Joe Biden z racji wieku jest niezdolny do sprawowania urzędu prezydenta, obraża wyborców Donalda Trumpa, a jego syn jest zamieszany w aferę z wykorzystywaniem dzieci. Trump jest bardziej chory niż wygląda, nazywa swoich wyborców "zwierzętami" i wspiera teorię spiskową QAnon. Podczas kampanii prezydenckiej w USA fake newsy i dezinformacja uderzały w obu kandydatów.

Plotki, fałszywe oskarżenia, zmanipulowane zdjęcia i filmy. Kampania przed wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych, które odbędą się 3 listopada, pełna była fake newsów i prób zdyskredytowania przeciwnika przy użyciu manipulacji.

Powtórzył się scenariusz z 2016 roku, kiedy to amerykańskie media społecznościowe zalały fałszywe treści. Wtedy produkowane były przez rosyjskie i powiązane z Rosjanami fabryki trolli. Teraz, jak zauważa Greg Miller w tekście w naukowym portalu Sciencemag.org, większość dezinformacji na temat tegorocznych wyborów wytworzono w Stanach Zjednoczonych, w środowiskach kojarzonych z prawicą. "Próbują wzbudzić wątpliwości co do uczciwości wyborów w ogóle, a w szczególności co do głosowania korespondencyjnego" - pisze Miller.

Ostatnie dni kampanii w USA. Kandydaci walczą o "stany bitewne"

Wyrzucone karty z głosami? Nie, to puste koperty z 2018 roku

Greg Miller przypomina m.in. rozpowszechnianą w sieci informację o rzekomym odnalezieniu w śmietniku w hrabstwie Sonoma w Kalifornii ponad 1000 kart do głosowania korespondencyjnego. To była głośna sprawa. W mediach społecznościowych sugerowano, że hrabstwo wyrzuciło tysiące wypełnionych już kart do głosowania, a urzędnicy próbowali zatuszować skandal.

Na Twitterze pisał o tym m.in. reporter konserwatywnej stacji TheBlaze TV. Później tweet został usunięty.

Post o kartach do głosowania odnalezionych na śmietniku w hrabstwie Sonoma w Kalifornii
Post o kartach do głosowania odnalezionych na śmietniku w hrabstwie Sonoma w Kalifornii Foto: Twitter

W rzeczywistości w chwili opublikowania posta z fotografiami - 25 września - karty do głosowania nie zostały jeszcze rozesłane. Na zdjęciach były puste koperty z wyborów w 2018 roku, które zostały zebrane do recyklingu.

Analiza Election Integrity Partnership (Partnerstwo na Rzecz Uczciwości Wyborczej - związek organizacji zajmujących się m.in. dezinformacją procesów wyborczych) wykazała, że fałszywą informację o kartach do głosowania rozpowszechniały głównie amerykańskie strony internetowe i użytkownicy mediów społecznościowych kontrolujący duże, gęsto połączone sieci profili. "To, co widzimy obecnie, to głównie sadzenie ziaren, dziesiątki ziaren każdego dnia, ziaren fałszywych informacji" - komentował cytowany przez Sciencemag.org Emerson Brooking z Digital Forensics Research Lab. DFRLab to zespół analityków działający przy think tanku Atlantic Council w Waszyngtonie. Brooking wyjaśniał, że fałszywe informacje są rozpowszechniane w taki sposób, by mogły zostać wykorzystane po wyborach przez grupy próbujące delegitymizować wynik, twierdząc, że głosowanie było nieuczciwe lub manipulowane.

Biden pomylił Minnesotę z Florydą? Nie, wideo zmanipulowano

Zwolennicy reelekcji prezydenta Donalda Trumpa systematycznie rozpowszechniają w sieci materiały mające dowodzić niezdolności Joe Bidena do sprawowania urzędu z powodu zaawansowanego wieku. Biden skończy w tym roku 78 lat. Trump ma 74 lata.

Na przełomie października i listopada w sieci pojawiło się wideo, na którym Biden miał się pomylić i podczas spotkania z wyborcami na Florydzie przywitać mieszkańców Minnesoty. Nagranie trafiło do mediów społecznościowych nie tylko na profile popularne w Stanach Zjednoczonych. Można je odnaleźć też na polskim profilu na Twitterze, z komentarzem: "Biden w Tampa, Floryda, hello Minnesota. Wielka cisza po tym mówi sama za siebie".

Ten wpis w swoim tekście zamieścił portal Niezalezna.pl. "Nowa wpadka Bidena. Tym razem pomylił stany: Florydę z... Minnesotą" – głosi tytuł opublikowanego 1 listopada tekstu. Niepodpisany imieniem i nazwiskiem autor tekstu zastanawia się, czy Biden cierpi na demencję starczą, ponieważ "rozpoczynając spotkanie w stanie Floryda, krzyknął na powitanie 'Cześć Minnesoto!'".

Tymczasem nagranie to pochodzi ze spotkania Joe Bidena z wyborcami w St. Paul w stanie Minnesota. To wystąpienie można obejrzeć m.in. na jego oficjalnym kanale na YouTube lub na stronie C-Span, amerykańskiej sieci kablowej i satelitarnej, która transmitowała na żywo to wydarzenie.

leftright

Z oryginalnego wideo usunięto napisy wskazujące, że było to w Minnesocie. Na przerobionym wideo widać napis "Tampa, Florida" oraz zachętę, by wysyłać na określony numer SMS-y o treści FL (skrót od Floryda).

Biden jako "Senny Joe" i chorujący na demencję - także zmanipulowane nagrania

Przerobione wideo z Minnesoty to jeden z przykładów kampanii mającej przedstawić Joe Bidena jako starszego, nieporadnego człowieka. W swoich wystąpieniach Donald Trump próbuje nadać przeciwnikowi przezwisko "Senny Joe" (ang. Sleepy Joe). 30 sierpnia w sieci pojawiło się nagranie z przerobionym fragmentem prawdziwego programu telewizyjnego. Podczas łączenia na żywo ze studiem widać Joe Bidena, który nie patrzy w obiektyw kamery, lecz w podłogę. Wygląda, jakby spał; słychać nawet chrapanie. Film został udostępniony m.in. przez dyrektora Białego Domu ds. mediów społecznościowych Dana Scavino. Tylko na jego koncie film ze śpiącym Bidenem obejrzało 2,4 mln osób.

Ostrzegająca adnotacja "edytowane multimedia" pod fałszywym nagraniem
Ostrzegająca adnotacja "edytowane multimedia" pod fałszywym nagraniem Foto: Twitter

Do przerobionego nagrania wykorzystano fragment programu kalifornijskiej telewizji KBAK z października 2011 roku. Dziennikarka Ady Barkan łączyła się z piosenkarzem i aktorem Harrym Belafonte. Rzeczywiście po nawiązaniu połączenia z Nowym Jorkiem Amerykanin miał zamknięte oczy i nie odpowiadał na wezwania dziennikarki. Jak tłumaczył jego rzecznik, Belafonte nie słyszał głosu prowadzącej program, bo miał uszkodzoną słuchawkę. Podczas oczekiwania na łączenie miał nie spać, tylko medytować.

Nagranie telewizji KBAK połączono z prawdziwym nagraniem, które Biden zamieścił na swoim internetowym koncie w kwietniu tego roku. Wystąpił z poprzednią kandydatką partii demokratycznej Hillary Clinton, która oficjalnie udzielała mu poparcia. W trakcie jej wypowiedzi Biden kilka razy skierował wzrok w dół, przez co sprawiał wrażenie, jakby spał.

Inną manipulacją wymierzoną w Joe Bidena był film, na którym kandydat demokratów przegląda w sklepie łamigłówki dla osób zmagających się z demencją. W rzeczywistości nagranie powstało jednak prawie osiem lat temu i zostało przerobione. Wideo trafiło także do polskiego internetu. Udostępnił je na Twitterze publicysta Rafał Otoka Frąckiewicz.

Redakcja amerykańskiego portalu PolitiFact zajmująca się weryfikacją informacji sprawdziła wideo w marcu tego roku. Wtedy bowiem nagranie krążyło m.in. w aplikacji TikTok.

Jak się okazało, tabliczka o ćwiczeniach na demencję została dodana do filmu później. "Oryginalne wideo z 2012 roku pokazuje, że oglądał książki dla dzieci" - informuje redakcja. Materiał nagrano w listopadzie 2012 roku. Joe Biden, wtedy wiceprezydent USA, wziął udział w otwarciu pierwszego w Waszyngtonie sklepu amerykańskiej sieci sklepów magazynowych Costco.

Trump bardziej chory i bardziej ociężały? Biały Dom dementuje

Kiedy 2 października Donald Trump ogłosił, że ma pozytywny wynik testu na koronawirusa, w sieci pojawiło się mnóstwo fałszywych tez i teorii spiskowych. Wiele dotyczyło jego ogólnego stanu zdrowia. 5 października na Twitterze rozpowszechniano fałszywą informację o rzekomo ujawnionej dokumentacji medycznej Donalda Trumpa - miało z niej wynikać, że waży on 32 funty, czyli ok. 146 kilogramów. W rzeczywistości nie doszło do wycieku danych o wynikach badań Trumpa. A według informacji Białego Domu waży on ok. 110 kilogramów.

Inną teorią powstałą po ogłoszeniu, że Trump ma koronawirusa, jest ta zakładająca, że wsiadając na pokład Marine One i udając się do szpitala Walter Reed Medical Center, prezydent miał przy sobie ukrytą butlę z tlenem. Według relacji powielanych w mediach społecznościowych w prawej kieszeni garnituru Trump miał przenośną butlę z tlenem, do której podłączona była cienka rurka. Internauci dostrzegli rurkę pod koszulą na plecach prezydenta, za jego prawym uchem i pod maską na twarzy.

Po uważnym przyjrzeniu się nagraniom prezydenta i dostępnym zdjęciom wysokiej jakości można stwierdzić, że to fałszywa teoria. "Lekarz Trumpa powiedział, że prezydent otrzymał tlen późno w piątek rano [2 października - red.] i miał go w pewnym momencie w sobotę, ale nie w piątek wieczorem, kiedy leciał do szpitala" - pisała agencja Reuters w artykule weryfikującym nieprawdziwe doniesienia.

Trump nie nazwał swoich wyborców "zwierzętami"

Wraz z ogłoszeniem kandydatury Kamali Harris na wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych z ramienia demokratów krytycy Trumpa wyciągali jego kompromitujące wypowiedzi o kobietach. 12 sierpnia pisarz Stephen King przypomniał na Twitterze słowa Trumpa o kobietach z 1992 roku: "Musisz traktować je jak gówno".

Cytat stał się popularny i był powielany w mediach społecznościowych - także pod postacią memów dyskredytujących Trumpa. Według serwisu Snopes cytat jest autentyczny. Słowa Trumpa przytoczono w artykule magazynu "New York" z 9 listopada 1992 roku.

Nieprawdziwe są za to przypisywane Trumpowi słowa obrażające jego własnych wyborców. W opublikowanym na Twitterze zmanipulowanym nagraniu widać prezydenta Stanów Zjednoczonych nazywającego swoich zwolenników "zwierzętami", które "wlewają w swoje żyły Mountain Dew (nazwa napoju - red.) i wciągają opioidy".

Wideo, którym posłużyli się autorzy fake newsa, jest prawdziwe, ale nagranie dźwiękowe zostało spreparowane.

Joe Biden nie obrażał wyborców Trumpa

W niepochlebny sposób o wyborcach Trumpa rzekomo miał się wypowiedzieć także Joe Biden. Kandydat demokratów miał nazwać ich "mętami społeczeństwa" (ang. the dregs of society). Film mający tego dowodzić pojawił się 6 października na twitterowym profilu @TrumpWarRoom.

Serwis Snopes przytacza wersję nagrania w pełnym kontekście. Podczas przemówienia wygłoszonego w 2018 roku Joe Biden rzeczywiście użył sformułowania "męty społeczeństwa". Słowa te adresował do, jak się wyraził, "sił nietolerancji" na całym świecie i w Stanach Zjednoczonych - w szczególności do Ku Klux Klanu i ruchów alt-right.

Podobny fałszywy atak pod adresem Bidena miał miejsce we wrześniu. Stało się to po tym, jak dziennikarze "The Atlantic" ujawnili, że podczas wizyty w Paryżu w 2018 roku Donald Trump nie chciał jechać na cmentarz wojenny Aisne-Marne, by uhonorować amerykańskich żołnierzy. Miał argumentować, że cmentarz "jest pełen nieudaczników". 26 września na kanale Donald J Trump w serwisie YouTube pojawił się 18-sekundowy fragment wypowiedzi Joe Bidena, który pod adresem żołnierzy wypowiada słowa "głupie dranie" (ang. stupid bastards).

Brak oryginalnego kontekstu wypowiedzi pozwala zakwalifikować film jako fake news. Biden wypowiedział te słowa w żartobliwym tonie tuż po tym, gdy przekonywał, jak bardzo docenia poświęcenie żołnierzy.

Fake newsy o sympatii ludzi do Trumpa

Z drugiej strony, w sieci pojawiały informacje mające przedstawiać Donalda Trumpa w korzystnym świetle, jako osobę potrafiącą nawiązać kontakt z ludźmi i cieszącego się poparciem. Klęczący motocykliści modlą się o zdrowie prezydenta USA i jego małżonki - film z takim komentarzem pojawił się w internecie na początku października, m.in. na koncie syna Donalda Trumpa i sztabowca prezydenta. Miał ponad 1 mln odsłon. W rzeczywistości nagranie powstało w Pretorii, w Republice Południowej Afryki i przedstawia protest motocyklistów przeciwko rasizmowi i atakom na farmy.

Relacje o sympatii ludzi dla Donalda Trumpa były rozpowszechniane już wcześniej. Także w Polsce, o czym pisaliśmy w Konkret24. O ile prawdziwa jest historia o przekazaniu przez Trumpa 25 tys. dolarów amerykańskiemu żołnierzowi przetrzymywanemu w więzieniu w Meksyku, to nie ma wiarygodnego potwierdzenia szeroko rozpowszechnianej historii znanej jako "Trump i dobry Samarytanin".

Oryginalny wpis o Donaldzie Trumpie opublikowany na Facebooku
Oryginalny wpis o Donaldzie Trumpie opublikowany na Facebooku Foto: facebook

Para małżonków miała zatrzymać się na autostradzie, by pomóc kierowcy Donalda Trumpa zmienić oponę w samochodzie. Ten w dowód wdzięczności miał spłacił ich kredyt hipoteczny. W 1997 roku jeden ze współpracowników Trumpa zaprzeczył prawdziwości tej historii. Potwierdził ją jednak sam Trump w programie "The Apprentice", którego był gospodarzem. W ocenie serwisu Snopes, zapewnienie Trumpa nie jest jednak wiarygodne.

Tajemniczy laptop syna Bidena i niepotwierdzone rewelacje

W połowie października "New York Post" opublikował tekst na podstawie materiałów, które redakcja otrzymała od byłego burmistrza Nowego Jorku Rudolpha Gulianiego. Miały pochodzić z laptopa, z którego miał korzystać Hunter Biden, syn kandydata na prezydenta. Korespondencja e-mailowa na dysku miała świadczyć o tym, że Joe Biden był zamieszany w korupcję, gdy jeszcze pełnił funkcję wiceprezydenta USA. Miały tam się znajdować również materiały pokazujące, jak Hunter Biden zażywał narkotyki i uprawiał seks.

Dziennikarze pisali, że laptop oddał w kwietniu 2019 roku do naprawy jeden z klientów w rodzinnym stanie Bidenów. Nigdy się po niego nie zgłosił. Właściciel serwisu do którego trafił sprzęt, nie mógł potwierdzić, że jego klientem był Hunter Biden, ale - jak twierdził - komputer miał nalepkę jednej z fundacji Bidenów.

Laptop został zarekwirowany przez FBI, gdy mężczyzna powiadomił władze o jego posiadaniu. Jak twierdzi, wcześniej zrobił kopię twardego dysku, z którego część materiałów opublikował "NYP". Ponieważ informacje podane przez dziennik nie zostały potwierdzone, Facebook i Twitter zdecydowały się ucinać zasięgi temu artykułowi.

Po publikacji na chińskim portalu GTV, który współzakładał były dorada Donalda Trumpa - Steve Bannon, pojawiły się zdjęcia i nagrania wideo, na których ma być widać, jak Hunter Biden zażywa narkotyki i uprawnia seks. Nikt do tej pory nie udowodnił, że są autentyczne.

Portal PolitiFact poinformował, że twierdzenia o zdjęciach z torturowanymi i gwałconymi dziećmi w rzekomym laptopie syna Bidena są niepotwierdzone
Portal PolitiFact poinformował, że twierdzenia o zdjęciach z torturowanymi i gwałconymi dziećmi w rzekomym laptopie syna Bidena są niepotwierdzone Foto: PolitiFact/Facebook

W październiku w mediach społecznościowych pojawiły się także doniesienia o 25 tys. zdjęć, które mają udowadniać, że Hunter Biden torturował i gwałcił dzieci w Chinach. Fotografie znajdowały się rzekomo w opisanym przez "NYP" laptopie. Amerykańskie portale fact-checkingowe piszą jednak, że nie ma żadnych informacji, które potwierdzają te doniesienia.

Teorie spiskowe w służbie kampanii Trumpa

W okresie poprzedzającym wybory w sieci pojawiły się również klasyczne teorie spiskowe - w tym odwołania do teorii QAnon. Pod nazwą Q lub QAnon ma się kryć osoba lub grupa osób dysponujących wiedzą o tajemniczej rywalizacji na szczytach władzy w Stanach Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump w sojuszu z wysoko postawionymi wojskowymi rzekomo rywalizuje ze zorganizowanymi międzynarodowymi siłami korumpującymi instytucje i rządy na całym świecie.

Sam Donald Trump oszczędnie wypowiada się o QAnon. 16 października zapytany w wywiadzie dla telewizji NBC czy potępiłby tę teorię i "po prostu powiedział, że jest szalona i nieprawdziwa", Trump odpowiedział: "Nie wiem o QAnonie".

W sierpniu w Konkret24 pisaliśmy o usunięciu przez Facebooka ponad stu kont promujących kampanię prezydencką Donalda Trumpa i spiskową teorię QAnon. Analitycy Facebooka pisali wówczas o "skoordynowanych nieautentycznych zachowaniach". Dochodzenie wykazało, że siatka fałszywych kont była zlokalizowana w Rumunii. Raport Facebooka podaje trzy przykłady postów publikowanych przez niektóre (usunięte już) konta należące do siatki. Istniały na Faceboooku i Instagramie pod takimi nazwami jak: "blackpeoplevotefortrump" (ang. "Czarni głosują na Trumpa") czy "We Love Our President" (ang. "Kochamy naszego prezydenta").

Przykładowe posty na fałszywych kontach na Facebooku i Instagramie prowadzonych w Rumunii
Przykładowe posty na fałszywych kontach na Facebooku i Instagramie prowadzonych w Rumunii Foto: Facebook / Facebook / July 2020 Coordinated Inauthentic Behavior Report

Hasztag #thegreatawakening widoczny na jednej z powyższych grafik, które ukazały się na fałszywych kontach, nawiązuje do hasła zwolenników spiskowej teorii QAnon: "The Great Awakening" - czyli "Wielkie przebudzenie".

We wspomnianym wyżej wywiadzie dla NBC Trump został także zapytany o przyczynę, dla której podał dalej na Twitterze wpis nawiązujący do teorii spiskowej, zgodnie z którą wiceprezydent Joe Biden kazał zabić przedstawicieli amerykańskiej jednostki specjalnej SEAL Team Six aby zatuszować rzekomo nieudane zabójstwo Osamy bin Ladena. "Nic o tym nie wiem. To był retweet. To była czyjaś opinia, a to był retweet. Zostawię go tam. Ludzie mogą sami decydować. Ja nie zajmuję stanowiska" - powiedział Trump.

Rasizm - uderzenie w obu kandydatów

W amerykańskiej sieci pojawiały się także inne oskarżenia pod adresem kandydatów próbujące dowieść ich rasizmu. Prawdziwy był rozpowszechniany w mediach społecznościowych cytat przypisany Joe Bidenowi: "Biedne dzieci są tak samo bystre i utalentowane jak białe dzieci".

Jednak zaraz po wypowiedzeniu tych słów Biden dodał: "Bogate dzieci, czarne dzieci, azjatyckie dzieci". Amerykańskie media, w tym "The New York Times" opisywały to jako gafę, z której Biden usiłował wybrnąć. To niejedyna wpadka Bidena, którą jego przeciwnicy wykorzystywali, oskarżając go rasizm. Zwolennicy Trumpa zwracali uwagę m.in. na jego wypowiedź o pozostawaniu w domu w początkowym okresie epidemii COVID-19. Według jednego z internautów Biden miał powiedzieć: "Byłem w stanie pozostać w zamknięciu w domu dzięki jakiejś czarnej kobiecie, która zaopatrywała półki sklepowe". To prawdziwa wypowiedź, ale pozbawiona kontekstu. W kolejnych słowach Biden mówił bowiem o różnych grupach społecznych, które przysłużyły się Amerykanom w czasie epidemii.

Internauci-zwolennicy Bidena rozsyłali z koeli informacje sugerujące, że Donald Trump popiera symbole kojarzone z rasizmem i niewolnictwem. Rozpowszechniano fałszywe twierdzenie, jakoby Trump opublikował tweeta, w którym flagę Konfederatów nazwał "Symbolem miłości". W rozpowszechnianym fałszywym tweecie Trump miał też napisać, że "Flaga jest ogromną częścią naszej historii" i że "Plantacje zatrudniały czarnych i dawały im darmowe jedzenie i mieszkanie".

Według agencji AP, Donald Trump nigdy nie napisał takiego tweeta. Nie ma po nim śladu również w serwisach internetowych monitorujących profile znanych polityków i przechowujących usunięte tweety.

Autor:  Krzysztof Jabłonowski, Jan Kunert
Źródło:  Konkret24, sciencemag.org, Snopes, Reuters; zdjęcie: Shutterstock

Pozostałe

Józef Ratzinger i gest "zamawiania piwa"? To nie jest całe zdjęcie

W internecie rozsyłane jest zdjęcie młodego Józefa Ratzingera - czyli późniejszego papieża Benedykta XVI - na którym ma być widać, jak wykonuje on gest "Heil Hitler". Towarzyszą temu dyskusje o jego rzekomej nazistowskiej przeszłości. Jak jednak sprawdziliśmy, fotografia została przycięta.

Francuska policja "bije za brak paszportu covidowego"? Sprawdzamy

Ponad sześć milionów wyświetleń ma krążące w internecie nagranie, na którym widać interwencję policji w paryskim centrum handlowym. Według internautów funkcjonariusze biją kobietę za to, że nie miała paszportu covidowego. Policja opublikowała wyjaśnienie.