkiem mają zostać objęte napoje z dodatkiem kofeiny lub tauryny. "Ponieważ pod pojęciem 'bezalkoholowe' należy rozumieć wszystkie napoje o objętościowej mocy alkoholu nieprzekraczającej 0,5 proc. objętości, projektowane wyłączenie ze stawki obniżonej VAT dotyczy bezalkoholowych odpowiedników napojów alkoholowych, jak również napojów (mieszanin) z udziałem co najmniej jednego z takich napojów, które zawierają od 0 do 0,5 proc. alkoholu" - wyjaśnia resort.
Stawki VAT z 5 do 23 proc. mają być podniesione na takie napoje sprzedawane w sklepach, zaś w przypadku lokali gastronomicznych przewidywana jest zmiana z 8 na 23 proc. Projektowana ustawa miałaby wejść w życie 1 lipca 2026 roku.
Autorzy projektu zaznaczają, że spożywanie napojów bezalkoholowych może "kształtować określone przyzwyczajenia" oraz że niepokój budzi dostęp takich produktów dla osób niepełnoletnich. Wskazują, że "w kontekście polityki społecznej i zdrowotnej nie ma uzasadnienia dla preferencji w podatku VAT" dla tego typu napojów energetyzujących.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock