Najpierw było oburzenie. "Amerykańscy żołnierze giną, a ci klauni używają obrazów z gry wideo"; "Dziecinne i chore"; "Dzieci przez nich umierają, a oni wrzucają memy na Twittera" - reagowali internauci na materiały zamieszczane na kontach administracji amerykańskiej kilka dni po rozpoczęciu ataków na Iran.
4 marca 2026 roku Biały Dom opublikował bowiem film, w którym do prawdziwych ujęć z dokonywanych bombardowań dodano elementy gry komputerowej Call of Duty. W tym punkty "+100" za każdy zniszczony cel. Dwa dni później na koncie Białego Domu w poście o trzech głównych celach operacji "Epicka Furia" opublikowano kompilację prawdziwych nagrań z ataków na Iran z ujęciami gry GTA San Andreas.
Oburzali się nie tylko internauci. Nagłówki w serwisach informujących o tym sposobie robienia propagandy przez administrację Donalda Trumpa brzmiały: "'Naprawdę przerażające': Biały Dom używa klipów z Call of Duty, by promować wojnę z Iranem" (nj.com); "Oburzenie po nagraniu Białego Domu o wojnie z Iranem zmontowanym z klipem z Call of Duty"; ("The Independent"); "Biały Dom i 'memeizacja' wojny z Iranem wzbudzają krytykę" ("The Hill"). "Wojna to nie gra wideo" - napisał członek zarządu organizacji Project Liberal Joshua Reed Eakle, którego cytował "The Independent".
Biały Dom usunął potem jeden z wymienionych postów, a temat wykorzystania przez niego gier w propagandzie przycichł. Na krótko. Przyszła bowiem odpowiedź z Iranu. Strona irańska zalała internet filmami kojarzącymi się z animacjami komputerowym, grami czy zabawkami. Prowokuje i ośmiesza w nich USA i Izrael.