To nie przypadek, że kolejne incydenty dotyczące bezpieczeństwa Polski szybko stają się paliwem do podsycania antyukraińskich nastrojów. I że treści takie pojawiają się na profilach niemających nic wspólnego z polityką. Kto sądzi, że to tylko opinie "zwykłych Polaków" - jest w błędzie. To skoordynowane akcje sieci fałszywych kont, których mechanizm ujawnili właśnie analitycy DFRLab.
W tym roku w całej Polsce ma powstać kilkanaście wyspecjalizowanych jednostek prokuratorskich, które będą ścigać przestępstwa na tle narodowościowym i religijnym oraz propagowanie totalitaryzmów - wynika z informacji OKO.press. Chodzi m.in. o hejt wobec Ukraińców. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek powiedział portalowi, że stosowne rozporządzenie jest przygotowywane oraz że działalność prokuratorów będzie dotyczyła hejtu "bez znaczenia czy ofiarami są Ukraińcy, Żydzi, Romowie, czy polski obywatel, który ma inne poglądy".
Jeżeli jednak ktoś uważnie śledzi zmianę nastawienia Polaków do Ukrainy i wojny za naszą wschodnią granicą, zdaje sobie sprawę z tego, że nastroje antyukraińskie nie nasilają się samoistnie. Owszem, są mocniejsze, lecz nie jest tak, że gdy tylko stanie się coś, co zagraża naszemu bezpieczeństwu, Polacy od razu masowo winią za to Ukraińców. W takich momentach obserwujemy tego typu komentarze, lecz nie wszystkie przekazy generują duże zasięgi. Zaś te, które szybko stają się bardzo popularne i szeroko szerowane, często wcale nie są oddolne, tylko celowo podkręcane. To tylko ma wyglądać na zwykłą reakcję polskich obywateli - lecz to pozory spontaniczności.
W listopadzie 2025 roku opisywaliśmy w Konkret24, jak po akcie dywersji na polską kolej na trasie Warszawa-Lublin wręcz "z automatu" pojawiały się w sieci oskarżenia wobec Ukrainy i Ukraińców. Przez polski internet przetaczały się przekazy o "ukraińskim sabotażu" i "ukraińskiej niewdzięczności". (Podobnie zresztą było tuż po wtargnięciu rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną we wrześniu). Gdy 18 listopada premier Donald Tusk przekazał, że za aktami dywersji stoi dwóch obywateli Ukrainy, którzy od dłuższego czasu współpracowali z rosyjskimi służbami - podkreślił, że to kolejny przykład zlecenia takiej akcji właśnie Ukraińcom, bo jednym z celów działań Rosjan jest wzbudzanie nastrojów antyukraińskich.
Również doktor Michał Marek, założyciel Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa, nie miał wątpliwości: - Werbowanie Ukraińców przez służby rosyjskie do wykonywania aktów sabotażu czy innych działań szkodliwych dla państwa polskiego wydaje się rzeczą wyjątkowo korzystną z perspektywy Moskwy. Po pierwsze, odwraca uwagę od Moskwy. Po drugie, służy stymulowaniu nastrojów antyukraińskich - mówił w rozmowie z Konkret24.
CZYTAJ W KONKRET24: Dlaczego to akurat oni? Jak wygląda rosyjski mechanizm obrzydzania Ukraińców
Owo stymulowanie nastrojów i antagonizowanie Polaków z Ukraińcami jest dla rosyjskich ośrodków propagandy niezwykle ważne. Na tyle, że Kreml pracuje nad jego stałym wzmacnianiem i koordynowaniem. Schemat takiego działania zbadali analitycy DFRLab, czyli Digital Forensic Research Lab działającego przy think tanku Atlantic Council w Waszyngtonie. Opisali go w raporcie opublikowanym w grudniu 2025 roku.
400 tysięcy przeanalizowanych treści: katalizatorem weto prezydenta i incydent z dronami
Z dochodzenia DFRLab wynika, że antyukraińskie narracje w polskiej sieci nie rozchodzą się ani spontanicznie ani przypadkowo. To efekt przemyślanych, zaplanowanych i skoordynowanych działań polegających na podsuwaniu odbiorcom podobnych przekazów z wielu stron. Ta aktywność siewców dezinformacji i hejtu bywa jednak niemal niewidoczna dla przeciętnego internauty.
Analitycy DFRLab przeanalizowali ponad 400 tys. postów, komentarzy i transkrypcji filmów opublikowanych na Facebooku, w YouTube i na TikToku na przełomie sierpnia i września 2025 roku. Okazuje się, że głównym katalizatorem nasilających się wtedy w Polsce antyukraińskich narracji były dwa wydarzenia: weto prezydenta Karola Nawrockiego wobec ustawy o pomocy Ukraińcom oraz wtargnięcie rosyjskich dronów do polskiej przestrzeni powietrznej. Analizując przekazy, badacze używali 18 kluczowych fraz i hashtagów związanych z wetem prezydenta i incydentem z dronami.
"Prawdopodobnie skoordynowane sieci, często składające się z niewielkiej liczby kont, wykorzystywały manipulację w mediach społecznościowych do utrwalania antyukraińskich poglądów i podważania sojuszu polsko-ukraińskiego" - oceniają. Piszą, że "koordynowane sieci manipulowały platformami społecznościowymi, aby wzmocnić tę wrogość, dążąc do osłabienia poparcia społecznego dla Ukrainy i destabilizacji stosunków polsko-ukraińskich".
Od konkretnych wydarzeń do antyukraińskich narracji krótka droga
25 sierpnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Argumentował, że wypłacanie 800 plus Ukraińcom należy powiązać z ich aktywnością zawodową. Sprawa sama w sobie wywoływała spore napięcia na linii prezydent-rząd-Ukraina. Natomiast w mediach społecznościowych uruchomiła falę wrogości pod adresem Ukraińców. Tuż po wecie DFRLab zidentyfikował ponad 2,8 tys. komentarzy na Facebooku, YouTube i TikToku, w których internauci nazywali Ukraińców przebywających w Polsce "leniwymi", "pasożytami" czy "darmozjadami".
Badacze ustalili, że antyukraińskie narracje na temat weta szeroko rozpowszechniała sieć złożona z ponad 20 kont, stron i grup na Facebooku. Powiązana jest z marginalną ezotetyczną sektą "Jasna Strona Mocy". Promowała przekazy sugerujące np., że gdy Polacy pracują i płacą podatki, to mieszkające obok nich "rodziny z Ukrainy otrzymują zasiłki i mieszkania". W popularnym wtedy nagraniu przebywających w Polsce Ukraińców nazwano "pasożytami". Sugerowano, że prezydenckie weto doprowadzi do przymusowej deportacji miliona Ukraińców z Polski, dzięki czemu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski dostanie "świeże mięso" na wojnę z Rosją.
Podobny wysyp antyukraińskich treści wywołało wtargnięcie rosyjskich dronów nad Polskę w nocy z 9 na 10 września 2025 roku. Kilka godzin po jego wykryciu część internautów zaczęła oskarżać o atak stronę ukraińską. DFRLab wykrył niewielką, ale skoordynowaną sieć nieautentycznych kont na Facebooku, które rozpowszechniały narrację o rzekomej ukraińskiej operacji pod fałszywą flagą. Sugerowano, że Ukraina w ten sposób chce wciągnąć nasz kraj w konflikt z Rosją. Do siatki należą trzy konta o tej samej nazwie nawiązującej do biblijnej Sodomy i Gomory. Razem mają blisko 40 tys. obserwujących. Publikowano na nich niemal identyczne treści w krótkich odstępach czasu, co według badaczy wskazuje na ręczną koordynację działań.
Narrację o takim samym wydźwięku promowały także trzy powiązane ze sobą nacjonalistyczne strony na Facebooku. Mają nazwy: Polska i Ukraina; Polski Ruch Patriotyczny; Nie dla banderyzmu. Razem mają niemal 88 tys. obserwujących. Analitycy DFRLab zauważyli, że strony często wzajemnie udostępniają swoje antyukraińskie posty. Spora część z tych wpisów przedstawia zrzuty ekranu tekstów ze strony Kresy.pl, znanej z publikowania antyukraińskich treści oraz takich wprowadzających w błąd.
TikTok: siatka anglojęzycznych kont promowała tezy "niezależnego dziennikarza"
Fałszywy przekaz o tym, że Ukraina rzekomo zaatakowała Polskę, szybko trafił też na anglojęzycznego TikToka. DFRLab ustalił, że co najmniej 12 anglojęzycznych kont wspólnie promowało tę tezę.
Pierwsze nagranie 12 września opublikował Ethan Levins, Amerykanin przedstawiający się jako niezależny dziennikarz. "Okazuje się, że to Ukraina zaatakowała Polskę, a drony nie pochodziły z Rosji" - mówi do kamery. Jak dodaje: "Ukraina została przyłapana na gorącym uczynku", bo rzekomo wykorzystała stare rosyjskie drony, by użyć ich przeciwko Polsce. I pokazywał zdjęcia mające to udowadniać. Tylko że nie ma racji - brak dowodów na to, że drony, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną, wystrzelono z Ukrainy. Eksperci, z którymi rozmawiała redakcja Konkret24, tłumaczyli, że takie drony są robione "po taniości", a klejenie ich taśmą jest wręcz standardem. Takie połatane rosyjskie drony spadały nie tylko na Ukrainę ale i na Litwę.
Levins ciągnie opowieść, ponownie manipulując: "Pamiętacie nagranie z wysadzonym domem w Polsce, które krążyło w ukraińskich kanałach telewizyjnych? Cóż, Polacy mieszkający w okolicy wskazują, że pochodzi ono z burzy, która miała miejsce kilka miesięcy temu". To była bowiem druga linia obrony prorosyjskiej propagandy przed oskarżeniami o incydent z dronami: że Polacy sobie to wymyślili. Tylko że dom w miejscowości Wyryki został zniszczony w nocy z 9 na 10 września, co reporterce programu "Uwaga!" TVN potwierdziła zamieszkała w nim rodzina.
To wideo na TikToku wyświetlono już ponad 400 tys. razy. Badacze zauważyli, że na innych 11 kontach pojawiły się nieco zmienione wersje nagrania Levinsa lub też nowe, ale stworzone na podstawie jego materiału (np. wykorzystujące tylko jego głos albo jego słowa czytane przez lektora AI). Celem było wzmocnienie tej narracji. Wszystkie nagrania łączy ten sam szczegół: podpis "Ukraina zaatakowała Polskę!". Co więcej, większość z tych kont już wcześniej pomagała w ten sposób wzmacniać przekazy Levinsa.
Strona na Facebooku: sztuczna inteligencja, ale prawdziwa polityka
Analitycy DFRLab zwracają uwagę na rosnące wykorzystanie sztucznej inteligencji w działaniach dezinformacyjnych. Przykładem wykorzystania AI do forsowania antyukraińskich przekazów jest facebookowa strona Sztuczna Polityka. "Inteligencja jest sztuczna, wiadomości są prawdziwe. Tutaj - o tym, co dzieje się w Polsce i nie tylko" - czytamy w jej opisie. Równolegle na Instagramie działa konto o tej samej nazwie.
Facebookową stronę obserwuje 10 tys. użytkowników. Od maja 2025 roku regularnie pojawiają się tam antyukraińskie nagrania oparte niemal w całości na AI - od obrazu po głos polskiego lektora. Przedstawiają Ukraińców, a w szczególności prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, w skrajnie negatywnym świetle: jako roszczeniowych i chciwych, "wrogów wewnętrznych" Polski, którzy "przejmują całe osiedla" we Wrocławiu. AI wykorzystuje się też do karykaturalnego pokazania Ukraińców oraz ich prezydenta - np. jako wampirów z ostrymi kłami.
Nagrania na stronie Sztuczna Polityka mają dziesiątki a czasem nawet setki tysięcy wyświetleń. Zdaniem badaczy wzorce zaangażowania wydają się podejrzane: chodzi o nagłe skoki udostępnień postów na przestrzeni kilku miesięcy. To wskazuje na możliwą nieautentyczną aktywność.
Interesują cię nieruchomości we Wrocławiu? Albo rozwój osobisty? Oni też tam są
Siewcy antyukraińskich przekazów, by dotrzeć do szerszego grona odbiorców, korzystają z przestrzeni, w których najmniej byśmy się ich spodziewali. Są to lifestyle'owe grupy czy z pozoru apolityczne strony na Facebooku. Dzięki temu polityczne w zamyśle przekazy przenikają w codzienne przestrzenie internetu niemal niezauważenie.
Taką strategię przyjęła wspomniana już siatka kont i strona Jasna Strona Mocy. Jeden z jej filmów o prezydenckim wecie dla ustawy o pomocy Ukraińcom udostępniono ponad 770 razy, w tym na facebookowych grupach niezwiązanych z polityką. I tak np. przekaz trafił do członków grup: Wrocław - nieruchomości, wynajem, kupno, sprzedaż; Polacy biegają na całym świecie; Rozwój osobisty ogłoszenia.
Pod płaszczykiem zwyczajnych stron na różne - niepolityczne - tematy działa też odkryta przez DFRLab siatka siedmiu stron na Facebooku. W jej skład wchodzi m.in. strona clickbajtowego portalu udostepnij.pl oraz wspierające ją profile o neutralnie brzmiących nazwach: Bijemy rekord polubień dla Jana Pawła II; Moje myśli; 1000 pomysłów i myśli; Przytul mnie, jak nigdy nikogo nie przytuliłeś. W sumie mają 700 tys. obserwujących.
Pod koniec sierpnia 2025 roku siatka ta prowadziła skoordynowane działania mające wzmocnić antyukraiński przekaz: "Polska bez litości dla łamiących prawo! Ukrainiec deportowany za chuligańskie wybryki". Tak brzmiał post, który 23 sierpnia najpierw pojawił się na facebookowej stronie udostepnij.pl. W komentarzu umieszczono link do artykułu, gdzie w sposób przejaskrawiony relacjonowano historię deportacji pijanego i agresywnego Ukraińca, który już wcześniej wchodził z konflikt z prawem.
Kilka godzin później identyczne wpisy i to w tym samym czasie (co do minuty) pojawiły się na pozostałych sześciu stronach z tej siatki. To wskazuje, że publikacje były prawdopodobnie zautomatyzowane - ocenił DFRLab.
"Działania stron na Facebooku promujących domenę udostepnij.pl są przykładem skoordynowanej amplifikacji. Wykorzystują one zsynchronizowane posty na wielu stronach o mylących nazwach, co wskazuje na zautomatyzowane wzorce publikacji i nieautentyczne zachowania" - podsumowali analitycy DFRLab.
Jak więc wynika z tego raportu, warto uważać - czyli nie wierzyć w prawdziwość każdej rzekomo spontanicznej antyukraińskiej narracji, która nagle zaczyna krążyć w polskich mediach społecznościowych. Bo raczej nie jest tak, że po stosownym wydarzeniu (zaistniałym fakcie) część Polaków nagle budzi się, wypisując w sieci spontanicznie komentarze uderzające w Ukraińców. To aktywizują się ludzie Kremla i zaczynają działać. Bynajmniej nie spontanicznie.
Źródło: Konkret24, DFRLab
Źródło zdjęcia głównego: Konkret 24