Internetowy wpis o tym, że kask położony na ziemi za motocyklem jest znakiem ostrzegawczym, wywołał sporą dyskusję w polskim internecie. Polemizował branżowy portal, replikowało jedno z motocyklowych stowarzyszeń. Pomysł na takie wykorzystanie kasku nie jest nowy, ale budzi w środowisku i wątpliwości, i kontrowersje — przesądni uważają, że kask na ziemi przynosi pecha.

Motocykliści mają wiele sygnałów, które pozwalają im komunikować się na trasie. W Polsce pozdrawiają się LWG, czyli lewa ręka w górę. Ale puszczenie kierownicy nie zawsze jest bezpieczne, dlatego we Francji pozdrowienie to uniesienie ugiętej nogi. Za pomocą podobnych znaków motocykliści m.in. sygnalizują manewry innym uczestnikom ruchu. Ich znajomość staje się niezbędna podczas jazdy w grupie - dzięki nim można dać znać innym o zbliżającym się zagrożeniu, albo że kończy się kierowcy  paliwo.

6 lipca na Facebooku pojawił się post informujący o "międzynarodowym sygnale ratunkowym kodu motocyklistów". Według wpisu kask położony na ziemi jest sygnałem, że motocyklista potrzebuje pomocy.

Kask na ziemi? Pierwsze słyszę

Pod wpisem toczyła się ożywiona dyskusja (ok.  2,8 tys. reakcji, ponad 500 komentarzy i 13 tys. udostępnień w momencie publikacji artykułu). Wielu internautów w komentarzach przyznało, że pierwszy raz słyszy o takim oznaczeniu i podawało post dalej.

"Nie jestem motocyklistka ale udostępniam. Warto to wiedzieć"

"Nie miałam pojęcia o co z tym chodzi teraz wiem, dzięki"

"Czegoś się nauczyłem jako kierowca DZIĘKI"

"A też pierwszy raz o tym dowiaduję się. .. Być może to umowny zwyczaj jednej z grup motocyklowych. ..Zresztą zadziwiający. .. Gdy ktoś potrzebuje pomocy raczej nie kładzie równo na drodze kasku...."(pisownia oryginalna - red.) - piszą pod postem użytkownicy Facebooka.

Jak się okazuje, wielu jeżdżących na motocyklach internautów nie słyszało wcześniej o takim sposobie sygnalizowania awarii czy kłopotów. Dobrze znane są za to w środowisku przesądy związane z kaskiem.

"Przeważnie się mówi...nie kładź kasku na glebie bo ciągnie głowę do piachu...A tu proszę dobra lekcja"

"Skoro to międzynarodowy kod, to dlaczego większość o nim nie wie...??? Skąd wiadomo że to prawda, jakieś konkretne źródło proszę podać..."

“Międzynarodowy znak... totalnej ignorancji”?

Na popularny w sieci post zareagował na łamach Ścigacz.pl jeden z autorów portalu, posługujący się pseudonimem Raff. W tekście "Kask na ziemi, czyli międzynarodowy znak... totalnej ignorancji" twierdzi, że on, jak i jego koledzy za granicą nigdy nie słyszeli o tym pomyśle. Krytykuje go w mocnych słowach i wskazuje na niebezpieczeństwa.

"Po pierwsze, kask leżący na asfalcie może zostać łatwo najechany przez mniej uważnego kierowcę. To z kolei spowoduje nie tylko zniszczenie ochrony głowy, ale także może przyczynić się do poważnego wypadku. Po drugie, co dla wielu z nas bardzo ważne, kask leżący na ziemi oznacza pecha - 'kask na ziemi, łeb na ziemi'. Nie każdy oczywiście jest przesądny, ale wątpię, by większość z nas zdecydowała się dobrowolnie położyć swój garnek na drodze. Po trzecie wreszcie - kask na ziemi oznacza możliwość zamieszkania w nim pająka, skorpiona (w końcu to 'międzynarodowy' znak), a nawet węża. Będziesz pamiętać, by pozbyć się intruza przed założeniem kasku?" - czytamy w artykule.

Do zarzutów, w poście na Facebooku i na swojej stronie internetowej odnieśli się przedstawiciele Stowarzyszenia Śmiercioodporni, zajmującego się edukacją bezpieczeństwa wśród motocyklistów. Deklarują w nim, że "znają i stosują ten zwyczaj", przytaczają także sytuacje (dwie hipotetyczne i jedną prawdziwą), w których wykorzystanie sygnał kasku na ziemi według nich sprawdza się - np. upadek do rowu i zasłabnięcie na motocyklu..

"Wyśmiewanie tego zwyczaju ma absolutnie fatalne skutki. Nawet jeśli autor źródłowego artykułu nie znał go wcześniej, być może jednak jako przedstawiciel branżowej prasy (również opiniotwórczej!) powinien się nad nim pochylić?" - pytają autorzy polemiki.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, kierowca motocykla lub motoroweru ma obowiązek używać kasku podczas jazdy jednośladem. Motocykliści nie mają za to obowiązku posiadania podczas jazdy trójkąta ostrzegawczego, gaśnicy czy apteczki - posiadanie tej ostatniej jest obowiązkowe w Niemczech, Czechach, Grecji Austrii, Bułgarii i na Słowacji.

Sam kask nie wystarczy

Zasadność wykorzystania kasku jako sygnału "pomocy" komentuje dla Konkret24 Michał Kubiak, motocyklista i podróżnik. - Zjeździłem na motorze 86 krajów i nigdy nie spotkałem się z takim zwyczajem. To może być nowa inicjatywa, ale mam wątpliwości, czy się przyjmie. W sytuacji wypadku, gdy ląduje się w rowie blisko szosy, można próbować rzucić kask na jezdnię. Mnie przydarzały się takie, że nie mogłem tego zrobić, byłem za daleko. Zresztą, mało kto rzuca kaskiem - jeden potrafi kosztować dwa tysiące złotych - tłumaczy.

- Ważne, aby w takich sytuacjach mieć ze sobą trójkąt ostrzegawczy lub kamizelkę odblaskową, ale to, czy będzie miał je na trasie zależy od dobrej woli motocyklisty - dodaje Kubiak. - Oznaczanie wypadku czy sytuacji awaryjnej kaskiem leżącym na zieli ma sens tylko wtedy, gdy ten nie jest w ciemnym kolorze i ma widoczne elementy odblaskowe - ocenia podróżnik.

#pasta

Post na Facebooku o kasku na ziemi to przykład pasty - czyli posta, który internauci kopiują i udostępniają dalej na forach lub w mediach społecznościowych. Taki sam wpis, ale w języku hiszpańskim opublikował na Facebooku fanpage w Meksyku, było to w październiku 2018 roku.

leftright

W połowie lipca br. tekst o tej samej treści (ma nawet literówkę w tym samym miejscu), z takim samym zdjęciem został udostępniony na stronie Pastowo.pl.

Teksty w podobnej formule opublikowały także inne portale motoryzacyjne - we wrześniu 2018 słowacki  r. manmagazin.sk, w marcu tego roku - hitky.sk; a w lipcu - słoweński precitaj.si i słowacki podkapotou.zoznam.sk .

Autor:  gabs, Zdjęcie: TVN24
Źródło:  Konkret24, TVN24, motorat.com.pl, scigacz.pl

Pozostałe

Popularne w sieci wideo nie jest z Hongkongu. To projekt artystyczny

W mediach społecznościowych bardzo dużą popularność zyskuje krótkie wideo z wynalazkiem, który ma pomóc zmylić system rozpoznawania twarzy. Przekazujący sobie to nagranie internauci piszą, że pochodzi ono z Hongkongu. Jednak przenośny projektor twarzy to część projektu artystycznego holenderskich studentów sprzed dwóch lat. Podkreślają, że produkt tak naprawdę nie działa i apelują o niewykorzystywanie go w celach politycznych.

Dezinformacja - prognozy przed wyborami w USA w 2020 roku

Deep fake może być jednym z najpotężniejszych narzędzi w rękach twórców dezinformacji przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych. Według raportu opublikowanego przez Uniwersytet Nowojorski, technologia może zostać wykorzystana w kampanii wyborczej, by przypisać kandydatom nieprawdziwe słowa lub zachowania. Raport wskazuje, że źródłami dezinformacji oprócz Rosji mogą być Chiny oraz Iran. Najwięcej sfałszowanych treści będzie jednak pochodziło nie z zagranicy, a z samych Stanów Zjednoczonych.

Tweety, których nie napisali Dominika Wielowieyska i Marcin Gortat

Na Twitterze pojawił się wpis podpisany nazwiskiem Dominiki Wielowieyskiej. Bardziej uważni użytkownicy serwisu bez trudu wychwycili, że jego autorką wcale nie jest dziennikarka "Gazety Wyborczej". Tweet zamieszczono na koncie, które tymczasowo zmieniło nazwę użytkownika. Podobnie wykorzystano nazwisko Marcina Gortata. Wielu komentujących, krytykujących treść wpisu, było jednak przekonanych, że uczestniczy w dyskusji właśnie ze sportowcem.

Odtworzyli głos szefa firmy. Wyłudzili 243 tys. dolarów

Korzystając ze sztucznie wygenerowanego głosu prezesa dużej firmy, przestępcy zadzwonili do dyrektora jednej z jej spółek zależnych i poprosili o wykonanie przelewu. Udało im się wyłudzić w ten sposób 243 tys. dolarów. To prawdopodobnie pierwszy opisany przykład oszustwa z wykorzystaniem dźwięku stworzonego w technologii deepfake.

Chińska aplikacja do podmieniania twarzy podbija rynek. I budzi obawy

Chińska aplikacja ZAO pozwala użytkownikom na "podmienienie" twarzy aktora w klipie z serialu lub filmu na swoją twarz. Efekt jest realistyczny i dostępny w ciągu chwili. Program budzi kontrowersje - nie tylko ze względu na swoje możliwości, ale i na politykę prywatności. Jednocześnie bije jednak rekordy popularności w Azji - w ciągu kilku dni od premiery stała się najczęściej ściąganą aplikacją.

Wyścig zbrojeń XXI wieku. Technologie deepfake coraz lepsze i groźniejsze

O deepfake jest głośno wraz z każdym takim materiałem wstawionym do sieci. Na początku sierpnia zaskoczenie zaawansowaniem tej technologii wywołał filmik, w którym komik Bill Hader zamienia się w Toma Cruise'a. Zastosowanie takich manipulacyjnych rozwiązań staje się jednak coraz groźniejsze - jedna z firm w USA miała stracić z tego powodu kilka milionów dolarów. Rząd Stanów Zjednoczonych chce stworzyć zaawansowane narzędzia do identyfikowania sfałszowanych treści pojawiających się w sieci.