Mężczyzna podchodzi z siekierą do samochodu i trzykrotnie uderza ostrzem w dach. Auto ma polską tablicę rejestracyjną z powiatu legnickiego, a nagrywający tę krótką scenę komentuje po rosyjsku. Nie trzeba było długo czekać, żeby taki film zaczął krążyć w sieci jako dowód, że Ukrainiec zniszczył siekierą polski samochód, a media celowo ukrywają to nagranie przed opinią publiczną.
"Ukrainiec niszczy siekierą Polski samochód... Czekamy na informacje we wszystkich mediach!" - napisał 28 lipca Paweł Przystawa, polityk Konfederacji z Dolnego Śląska. "Tak właśnie wygląda w Polsce 'zastraszanie i bicie' Ukraińców. A ja przepraszam, to Ukrainiec uderzający siekierą w polski samochód" - kpił autor innego filmu, w którym komentował nagranie. "Ale oczywiście to nie będzie powodować oburzenia społecznego po z tej bardziej lewej strony, bo po pierwsze to samochód, a po drugie to polski. Bo jak Polacy są bici i krzywdzeni przez Ukraińców, to następuje tam milcząca cisza. Ale jak jakikolwiek Polak zrobi cokolwiek Ukraińcowi, to jest oburzenie, ksenofobia, nacjonalizm i wszystkie inne dziwne epitety" - dodawał. Tylko te dwa wpisy wyświetliło na Facebooku ponad 200 tysięcy osób.
Film z siekierą szybko zdobywał popularność także na Tiktoku. "Ukrainiec niszczy siekierą polski samochód. Będzie w mediach???", "Ukrainiec z siekierą niszczący auto na polskich blachach. To są ci zastraszani i bici Ukraińcy w Polsce tak?" - pytali ironiczne autorzy wpisów, które wyświetlały dziesiątki tysięcy użytkowników (pisownia wszystkich wpisów oryginalna).
A jednak nie wszyscy od razu uwierzyli w takie opisy nagrania. Niektórzy postanowili sprawdzić, czy i dlaczego mężczyzna niszczył samochód.
Czytelniczka weryfikuje
Historia filmu o Ukraińcu z siekierą pokazuje, że weryfikacja informacji nie jest już wyłącznie domeną fact-checkerów. W zalewie nieprawdziwych materiałów, w tym antyukraińskich, część internautów próbuje sprawdzać sensacyjne informacje na własną rękę. Czasem może przynieść to zaskakujące rezultaty.
Tak było w przypadku pani Oli, która skontaktowała się z nami i opisała, jak nie uwierzyła w opisy o zdewastowaniu polskiego samochodu i postanowiła poszukać, skąd pochodzi oryginalny film. W niecałe 10 minut znalazła komentarz do jednego z wpisów, wyjaśniający sytuację z nagrania. Skontaktowała się z autorem i w ten sposób poznała pełną historię. "W rzeczywistości mężczyzna rzeczywiście uderza samochód, który wcześniej uległ poważnemu wypadkowi i został całkowicie zniszczony" - zrelacjonowała kobieta. "Niestety nagranie zostało wyrwane z kontekstu i jest obecnie wykorzystywane do rozpowszechniania fałszywej narracji, jakoby Ukrainiec niszczył polskie samochody" - dodała, przyznając, że "niestety większość osób nie weryfikuje takich informacji przed ich dalszym udostępnianiem".
Dzięki pani Oli dotarliśmy do pana Konstantego, który nie ukrywał zdziwienia tym, jak wykorzystano film.
Auto miało być rozebrane
- To był filmik zrobiony dla żartów - opowiada w rozmowie z Konkret24 pan Konstanty, który pracuje w jednym z warsztatów samochodowych we Wrocławiu. Tłumaczy, że samochód należał do jego kolegi, również Ukraińca, który w zimie 2025 roku miał wypadek. Uszkodzenia pojazdu były na tyle duże, że właściciel zdecydował, iż nie będzie go naprawiać. Chodziło przede wszystkim o uszkodzony numer identyfikacyjny samochodu (VIN) wybity z przodu pojazdu, którego odtworzenie wymagałoby opinii rzeczoznawcy.
- Auto stało u nas nienaprawiane ponad pół roku, więc właściciel polecił nam je rozebrać i sprzedać na części. Pewnego razu, kiedy był u nas w pracy, koledzy zaproponowali, żeby dla żartu nagrać na TikToka filmik o przebijaniu dachu w tym Passacie. Właściciel też brał w tym udział. Karoseria i tak miała iść na złom - opowiada pan Konstanty. - Nie spodziewałem się, że ktoś może wykorzystać ten film do propagandy i pokazywania Ukraińców w złym świetle - dodaje.
Mężczyzna przesłał nam także nowy film, na którym prezentuje samochód rozebrany już z części i przygotowany do zezłomowania. "To jest ten Volkswagen Passat, w którym na filmiku przebito dach" - pokazuje pan Konstanty. "Najważniejsze, że w tym pojeździe uszkodzono numer VIN i dlatego on nie nadaje się do odbudowy i dalszego użytku" - tłumaczy, pokazując uszkodzenia samochodu po wypadku.
Filmy z siekierą usunięto już z kont warsztatu w serwisach społecznościowych. - Najpierw odpisywałem komentującym, że to jest nasz samochód i dlaczego w ogóle ich obchodzi, co z nim robimy. Ale było tego bardzo dużo i bardzo negatywnie - mówi mechanik.
Dlatego zamiast od razu pisać nienawistny komentarz, można poświęcić kilka minut na sprawdzenie źródła filmu, który widzimy w sieci. Tym bardziej, jeśli udostępniają go politycy, dodając opisy pasujące do ich narracji. Przykład pani Oli pokazuje, że tylko w ten sposób możemy nie dać się oszukać.