Nie minęło czterdzieści osiem godzin od rozpoczęcia amerykańskiej operacji "Projekt Wolność" w cieśninie Ormuz, a prezydent Donald Trump już ogłosił, że ją wstrzymuje. Mimo że jeszcze kilka godzin wcześniej sekretarz stanu USA Marco Rubio zapowiedział, że zastępuje ona "Epicką Furię", czyli operację wojskową USA i Izraela w Iranie. Zaś sam Trump trzy dni wcześniej obiecywał, że w ramach nowej operacji amerykańskie wojsko pozwoli statkom krajów niezaangażowanych w konflikt przepłynąć bezpiecznie przez cieśninę. Zdążyły skorzystać tylko dwie jednostki i to pod amerykańską banderą.
Media odnotowały zarówno rozpoczęcie, jak i szybkie zakończenie operacji "Projekt Wolność", lecz próżno było szukać jakichś wyrazów zdziwienia zwrotem akcji. Albowiem nie pierwszy raz Trump nagle zmienił zdanie - w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie takich zwrotów było szczególnie dużo. Dziennik "The Washington Post" zrobił nawet podsumowanie, ile to razy prezydent USA przeczył sobie - na przykład w kwestii tego, kiedy konflikt się skończy. Na początku marca prognozował "od czterech do pięciu tygodni", po upływie tego czasu przewidywał kolejne "dwa tygodnie, może trzy". Kilkakrotnie zapewniał, że wojna zmierza do końca - by za kilka dni zapowiedzieć nasilenie ataków na Iran.
A gdy wciąż podawał coraz to inny termin ultimatum dla Iranu - miało być do 21 marca, potem przedłużył o pięć dni, potem o kolejne dziesięć - obraz chaosu pogłębiały jego posty, w których pisał o Irańczykach "szalone bękarty" i apelował, żeby otworzyli "tę pie***ną cieśninę".
Niejeden zadawał sobie wtedy pytanie: "Czy on naprawdę to napisał?".
Słowo "naprawdę" nie jest tu na wyrost, bo Trump i prawda często nie idą w parze. Do tego stopnia, że powstają już gry czy quizy, w których Amerykanie mogą oceniać, które absurdalne wypowiedzi pochodzą od Trumpa, a które nie.
Grając w takie gry, można się zastanawiać, czy Donald Trump już aby nie "przegrzał" i że mało kto już wierzy w to, co on przekazuje. Że dla każdego polityka istnieje jakaś granica kłamstwa, za którą kolejny fake news już tylko go pogrąża.
Eksperci od polityki amerykańskiej tłumaczą jednak, że "gra w Trumpa" ma swoje własne zasady, a zwycięzcę poznamy - jak to w grach - dopiero na końcu.
No to zagrajmy.