Bestsellerowa powieść "Tatuażysta z Auschwitz" o trudnej miłości w warunkach obozu koncentracyjnego, zawiera liczne nieścisłości i przekłamania. Badaczka Centrum Badań Muzeum Auschwitz przyjrzała się opisywanym wydarzeniom i porównała je z archiwalnymi dokumentami.

Książka "Tatuażysta z Auschwitz" ukazała się w styczniu 2018 roku nakładem wydawnictwa Bonnier Publishing Australia. Opowieść autorstwa Heather Morris została przetłumaczona na kilkanaście języków i stała się międzynarodowym bestsellerem.

Na tylnej okładce polskiego wydania książki można przeczytać "Bestsellerowa – oparta na faktach – powieść na miarę 'Chłopca w pasiastej piżamie' i 'Listy Schindlera'". Wiarygodności przedstawionej historii przydają również zamieszczone na okładce komentarze autorki i recenzentów.

Tytułowy bohater to słowacki Żyd Lale Sokołow - właściwie Ludwig Eisenberg. To prawdziwa postać. Heather Morris trafiła na niego przez znajomych. Sokołow poprosił ją o spisanie jego wspomnień z czasów pobytu w Auschwitz. W obozie koncentracyjnym poznał więźniarkę, swoją przyszłą żonę Giselę (Gitę) Furman.

Fact-checking przeszłości

Autentyczność części zawartych w opowieści opisów wydarzeń podważyło Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, wydawca magazynu "Memoria". Analizę tekstu przeprowadziła Wanda Witek-Malicka z Centrum Badań Muzeum Auschwitz. "Książka zawiera bardzo liczne błędy i informacje niezgodne z faktami, a także nadinterpretacje, przeinaczenia i niedopowiedzenia, na których zbudowany jest całościowy nieautentyczny obraz rzeczywistości łagrowej" - pisze Witek-Malicka.

Badaczka skrupulatnie prześledziła losy Lale Sokołowa vel. Ludwiga Eisenberga, opisane w książce, i porównała je z obozowymi dokumentami.

Pierwsza nieścisłość pojawia się już w opisie drogi, jaką Eisenberg przebył w transporcie kolejowym ze Słowacji. Heather Morris pisze, że pociąg jechał przez Ostrawę i Pszczynę.

Witek-Malicka potwierdziła w dokumentach, że Eisenberg przybył do Auschwitz transportem kolejowym 23 kwietnia 1942. Z zachowanych archiwalnych tras kolejowych kolei słowackich i Reichsbahn wynika jednak, że w tym czasie transporty przejeżdżały przez Zwardoń, Żywiec, Bielsko i Dziedzice. Podana przez autorkę trasa pokrywała się za to ze współczesną trasą, która kilka lat temu wskazywana była przez jedną z wyszukiwarek połączeń kolejowych.

Eksperymenty i penicylina

W relacji innego więźnia Witek-Malicka odnalazła potwierdzenie faktu, że Eisenberg pracował w obozie jako tatuażysta. Wątpliwości budzi za to opis jego dalszych losów, np. mylnie wskazany numer bloku, w którym miał przebywać po osadzeniu w karnej kompanii. Witek-Malicka zwraca też uwagę na brak wzmianek o osobach, z którymi Eisenberg musiał mieć styczność podczas pobytu w obozie. Chodzi między innymi o brak choćby wzmianki o członkach obozowej komórki zajmującej się rejestracją nowo przybyłych więźniów. Eisenberg był członkiem tej komórki, co potwierdzają zachowane dokumenty.

Uwagę badaczki przykuła też zawarta w książce wzmianka o prowadzeniu eksperymentów sterylizacji mężczyzn przez doktora Josefa Mengele. Istniejące opracowania historyczne temu zaprzeczają. Mengele zajmował się doświadczeniami na bliźniętach i karłach w zakresie dziedziczenia cech, a także badaniami nad rakiem wodnym.

Witek-Malicka pisze również o przedstawionej w książce sytuacji, jakoby w styczniu 1943 r. Eisenberg zdobył dla swojej przyszłej żony Gity, chorej na tyfus, penicylinę. Badaczka zwraca uwagę na fakt, że w tym czasie dopiero trwały badania nad zastosowaniem i produkcją antybiotyku. Witek-Malicka mówi również o wątpliwościach związanych z opisem mordowania więźniów w autobusie zamienionym na komorę gazową, co nie znajduje potwierdzenia w dostępnych źródłach.

Miłość w Auschwitz

Największe zastrzeżenia budzi jednak opis relacji seksualnej między kierownikiem obozu SS-Obersturmführerem Johannem Schwarzhuberem a żydowską więźniarką. Zdaniem Wandy Witek-Malickiej, w przytoczonym w powieści okresie w praktyce nie istniała możliwość utrzymywania intymnego związku pomiędzy Żydówką a postawionym wysoko SS-manem. Ujawnienie romansu groziłoby oskarżeniami o zhańbienie rasy i poważną karą. Opisany w powieści budynek, w którym miało dochodzić do schadzek, nie został nigdy oddany do użytku.

Badaczka uważa też za mało prawdopodobne opisy spotkań głównych bohaterów, czyli Eisenberga z jego przyszłą żoną Giselą (Gitą) Furman. Więźniarka odpowiedzialna za blok, w zamian za czekoladę, miała zgodzić się na wywołanie Giseli z miejsca pracy, znajdującego się poza ścisłym terenem obozu. Zdaniem Witek-Malickiej mało prawdopodobne, żeby zdecydowała się podjąć takie ryzyko. Opisane w książce miejsce spotkań znajdowało się bowiem w obszarze, w którym bardzo łatwo było przyciągnąć uwagę SS-manów.

27.01.2018 | Obchody 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Rex Tillerson: przenigdy nie możemy być bierni wobec zła!

 

"Wojenna rzeczywistość, a zwłaszcza historyczny i społeczno-psychologiczny kontekst obozu koncentracyjnego został w książce odrealniony i spoetyzowany" - podsumowuje Witek-Malicka. "Książkę należy postrzegać więc jako niemal pozbawioną wartości dokumentalnej impresję na temat Auschwitz" - kwituje.

"Powieść oparta na wspomnieniach"

"Jestem zaszczycona faktem, że Lale Sokołow wybrał mnie do rozpowszechnienia swoich wspomnień" - pisze Heather Morris w korespondencji z Konkretem24. "Przez trzy lata miałam możliwość słuchania o jego miłości do jego żony – Gity, o ich spotkaniu w Auschwitz-Birkenau, o tym, jak udało im się przeżyć w tym miejscu, a także o ich spędzonym wspólnie życiu" - dodaje autorka "Tatuażysty z Auschwitz".

"Nosiłam ze sobą tę historię przez wiele lat. Starałam się wiernie i z należnym szacunkiem uchwycić jej emocjonalną wagę i znaczenie, a także wypełnić moją obietnicą złożoną Lale – że ta historia zostanie opowiedziana" - pisze Morris. "Książka jest powieścią opartą na osobistych wspomnieniach i doświadczeniach Lale, to nie jest oficjalna historia" - przyznaje w e-mailu przesłanym Konkretowi24.

Autorka książki dodaje także, że Lale Sokołow przeczytał szkic scenariusza książki przed swoją śmiercią "i był z niego zadowolony". Podkreśla, że celem jej pracy nie było nic więcej niż zainspirowanie czytelników do poszerzania wiedzy o Holokauście, zagłębienie się w tę historię i zadanie pytań o to, co się wydarzyło. - To także osiągnięcie tego wszystkiego, co było życzeniem Lale – dodaje Morris.

W odpowiedzi na pytania Konkret24, autorka podkreśla chęć zrealizowania życzenia samego autora opowieści. Chodzi o uwiecznienie jego wspomnień i jego wyjątkowej miłości do żony - Gity. Heather Morris podkreśla brak ambicji tworzenia dzieła idealnie odwzorowującego realia historyczne. Podejście to jest jednak nie do zaakceptowania dla profesjonalistów zajmujących się dziejami Holokaustu.

- Ta książka opowiada historię prawdziwej osoby, jej tragicznych doświadczeń, a to nakłada większą odpowiedzialność na człowieka, który opowiada tę historię światu – powiedział "The Guardian" Paweł Sawicki z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. – Wierzymy, że historia ocalonego zasługiwała na coś więcej – stwierdził w rozmowie z dziennikiem.

Pożyczona tożsamość

Książka Heather Morris zawiera wiele nieścisłości, ale jest to opowieść o życiu prawdziwego więźnia. W literaturze temat Holokaustu był także obiektem zwykłych fałszerstw. W 1995 r. niemieckie wydawnictwo Suhrkamp opublikowało książkę "Bruchstücke. Aus einer Kindheit 1939–1948" Binjamina Wilkomirskiego, który opisywał swoje dziecięce wojenne przeżycia. Po stracie bliskich, jako Żyd, znalazł się w obozach koncentracyjnych na terenie okupowanej Polski.

Opowieść Wilkomirskiego zawiera znane z wojennych opowieści jaskrawe, wręcz naturalistyczne opisy ukrywania się Żydów u chrześcijańskich rodzin czy brutalne opisy zachowań SS-manów. Wilkomirski przyjął narrację z perspektywy dziecka. Jego styl opisywany był jako fragmentaryczny, oniryczny, achronologiczny, co wzmacniając wiarygodność przekazu, jednocześnie utrudniało próby odtworzenia rzeczywistego przebiegu zdarzeń.

 

Wspomnienia Henryka Duszyka, byłego więźnia obozu Auschwitz-Birkenau

Wspomnienia Wilkomirskiego zyskały uznanie większości krytyków. "Wilkomirskiego stawiano w jednym rzędzie z Anne Frank, Elie Wieselem czy Primem Levim", pisze Aleksandra Iwanow w kwartalniku "Dzieje Najnowsze" (numer 2/2014). Autor otrzymał wiele międzynarodowych nagród. Odbył też trasę promocyjną. Nawet historycy wypowiadali się o książce entuzjastycznie i nie powątpiewali w prawdziwość zawartych w niej opisów zdarzeń.

Szantaż emocjonalny

W swoim artykule Aleksandra Iwanow tłumaczy, że autor od pierwszych stron pisze o odrzuceniu "logiki dorosłych", czym próbuje narzucić czytelnikowi swoją własną interpretację i zamknąć usta potencjalnym krytykom. "Odbiorca zostaje poddany emocjonalnemu szantażowi – jeśli nie wierzy bez zastrzeżeń Wilkomirskiemu, stawiany jest w jednym rzędzie z jego oprawcami" - pisze Iwanow.

Prawdziwą historię Wilkomirskiego opisali w końcu historycy. Tożsamość skryta za tym pseudonimem to w rzeczywistości Brunon Dössekker, który urodził się i wychował w Szwajcarii i nigdy nie był więźniem obozu koncentracyjnego. Mężczyzna wiele lat pozostawał konsekwentny w przyjętej od początku linii obrony i wskazywał na "błędną interpretację" wspomnień, w której analiza faktów rzekomo nie była niezbędna.

Przeżyć z wilkami

Podobnego fałszerstwa wydarzeń opartych na historii Holokaustu dopuściła się Misha Defonesca w rzekomo autobiograficznej powieści "Misha: A Mémoire of the Holocaust Years", polski tytuł – "Przeżyć z wilkami". Autorka opowiada o aresztowaniu swoich rodziców przez nazistów. W wieku 8 lat miała wyruszyć w pieszą wędrówkę w ich poszukiwaniu. Przeszła okupowaną Belgię i Niemcy, docierając aż do Polski. W tym czasie miała spędzać czas w towarzystwie wilków.

W 2008 roky okazało się, że historia o podróży przez Europę została zmyślona. Po zakwestionowaniu historii przez belgijski "Le Soir" Mischa Defonesca ujawniła, że nie jest Żydówką. Autorka tłumaczyła mediom, że choć książka nie odnosi się do rzeczywistości, to jest "jej rzeczywistością". Tłumaczyła, że czasem trudno jest jej odróżnić prawdę od jej wewnętrznego świata.

W 2014 r. wyrokiem sądu Defonesca została zobowiązana do zwrotu 22,5 mln dolarów amerykańskiemu wydawnictwu, z którym procesowała się o prawa autorskie do książki.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski
Źródło:  Konkret24; zdjęcie tytułowe: TVN24

Pozostałe

Trendy 2020 w dezinformacji. Nie tylko infodemia

Dezinformację w 2020 roku zdominował temat koronawirusa. Nowym zjawiskiem była infodemia, powstało nowe podłoże dla teorii spiskowych, a niektórzy naukowcy stali się źródłem fake newsów. Z drugiej strony, platformy społecznościowe reagowały na fake newsy zdecydowanie.

Jak walczyć z infodemią i fake newsami? Webinar Konkret24

Jak walczyć z fake newsami? Jak je weryfikować? Jak rozpoznawać? Co to infodemia i jak się do niej ma koronawirus? Zapraszamy na webinar Konkret24, przygotowany w ramach Festiwalu Cyfryzacji, organizowanego przez Fundację Digital Poland. Wskazówek udziela Beata Biel.

Trudny dostęp do niektórych danych o COVID-19 w Polsce. Dlaczego?

Podawane dane o zachorowaniach w Polsce na COVID-19 nie pozwalają tworzyć pogłębionych analiz czy porównań. Dostęp do niektórych informacji - jak wiek chorujących czy liczba pacjentów na oddziałach OIOM - jest utrudniony. Sprawdzamy, z czego to wynika.

"Operacja Czerwona Kartka". Dezinformacja z futbolem w tle

Facebook usunął w lutym ponad 100 kont, które wykorzystywano do dezinformacji - głównymi celami akcji były Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Tym razem sięgnięto m.in. po tematy sportowe. Na fałszywych kontach chwalono Katar jako przykładnego gospodarza piłkarskich imprez, a krytykowano angielski klub Manchester City należący do szejka ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Raport amerykańskiej firmy: 39 proc. tweetów o koronawirusie zmanipulowanych

Amerykańska firma informatyczna przeprowadziła analizę tweetów, których treść była związana z epidemią koronawirusa. Zgodnie z ustaleniami, aż 38,7 proc. z nich zawierało treści zmanipulowane bądź możliwe do wykorzystania na potrzeby celowej manipulacji. Jak sprawdził Konkret24, niektóre z fałszywych narracji pojawiają się także w Polsce. Na istnienie kampanii dezinformacyjnych wokół epidemii zwraca uwagę również rząd Stanów Zjednoczonych.