Licznik zbiórki pieniędzy na dzieci chore onkologicznie zorganizowanej przez youtubera Łatwoganga nadal rośnie. W ciągu dziewięciu dni relacji na żywo prowadzonej w internecie zebrano ponad 250 milionów złotych, lecz po jej zakończeniu na rzecz Fundacji Cancer Fighters wciąż wpływają pieniądze - stan na godzinę 21 w poniedziałek (27 kwietnia) wynosił ponad 282 miliony złotych.
Przez mieszkanie organizatora przewinęło się wiele znanych osób - aktorów, muzyków, sportowców, influencerów - którzy na streamie zachęcali do wpłacania pieniędzy na Fundację Cancer Fighters. Akcję wsparły też inne osoby publiczne, a ich komentarze na ten temat często szeroko się niosły w mediach społecznościowych.
Wiele kontrowersji wywołał jednak udostępniany w sieci tytuł artykułu serwisu o2 z rzekomym komentarzem Katarzyny Tusk-Cudnej, córki premiera i aktywnej w mediach społecznościowej blogerki. "Kasię Tusk zapytano o zbiórki. 'Po co są, skoro leczenie jest bezpłatne?'" - brzmiał ów nagłówek. Tak zbudowany sugerował - i tak właśnie zrozumieli internauci - że córka premiera Tuska pytała o sens takich zbiórek, skoro można się w Polsce leczyć bezpłatnie.
Zrzut ekranu z tym tytułem opublikowała na Facebooku między innymi posłanka PiS Dominika Chorosińska, pisząc: "Zdaje się, że trzeba tu parę rzeczy wyjaśnić". Ona już ten post usunęła, ale wiele podobnych dalej można czytać w sieci. "Niewiarygodne" - skomentowała prawicowa dziennikarka Dorota Kania, była redaktor naczelna Telewizji Republika. "Hmm teraz wiemy co o nas Polakach, myślą rzadzacy i ich rodziny... a może zabrac im wszystkie przywileje w tym rządową slużbę zdrowia... kto za?" - pytał Grzegorz Wsiaki, działacz Konfederacji z Pomorza. "Niech zapyta taty jak tam NFZ" - ironizował anonimowy użytkownik serwisu X, którego post wyświetliło ponad 100 tysięcy osób.
Wszystkie te osoby prawdopodobnie poprzestały na przeczytaniu samego tytułu, a do tekstu nie zajrzały - lecz rzeczywiście ten tytuł poniósł się w sieci, stając się bazą do krytyki Tusk-Cudnej.
"Niektórzy z Was pytają mnie..."
Obecnie tytuł tekstu w serwisie o2.pl już jest inny i brzmi: "Kasia Tusk dostała pytanie o zbiórki. Obszerna odpowiedź". Również serwis plejada.pl, który pierwotnie zatytułował swój tekst: "Kasia Tusk odpowiada na pytanie o zbiórki. 'Po co są, skoro leczenie jest bezpłatne?'" - zmienił go już na: "Kasia Tusk odpowiada na pytanie o zbiórki. 'Takie osoby nigdy nie usłyszały druzgocącej diagnozy'".
Być może zmiany te były właśnie reakcją na to, jak poniosły się w sieci pierwotne wersje nagłówków. Te oryginalne nie zmieniły się jednak w postach, których autorzy lub komentujący krytykują córkę premiera za jej rzekome pytanie o sens zbiórek.
Rzekome - ponieważ Katarzyna Tusk-Cudna w relacji na Instagramie zamieszczonej 26 kwietnia 2026 roku jedynie cytowała inne osoby, które zadawały jej to pytanie, które zostało potem wykorzystane w tytułach artykułów o2.pl i plejada.pl.
Oryginalna treść brzmiała tak: "Niektórzy z Was pytają mnie w wiadomościach po co są takie zbiórki, skoro leczenie jest w Polsce bezpłatne. Podejrzewam, że takie pytania zadają bardzo szczęśliwe osoby, które nigdy nie usłyszały druzgocącej życia diagnozy" (pogrubienie od redakcji).
Blogerka odpowiedziała na tak postawione pytanie: "Choroba najbliższych, nie wspominając już o chorobie ukochanego dziecka to moment, w którym wszystko się zmienia, a my potrzebujemy wsparcia finansowego (nierzadko trzeba z dnia na dzień zrezygnować z pracy), logistycznego (różne placówki specjalizują się w różnych chorobach, czasem oznacza to nagłą przeprowadzkę) czy informacyjnego (gdzie się zgłosić? z czym? co zrobić najpierw? jak sprawnie przejść przez procedury?). No i czy nie sądzicie, że w takiej sytuacji przydaje się też po prostu wsparcie kogoś, kto doskonale wie przez co przechodzimy? Błagam o odrobinę wyobraźni nikomu nie życzę zyskania pokory dopiero na skutek własnych doświadczeń". Na koniec zamieściła link do profilu Fundacji Cancer Fighters na Instagramie.
Tak więc wycięcie z kontekstu fragmentu posta córki premiera i zbudowanie na tym tytułu przez popularne serwisy spowodowało, że przekaz nabrał innego znaczenia niż to, co napisała Tusk-Cudna. A rozpowszechniany teraz szeroko w mediach społecznościowych wprowadza odbiorców w błąd.