- W sieci mówi się, że pan nie żyje - tak zaczyna się film opublikowany na koncie Benjamina Netanjahu. Premier Izraela, uśmiechnięty, zamawia w jakiejś kawiarni kawę z mlekiem. A potem mówi do rozmówcy: - Chcesz policzyć, ile mam palców? - i pokazuje po kolei obie dłonie do kamery. Zwraca się do mieszkańców Izraela, który jest ostrzeliwany przez Iran w odwecie za rozpoczętą przez Waszyngton i Izrael wojnę przeciwko temu krajowi, by byli czujni, przestrzegali instrukcji obrony cywilnej, a władza "zrobi wszystko, by ułatwić im życie".
Nagranie to, opublikowane 15 marca 2026 roku na platformie X przez premiera Benjamina Netanjahu, wielu internautów odebrało jako PR-ową zagrywkę izraelskiego rządu - jednak było kolejną odsłoną wojny informacyjnej toczonej między dwoma stronami walk: Iranem i Izraelem. Odpowiedzią na irańską propagandę, jakoby premier Izraela miał już zginąć w ataku bombowym.
W połowie marca, gdy Netanjahu przez krótki czas nie pojawiał się publicznie, jedno z proirańskich kont opublikowało bowiem dwa zdjęcia mające przedstawiać premiera Izraela wyciąganego spod gruzów. Miał to być dowód, że "został zabity przez Iran". Ilustracja ta, wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji, zalała wręcz sieć.
Fałszywy przekaz był powtarzany nawet wtedy, gdy Benjamin Netanjahu już się publicznie pojawił - 13 marca na jego profilu na platformie X opublikowano nagranie, na którym opowiada o celach Izraela w trwającym konflikcie. Część podających dalej ten film twierdziła, że to deep fake, bo Netanjahu ma na nim rzekomo sześć palców. Niektórzy pytający Groka dostawali odpowiedź, że to rzeczywiście materiał AI (teraz te odpowiedzi już są niewidoczne), co potęgowało chaos informacyjny.
Walki na Bliskim Wschodzie trwają na wielu frontach - i tak samo wygląda wojna informacyjna - lecz ten główny dezinformacyjny to front Izrael-Iran. Tu dezinformacja jest chyba najmocniejsza. A stałym elementem irańskiej propagandy jest rozpowszechnianie plotek o udanych atakach na życie premiera Izraela i osób z jego bliskiego otoczenia. - Podobne pojawiały się już podczas poprzedniej, dwunastodniowej wojny - zauważa mówi Marcin Krzyżanowski, iranista, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, były dyplomata. - Według tych doniesień trafiony miał zostać dom premiera Benjamina Netanjahu, a on sam miał zostać ranny. Jest też wersja, według której trafiono w jego posiadłość i zginąć miał minister bezpieczeństwa Itamar Ben-Gwir - wymienia ekspert. - W irańskiej propagandzie jest to w pewnym sensie lustrzane odbicie wcześniejszych doniesień o śmierci najwyższego przywódcy Iranu - wyjaśnia. Ali Chamenei zginął w pierwszym dniu ataku przeprowadzonego przez siły Izraela i USA na Iran, 28 lutego 2026 roku.
Nawet po ukazaniu się nagrania premiera Izraela z kawiarni druga strona nie odpuściła w propagandzie - zwolennicy Iranu publikowali nagranie wytworzone przez AI pokazujące, że "nowy Najwyższy Przywódca Iranu widziany żywy, odwiedza tę samą kawiarnię co Netanjahu, udowadniając również, że ma 5 palców".
Iran: pokaz własnej siły oraz słabości Zachodu. W tle aktywność Kremla
Powyższy przykład może się wydawać niewinną rozgrywką w tej wojnie informacyjnej, lecz kolejne fake newsy rozpowszechniane przez każdą ze stron stają się już trudniejsze do weryfikacji, wymagają czasu i znajomości narzędzi - więc szybciej przenikają do przeciętnego odbiorcy w sieci. Tak np. według proirańskiego przekazu w ataku Iranu na Izrael miał zginąć dowódca izraelskich sił powietrznych, generał dywizji Tomer Bar. Dowodem miało być zdjęcie wojskowego wyciąganego spod gruzów przez ratowników.
Fake news zbudowano na dwóch fotografiach: ta u góry była prawdziwa, lecz nie przedstawiała generała Bara, tylko Eyala Zamira, szefa sztabu generalnego izraelskiego wojska. Natomiast fotografia u dołu, która jakoby pokazuje tego mężczyznę po ataku rakietowym, powstała przy użyciu sztucznej inteligencji.
Proirańska propaganda - która przechodzi też do polskiej sieci - wyolbrzymia też siłę ataków Iranu i zniszczenia miast Izraela. "To nie Gaza, to Tel Awiw" - przekonywał 11 marca jeden z polskich użytkowników Facebooka, dołączając galerię zdjęć przedstawiających zrujnowane budynki i ulice zasypane gruzem. To dzieło sztucznej inteligencji, o czym już 10 marca ostrzegał Shayan Sardarizadeh z BBC Verify.
Tego typu przekazów - fałszywych filmów i zdjęć przedstawiających zniszczenia w Izraelu - jest w mediach społecznościowych masa. Ma w tym swój udział także rosyjska dezinformacja, która wspiera władze Iranu. A jej ostrze jest też wymierzone w USA czy generalnie w Zachód. Przekaz też przenika szybko po polskiej infosfery. 16 marca zespół Disinfo Digest - projekt fundacji INFO OPS Polska zajmujący się badaniami zjawiska manipulowania polskim środowiskiem informacyjnym przez obce ośrodki propagandowe - opublikował analizę, jak Rosja buduje narrację o przewadze Iranu nad Zachodem. "Centralną tezą przekazu jest twierdzenie, że Iran rzekomo wygrywa, opracował tanią metodę prowadzenia wojny, która pozwala mu uzyskać przewagę nad koalicją amerykańsko-izraelską" - piszą analitycy.
Przykładem na to, jak kremlowskie ośrodki pomagają Iranowi, jest aktywność na profilu Tomasza Szmydta (były polski sędzia, który w 2024 roku zbiegł na Białoruś, wspiera białoruską i rosyjską propagandę). "Oficjalna telewizja Islamskiej Republiki Iranu pokazuje 180 amerykańskich żołnierzy wziętych do niewoli. To komandosi z elitarnej jednostki Delta!!!" - przekonywał Szmydt 6 marca na Facebooku. Mieli to być żołnierze tej samej amerykańskiej jednostki, która w styczniu pojmała prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. A dowodem miało być zestawienie czterech zdjęć niskiej jakości. Na trzech widać rzekomo przetrzymywanych w niewoli amerykańskich żołnierzy, czwarte ma przedstawiać moment, gdy żołnierze USA mieli trafić do Iranu.
Wszystkie te obrazy to grafiki wygenerowane przy użyciu Gemini, sztucznej inteligencji firmy Google. Potwierdza to także analiza narzędziem SynthID.
Izrael: fałszywe weryfikacje, obrona USA
Proizraelska propaganda, przecząc niektórym zdarzeniom podczas trwających walk, stosuje m.in. metodę fałszywej weryfikacji. Szczególnie było to widać po ataku na szkołę dla dziewcząt w irańskim Minabie 28 lutego. Natychmiast pojawił się przekaz, jakoby do bombardowania w ogólne nie doszło - że zdjęcia z ataku pokazują rzekomo Kabul w 2016 roku.
Gdy jednak atak okazał się prawdą, a irańskie władze poinformowały, że zginęło ponad 170 osób, ośrodki dezinformacji zaczęły rozpowszechniać narrację, jakoby to sam Iran dokonał tego bombardowania przez pomyłkę. Dowodem dla internautów miały być rozsyłane zrzuty ekranu z konta na Telegramie o nazwie Radio Gilan.
Podważanie prawdy przez Izrael dotyczy też autentycznych fotografii opublikowanych w mediach. W anglojęzycznej sieci pojawił się przekaz o tym, że redakcja dziennika "The New York Times" wprowadziła odbiorców w błąd, gdy relacjonowała wydarzenia w centrum Teheranu. Ludzie mieli się tam zgromadzić 9 marca, by świętować wybór Modżtaby Chameneiego, syna zabitego Alego Chameneiego, na nowego najwyższego przywódcę Iranu. Autorzy postów przekonywali, że pokazane przez gazetę zdjęcie tłumu na placu pochodzi z 2020 roku. W innej wersji tej narracji: że zdjęcie zostało przerobione tak, by tłum wyglądał na większy.
Na te zarzuty odpowiedziała rzeczniczka "NYT" Nicole Taylor. "To jest autentyczne zdjęcie, wykonane przez dziennikarza w Iranie w poniedziałek, 9 marca 2026 roku" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym w serwisie X.
Cele propagandy: wewnętrzny i zewnętrzny
To oczywiście niejedyne przykłady tego, co się dzieje w ramach wojny informacyjnej. Fałszywe filmy z ataków, wybuchów i zniszczeń - zazwyczaj generowane przez AI - są na porządku dziennym. Marcin Krzyżanowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, pytany, jakie treści dominują w dezinformacji obu stron, wymienia: - Strona izraelska przypomina o zbrodniach, jakie rząd Republiki Islamskiej popełniał wobec własnego społeczeństwa. Wskazuje również na wsparcie, które Iran udziela Hamasowi. Jednocześnie pomija milczeniem to, co izraelskie siły zbrojne same robią z cywilami i cywilną infrastrukturą w Gazie. Republika Islamska prezentuje oczywiście odmienne podejście. W swoich przekazach skupia się na podkreślaniu zbrodniczych działań Izraela wobec Palestyńczyków. Jednocześnie pomija własne wewnętrzne problemy, w tym kwestie protestów w kraju.
Ekspert podkreśla: - Niemal wszystkie operacje informacyjne - niezależnie od tego, czy nazwiemy je propagandą, polityką informacyjną czy operacjami psychologicznymi - mają dwa podstawowe cele: wewnętrzny i zewnętrzny.
- Z jednej strony, chodzi o podtrzymanie morale własnego społeczeństwa i pokazanie, że walka ma sens. Jednocześnie przekaz ma oczerniać przeciwnika i przedstawiać go jako agresora - tłumaczy Krzyżanowski. - Z drugiej strony, propaganda ma osłabić morale przeciwnika. Temu służą na przykład fake newsy dotyczące skali protestów w Iranie i liczby osób, które rzekomo mają sprzeciwiać się reżimowi. W izraelskiej i amerykańskiej narracji Republika Islamska jest przedstawiana jako państwo bardzo słabe, stojące na krawędzi upadku. Chodzi o to, by dodać odwagi protestującym, zachęcić kolejne osoby do wyjścia na ulice i w pewnym sensie stworzyć samospełniającą się przepowiednię - podsumowuje.