W kolejnych dniach po zamachu w nowozelandzkim Christchurch popularność w sieci zaczęło zdobywać zdjęcie zakrwawionego Koranu, który rzekomo został znaleziony w zaatakowanym meczecie. W rzeczywistości fotografia została wykonana dużo wcześniej. Nie jest to jednak jedyna fałszywa informacja o tym wydarzeniu.

Najkrwawszy zamach w historii Nowej Zelandii, w którym śmierć poniosło 50 osób, pokazał szczególnie niebezpieczną stronę działania serwisów społecznościowych. Po raz pierwszy zamachowiec transmitował na żywo moment swojego ataku na prywatnym profilu na Facebooku. Jak poinformował po tragedii serwis, pierwsza osoba zgłosiła nagranie do moderacji po 12 minutach od zakończenia transmisji, 29 min od jej rozpoczęcia. Przez ten czas, zanim film usunięto, wyświetlono go 4 tys. razy. Wideo skopiowano jednak na liczne inne profile, dzięki czemu zobaczyły go miliony.

Media społecznościowe odegrały swoją rolę nie tylko podczas ataku, ale także bezpośrednio po nim. Pokazuje to historia zdjęcia zakrwawionego Koranu.

Jedna z internetowych grafik odnosząca się do zdjęcia
Jedna z internetowych grafik odnosząca się do zdjęcia Foto: Snopes

Fotografia zaczęła pojawiać się na różnych stronach i profilach w kolejnych dniach po zamachu. Wykorzystywano ją w różnych kontekstach. Służyła zarówno, żeby wywołać współczucie i empatię względem ofiar zamachu, jak i była źródłem agresywnych komentarzy pod adresem wyznawców różnych religii. "Mówili, że Koran uczy, żeby przelewać krew. Ale to nasza muzułmańska krew jest przelewana na Koran" - taki cytat pojawił się przy jednym ze zdjęć, które zatytułowano "Koran męczenników z Christchurch". Podstawowe narzędzia internetowe wystarczą, aby obalić opisy dodawane do zdjęcia po zamachu.

Nie Nowa Zelandia, a Somalia

Wprowadzenie fotografii zakrwawionego Koranu do wyszukiwarki Google za pomocą tzw. odwróconego wyszukiwania wyjaśnia wiele wątpliwości. Sugerowane przez nią wyniki wskazują, że zdjęcie było już publikowane w sieci we wrześniu - najwcześniejsze teksty, w których zostało użyte, pochodzą z 19 września 2018. Nie mogło więc zostać wykonane po nowozelandzkim zamachu.

W tym przypadku równie pomocny, jak amerykańska wyszukiwarka Google, okazuje się jej rosyjski odpowiednik - Yandex, który również posiada opcję odwróconego wyszukiwania obrazem, oferującą także angielską wersję językową. Wprowadzenie zdjęcia Koranu do tego narzędzia "wyrzuca" niemalże wyłącznie wyniki dostępne na somalijskich portalach informacyjnych.

Wyniki wyszukiwania w języku somalijskim
Wyniki wyszukiwania w języku somalijskim Foto: Yandex

Zdecydowana większość tekstów pochodzi z 19 lub 20 września i mówi o zamachu w miejscowości Saakow w południowej Somalii. Celem zamachowca z islamistycznej organizacji militarnej Asz-Szabab był miejscowy szpital i dziecięce centrum nauki Koranu.

Teksty opatrzone są zdjęciami wykonanymi na miejscu już po zamachu. Wśród nich można znaleźć fotografię zakrwawionego Koranu, znaną w ostatnich dniach z serwisów społecznościowych. Ten egzemplarz świętej księgi islamu został uwieczniony z kilku perspektyw, co może potwierdzać, że to właśnie stamtąd pochodzi zdjęcie błędnie przedstawiane potem jako wykonane w Nowej Zelandii. Ostrzegamy, że obok fotografii Koranu w artykułach zamieszczone są także drastyczne zdjęcia ofiar zamachu w Somalii.

Różne ujęcia Koranu z miejsca ataku na somalijskich portalach
Różne ujęcia Koranu z miejsca ataku na somalijskich portalach Foto: shaaciye.org

Zamachowiec (nie) zginął "psią śmiercią"

Poza zdjęciem zakrwawionego Koranu po ataku w Christchurch w serwisach społecznościowych "karierę" zrobiło także wideo, na którym rzekomo uwieczniono moment, w którym policjant zabija sprawcę ataków na dwa meczety. Sprawę opisał fact-checkingowy portal należący do Agence France Press.

Film został opublikowany w dzień zamachu, kiedy nie było jasnych informacji o tym, czy sprawca został złapany lub zastrzelony. Autor w swoim wpisie na Facebooku poinformował, że "człowiek, który zadał męczeńską śmierć 50 muzułmanom w Nowej Zelandii, zginął psią śmiercią z rąk policjanta. Proszę o udostępnianie". Apel osiągnął swój cel, ponieważ wideo pojawiło się w ten sam dzień jeszcze na kilku innych facebookowych profilach.

Prawdziwość opisu została obalona w momencie, gdy nowozelandzkie służby poinformowały o schwytaniu prawicowego aktywisty i postawieniu go przed sądem. Zanim jednak to nastąpiło, użycie jednej z klatek filmu ponownie w odwróconym wyszukiwaniu Google mogło wyjaśnić, że materiał nie został nagrany 15 marca, czyli w dzień zamachu.

Pierwsze sugerowane wyniki wskazują jasno, że wideo pochodzi z amerykańskiej stacji telewizyjnej WFTV, która nadaje w Orlando na Florydzie. Tytuł wyjaśnia okoliczności jego powstania: "Podejrzany o przestępstwa na drodze kierował broń w stronę policjantów z Lake Mary, którzy zadali śmiertelne strzały, mówią urzędnicy". Na opublikowanym 14 września zeszłego roku wideo można zobaczyć, jak policjanci próbują siłą wyciągnąć mężczyznę z samochodu, ale ten w pewnym momencie chwyta za broń. Funkcjonariusze odskakują, film zostaje zatrzymany z racji dalszych drastycznych scen i można usłyszeć serię strzałów, które głos z offu przedstawia jako śmiertelne dla mężczyzny z samochodu.

leftright

Katolicki kościół (nie) został zaatakowany

Jeszcze jedną nieprawdziwą informacją pośrednio dotyczącą ataku w Christchurch były internetowe doniesienia o ataku na katolicki kościół w Nowej Zelandii. Miał on być dowodem zemsty muzułmanów, którzy w dzień zamachu na meczet postanowili zniszczyć chrześcijańską świątynię.

Zgodnie z informacjami AFP Fact-check, wpis na ten temat zawierający wideo płonącej budowli zwieńczonej krzyżem pojawił się dzień po zamachu na facebookowym koncie prowadzonym w języku urdu. Opis głosił: "Wiadomość z ostatniej chwili - chrześcijański kościół w Nowej Zelandii został zaatakowany. Każdy muzułmanin powinien to udostępnić. Obserwujcie mój profil, aby być na bieżąco z każdą wiadomością, dzięki". Na załączonym filmie można zobaczyć, jak dwóch mężczyzn stoi na już podpalonej budowli, z której unosi się gęsty dym, a trzeci z nich zrzuca z góry rzeźbę krzyża. Wszystkiemu towarzyszy ogromny krzyk zgromadzonego tłumu.

Wideo tylko na tej stronie zostało obejrzane prawie pół miliona razy, a na innych profilach wyświetlały je kolejne setki tysięcy internautów. Pojawiło się także w serwisie Twitter, gdzie towarzyszyły mu hasztagi #NowaZelandia i #Christchurchatak.

W tym przypadku po raz kolejny pomocna okazuje się wyszukiwarka Google. Jedna klatka z nagrania wystarcza, aby dowiedzieć się, że wideo nie zostało nagrane w 2019, tylko w 2013 roku i nie pochodzi z Nowej Zelandii, a z Egiptu. Przedstawia atak w miejscowości Sauhadż w zachodniej części kraju, podczas którego członkowie Bractwa Muzułmańskiego zaatakowali koptyjską świątynię.

Koptowie to chrześcijańska mniejszość, mieszkająca głównie w Egipcie, która często pada ofiarą prześladowań z powodu wiary. Na filmie rzeczywiście przedstawiono atak muzułmanów na chrześcijański kościół, jednak kontekst zupełnie zmienia jego wymowę i zupełnie wyklucza opcję "zemsty" za zamach w Christchurch.

Jeden z najczarniejszych dni

W piątkowe popołudnie 15 marca 2019 roku doszło do ataków w dwóch meczetach w mieście Christchurch w Nowej Zelandii. Sprawca otworzył ogień do wiernych, zabijając 50 osób, a kolejnych 50 raniąc. Odpowiedzialność za ataki wziął na siebie 28-letni Australijczyk - były instruktor fitness i prawicowy działacz. - To jeden z najczarniejszych dni w historii Nowej Zelandii - powiedziała premier Jacinda Andern na pierwszej konferencji prasowej po ataku. Nigdy wcześniej tyle osób nie zginęło w wyniku zamachu terrorystycznego w tym kraju.

Do ataku doszło w Christchurch w Nowej Zelandii
Do ataku doszło w Christchurch w Nowej Zelandii Foto: Mapy Google, tvn24.pl
Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24, Snopes, AFP Fact-check, Zdjęcie tytułowe: PAP/EPA, Facebook

Pozostałe

Ofiary z wypadku samochodowego przedstawione jako dzieci z zamachu na Sri Lance

Na niektórych polskich prawicowych portalach i stronach facebookowych zamieszczono zdjęcie rzekomo przedstawiające "dzieci, które przystąpiły do pierwszej komunii świętej - zamordowane przez zamachowca - samobójcę" w wielkanocnych atakach na Sri Lance. Fotografia rzeczywiście pochodzi z tego kraju, ale została wykonana trzy dni przed zamachami.

Brexit, kłamstwa i fałszywe wideo

Dwa dni przed referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej do sieci trafiło nagranie mające być dowodem na to, jak łatwo nielegalni imigranci mogą przekroczyć Kanał La Manche. Szybko zdobywające popularność wideo, jak po prawie trzech latach odkryli dziennikarze Channel 4, było zmanipulowane. To niejedyny fałszywy materiał opublikowany przed referendum ws. brexitu, który bazował na antyimigranckich emocjach.

Parówki, burgery i steki tylko dla mięsożerców?

Komisja Rolnictwa i Rozwoju Wsi Parlamentu Europejskiego poparła wprowadzenie przepisu zakazującego stosowania nazw kojarzących się z mięsem do opisu i promocji roślinnych produktów żywnościowych. Organizacje wegetarian i wegan przyjmują tę propozycję z niedowierzaniem i niechęcią. Producenci mięsa mówią o konieczności "uporządkowania rynku". Głosowanie - już w nowej kadencji PE.

Czy niemieccy nauczyciele mogą strajkować? W większości nie

Na Twitterze rozgorzała dyskusja o prawie do strajku nauczycieli w Niemczech. Zdaniem Romualda Szeremietiewa, o zakazie strajku pedagogów orzekł niemiecki Sąd Konstytucyjny. W odpowiedzi internauci sugerowali, że zakaz wynika z przysługującego nauczycielom statusu urzędnika. Sprawdzamy fakty, które pomogą uporządkować tę dyskusję.

Kampania dezinformacji przed największymi wyborami świata

Zmanipulowane rozmowy polityków, nieprawdziwe informacje na temat przebiegu wyborów, fałszywe alerty w komunikatorach. Przed największym demokratycznym głosowaniem świata kłamstwa mogące wpłynąć na jego wynik docierają do Hindusów z różnych źródeł. O nadchodzących indyjskich wyborach mówi się jako o "laboratorium" dla oceny działań mediów społecznościowych wobec kampanii dezinformacyjnych.

Nagranie z Katalonii, które udaje nagranie z Francji

Dużą popularność w sieci zyskuje nagranie rzekomo przedstawiające brutalność francuskiej policji. Temat budzi emocje w związku z wciąż trwającymi protestami "żółtych kamizelek". Wbrew opisowi, nagranie nie pochodzi z Francji i nie przedstawia sytuacji bieżącej, a wydarzenia sprzed ponad sześciu lat.