Informacja o tym, że młodym ludziom od pochylania głowy nad smartfonem rośnie dodatkowa kość, mocno rozpowszechniła się w sieci. Źródłem tych doniesień miały być badania australijskich naukowców. Ich publikacja na ten temat nie potwierdza jednak bezpośredniego związku między schorzeniem a korzystaniem z telefonu.

Nietrudno ustalić, dlaczego informacja o rzekomym "rogu", pojawiającym się u młodzieży, stała się tak popularna. W Stanach Zjednoczonych podały ją media o dużej renomie, takie jak "Washington Post", telewizja NBC czy "Newsweek". Wszystkie te media powołały się na badanie naukowców z australijskiego University of Sunshine Coast (Queensland), opublikowane w lutym 2018 roku w czasopiśmie "Scientific Reports".

Badania dotyczyły powiększania się tzw. zewnętrznego guza potylicznego (external occipital protuberance, EOP). Wykazano w nich, że takie schorzenie, w wyniku którego z tyłu głowy tworzy się kość przypominająca "rogi", częściej dotyka ludzi młodych niż starych. Badacze w podsumowaniu przeprowadzonych testów napisali: "przypuszczamy, że powiększony EOP może być związany z utrzymującymi się nieprawidłowymi pozycjami", jakie przyjmują zwłaszcza ludzie młodzi. W tym opisie dodano także przypuszczenie, że takie pozycje mogą być "związane z pojawieniem się i szerokim wykorzystaniem trzymanych w ręku współczesnych technologii, takich jak smartfony i tablety".

Po rozpowszechnieniu ustaleń z tej publikacji, wyjaśnieniem sprawy zajął się między innymi dziennik "The New York Times" i amerykański portal fact-checkingowy "Snopes". Zgodzono się, że ewentualne powiększenia EOP wynikają z nieprawidłowej postawy, ale zastrzeżono, że w badaniu nie ma dowodów na to, że "rogi" z tyłu czaszki są wyłącznie skutkiem korzystania ze smartfonów. Wynika to m.in. z faktu, że u badanej grupy... nie mierzono parametrów związanych z urządzeniami mobilnymi.

U młodych częściej niż u starszych

Zgodnie z wynikami badań naukowców z Queensland, problem powiększonego guza potylicznego dotyka jedną trzecią całej populacji. Ustalono, że prawdopodobieństwo wystąpienia tego schorzenia można ustalić z ponad 70-procentową pewnością, biorąc pod uwagę dwa czynniki: stopień odchylenia głowy do przodu w stosunku do normy oraz wiek pacjenta. Przewidywanie można opierać także na płci, ponieważ mężczyźni doświadczają powiększenia EOP ponad pięć razy częściej niż kobiety.

Główną obserwacją badaczy była jednak rosnącą liczba przypadków powiększonego guza potylicznego u osób między 18 a 30 rokiem życia. Takie ustalenia określono jako "nieoczekiwane", ponieważ to odkrycie stało "w sprzeczności do dokumentów historycznych i naszego rozumienia anatomii EOP oraz struktur otaczających guza". Pisząc takie sformułowania, naukowcy mieli na myśli chociażby fakt, że największe stałe pochylenie głowy do przodu występuje u osób w wieku 60+ i jest typowym schorzeniem starczym. Jednak to nie grupa seniorów, a "grupa wiekowa 18–30 lat jest znacznie bardziej narażona na prawdopodobieństwo wystąpienia EEOP (extended external occipital protuberance - powiększony zewnętrzny guz potyliczny)".

Graficznym przedstawieniem takiej tendencji miał być zamieszczony w raporcie wykres:

Wykres procentowego występowania schorzenia z podziałem na wiek i płeć
Wykres procentowego występowania schorzenia z podziałem na wiek i płeć Foto: Nature

Dlaczego badanie nie jest przesądzające?

W odniesieniu do wykresu, Snopes zwraca uwagę na pierwszą nieścisłość - nie zgadza się on z ustaleniami, które zostały zapisane w tym samym dokumencie w formie tekstowej. Kilka wersów przed nim napisano mianowicie, że "płeć była głównym czynnikiem predykcyjnym u mężczyzn, którzy są 5,48 raza bardziej narażeni na EEOP niż kobiety". Na wykresie natomiast linia oznaczająca odsetek panów posiadających schorzenie nie odbiega znacznie od linii tego odsetka wśród kobiet. W tej sytuacji ciężko wyciągnąć jednoznaczne wnioski, czy najważniejszym czynnikiem sprzyjającym przerostowi guza potylicznego poza pochylaniem głowy jest wiek czy płeć.

Mocnym argumentem za tezą, że badania nie potwierdziły powiązania schorzenia i korzystania ze smartfonów, jest brak wykorzystania w testach grupy kontrolnej. "The New York Times" zwraca uwagę, że bez wzięcia pod uwagę także osób niekorzystających m.in. ze smartfonów i tabletów, ciężko wyciągać wnioski o ich wyłącznym wpływie na zmiany w czaszce. Przy badaniach na grupie kontrolnej mogłoby okazać się, że EEOP wywołują także inne czynności, które wymagają długotrwałego pochylania głowy.

Amerykański dziennik skupił się także na innym elemencie badania, który m.in. zdecydował, że portal Snopes zakwalifikował całą historię jako "niepotwierdzoną". Wśród egzaminowanych osób znalazły się takie, u których bóle głowy były na tyle duże, że nie zgodziły się na badanie rentgenowskie i nie badały się w ten sposób już od jakiegoś czasu. Z tego powodu ciężko odnosić ewentualne wyniki badania do całej populacji, ponieważ niemożność dokładnego zbadania całej grupy poglądowej może wpływać na ich reprezentatywność.

Na konieczność przeprowadzania częstych badań rentgenowskich przy udowadnianiu tego typu schorzenia zwraca uwagę także Adrian Rymarczyk, ortopeda z Polskiego Towarzystwa Ortopedycznego i Traumatologicznego. - Żeby udowodnić jakiekolwiek schorzenia tego elementu czaszki, trzeba było bardzo długo obserwować ewentualnego pacjenta - komentuje w rozmowie z Konkret24 dr Rymarczyk. - Do tego, trzeba by często go naświetlać, ponieważ to miejsce jest niewidoczne gołym okiem, leży pod mięśniami i tkankami - dodaje.

Ortopeda zaprzeczył także, żeby kiedykolwiek w swojej wieloletniej praktyce natrafił na tego typu schorzenie.

Nigdy w swojej karierze nie spotkałem się z takim przypadkiem. Rzeczywiście, w części potylicznej występuje przyczep mięśni szyi do potylicy i przy pochylaniu może on być pociągany mocniej, ale ja nigdy żadnych jego zmian, także u młodych ludzi, nie zauważyłem.

Adrian Rymarczyk

Jeden z kluczowych powodów, dla którego badania nie należy traktować jako potwierdzającego hipotezę o wpływie pochylania nad smartfonami i powiększania EOP, podał oficjalny portal PBS, czyli sieci amerykańskich telewizji publicznych. Podkreślono tam, że autorzy pracy w swoim badaniu... nie uwzględnili używania urządzeń elektronicznych przez badaną grupę. Kiedy dziennikarz PBS zapytał jednego z naukowców odpowiedzialnych za ten raport, dlaczego nie uwzględnili tego czynnika w badaniu, ten odpowiedział, że "nie dotyczyło ono używania urządzeń mobilnych, ale rozpowszechnienia EEOP w różnych grupach wiekowych". Nie powstrzymało to jednak naukowców przed sformułowaniem w swojej pracy hipotezy o korelacji używania smartfonów i rozwoju "rogu".

"Rogi" nie, inne schorzenia tak

W kontekście przeprowadzonych badań australijskich naukowców należy zwrócić uwagę, że nie przesądzali oni bezpośredniego powiązania zmian w guzie potylicznym z pochylaniem się nad telefonem lub tabletem. Była to wyłącznie hipoteza badawcza, zaznaczona na początku pracy, podczas gdy przedstawione dowody nie były wystarczające do potwierdzenia jej prawdziwości. Głównie z tego powodu portal Snopes nadał tym doniesieniom status "niepotwierdzonych".

Dr Rymarczyk podkreśla jednak, że pomimo ciężkiej do udowodnienia tezy z wyrastaniem "rogu", nieustanne pochylanie się na telefonem już przynosi konkretne skutki m.in. u jego młodych pacjentów. - W dolnym odcinku szyjnym coraz częściej występuje u nich zauważalny garbik, który do niedawna był powszechny wśród pracowników biurowych w wieku około 50 lat - tłumaczy ortopeda.

Ciężar głowy w stosunku do umięśnienia szyi jest tak duży, że przez częste pochylanie się może dojść do deformacji kręgosłupa. Takie schorzenie nazywa się bawolą lub żółwią szyją. Teraz zaczyna dotykać również młodzież.

Adrian Rymarczyk

To schorzenie ma także inną, mniej naukową nazwę, która jednoznacznie wskazuje na jego związki z pochylaniem się nad urządzeniami elektronicznymi - "esemesowa szyja". Wyjaśnienia dotyczącego tego i innych schorzeń związanych z korzystaniem z telefonów, m.in. dotyczących kciuków, można znaleźć w artykule opublikowanym w Magazynie TVN24.

Zapytaliśmy ortopedę, w jaki sposób korzystać z telefonu, aby było to jak najmniej obciążające dla naszego kręgosłupa. - Poza tym, że powinniśmy się zastanowić, czy musimy koniecznie korzystać z telefonu nieustannie każdego dnia, warto starać się patrzeć na ekran trzymany przed nami - odpowiada dr Rymarczyk. -  Na przykład, kiedy jedziemy pociągiem, nie kładźmy telefonu na stoliku, tylko trzymajmy go tak, żeby jak najmniej patrzeć w dół - dodaje.

Sprostowania i wątek "konfliktu interesów"

Po opublikowaniu różnorodnych analiz, podważających badania z hipotezą o pochylaniu się nad smartfonem i powiększaniem kości czaszki kilka redakcji, które podały te informacje, dodało do nich wyjaśnienia.

Na oficjalnej strona telewizji NBC News napisano, że "po opublikowaniu tego artykułu zaczęto zadawać pytania dotyczące metodologii badania i wniosków. Zaktualizowany artykuł ze szczegółami na temat wad badania można znaleźć tutaj" i zamieszczono link z wyjaśnieniami dotyczącymi niejasności badania.

Podobną treść zamieszczono także w "The Washington Post", choć amerykański dziennik podał także, że jeden z autorów tekstu mógł mieć własny interes w publikacji konkretnych wyników badań. "Po opublikowaniu tej historii pojawiły się obawy dotyczące nieujawnionego przedsięwzięcia biznesowego jednego z naukowców, który pracuje jako kręgarz. Ta historia została zaktualizowana, aby odzwierciedlić pytania dotyczące możliwego konfliktu interesów dotyczącego jego działalności. Naukowcy zapewnili, że dokonują drobnych zmian w swoim dokumencie, ale podtrzymują swoje wnioski" - napisano na stronie stołecznego dziennika.

Portal "Quartz" uzupełnił tę informację, pisząc, że jeden z autorów badania - David Shahar - prowadzi internetowy sklep z poduszkami korygującymi postawę.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24, Snopes; Zdjęcie tytułowe: Unsplash

Pozostałe

Ile czeka się na operację usunięcia zaćmy? Sprawdzamy dane i słowa premiera

Podczas lipcowej konwencji PiS premier podkreślał, że kolejki do niektórych świadczeń zdrowotnych są już "znacznie skrócone". Wymienił m.in. endoprotezoplastykę i operację usunięcia zaćmy. Rzeczywiście, w przypadkach pilnych czas oczekiwania na te zabiegi skrócił się. NFZ nie przekazał Konkret24 informacji, jak wygląda sytuacja w przypadkach stabilnych. Zdaniem analityków w ujęciu zbiorczym na gwarantowane świadczenia medyczne w Polsce na początku tego roku czekało się dłużej niż na koniec 2015 roku.

Amisze nie szczepią się, więc nie ma u nich przypadków autyzmu – potrójny fejk powraca

Przykład społeczności amiszów, wśród której ma nie występować autyzm, gdyż rzekomo nie poddają się szczepieniom, jest często wykorzystywany jako argument w dyskusji przez antyszczepionkowców. Jak pokazują jednak wyniki badań, ta teoria nie ma pokrycia w rzeczywistości. Brak jest bezpośredniej zależności między występowaniem autyzmu a szczepieniami, amisze w większości się szczepią, a zaburzenie wśród nich występuje. Mimo to fejk powołujący się na te argumenty wraca i co kilka miesięcy żyje nowym życiem.

Nieistniejąca kardiolog poleca lek w zmyślonym wywiadzie, czyli fake news z rosyjskim tłem

W sieci można natrafić na wywiad z "główną kardiolog Polski". Katarzyna Garczyńska, bo tak rzekomo nazywa się kobieta, ostro krytykuje pracę swojej poprzedniczki Elżbiety Wójcik, która miała zamieścić kontrowersyjny wpis na Facebooku na temat leczenia Polaków. W rzeczywistości kobiety - tak jak i stanowisko głównego kardiologa Polski - nie istnieją, ich zdjęcia zostały pobrane z internetu, a tekst w całości przetłumaczono z języka rosyjskiego i kieruje on na reklamową stronę z rosyjską domeną.

Uwaga na słońce i... fake-newsy o kremach z filtrem

Jak chronić się przed poparzeniami słonecznymi? Stosować kremy z filtrem UV i zachować ostrożność w trakcie czytania internetowych porad. Na Facebooku można odnaleźć wpisy zachęcające do rezygnacji ze stosowania kremów z filtrem UV, czy nawet negujące związek między promieniowaniem słonecznym, a ryzykiem zachorowania na czerniaka. To fałszywe informacje. Dermatolodzy biją na alarm i zachęcają do weryfikowania informacji, które znajdujemy w sieci.

Półprawdy i nieprawdy w popularnym filmiku z testami na "prawdziwość jedzenia"

Kilkuminutowy filmik przedstawiający 16 "łatwych testów" pozwalających sprawdzić, czy nasze jedzenie nie jest sztucznie wzbogacone, w krótkim czasie zdobył ogromną popularność w sieci. "Sztuczność" można jednak zarzucić samemu materiałowi, ponieważ większość testów jest częściowo lub zupełnie fałszywa.

Minister rolnictwa: podejmę decyzję o uznaniu bobra i żubra jako zwierząt jadalnych

Minister rolnictwa zapowiedział decyzję, za sprawą której żubry i bobry będą mogły na stałe zagościć na stołach Polaków. Eksperci, z którymi rozmawiał Konkret24 podkreślają, że konieczne byłoby do tego zniesienie ochrony tych gatunków zarówno na poziomie krajowym, jak i wspólnotowym. Zmiana tylko prawa wewnętrznego grozi nałożeniem przez instytucje unijne na Polskę kar. Zapowiedź ministra wzburzyła sieć i ekologów.