Podczas spotkania z mieszkańcami Siemanowic Śląskich premier Mateusz Morawiecki znaczną część swojej wypowiedzi poświęcił kopalniom. Mówił między innymi, że cztery lata temu chciano zamykać wszystkie czy większość z nich. Jak sprawdził Konkret24, plan naprawczy polskiego górnictwa z początku 2015 r. obejmował wygaszenie najpierw czterech, a potem - już w czasach rządów PiS - siedmiu kopalni.

W niedzielę 21 lipca, Mateusz Morawiecki wziął udział w X Pikniku Rodzinnym w Siemianowicach Śląskich. Premier, który w najbliższych wyborach będzie jedynką PiS w Katowicach, na spotkaniu z mieszkańcami mówił, że rządzący "chcą utrzymać serce przemysłowe Polski na Śląsku".

Główną część wypowiedzi premiera Morawieckiego stanowił ważny na Górnym Śląsku temat górnictwa. Szef rządu skupił się m.in. na kopalniach, które jego zdaniem "dzisiaj są z powrotem chlubą przemysłu województwa śląskiego".

Premier Morawiecki o zamykanych kopalniach

Premier nawiązał też do zmian w stosunku do sytuacji z jesieni 2015 roku, kiedy Prawo i Sprawiedliwość doszło do władzy. - Nie byłoby możliwe rozwinięcie tej polityki społecznej w takich rozmiarach [...] gdyby nie skuteczna polityka gospodarcza. I ta skuteczna polityka gospodarcza tutaj też pokazała się na Śląsku, bo przypomnijcie sobie państwo sytuację cztery lata temu, to nie tak dawno. Cztery lata temu chciano zamykać wszystkie praktycznie czy większość kopalni. Bankrutowało wiele z nich, a my doprowadziliśmy do ich utrzymania, odrodzenia - zapewniał Morawiecki.

Jak wyglądała wtedy sytuacja zamykanych kopalń i jak zmieniła się po czterech latach rządów Zjednoczonej Prawicy?

"Chciano zamykać większość kopalni"? Nie, planowano kilka

W ostatnim roku rządów koalicji PO-PSL temat zamykanych kopalń rzeczywiście wywoływał duże emocje, zwłaszcza w początkowym okresie. Na pierwszym w 2015 roku posiedzeniu Rady Ministrów 7 stycznia przedstawiono "Plan naprawczy dla Kompanii Węglowej SA".

Spółka w tamtym okresie miała 14 kopalni, z których tylko trzy notowały zyski ze sprzedaży węgla. Pięć najsłabiej prosperujących generowało stratę od 3 do 14 zł na każdej spalonej tonie swojego surowca. To właśnie te zamykające tabelę kopalnie zostały zaznaczone na czerwono w rządowym opracowaniu.

Kopalnie zaznaczone w rządowym planie naprawczym dla KW
Kopalnie zaznaczone w rządowym planie naprawczym dla KW Foto: Ministerstwo Gospodarki

Podkreślenie szczególnie słabych wyników finansowych pięciu kopalni nie oznaczało jednak, że wszystkie z nich przeznaczono do likwidacji. W dalszej części planu naprawczego wyjaśniono, że cztery zostaną przeniesione do Spółki Restrukturyzacji Kopalń "w celu stopniowego wygaszania działalności (z możliwością innych działań restrukturyzacyjnych)", a piąta trafi do katowickiej spółki Węglokoks.

Dzień po przyjęciu przez rząd planu naprawczego prezes Kompanii Węglowej Krzysztof Sędzikowski na spotkaniu z dziennikarzami doprecyzował, że "odcięcie najbardziej nierentownych aktywów", czyli przekazanie kopalni do Spółki Restrukturyzacji Kopalń celem ich powolnego wygaszania dotyczy zakładów: Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze i Pokój. Do spółki Węglokoks-Kraj miała trafić kopalnia Piekary.

Które kopalnie przetrwają, a które zostaną zamknięte?

Liczba zamykanych kopalń nie stanowiła więc nawet większości zakładów działających w tamtym czasie w ramach Kompanii Węglowej. Do tego dochodziły jeszcze zakłady należące chociażby do Katowickiego Holdingu Węglowego czy Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Słowa premiera Morawieckiego o planach zamykania "wszystkich praktycznie czy większości kopalń" były więc mocno przesadzone.

- Nie planowano zamknięcia większości kopalni - mówi w rozmowie z Konkret24 Karolina Baca-Pogorzelska, specjalizująca się w tematyce energetyki i górnictwa dziennikarka "Dziennika Gazety Prawnej".

Na początku 2015 roku rząd PO-PSL, a konkretnie pełnomocnik rządu do spraw restrukturyzacji górnictwa Wojciech Kowalczyk, przedstawił plan, w którym zapowiedziano zamknięcie tylko kilku kopalń. W tym czasie działało ich jeszcze 25.

Karolina Baca-Pogorzelska

Protesty i krok wstecz

Jednym z najważniejszych punktów planu była także zmiana struktury całej Kompanii Węglowej, która miała przekształcić się w tzw. Nową Kompanię Węglową. Pracownicy mogliby tam przechodzić, ale musieliby zgodzić się na nowe warunki zatrudnienia. Ten postulat, wraz z zapowiedzią likwidacji części kopalń, już dzień po ogłoszeniu planu naprawczego doprowadził do strajków na Górnym Śląsku.

Strajkowali nie tylko pracownicy zakładów przeznaczonych do likwidacji, ale także innych, solidaryzujących się z kolegami po fachu. Groźba niemal całkowitego wstrzymania prac wydobywczych na Górnym Śląsku zmusiła rząd do poszukiwań nowego rozwiązania. W negocjacjach ze związkowcami udział brała premier Ewa Kopacz, a z każdym kolejnym dniem bez porozumienia strajkujących przybywało.

13.01 | Fiasko rozmów premier Kopacz z górnikami. Strajkują kolejne kopalnie

Przełom nastąpił 17 stycznia. Rządowa delegacja z Ewą Kopacz na czele podpisała z górnikami porozumienie, którego najważniejszym punktem była rezygnacja z zapowiedzianej likwidacji czterech kopalń. Ich restrukturyzacja miała być przeprowadzona w inny sposób, a pracownicy mieli pozostać na swoich stanowiskach.

17.01.2015 | Jest porozumienie rządu z górnikami. Koniec protestu

Charakter tamtych rozmów komentuje Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka. - Już wtedy mówiłem, że atmosfera negocjacji przypominała trochę bal na Titanicu. Dwie strony pozornie się do siebie zbliżały, a ostatecznie nie doszły do racjonalnego rozwiązania sprawy - mówi Steinhoff.

O likwidacji kopalń powinny decydować wyłącznie dwa czynniki: ekonomia i geologia, a nie polityka. Jeśli w danym zakładzie kończą się zasoby albo przynosi on stałe straty, należy go zamknąć, a nie instrumentalnie wykorzystywać górników.

Janusz Steinhoff

Co się stało z kopalniami?

Wszystkie pięć kopalń, które zostały zaznaczone w planie naprawczym, od stycznia 2015 przeszło gruntowne zmiany strukturalne, a niektóre ich części zostały zlikwidowane.

Generująca największe straty w tamtym okresie KWK Sośnica-Makoszowy 30 kwietnia 2015 roku została podzielona na dwa osobne ruchy: Sośnicę i Makoszowy. Drugi z nich, z końcem 2016 roku zakończył wydobycie węgla. Obecnie w zakładzie trwają prace wygaszeniowe, które mają zakończyć się do końca 2021 roku.

KWK Sośnica należy natomiast do następczyni Kompanii Węglowej - Polskiej Grupy Górniczej i w momencie zmiany właściciela w kwietniu 2016 notowała największe straty w spółce. Obecnie jednak jej sytuacja została ustabilizowana. W październiku 2018 roku ówczesny wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski poinformował, że kopalnia pozostanie w Polskiej Grupie Górniczej i nie zostanie przekazana do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, co oznacza, że będzie działać w najbliższych latach.

26.04.2016 | Rusza Polska Grupa Górnicza. Szydło: musimy widzieć wspólny cel, a ten cel to rozwój gospodarczy

Ciągle działa także KWK Brzeszcze, która w maju 2015 roku trafiła do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, jednak nie została zlikwidowana, ponieważ z nowym rokiem zakupiła ją Grupa TAURON. Obecnie w zakładzie realizowany jest program inwestycyjny mający zwiększyć wydobycie i przywrócić rentowność działania, ponieważ w 2018 roku w Brzeszczach wydobyto ok. 1,2 mln ton węgla, ale Grupa TAURON Wydobycie zanotowała straty.

 

Zgodnie z rządowym planem naprawczym z 2015 roku, KWK Piekary trafiła do katowickiego Węglokoksu, a pod koniec tamtego roku połączono ją z kopalnią KWK Bobrek-Centrum, tworząc tym samym działającą do dziś KWK Bobrek-Piekary. W ten sposób rozwiązano też sytuację przeznaczonej do likwidacji w rządowym projekcie kopalni Bobrek-Centrum, której ruch "Centrum" w maju 2015 przekazano SRK i postawiono w stan całkowitej likwidacji. Prace rozbiórkowe na terenie bytomskiego zakładu mają potrwać do 2022 roku.

Ostatnia z zaznaczonych w planie naprawczym kopalń - znajdująca się w Rudzie Śląskiej KWK Pokój w 2016 roku weszła w skład KWK Ruda, ale pod koniec roku wyodrębniono z niej część nazwaną "Pokój 1", którą przekazano Spółce Restrukturyzacji Kopalń. Jest to realizacja planu przekazanego Komisji Europejskiej, która w listopadzie 2016 roku zaakceptowała listę kopalni do wygaszania, na której znajduje się Pokój. Mimo tego, część dołowa zakładu nadal pracuje i wydobywa węgiel. W 2018 roku w kopalni pracowało ponad 1500 osób, a zakład wydobywał ok. 5,5 tys. ton węgla na dobę.

Siedem kopalni na liście PiSu

Podpisanie porozumień z górnikami na początku 2015 nie zamknęło jednak tematu likwidowania nierentownych kopalń. Po wygranych jesiennych wyborach PiS wrócił do tej kwestii, ponieważ musiał wysłać do Komisji Europejskiej plan restrukturyzacji górnictwa. Unia Europejska pozwala na finansowanie tego procesu ze środków państwowych tylko w sytuacji, kiedy zaakceptuje szczegółowy plan naprawczy danego kraju.

Proces ten dokładnie tłumaczy Janusz Steinhoff. - W Unii Europejskiej obowiązują surowe zasady finansowania restrukturyzacji górnictwa ze środków publicznych i bezwzględnie należy ich przestrzegać. Rząd musi przedstawić plan Komisji Europejskiej, która może wydać na tej podstawie zgodę na finansowanie naprawy z państwowych pieniędzy - wyjaśnia. - Jednocześnie nie może z tych środków dotować rozwoju swojej produkcji czy braków w niej. Z tego powodu jakiekolwiek zapewnienia premierów i prezydentów, że zatrzymają likwidację kopalń, są niezrozumiałe - dodaje.

Prezydent Duda: polskie górnictwo trzeba zabezpieczać i rozwijać

- Towarzyszył temu naturalnie spadek wydobycia, ale PiS nie miał wyjścia, musiał przekazać listę do Komisji Europejskiej, ponieważ gdyby Unia nie zaakceptowałaby tego planu, przy restrukturyzacji nie można by wykorzystać środków państwowych, a całe koszty poniosłyby spółki wydobywcze - mówi o tamtej operacji Karolina Baca-Pogorzelska. - Z kolei, użycie pieniędzy budżetowych bez zgody Brukseli byłoby traktowane jako niedozwolona pomoc publiczna. Nie ma zgody KE na wspieranie rozwoju tego sektora - wyjaśnia.

Jednym z głównych warunków stawianych przez UE jest wpisanie do planu konkretnych nierentownych kopalń, które w przyszłości zostaną przekazane do likwidacji. Złożony przez PiS plan został oficjalnie zaakceptowany przez KE w listopadzie 2016 roku. Potwierdzono wtedy także, że rząd PiS wpisał do planu siedem podmiotów (kopalń lub ich części), które zobowiązał się przekazać do SRK. Trzy z nich pokrywają się kopalniami z planu naprawczego rządu Ewy Kopacz, który wywołał protesty w styczniu 2015 roku. To KWK Sośnica i Makoszowy (traktowane oddzielnie) oraz ruch Pokój KWK Ruda. Poza nimi w planie ujęto także KWK Krupiński i ruch Jas-Mos, ruch Rydułtowy i ruch Śląsk.

Ewa Kopacz ogłosiła listę kopalń do likwidacji, choć rzeczywiście były i są one zamykane przez PiS.

Janusz Steinhoff

Makoszowy zakończyła już wydobycie, a Sośnica i Pokój nadal fedrują. Wszystkie pozostałe - Rydułtowy I, Krupiński, Śląsk i Jas-Mos należą już do SRK. Obecnie w Polsce w stanie likwidacji znajduje się 14 kopalni Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Poza wymienionymi sześcioma są to: Boże Dary, Brzeszcze Wschód, Centrum, Jas-Mos, Krupiński, Mysłowice, Mysłowice – Wesoła I, Piekary I, Pokój I, Rydułtowy I, Śląsk, Wieczorek I, Wieczorek II.

Komentując realizowanie planu likwidacji kopalni przez PiS, Karolina Baca-Pogorzelska zwraca uwagę, że te działania były niezbędne przy ówczesnej sytuacji polskiego górnictwa. - Po tym, jak PiS wygrał wybory, przekazał plan Komisji Europejskiej, a po unijnym zatwierdzeniu w listopadzie 2016 r. zaczął go realizować. Zaczął, bo musiał - mówi dziennikarka. - Część naszego górnictwa była nierentowna, więc konieczne było wybranie najsłabszych kopalni i wygaszenie ich - dodaje.

 

To, czy wybrano na pewno najsłabsze, to już inne pytanie, ale na pewno gdyby tego nie zrobili, spowodowałoby to jeszcze większe problemy i dalszą zapaść całego górnictwa.

Karolina Baca-Pogorzelska

"Bankrutowało wiele z nich"?

W swoim wystąpieniu na Śląsku premier Morawiecki mówił także o tym, że cztery lata temu "bankrutowało wiele z nich [kopalni - red.], ale "my doprowadziliśmy do ich utrzymania, odrodzenia".

Karolina Baca-Pogorzelska podkreśla, że to nie kopalnie mogły być zagrożone bankructwem, a ewentualnie całe posiadające je spółki. - Co do kwestii bankrutowania wielu kopalń w 2015 roku należy doprecyzować, że kopalnie nie są samodzielnymi jednostkami, ponieważ są zrzeszone w spółkach węglowych, jak np. Polska Grupa Górnicza, czy Jastrzębska Spółka Węglowa. Wyjątkiem jest samodzielna Bogdanka z grupy Enea czy prywatna Silesia - komentuje dziennikarka "Dziennika Gazety Prawnej".

Rzeczywiście w 2015 roku sytuacja finansowa wielu z nich była ciężka. Perspektywa bankructwa groziła przede wszystkim ówczesnej Kompanii Węglowej, której następczynią jest Polska Grupa Górnicza.

Karolina Baca-Pogorzelska

- Podobnie było z Jastrzębską Spółką Węglową. Kiedy we wrześniu 2015 roku ING Bank Śląski zażądał od niej wcześniejszego wykupu obligacji, spółce zajrzała w oczy niewypłacalność - mówi Baca-Pogorzelska. - Ostatecznie, dzięki podpisaniu odpowiedniego porozumienia i pomocy polskich banków udało się utrzymać spółkę, ale jej sytuacja rzeczywiście w tamtym czasie była bardzo trudna - dodaje.

Były minister gospodarki ujmuje ówczesne położenie spółek górniczych w szerszym kontekście. - Ciężka sytuacja górnictwa, także w 2015 roku, to efekt złego zarządzania tą gałęzią przemysłu od kilkunastu lat - odpowiada Janusz Steinhoff. - Oba rządy, ten i poprzedni, wykorzystywały górników do walki politycznej, stroniąc od najważniejszego aspektu ekonomicznego - zaznacza.

Odniósł się on także do twierdzenia, że obecny rząd "utrzymał i odrodził" kopalnie, które "dzisiaj są z powrotem chlubą przemysłu województwa śląskiego".

Nie podzielam opinii, że coś dobrego wydarzyło się w górnictwie w ciągu ostatnich czterech lat. Traktuję wypowiedź premiera jako część kampanii wyborczej. Górnictwo to ciągle ogromny polski problem do rozwiązania.

Janusz Steinhoff

Górnictwo 2015 a 2018

Premier w Świętochłowicach zadeklarował, że "dzisiaj kopalnie są z powrotem chlubą przemysłu śląskiego". Zgodnie z raportem katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w 2015 roku, do którego odwoływał się Morawiecki w swoim wystąpieniu, wydobycie polskich kopalń kształtowało się na poziomie 72,2 mld ton węgla, jednak ta gałąź przemysłu w tamtym roku przyniosła ostatecznie 4,5 mld zł straty netto. W górnictwie pracowało wtedy 92,1 tys. osób (wliczając w to także osoby niepracujące pod ziemią, a wykonujące np. prace administracyjne).

Sawicki: cały czas będziemy zdani na węgiel

Od tego czasu wydobycie polskiego węgla spadło do 63,4 mld ton w 2018 roku (najniższy poziom od 1947 roku), co jednak przełożyło się ostatecznie na zysk netto w wysokości 1,25 mld zł (dane ARP w Katowicach). W tej gałęzi przemysłu zatrudnionych jest także niecałe 10 tys. osób mniej niż cztery lata temu - według ARP ta grupa liczy 82,8 tys. osób.

Oboje ekspertów, z którymi rozmawiał Konkret24, zgodziło się, że na polepszenie sytuacji finansowej górnictwa w ostatnich latach przede wszystkim wpłynęły wysokie ceny węgla. - Przejście ze straty do zysku netto w górnictwie między 2015 a 2018 rokiem to głównie efekt dobrej koniunktury, przede wszystkich wysokich cen węgla między innymi w 2018 roku - komentuje te dane Karolina Baca-Pogorzelska. Zapytana, jak ocenia działania restrukturyzacyjne PiS-u na przestrzeni ostatnich czterech lat, odpowiada: - PiS-owi należy oddać, że podjął w tym czasie jakiekolwiek działania restrukturyzacyjne, których rząd PO-PSL nie podejmował w ogóle. Obecnie jednak ciężko mówić o odrodzeniu górnictwa, ponieważ przykładowo należy dążyć do znacznego obniżenia kosztów wydobycia węgla. Poszły one w górę i obecnie znajdują się na rekordowo wysokim poziomie. To jest odwieczny problem tego sektora obniżający jego konkurencyjność - podsumowuje.

- Bardzo wysokie ceny węgla w ostatnich latach przykryły restrukturyzacyjne błędy w górnictwie - komentuje Janusz Steinhoff. - Teraz jednak ta cena spada, z 80 dol. jeszcze pół roku temu obniżyła się obecnie do około 60 dol. Może to doprowadzić do sytuacji, w której Polska Grupa Górnicza [największe polskie przedsiębiorstwo wydobywcze - red.] znajdzie się pod kreską, czyli zacznie generować straty. W takiej sytuacji możemy być świadkami kolejnego kryzysu w górnictwie - kończy.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; zdjęcie tytułowe: TVN24

Pozostałe

Kaczyński: nadzór nad inwigilacją mamy "najbardziej rygorystyczny w Europie". Nie mamy

"Najbardziej rygorystyczny w Europie" – tak prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenia obowiązujący w Polsce system nadzoru nad inwigilacją obywateli. "Najbardziej zacofany w Europie" – to z kolei opinia byłego szefa Agencji Wywiadu. Jak sprawdziliśmy, polskiemu systemowi nadzoru daleko do rygorów obowiązujących w niektórych państwach europejskich.

Trendy 2020 w dezinformacji. Nie tylko infodemia

Dezinformację w 2020 roku zdominował temat koronawirusa. Nowym zjawiskiem była infodemia, powstało nowe podłoże dla teorii spiskowych, a niektórzy naukowcy stali się źródłem fake newsów. Z drugiej strony, platformy społecznościowe reagowały na fake newsy zdecydowanie.

Jak walczyć z infodemią i fake newsami? Webinar Konkret24

Jak walczyć z fake newsami? Jak je weryfikować? Jak rozpoznawać? Co to infodemia i jak się do niej ma koronawirus? Zapraszamy na webinar Konkret24, przygotowany w ramach Festiwalu Cyfryzacji, organizowanego przez Fundację Digital Poland. Wskazówek udziela Beata Biel.