Wiatraki "mogą niszczyć serce"? Cytują "niemieckie badania", których nie ma
W Europie trwa internetowa "walka z wiatrakami". I choć w książkowym oryginale była ona skazana na porażkę, to - jak donosi portal Politico - kampania dezinformacyjna wymierzona w wiatraki może wpływać na europejską dyskusję o odnawialnych źródłach energii. Raport brytyjskiej firmy badawczej CASM Technology wykazał, że w ostatnich dwóch latach siatka ponad 500 kont działających na sześciu platformach społecznościowych opublikowała dziesiątki tysięcy wpisów, w których podważa się skuteczność farm wiatrowych, używając nieprawdziwych argumentów.
"Ekosystem aktywistów, polityków, niszowych mediów i internetowych grup rozpowszechnia twierdzenia, że turbiny wiatrowe powodują przerwy w dostawie prądu, zabijają dzikie zwierzęta, powodują raka i zatruwają wodę pitną" - podsumował ustalenia badaczy Politico. Dziennikarze ostrzegają, że to szczególnie niebezpieczne w momencie, kiedy Unia Europejska próbuje uniezależnić się od paliw kopalnych i kryzysów takich jak ten wywołany blokadą cieśniny Ormuz.
Kiedy o ustaleniach Politico napisał na platformie X Wojciech Jakóbik, analityk Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego, jeden z komentujących zauważył: "Tak, już widziałem teksty o infradźwiękach wpływających na pracę serca". Nic dziwnego: takie teorie rozpowszechniają w mediach społecznościowych polscy politycy.
Paweł Usiądek, członek Rady Liderów Konfederacji, 8 maja 2026 roku zacytował w poście "niemieckich naukowców", którzy mieli stwierdzić, że "wiatraki mogą niszczyć serce" właśnie przez generowane infradźwięki. Opisał rzekome badania profesora Christiana-Friedricha Vahla, który miał dowieść, że w niemieckich gminach "z dużą gęstością wiatraków" mieszkańcy częściej chorują na zaburzenia rytmu serca i jego niewydolność. "Polska powinna te badania śledzić uważnie. (...) Jeśli niemieccy naukowcy dostrzegają problem i prezentują go na kongresach medycznych - polskie Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Klimatu powinny mieć na ten temat stanowisko. Mają?" - pytał Usiądek (pisownia postów oryginalna). Do wpisu załączył artykuł portalu dorzeczy.pl zatytułowany: "Niemieckie badanie: infradźwięki z wiatraków uszkadzają serce".
Część komentujących wpis polityka w serwisie X i na Facebooku potwierdzała: "Oglądałem filmy w niemieckiej tv gdzie mieszkańcy narzekali na bóle głowy i zawroty"; "Juz dawno niemcy i duńczycy robili takie badania. Fala niesie sie pod ziemią na kilka km mózg to rejestruje. Ale wyznawcą religi klimatycznej nie przetłumaczysz". Niektórzy doszukiwali się teorii spiskowej: "Dlatego sprzedali Polsce", "Niemcom to raczej badania wychodzą idealni, szczególnie te dla Polaków. W końcu to nam chcą ożenić te graty".
Wielu jednak podważała wyniki cytowanego badania, wytykając jego błędy. "To nie dowód, tylko korelacja z 4 gmin"; "Ocho, jak co miesiąc odezwało się lobby importerów węgla. Te badania są na tylu poziomach błędne, że ręce opadają"; "Ale to nawet nie jest publikacja naukowa", "Teraz niemieckie dobre? To 'badanie' zostało przeprowadzone w sposób nie uwzględniający innych czynników wpływających na choroby serca a jedynie porównali dwie gminy z dużą i małą liczbą wiatraków" - zauważali.
Tekst, którego screen Usiądek załączył do posta jako ilustrację, ukazał się w serwisie dorzeczy.pl 6 maja, a zaczynał się słowami: "Infradźwięki emitowane przez turbiny wiatrowe masowo uszkadzają ludzkie serca – wynika z badań naukowców związanych z Uniwersytetem Medycznym w Moguncji". W nim przytoczono wyniki "badań" Christiana-Friedricha Vahla.
Prezentacja analizy znanego przeciwnika wiatraków
W "ekosystemie" osób podważających sens farm wiatrowych - o którym wspomniał Politico - nie mogłoby zabraknąć Christiana-Friedricha Vahla, profesora kardiochirurgii. Od lat w swoich pracach stara się udowodnić, że turbiny wiatrowe poważnie szkodzą zdrowiu. Wskazuje właśnie na infradźwięki, czyli fale akustyczne o częstotliwości zbyt niskiej, by usłyszało je ludzkie ucho. Zdaniem Vahla pracujące turbiny generują tak wiele infradźwięków, że te negatywnie wpływają na pracę serca.
Rzekome "niemieckie badanie" Vahla cytowane teraz przez przeciwników wiatraków to jednak żadne badanie naukowe. To tylko plakat formatu A4 (Vahl sam używa tego słowa) z prezentacją, w której naukowiec w maju 2026 roku podsumował swoją analizę przeprowadzoną w czterech niemieckich gminach. Nie jest to artykuł opublikowany w naukowym czasopiśmie, nikt tego nie recenzował. Ilość błędów metodologicznych, jakie Vahl popełnił, mówi dużo o wartości naukowej takiej analizy.
Nie jest to pierwsza analiza tworzona "pod tezę"
Już w pierwszym zdaniu Vahl pisze, że jego "badania eksperymentalne na izolowanym ludzkim mięśniu sercowym wykazały upośledzenie kurczliwości (...) serca po ekspozycji na infradźwięki". W skrócie: jego zdaniem serce zaczyna bić nieregularnie, gdy wystawi się je na działanie infradźwięków - w domyśle generowanych przez wiatraki.
Badania na ten temat Vahl opublikował już w 2021 roku i szybko podważyli je inni naukowcy. Doktor Stefan Holzheu z Uniwersytetu z Bayreuth wśród wielu błędów wskazał: w eksperymencie laboratoryjnym mięsień sercowy wystawiono na nieporównywalnie wyższy poziom infradźwięków niż rzeczywiście generują wiatraki. I był to poziom wyższy... 100 milionów razy. "To tak, jakby ostrzegać przed alkoholem zawartym w dojrzałych owocach, używając do badań wyłącznie alkoholi wysokoprocentowych" - ocenił dr Holzheu.
W najnowszej pracy prof. Vahl chciał natomiast pokazać, że ten sam efekt uda się udowodnić "w warunkach rzeczywistych". Wytypował więc cztery niemieckie gminy: w Lichtenau i Borchen działało ponad 200 wiatraków, a w Hovelhof i Delbruck było zaledwie 8 turbin. Profesor wystąpił do lokalnych władz o udostępnienie informacji na temat nowych przypadków chorób układu krążenia w tych gminach. Porównał te dane i uzyskał pożądane przez siebie wyniki. "Dane wskazują na znacznie zwiększone ryzyko wystąpienia nowych chorób układu krążenia w gminach, w których masowo rozwija się energetyka wiatrowa" - brzmiał wniosek.
Problem w tym, że Vahl nie wziął pod uwagę żadnych innych czynników - poza liczbą wiatraków - które mogły wpłynąć na choroby serca w analizowanych gminach. Dodajmy, że Niemiec badał okres od 2015 do 2024 roku i zupełnie zignorował chociażby możliwy wpływ pandemii COVID-19 na pogorszenie ogólnego stanu zdrowia w badanych gminach. Ponadto autor analizy w żadnym miejscu nie przedstawił dowodów, że jakiekolwiek infradźwięki w ogóle docierają do mieszkańców tych miejscowości.
"Jako naukowiec, Vahl powinien wiedzieć..."
Profesor wykazał więc tylko statystyczną korelację dwóch zmiennych (wiatraki - choroby serca), ale nie udowodnił żadnego związku między nimi. Zresztą ten błąd już pięć lat temu wytykał Vahlowi wspomniany dr Holzheu. "Jako naukowiec, Vahl powinien wiedzieć, że korelacja nigdy nie oznacza związku przyczynowo-skutkowego" - pisał. "Biorąc pod uwagę, że strach przed nieszkodliwymi infradźwiękami może powodować rzeczywiste problemy zdrowotne, trudno zrozumieć, jak ten artykuł można pogodzić z przysięgą Hipokratesa składaną przez lekarzy" - dodawał.
Lecz to właśnie wywołanie poczucia strachu jest jednym z celów publikowania tego typu "badań". W cytowanym wcześniej raporcie o dezinformacji wokół wiatraków podkreślano, że "fałszywe twierdzenia na temat odnawialnych źródeł energii spowalniają projekty niezbędne UE do zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego". Autorzy takich fałszywych tez chcą strachem wywoływać sprzeciw lokalnych społeczności, "który może skutkować apelami, opóźnieniami i presją polityczną przeciwko projektom".
W raporcie jednoznacznie nie wskazano na Rosję jako na źródło takich kampanii, ale Politico przypomina, że mniej OZE to większa zależność Europy od rosyjskich paliw, którą Kreml wykorzystuje jako narzędzie wpływu.
Problem może się pogłębiać, bo - jak zauważają dziennikarze - masowe publikowanie fake newsów o wiatrakach wpływa na odpowiedzi generowane przez modele sztucznej inteligencji. Dla AI jakiś pełen błędów plakat-prezentacja może się bowiem wydawać pełnoprawnym badaniem naukowym i chatboty będą nam je cytowały jako pewnik.