Facebooka zalała fala "ogłoszeń matrymonialnych" rzekomych Ukrainek. Są pokazywane jako kobiety atrakcyjne, ale roszczeniowe. I choć te osoby nie istnieją, ich "wpisy" generują krytykę polskich internautów, a także hejt. Bo o to właśnie chodzi w tej wyjątkowo oburzającej antyukraińskiej akcji.
Szukanie nowych znajomości - także miłości - na platformach społecznościowych nie jest niczym nowym. Przez lata przyzwyczailiśmy się do czatów, forów i stron dla singli. Partnerów i partnerek szuka się coraz częściej przez aplikacje randkowe, ale i ogłoszenia matrymonialne mają się całkiem dobrze na Facebooku. Ostatnio jednak w facebookowych grupach dla samotnych dzieje się coś, co trudno zignorować.
Chodzi o falę niemal identycznych postów - ogłoszeń rzekomo pisanych przez młode, atrakcyjne kobiety, które przyjechały do Polski z Ukrainy. Uwagę przykuwają ich zdjęcia. Kobiety są zadbane, w nienagannym makijażu, często w sportowych lub modnych ubraniach uwydatniających sylwetkę. Pozują do lustrzanego selfie, jakby chciały wypaść jak najlepiej. Jednak ich wygląd kontrastuje z tym, co widać za ich plecami: bałagan w pomieszczeniu, na podłodze sterty nieupranego prania, kuchenny blat pełen brudnych naczyń. Gdzieś tam pod ręką kobiety widać butelkę piwa czy papierosy. W tym chaosie widać też nieraz małe dziecko, uchwycone niby przypadkiem - siedzi w krzesełku do karmienia i uważnie obserwuje, co robi matka.
Pejoratywny wizerunek: chcą mężczyzny po czterdziestce, "bękart gratis"
Do zdjęć mają rzekomo pozować również Ukrainki w ciąży. Wśród bałaganu, często w obskurnym pomieszczeniu uśmiechają się do selfie, pokazując brzuch w zaawansowanej ciąży.
Podobny kontrast widać w języku ogłoszeń. Kobiety zwykle zaczynają od podania swojego wieku - około dwudziestu kilku lat - wspominają, że przyjechały z Ukrainy, niekiedy piszą o złej sytuacji ekonomicznej ("bez zaplecza", "samotna za granicą", "bez wsparcia"). Zaś o dziecku najczęściej piszą per "bachor" lub "bękart". Twierdzą, że szukają "opiekuńczego, cierpliwego i lojalnego" partnera, najlepiej po czterdziestce, który "zaakceptuje mnie taką, jaką jestem".
Nic więc dziwnego, że w komentarzach pod takimi postami, obok seksualnych zaczepek i zachęt do kontaktu, wylewa się hejt: "Jedź do siebie, tam na froncie cię pokochają"; "No to won na Ukrainę"; A może flejtuchu sprzątaczki potrzebujesz"; "Posprzątaj najpierw ten bajzel, lekko mówiąc, a potem uganiaj się za chłopami".
Na pierwszy rzut oka to tylko ogłoszenia matrymonialne młodych kobiet na Facebooku - a w rzeczywistości powtarzalny schemat przygotowany tak, by budował krzywdzący stereotyp o Ukrainkach w Polsce.
Żadna z nich nie istnieje
Dotarliśmy do setek podobnych wpisów krążących na Facebooku. Publikowane są głównie na grupach randkowych. Już same schematyczne i powtarzalne wpisy sugerują, że nie są to autentyczne ogłoszenia. A co ze zdjęciami? Z analizy narzędziem HiveModeration przeprowadzonej przez nas na kilkunastu takich fotografiach wynika, że wszystkie zostały wygenerowane przy użyciu sztucznej inteligencji (99 proc. prawdopodobieństwa).
Facebookowa siatka kilkudziesięciu fałszywych profili
Tego typu "ogłoszenia" matrymonialne nieistniejących kobiet rozpowszechnia na Facebooku siatka licząca co najmniej 50 kont. Są to m.in. fan page'e: Samotność Po 40-tce; Wolne Samotne Kobiety; Zostanę Twoją Dziewczyną; Polskie Randki; Poznaj Samotną Mamę; Sponsorka; TuRandka; grupa Ta randka. Większość powstała pod koniec 2025 roku. Dwie grupy - na początku stycznia 2026 roku.
Do siatki należy też co najmniej 40 profili użytkowników, których aktywność także nie wygląda na autentyczną. To ich zadaniem jest publikacja fałszywych "ogłoszeń matrymonialnych" na wielu facebookowych forach dla singli. Te same "ogłoszenia" publikują również na swoich profilach, ponadto udostępniają wpisy wspomnianych wyżej stron z siatki. Od początku stycznia 2026 roku użytkownicy ci łącznie opublikowali i udostępnili setki fałszywych ogłoszeń nieistniejących kobiet.
Co istotne - wygląda to na kolejny specjalny zabieg - posty publikowane przez tę siatkę kont przedstawiają nie tylko rzekome Ukrainki, ale również Polki. Tylko że różnica wizerunków jest wyraźna. Rzekome Ukrainki pokazywane są brudnych, zaniedbanych przestrzeniach, natomiast rzekome równie atrakcyjne Polki (te zdjęcia to także produkty AI) pokazywane są na tle czystych, estetycznych, zadbanych wnętrz lub przestrzeni - nawet jeśli są matkami lub spodziewają się dziecka. W przypadku takich wpisów nie ma wprost informacji o narodowości, w domyśle odbiorca ma uznać, że chodzi o Polkę.
40 profili użytkowników, które zidentyfikowała redakcja Konkret24, ma należeć do kobiet z Polski. Użyto na nich starych zdjęć, które nie wyglądają na wygenerowane przez AI, właściciele mają setki znajomych - co może wyglądać autentycznie. Jednak - poza niemal identycznymi publikacjami - łączy ich jeszcze jedno. Otóż połowę założono między majem a październikiem 2019 roku. Niektóre nawet tego samego dnia. W lipcu były zakładane niemal dzień po dniu. Właścicielki przedstawiają się jako mieszkanki dużych miast, głównie Wrocławia, Poznania czy Szczecina. W opisie niemal wszystkie zapraszają do kontaktu przez jeden z dwóch portali "randkowych": TuRandka.com lub Sponsorka.eu. Ten pierwszy adres znalazł się też w opisie wspomnianych wyżej stron należących do siatki.
Z danych WHOIS wiemy, że stronę TuRandka.com zarejestrowano pod koniec listopada 2024 roku, a Sponsorka.eu - w sierpniu 2023 roku. Z opisu stron wynika, że TuRandka.com to strona "dla Polaków szukających erotycznych spotkań" głównie z kobietami, które przybyły do Polski zza granicy. Za to Sponsorka.eu ma być stroną, gdzie mężczyźni mogą szukać kobiet, która zapłacą im za kontakt seksualny.
Możliwe jest, że działalność owej siatki ma na celu przede wszystkim podbicie zasięgów i wzbudzenie zainteresowania zewnętrznymi stronami. Treści te, oparte na silnych bodźcach emocjonalnych i stereotypach, generowały intensywne reakcje odbiorców, co sprzyja zwiększaniu widoczności kont w algorytmach mediów społecznościowych.
Niezależnie od motywacji twórców efektem tych szeroko zakrojonych działań jest wzmocnienie negatywnych stereotypów o kobietach z Ukrainy.
Schemat: najpierw negatywny obraz kobiecości, potem informacja o narodowości
- Ten przekaz nie naśladuje informacji medialnej, lecz inny rozpoznawalny w internecie gatunek: ogłoszenie o charakterze romantycznym, matrymonialnym. Jako odbiorcy jesteśmy z takim formatem kulturowo oswojeni: portale i fora randkowe funkcjonują od lat, a sam typ ogłoszenia wykształcił się jako osobny gatunek medialny - wyjaśnia w rozmowie z Konkret24 dr hab. Karina Stasiuk-Krajewska, profesor Uniwersytetu SWPS, badaczka Central European Digital Media Observatory specjalizująca się w analizie struktury i wpływu dezinformacji. - To istotne, ponieważ taki format automatycznie uruchamia w odbiorcach określone schematy interpretacyjne, stereotypy, uprzedzenia i gotowe oceny - podkreśla.
Według ekspertki głównym mechanizmem jest tu właśnie wykorzystanie stereotypów i uprzedzeń, przede wszystkim dotyczących kobiet. - Mamy do czynienia z pewnym zderzeniem wizerunków, które kulturowo jest oceniane jednoznacznie negatywnie: kobieta w ciąży albo z małym dzieckiem przedstawiona w chaosie, bałaganie, z alkoholem lub papierosami. To zestawienie nie pozostawia przestrzeni na neutralną interpretację. W dominującym modelu kulturowym kobieta-matka nie powinna pić, palić, zaniedbywać dziecka ani domu. Taki obraz automatycznie wywołuje silne negatywne emocje - tłumaczy profesor Karina Stasiuk-Krajewska.
- Dodatkowo w tekstach towarzyszących tym obrazom kobiety konstruowane są jako "bezczelne": roszczeniowe, żądające, formułujące wygórowane oczekiwania wobec potencjalnego partnera. Taki styl komunikacji jest szczególnie negatywnie oceniany w odniesieniu do kobiecości. W naszej kulturze przyjmuje się, że kobiety nie powinny być bezczelne ani roszczeniowe. Połączenie tej cechy z byciem nieodpowiedzialną matką wzmacnia jeszcze negatywny odbiór - podkreśla ekspertka. - Co istotne, taki wizerunek kobiety wywołuje negatywne emocje niezależnie od płci odbiorcy. U mężczyzn dlatego, że nie pasuje do kulturowo oczekiwanego obrazu kobiecości. U kobiet, ponieważ pojawia się figura atrakcyjnej, zseksualizowanej kobiety, która nie pracuje i oczekuje, że ktoś inny będzie na nią pracował. To budzi złość, frustrację i poczucie niesprawiedliwości - dodaje.
Na to nakłada się istotny element: informacja o pochodzeniu. - W wielu takich postach informacja, że bohaterka jest Ukrainką, nie pojawia się od razu, bywa podana mimochodem, niejako "przemycona". To nie jest komunikat bezpośrednio perswazyjny, nie mówi wprost: "zobacz, Ukrainki takie są". Nam, odbiorcom daje się pozór samodzielnej oceny - analizuje profesor Stasiuk-Krajewska. I konkluduje:
Czyli najpierw buduje się silnie negatywny obraz kobiecości, a dopiero potem pojawia się informacja o narodowości. W efekcie negatywna ocena związana z macierzyństwem i kobiecością łatwo przenosi się na ukraińskość.
Skutek schematu: to, czego nie ma wprost w poście, pojawia się w komentarzach
W konstrukcji tego przekazu widać klasyczne mechanizmy dezinformacyjne: granie na emocjach, potwierdzanie istniejących przekonań oraz pozostawianie u odbiorcy poczucia, że sam doszedł do pewnych wniosków i ocen.
- Pozornie nie jest to przekaz o Ukrainie ani o Ukrainkach, tylko ogłoszenie matrymonialne. Lecz właśnie dzięki temu skuteczność przekazu jest większa - ocenia profesor Stasiuk-Krajewska. - Widać to w reakcjach odbiorców. Dominują komentarze agresywne, obraźliwe, pełne mowy nienawiści. To, czego nie ma wprost w samym poście, pojawia się w komentarzach: wulgarne wezwania do "wracania do siebie", jawny hejt wobec Ukrainek - zauważa. Jak dodaje, mamy tu do czynienia również z dehumanizacją i seksualizacją kobiet - mechanizmami dobrze znanymi kulturowo, które zostały wykorzystywane do wzbudzania nienawiści wobec konkretnej grupy narodowej.
- Jeśli chodzi o cele takich działań, mogę mówić jedynie z perspektywy rekonstrukcji i funkcjonowania tych treści w obiegu społecznym. Z tej perspektywy widać wyraźnie, że przekazy te generują i wzmacniają narracje antyukraińskie - ocenia profesor Stasiuk-Krajewska.
Ekspertka: ktoś może piec kilka pieczeni przy jednym ogniu
A ponieważ w tle tej akcji jest promocja dwóch konkretnych portali matrymonialnych, niewykluczone, że mamy do czynienia z działaniem wielofunkcyjnym - ocenia badaczka dezinformacji. - Ktoś może, mówiąc kolokwialnie, piec kilka pieczeni przy jednym ogniu. Z jednej strony, podbija zasięgi, bo treści wywołujące silne negatywne emocje generują komentarze i reakcje, a to zwiększa ich widoczność. Z drugiej strony, może na tym budować określony biznes, na przykład przekierowując użytkowników na zewnętrzne portale - zauważa.
I konkluduje: - Różnica między intencją "chcę zarobić pieniądze", a intencją "chcę wzmacniać niechęć wobec Ukrainek" z punktu widzenia skutków społecznych jest w zasadzie nieistotna. Efekt jest ten sam: polaryzacja, eskalacja negatywnych emocji i utrwalanie krzywdzących stereotypów.
Dlatego przestrzegamy przed rozpowszechnianiem tych postów. Po pierwsze, bo to czyste fake newsy. Po drugie, bo budują niczym nieuzasadnioną nienawiść do drugiego człowieka. Narodowość w takim działaniu jest zapewne celowa.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: facebook.com