W sieci można natrafić na strony, na których polscy profesorowie opowiadają o tym, jak za własne odkrycia medyczne zostali nominowani do Nagrody Nobla. Ich historie mają przekonać czytelników do zakupu rzekomo stworzonych przez nich opasek na kolana i wkładek uciskających stopy. Cała akcja jest jednak najpewniej kolejną próbą oszustwa, ponieważ wymienieni w tekstach profesorowie nie istnieją.

Marcin Trzepiecki i Marek Pytlakowski - tak mieli nazywać się polscy profesorowie, specjaliści z zakresu inżynierii biomedycznej, którzy na stronach Central Health Institute i Central Rheumatology Institute przedstawiali czytelnikom "największe osiągnięcie ich życia".

Pierwszy z nich miał być twórcą "cudownego antidotum na ból", "Magneto 500+", a drugi miał stać za powstaniem "patentu na niezniszczalne stawy" i zdrowe kolana - "Knee Active+". Obaj "mieli" to zrobić, ponieważ w rzeczywistości nie istnieją ani oni, ani Central Rheumatology Institute.

Pokazujemy, jakich narzędzi można użyć, żeby zweryfikować autentyczność tego typu witryn i opisanych na nich historii.

Jeden schemat, dwie matki

Schemat artykułów na obu stronach - s*okingdiscover.com i workout*othing.com (ukrywamy jedną z liter, by nie zachęcać czytelników do wejścia w nie - red.) - jest taki sam. W jednym z tytułów znajduje się (w języku polskim) obietnica, że "uśmierzysz ból w 8 minut – efekt potwierdzony niezależnymi testami medycznymi", a w drugim, że "za 28 dni zapomnisz, że kiedykolwiek bolały Cię kolana – efekt potwierdzony niezależnymi testami medycznymi".

Wstęp do obu tekstów również stworzono w ten sam sposób z tą tylko różnicą, że zmianie ulega imię i nazwisko profesora oraz zastosowanie ich specyfiku.

leftright

Rzekomo opowiadana przez nich historia wynalezienia leku, który otworzył im drogę do noblowskiej nominacji, również różni się jedynie szczegółami.

Obaj mieli opatentować lek w odpowiedzi na potrzeby swojej chorej matki, która w jednej wersji miała miewać utrudniające życie bóle, a w drugiej problemy ze stawami i kolanami.

"Produkt nie jest wyrobem medycznym"

Na obu witrynach bardzo podobna jest też końcowa część, w której zamieszczono formularz zgłoszeniowy. Za jego pomocą można nabyć zachwalany w tekście wyrób.

Przy Marcinie Trzepieckim jest to "Magneto 500+" - wkładki do buta, które mają odpowiednio uciskać stopę podczas chodzenia. Tak przeprowadzana akupresura, zgodnie z opisem, ma pomagać na 41 różnych schorzeń od bólu do nadciśnienia. Marek Pytlakowski miał natomiast według tekstu opatentować opaskę na kolano "Knee Active+", która ma zapewniać między innymi pełną odbudowę stawu kolanowego.

Osoba wizytująca stronę ma mieć wrażenie, że musi szybko podjąć decyzję o zakupie. Otrzymuje ona informację, że może kupić wyrób za połowę ceny, ale promocja obowiązuje obejmuje tylko 200 sztuk produktu. Dodatkowo zaraz obok formularza zgłoszeniowego wyświetla się licznik odliczający od 21 w dół z dopiskiem "liczba dostępnych sztuk z aktualnej partii". Sprawdziliśmy jednak, że licznik dosyć szybko spada do 7, po czym... staje. Liczba nie zmienia się przez następne godziny, co wskazuje na to, że licznik nie pokazuje rzeczywistego stanu, a jest jedynie animacją mającą zachęcić do podjęcia szybkiej decyzji. To jeden z elementów, który powinien wzmóc naszą ostrożność. Za każdym wejściem na stronę pojawiało nam się dokładnie takie samo odliczanie.

Jak w przypadku wielu stron z podobnymi treściami, więcej potencjalnie alarmujących treści znajduje się na samym dole strony lub w stopce i zwykle napisane jest mniejszym drukiem niż reszta tekstu.

Na obu stronach z historiami "kandydatów do Nagrody Nobla" dolna część witryny wygląda tak samo i zawiera tę samą informację:

"W ramach przystąpienia do klubu rabatowego otrzymujesz w prezencie produkt, którym jest najwyższej jakości stabilizator kolana. Produkt nie jest wyrobem medycznym"

oraz

"W ramach przystąpienia do klubu rabatowego otrzymujesz w prezencie produkt, którym są najwyższej jakości biomagnetyczne wkładki do butów. Produkt nie jest wyrobem medycznym".

"Podobieństwo do postaci rzeczywistych jest przypadkowe"

Wzdłuż artykułu po prawej stronie wyświetlają się również "opinie" rzekomych klientów, którzy mieli już wcześniej zakupić produkty i teraz podzielili się swoimi pozytywnymi reakcjami. "Czuję się jak nowa" - miała napisać pani Marianna Zawadzka z Olsztyna. "Bóle ustąpiły dosłownie w kilka minut" - miał jej wtórować pan Dariusz Guziec z Lublina. Wszyscy oni jednak "mieli" to mówić, ponieważ jak zaznaczono w drugiej części dopisków na końcu strony:

"W dbałości o ich satysfakcję ze świadczonych usług zamieszczone imiona i nazwiska zostały zmienione. Jednocześnie właściciel strony zaznacza, że wszelkie podobieństwo do postaci rzeczywistych jest przypadkowe i nie zostało wykorzystane w sposób celowy".

Wszystkie osoby polecające lek i zachwalające jego działanie otrzymały jednak poza imieniem i nazwiskiem także zdjęcia. Ich wyszukanie w sieci pokazuje jasno, że podobieństwo do postaci rzeczywistych jest nie tyle przypadkowe, co niemożliwe - osoby takie nigdy nie istniały. Podobnie jak dwóch profesorów.

Kobieta z Kaukazu

Kiedy nie jesteśmy pewni autentyczności jakichkolwiek treści w sieci, do których załączone są zdjęcia (na przykład wypowiedzi osób, które rzekomo mają znajdować się na fotografiach), możemy sięgnąć do wyszukiwarek internetowych oferujących opcję tzw. odwróconego wyszukiwania obrazem.

Narzędzie to można znaleźć w popularnych wyszukiwarkach takich jak Google, rosyjski Yandex czy TinEye. W odniesieniu do zdjęć ze stron z reklamami leków zupełnie wystarczy wyszukiwarka Google Grafika.

Trzy sposoby wprowadzania grafik do wyszukiwarki Google
Trzy sposoby wprowadzania grafik do wyszukiwarki Google Foto: Google

Zdjęcie pierwszej kobiety - która miała być 44-letnią Marią Zawadzką z Torunia - można znaleźć w Google Grafika na stronie z fotografiami do kupienia - Shutterstock. Jest ono podpisane jako "portret uśmiechającej się białej kobiety w średnim wieku".

Wyniki wyszukiwania zdjęcia jednej z "zadowolonych klientek"
Wyniki wyszukiwania zdjęcia jednej z "zadowolonych klientek" Foto: Google Grafika

Zdjęcie domniemanego Dariusza Guźca z Lublina, którego "bóle ustąpiły dosłownie w kilka minut", można natomiast znaleźć na holenderskiej wersji strony z fotografiami do kupna nl.123rf.com. Podpisano ją jako "portret zrelaksowanego mężczyzny w średnim wieku na tle przyrody".

Prof. Trzepiecki/prof. Trebaldi

W ten sam sposób można zweryfikować autentyczność fotografii, które miały rzekomo przedstawiać profesorów Trzepieckiego i Pytlakowskiego. W tym celu najprościej najechać kursorem na zdjęcie, wcisnąć prawy przycisk myszy i wybrać opcję "Szukaj obrazu w Google".

Zdjęcie można wyszukać w sieci poprzez kliknięcie na nie prawym przyciskiem myszy i wybranie odpowiedniej opcji
Zdjęcie można wyszukać w sieci poprzez kliknięcie na nie prawym przyciskiem myszy i wybranie odpowiedniej opcji

Po wykonaniu tej operacji dla zdjęcia "Marcina Trzepieckiego" pierwsze dwa wyniki odsyłają do stron w języku włoskim, na których fotografia ma przedstawiać już... profesora Corrado Trebaldiego. Okazuje się również, że cała strona jest włoskojęzyczną wersją polskiej witryny, na której prof. Trebaldi również opowiada historię o swojej matce, a jedyną zmianą jest nazwa wkładek magnetycznych. Zamiast "Magneto 500+" teraz są to "Biostep Magnetic+".

leftright

leftright

Wprowadzenie do Google Grafika zdjęcia drugiego z rzekomych profesorów pozwala natomiast ustalić pochodzenie fotografii. Została ona zapewne pobrana z serwisu dreamsite.com, w którym do korzystania ze zdjęć wystarczy darmowa rejestracja. Zdjęcie mężczyzny podpisano jako "portret dorosłego biznesmena sprawdzającego dokument". Z pewnością nie jest to profesor Pytlakowski.

Oryginalna lokalizacja fotografii
Oryginalna lokalizacja fotografii Foto: dreamsite.com

Czy można sprawdzić nominację do Nobla?

Zarówno w polskojezycznej, jak i włoskojęzycznej wersji strony pojawia się informacja, że wymyśleni profesorowie za swoje odkrycia zostali nominowani do medycznej Nagrody Nobla. Ten fakt wydaje się prosty do zweryfikowania, jednak w rzeczywistości takie sprawdzenie nie jest możliwe.

Jak można przeczytać na oficjalnej stronie Komitetu Noblowskiego:

Nominacja do Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny odbywa się wyłącznie na zaproszenie. Nazwiska nominowanych i inne informacje o nominacjach i procesie selekcji mogą zostać ujawnione dopiero po 50 latach.

https://www.nobelprize.org

Tak więc tego, czy jacyś profesorowie Trzepiecki, Pytlakowski i Trebaldi rzeczywiście byli nominowani do tegorocznego Nobla, dowiemy się najwcześniej w 2069 roku. Odwrócone wyszukiwanie obrazem podważyło ich istnienie zdecydowanie szybciej. Podobnie i sama wyszukiwarka - dla haseł "Marcin Trzepiecki", "Marek Pytlakowski" czy "Corrado Trebaldi" nie znajduje żadnych innych wyników, oprócz tych dotyczących reklamowanych specyfików. Polskich rzekomych naukowców nie zna także baza ludzi nauki Nauka Polska.

Autor:  mist
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Konkret24

Pozostałe

Ile w Polsce jest pielęgniarek? Sprawdzamy słowa Kidawy-Błońskiej

Według ostatnich dostępnych danych OECD w Polsce na 1000 mieszkańców przypada 5 pielęgniarek. Jest to jeden z najniższych wyników wśród krajów Unii Europejskiej uwzględnionych w badaniu. Omawiając statystyki, Małgorzata Kidawa-Błońska wskazała na istniejący problem, podała jednak błędne dane.

"Nie rozwiążemy problemów zdrowotnych bez lekarzy", a tych w Polsce ciągle jak na lekarstwo

W sejmowym expose premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że w obecnej kadencji studia na kierunkach medycznych ukończy nawet 50 proc. więcej osób niż jeszcze cztery-pięć lat temu. Statystyki kształcenia młodych lekarzy za lata 2008-2018 wskazują, że liczba młodych medyków rośnie w umiarkowanym tempie. W ostatnich latach znacząco zwiększono jednak limity przyjęć na kierunki medyczne. Według szacunków Naczelnej Izby lekarskiej potrzeba w Polsce o 68 tysięcy lekarzy więcej niż mamy obecnie. Zaglądamy w statystyki.

Ile wynoszą długi szpitali? Ministerstwo nie publikuje aktualnych danych

Ponad 12,8 mld zł na koniec 2018 r. wynosiły długi polskich szpitali. To ostatnie oficjalne dane, jakie podało w marcu tego roku Ministerstwo Zdrowia, mimo że miało informować o zobowiązaniach szpitali raz na kwartał. Jak sprawdził Konkret24, długi samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej w ciągu dwóch lat wzrosły o ponad 1,5 mld zł.

Rząd PiS zwiększył limit przyjęć na studia medyczne? Sprawdzamy słowa Marcina Horały

Podczas debaty przedwyborczej w TVN24 przedstawiciel PiS Marcin Horała pochwalił się, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zwiększył limity przyjęć na studia medyczne. Rosną one jednak sukcesywnie co roku, w ostatnim dziesięcioleciu najbardziej w roku akademickim 2009/2010. Nie poprawia to jednak znacząco sytuacji w ochronie zdrowia: lekarzy brakuje, a liczba tych, którzy pracują w wieku emerytalnym - rośnie.

Lek z paragonu, który wzbudził kontrowersje, jest refundowany. Ale nie dla wszystkich

Paragon, który wzbudził kontrowersje po debacie w TVP, to dowód zakupu leku dla dziecka nieobjętego wskazaniami refundacyjnymi, czekającego - jak wynika z relacji matki - na badania dopuszczające do refundacji. Zawiesina Valcyte - stosowana głównie wśród najmłodszych - jest refundowana niemal nieprzerwanie od września 2015 roku. Jednak w ostatnich latach znacząco wrosła jej cena - w 2015 r. kosztowała 3,2 zł, a w połowie 2019 roku - aż 931 zł. Od września znów kosztuje 3,2 zł, ale nie dla wszystkich.

Coraz mniej lekarzy w karetkach

W serii wpisów na Twitterze, opatrzonych hasztagiem #ZnikająceKaretkiS, kandydujący do Senatu Krzysztof Brejza z Koalicji Obywatelskiej podaje dane dotyczące zmniejszającej się w poszczególnych województwach liczby specjalistycznych zespołów ratownictwa medycznego. Jak sprawdził Konkret24, spadek działających zespołów "S" jest systematyczny od co najmniej 10 lat, choć w ostatnich czterech jest znacznie głębszy niż wcześniej.

Ebola w Kongu. Walka z epidemią i z fake newsami

Epidemia eboli w Demokratycznej Republice Konga zbiera śmiertelne żniwo. Walkę z chorobą utrudnia uzyskanie zgody na leczenie od potrzebujących pomocy. Wiele osób pada ofiarą dezinformacji – w tym oskarżeń o świadome rozprzestrzenianie wirusa ebola przez lekarzy i obcokrajowców.