W ostatnich miesiącach w polskich mediach społecznościowych można czytać coraz więcej doniesień o tym, że Japonia - pod rządami premier Sanae Takaichi - prowadzi skuteczną, restrykcyjną politykę wobec migrantów, w szczególności wyznawców islamu. Jednym z najnowszych takich przekazów jest rozpowszechniana informacja, że osoby rzekomo niechcące się integrować z japońskim społeczeństwem mają być dosłownie "zawijane" z ulic i deportowane.
"Japonia: Muzułmańscy migranci, którzy odmawiają integracji, są zawijani w zielone opakowania burrito i usuwani ze społeczeństwa. Europa i Ameryka powinny stosować podobną politykę - jedno naruszenie, i wylatujesz" - przekonywał 30 kwietnia użytkownik platformy X.
Jako "dowód" autor wpisu załączył nagranie. Rzeczywiście widać na nim, jak dwóch funkcjonariuszy szarpie się z mężczyzną o ciemnej karnacji. Ten nagle traci równowagę, a jeden z policjantów obezwładnia go, gdy tamten leży już na ziemi. Drugi funkcjonariusz stoi obok i zdaje się wzywać posiłki. Na kolejnych ujęciach oglądamy, jak do interwencji dołączają kolejni policjanci. Leżący na chodniku mężczyzna zostaje przez funkcjonariuszy owinięty w zieloną płachtę. Następnie trzech policjantów podnosi go i przenosi na tylne siedzenie zapakowanego obok radiowozu z numerem 201 nad tylną szybą. Całej sytuacji przygląda się grupa przechodniów - część z nich nagrywa scenę.
Wpis z tym nagraniem szybko wygenerował ponad 90 tys. wyświetleń. Część komentujących, zdających się wierzyć w to, co napisał autor posta, chwaliła akcję japońskiej policji wobec migrantów. "Sushi po imigrancku. Japonia umie w kulturę"; "Praktyczne rozwiązanie"; "Japonia ma rację. Muzułmańscy migranci, którzy odmawiają integracji, szybko pakują się w 'zielone burrito' i wylatują" - pisali. Nieliczni zarzucali autorowi wpisu, że zmyślił całą historię.
Sprawdziliśmy więc, co wiadomo o sytuacji z nagrania.
Incydent w jednej z dzielnic Tokio
To samo wideo krążyło wśród anglojęzycznych użytkowników serwisu X już w lutym tego roku. Zbierało miliony wyświetleń. Autor posta, który wyświetlono 4,5 mln razy, określał działania policjantów mianem "sushifikacji" - zielona płachta przypomina bowiem płatki nori używane do zwijania rolek sushi. Przekonywał, że w ten sposób Japonia radzi sobie z "uciążliwymi turystami", którzy mają być dosłownie zwijani i deportowani. On nie pisał o wyznaniu zatrzymanego.
Wyjaśnieniem nagranej sceny zajęli się dziennikarze programu "Dounano?" japońskiej stacji Fuji TV (FNN). Materiał od 23 kwietnia jest dostępny w serwisie YouTube. Otóż z ustaleń dziennikarzy wynika, że do tej sytuacji doszło w okolicach stacji JR Shin-Okubo w tokijskiej dzielnicy Shinjuku. Lokalizację potwierdza jedno ze zdjęć na Google Maps, gdzie widać ten sam czarno-biały szyld baru o nazwie N2O. Tuż pod nim - tak jak na filmie - znajduje się czerwona tabliczka z białym napisem w języku japońskim.
By zweryfikować autentyczność filmu, dziennikarze pojechali w tamto miejsce i rozmawiali z 11 pracownikami pobliskich sklepów. Czworo rozmówców potwierdziło, że "w lutym tego roku doszło do incydentu, w którym pijany obcokrajowiec wszczął awanturę, a policja interweniowała". Redakcja japońskiej stacji zastrzega, że nie dotarła do naocznych świadków zdarzenia. Z materiału nie wynika, aby FNN potwierdziła z policją szczegóły zdarzenia czy narodowość bądź wyznanie zatrzymanego mężczyzny.
Kiedy japońska policja stosuje "zawijanie w sushi"
Twierdzenie, że japońska policja "zawija w sushi", a następnie deportuje obcokrajowców, nie jest prawdą.
Stosowana przez japońskich policjantów foliowa płachta nie ma bowiem związku z procedurami deportacyjnymi. To środek prewencyjny, który ma ograniczyć ryzyko zarówno dla funkcjonariuszy, jak i osób postronnych. "Używamy pokrowców ochronnych, aby w bezpieczny i dyskretny sposób przetransportować osoby nietrzeźwe, które zachowują się agresywnie" - tłumaczy stacji FNN Tokijska Policja Metropolitalna. Pytana, czy rozwiązanie to ma związek z deportacjami obcokrajowców, policja zaprzecza i wyjaśnia: celem użycia płachty jest "bezpieczny i dyskretny transport, a nie wynika z faktu bycia obcokrajowcem".
Takie rozwiązanie nie jest zresztą nowością. O podobnych praktykach informowała m.in. BBC News. W 2017 roku, w jednym z odcinków podcastu "The Compass" tłumaczono, dlaczego Japonia należy do krajów o najniższych wskaźnikach przestępczości z użyciem broni palnej na świecie. Jednym z kluczowych czynników ma być podejście japońskiej policji, która stawia na deeskalację, zamiast siłowej reakcji. Jak może to wyglądać, opowiadał w podcaście dziennikarz i aktywista Anthony Berteaux: "Pierwszym odruchem nie jest sięganie po broń - większość japońskich policjantów po prostu bierze ogromne futony i zwija osobę agresywną lub pijaną w małe burrito, zanosi na komisariat i uspokaja. Reakcją na przemoc nigdy nie jest przemoc - jest nią deeskalacja".
To odnosi się do interwencji wobec osób awanturujących się lub będących pod wpływem alkoholu. Co do agresywnych osób na ulicach grożących użyciem broni - ich liczba nie jest tak wysoka jak w innych krajach dlatego, że w Japonii obowiązują bardzo surowe przepisy dotyczące posiadania broni palnej. Jest w zasadzie zakazana poza ściśle kontrolowaną bronią myśliwską. By posiadać tę drugą, trzeba przejść m.in. badania psychologiczne, wykazać niekaralność i brak uzależnień od narkotyków, a także zdać odpowiednie egzaminy. W efekcie przestępstwa z użyciem broni należą w Japonii do rzadkości, a funkcjonariusze policji sporadycznie po nią sięgają.
W sieci można znaleźć inne nagrania pokazujące podobne interwencje japońskiej policji. Widać na nich funkcjonariuszy, którzy w sytuacjach związanych z osobami agresywnymi lub nietrzeźwymi stosują podobne zielone płachty ochronne, aby bezpiecznie unieruchomić i przetransportować zatrzymanych.