20 grudnia użytkowniczka Queen Carter wrzuciła do serwisów muzycznych dwie płyty. Gdy dosłuchano się na nich głosu Beyoncé, fani ucieszyli się, że ich idolka w sekrecie nagrała dwa albumy. Mieli się jednak szybko zawieść.

Jeszcze 21 grudnia polskie serwisy muzyczne i popkulturowe spekulowały za portalem Just Jared, czy Beyoncé nie nagrała w tajemnicy przed fanami dwóch nowych płyt. Miały się nazywać Have Your Way i Back up, rewind i zawierać po 10 utworów każda. Ponadto ich publikacji miało towarzyszyć pojawienie się singla o tytule Control. Wg eska.pl, "wszystko wskazuje na to, że wszystkie piosenki to zupełnie nowe, wcześniej nie publikowane utwory".

Serwis youngstars.pl, sugerował, że wykonania z dwóch rzekomo nowych płyt: "zdecydowanie brzmią jak niepublikowane wcześniej dema, nie zaś niedawno nagrane kawałki".

Beyoncé lubi zaskakiwać

Uwierzyć w to, że prace nad nowymi albumami mogły pozostać w ukryciu przed mediami było o tyle łatwo, że tandem Jay-Z - Beyoncé już co najmniej raz ostatnimi czasy w podobny sposób zaskoczył fanów. Po zawierającej oskarżenia o niewierność mężowi płycie artystki, Lemonade, i "przepraszającej" 4:44 autorstwa Jaya-Z, para na wspólnym koncercie 16 czerwca w Londynie sprawiła słuchaczom płytową niespodziankę. Widowisko zakończyła teledyskiem do utworu Apeshit, nagranym w Luwrze. Był to premierowy utwór z pozbawionego zapowiedzi i jakiejkolwiek wcześniejszej promocji albumu Everything is love. Miał być on, by użyć określenia użytego przez dziennikarza NYTimes, zgodnym zakończeniem owej burzliwej "trylogii Carterów".

Także nazwa użytkowniczki, która zamieściła płyty w serwisach muzycznych, "Queen Carter", mogła kojarzyć się z artystką - Beyoncé używa bowiem pseudonim Queen B (bądź Queen Bey), a jej mąż nosi nazwisko Carter, które także przyjęła.

Gdy zatem w czwartek Queen Carter zamieściła szereg utworów na dwóch platformach streamingowych, część fanów nabrała nadziei.

Mało treściwy przeciek

Jednak płyty, nazywane w jeszcze kilku - nie tylko polskich - artykułach "przeciekiem", szybko okazały się być nieautoryzowaną kompilacją starych utworów i dem piosenkarki. Wśród nich znalazł się m.in. "Black Culture", który już w 2009 r. przeciekł do sieci i nigdy potem nie znalazł się w żadnym oficjalnym albumie Beyoncé. Fani artystki od razu zaczęli zgłaszać serwisom streamingowym oszustwo. "Prawie zemdlałam, ale zorientowałam się, że to jest stara muzyka. Kto jako Queen Carter wrzuca stare kawałki Beyoncé na iTunes? CHCĘ SIĘ BIĆ", napisała jedna z nich.

Jak podaje NYTimes, utwory w serwisach muzycznych prawdopodobnie znalazły się pośrednictwem systemu Soundrop. Jest to serwis pośredniczący między niezależnymi muzykami a platformami strumieniującymi muzykę jak Spotify, Dezeer, czy Tidal. Upraszcza on dzielenie się, ale przede wszystkim śledzenie przez wszystkich współautorów zysków z tantiem, generowanych przez kliknięcia w ich utwory przez słuchaczy - użytkowników muzycznych platform.

Soundrop powstał na fali powodzenia podobnego serwisu o nazwie Stem. Szefowa tego drugiego, cytowana w artykule NYT, porównuje zasadę jego działania, do instytucji dzielenia się rachunkiem przez znajomych w restauracji. I choć dochodzenie do zgody w kwestii podziału pieniędzy może oczywiście stanowić trudność, tak rzekomo nie trwa ono przeważnie więcej niż kilka dni. Soundrop od Stema różni się tym, że nie wymaga zgody między współautorami i jest kierowany do generacji muzyków młodszych, ale i mniej sprofesjonalizowanych.

Platformy strumieniujące

Bezpośrednie połączenie między muzykiem a platformą strumieniującą muzykę, np. z pomocą serwisów takich jak Stem czy Soundrop, pozwala pominąć trzeci podmiot, którym najczęściej jest jedna z wytwórni z tzw. "wielkiej czwórki" - Universal, Sony, Warner, EMI. Jak podaje NYT, Spotify przeważnie do tej pory oddawał takiemu wydawnictwu 52% zysku z zagranego utworu. To z kolei przekazywało artyście od 15 do 50% otrzymanych w ten sposób pieniędzy.

Choć samodzielne publikowanie płyt przez początkujących artystów może wydawać się przedsięwzięciem skomplikowanym logistycznie, świadomość stawek, jakie pobierają wytwórnie oraz tego, że sam Spotify ma prawie 200 mln użytkowników, coraz częściej powoduje, że podejmują oni takie ryzyko.

Jednak, jak pokazuje przykład fałszywych albumów Beyoncé, w sytuacji, gdy otwiera się tak duży kanał przepływu muzyki, bardzo mocno zwiększa się szansa niewychwycenia materiałów łamiących istniejące już prawa autorskie do muzycznych plików.

Szefostwo Soundropa poinformowało, że użytkowniczka Queen Carter złamała zasady funkcjonowania serwisu, przesyłając stare nagrania Beyoncé bez jej autoryzacji. Jej konto zostało usunięte, a wraz z nim "albumy" Queen B z serwisów muzycznych.

Wpadka na koncercie Beyonce i Jay-Z w Warszawie
Autor:  Oskar Breymeyer-Darski
Źródło:  Konkret24; New York Times; zdjęcie tytułowe: Justin Sullivan/Getty Images

Pozostałe

"Kreskówka wczesnego ostrzegania"? To nie jest przedwojenny film

Tysiące wyświetleń w mediach społecznościowych ma rzekomo przedwojenna animacja Disneya, w której jakoby ostrzegano, że możni tego świata mają plan przejęcia władzy i wykorzystają do tego pandemię oraz masową akcję szczepień. Sceptycy pandemii COVID-19 chętnie rozpowszechniają filmik - ale eksperci ocenili, że to współczesny montaż.

Julia Przyłębska w Wikipedii jako "polska kucharka"? Wyjaśniamy, skąd ten wpis

Czy Julię Przyłębską opisano w Wikipedii jako "polską kucharkę" i "odkrycie towarzyskie Jarka"? Jak sprawdziliśmy, krążący w internecie screen opisu jest prawdziwy, ale z serwisu szybko usunięto tę złośliwą edycję. "Tego typu aktywność internautów nazywamy wandalizmami" - mówi doświadczony wikipedysta.

Gigantyczna jodła, która Lasom Państwowym przeszkadzała? To nie jodła i nie Polska

"Straszne, żal patrzeć" - skomentował jeden z internautów zdjęcie pnia ogromnego drzewa, które zostało ścięte. Fotografia rozsyłana w polskich mediach społecznościowych przedstawia rzekomo pień jodły i ma być dowodem na wycinkę prowadzoną przez Lasy Państwowe. Jednak zdjęcie przerobiono, drzewo nie było jodłą i nie ścięto go w Polsce.

"Ubrali Macrona jak choinkę". Nie, kwiatów nie było aż tyle

Miliony wyświetleń na różnych platformach w internecie notuje nagranie z wizyty Emmanuela Macrona w Polinezji Francuskiej. Widać na nim prezydenta Francji obwieszonego naszyjnikami z kwiatów, które zakrywają jego sylwetkę od głowy do kolan. W rzeczywistości kwietnych naszyjników nie było tak wiele.

"Stary uciekł, nie przejmując się dziećmi i żoną"? To się nie zdarzyło

Internauci nie zostawiają suchej nitki na mężczyźnie, który - uciekając przed lawiną - ratuje się sam, zostawiając żonę i dzieci. Nagranie z taką sceną krąży w sieci. Zachowanie bohatera niektórzy łączą nawet z obecną sytuacją pandemii i reakcjami na nią. Tylko że wideo to krąży w internecie od lat i nie przedstawia prawdziwej sytuacji.

"To zdjęcie zasługuje na Pulitzera"? Wyjaśniamy, dlaczego nie

"Ciekawe, skąd miał tę kurtkę", "co za ironia" - komentują internauci, zachwyceni zdjęciem, na którym policjant z pałką wygląda prawie identycznie jak logotyp popularnej marki odzieżowej na kurtce protestującego mężczyzny. Nie jest to ironia losu, tylko fake news.