W sieci można natrafić na wywiad z "główną kardiolog Polski". Katarzyna Garczyńska, bo tak rzekomo nazywa się kobieta, ostro krytykuje pracę swojej poprzedniczki Elżbiety Wójcik, która miała zamieścić kontrowersyjny wpis na Facebooku na temat leczenia Polaków. W rzeczywistości kobiety - tak jak i stanowisko głównego kardiologa Polski - nie istnieją, ich zdjęcia zostały pobrane z internetu, a tekst w całości przetłumaczono z języka rosyjskiego i kieruje on na reklamową stronę z rosyjską domeną.

Na fałszywe informacje o "głównej kardiolog Polski" można natrafić w sieci w różnych miejscach. Popularna na Facebooku i Twitterze stała się m.in. grafika, na której zamieszczono rzekomy cytat kobiety, która miała mówić, że "jeśli osoba z nadciśnieniem nie jest gotowa wydać 70 tysięcy na leczenie, to balast, którego kraj nie potrzebuje".

Zrzut ekranu jednego z udostępnień linka w grupie "Fani Jarosława Kuźniara"
Zrzut ekranu jednego z udostępnień linka w grupie "Fani Jarosława Kuźniara" Foto: facebook

Grafika pojawia się w sieci w różnych odsłonach - jako zdjęcie do tekstu zamieszczonego na stronie internetowej, który myśl rozwija, albo jako samodzielne zdjęcie. W tej drugiej formie można ją znaleźć m.in. na Twitterze, gdzie wywołała negatywne komentarze pod adresem rzekomej pani kardiolog - tym razem, choć mówiącej to samo, to wyglądającej już zupełnie inaczej.

Zrzut ekranu twitterowego wpisu z cytatem "głównej kardiolog" bez załączonego linka
Zrzut ekranu twitterowego wpisu z cytatem "głównej kardiolog" bez załączonego linka Foto: Twitter

Udostępnienia, które poza zdjęciem i cytatem zawierały link, kierowały do strony vardzia.ru.

"To manipulacja?"

Zgodnie z danymi darmowego narzędzia do badania ruchu internetowego CrowdTangle, artykuł z tej strony mógł dotrzeć do ponad 600 tys. osób. Rozpowszechniano go głównie w facebookowych grupach, w większości niemających nic wspólnego ze zdrowiem, oraz na prywatnych profilach.

Miejsca udostępniania linku na Facebooku
Miejsca udostępniania linku na Facebooku Foto: Crowdtangle

Tekst został udostępniony m.in. na grupie prowadzonej przez kontrowersyjnego terapeutę, który w kwietniu usłyszał prokuratorskie zarzuty o obrót produktami leczniczymi bez wymaganego zezwolenia. "Czy ktoś może to potwierdzić, że nie jest to manipulacja?" - zapytał terapeuta na swojej facebookowej stronie w odniesieniu do artykułu o "głównej kardiolog". Większość komentujących zwracała jednak uwagę, że tekst w rzeczywistości jest reklamą leku, a nie wiarygodnym źródłem.

"Ręce opadają.... Tani chwyt reklamowy. Jakim cudem to jest dopuszczalne? Kompletna bzdura!", "Reklama produktu, strona jak wiele innych, im bardziej dramatyczna lub chamska historia tym więcej ludzi przeczyta", "Moim zdaniem ściema... ale można wysłać zapytanie do tej lekarki niech się ustosunkuje do tego i już" - pisali użytkownicy Facebooka.

Rzeczywiście, wszystkie linki na stronie prowadzą do sklepu internetowego, a wysłanie zapytania do lekarki jest niemożliwe, ponieważ... taka osoba w ogóle nie istnieje.

Tatiana i Swietłana

Na pierwsze wskazówki sugerujące, że cała historia z cytatem "głównej kardiolog" jest zmyślona, można natrafić jeszcze zanim otworzy się artykuł. Do cytatów dołączono zdjęcia, które można wyszukać w ogólnodostępnych wyszukiwarkach obrazów, takich jak Google Grafika czy rosyjski Yandex. W tym konkretnym przypadku bardziej pomocne okazuje się drugie narzędzie.

Po wprowadzeniu zdjęcia zamieszczonego na Twitterze, Yandex podpowiada, że przedstawiona na zdjęciu lekarka to nie "polska główna kardiolog", tylko Swietłana Wasilczenko - pediatra ze szpitala rejonowego w Chanty-Mansyjsku na Syberii w Rosji.

Rosyjskie strony, z których pobrano wizerunki kobiet, można było zlokalizować za pomocą wyszukiwarki Yandex
Rosyjskie strony, z których pobrano wizerunki kobiet, można było zlokalizować za pomocą wyszukiwarki Yandex Foto: Konkret24

W tym samym kraju pracuje także Tatiana Awdosiejewa - główna lekarka szpitala miejskiego w Wielkich Łukach niedaleko granicy rosyjsko-białoruskiej. To ona miała być "polską główną kardiolog" zgodnie z inna wersją grafiki.

Błąd na błędzie i błędem pogania

Jeśli jednak ktoś od razu wszedł w link zamieszczany w serwisach społecznościowych, trafiał na stronę, której kilka elementów powinno wzbudzić podejrzenia co do jej wiarygodności. Nazwa w adresie - vardzia.ru - jest inna niż nazwa, która wyświetla się w górnej części witryny i która sugeruje, że znajdujemy się na stronie warszawa.pl.

Zaraz po tytule składającym się w całości z cytowanego wpisu rzekomej byłej kardiolog Polski Elżbiety Wójcik występuje także ewidentnie niepasujący element - zapisane cyrylicą rosyjskie słowo "medycyna", które miało prawdopodobnie określać kategorię, do jakiej należy artykuł.

Celowo zmieniona nazwa strony i nieprzetłumaczone słowo "medycyna"
Celowo zmieniona nazwa strony i nieprzetłumaczone słowo "medycyna" Foto: vardzia.ru

Sama strona vardzia.ru, zgodnie z informacjami narzędzia do badania ruchu internetowego SimilarWeb, odnotowuje wizyty dopiero od maja tego roku. Wskazuje to na fakt, że została stworzona niedawno. W przeciągu dwóch miesięcy odwiedziło ją prawie 190 tys. osób. Zdecydowaną większość, 94 proc., stanowiły wejścia z terytorium Ukrainy. Strona w całości opiera się na przekierowaniach z serwisów społecznościowych - ten sposób jej otwierania stanowi 97,5 proc. ruchu. Wszystkie wejścia pochodziły z odnośników zamieszczanych na Facebooku.

W następnych częściach tekstu na stronie można odnotować kolejne alarmujące elementy: konstrukcje zdań są niepoprawne gramatycznie lub stylistycznie, co może sugerować, że zostały przetłumaczone bezpośrednio z języka obcego. "Post, opublikowany przez nią miesiąc temu, w którym ona nazywa ludzi, których nie stać na drogim leczeniu, bezużytecznym balastem, spowodował silną reakcję w sieciach społecznościowych" - informuje tekst, nawiązując do rzekomego "szeroko rozpowszechnionego" wpisu w internecie autorstwa Elżbiety Wójcik, działającej jako główny kardiolog Polski".

Niegramatyczne konstrukcje pojawiają się także w samym wpisie, którego nie da się znaleźć w sieci, ponieważ kardiolog rzekomo "usunęła swoje konto na Facebooku, ale do dyspozycji redakcji jest zrzut ekranu jej wiadomości". W artykule zamieszczony jest on jako zdjęcie.

Fałszywy wpis z zaznaczonymi błędami językowymi
Fałszywy wpis z zaznaczonymi błędami językowymi Foto: vardzia.ru

Mimo rzekomego "usunięcia" wpisu "główna kardiolog" miała zostać dyscyplinarnie zwolniona. "W aparacie głównego kardiologa zaczęło się sprawdzenie, a nowym wypełniającym obowiązki została znana lekarka Katarzyna Garczyńska, kierowniczka Krajowej Izby Lekarskiej" - głosi dalej tekst. "Katarzyna Garczyńska zgodziła się o udzielenie wywiadu i skomentowała sytuację z jej poprzednikiem i jej skandalicznym oświadczeniem" - napisano w tekście, nie likwidując błędów.

Jak czytamy dalej, w "ekskluzywnym" wywiadzie Katarzyna Garczyńska miała mówić, że "tacy ludzie, jak Elżbieta Wójcik hańbią profesjonalną część medycznego społeczeństwa, a ich działania raczej szkodzą naszej systemie opieki zdrowotnej". Wyjaśniała także, że "główny kardiolog jest odpowiedzialny za wdrażanie krajowego programu w dziedzinie opieki zdrowotnej na poziomie państwowym. [...] Ale jego decyzje i pozycja mają wpływ na przykład na dostęp tych czy innych preparatów farmaceutycznych dla całej ludności Polski".

Na stronie znajdują się także różne linki mające rzekomo przekierowywać do podstron takich jak "Blogi" czy "Wideo" lub kierować do innych artykułów informacyjnych o bieżących wydarzeniach. W rzeczywistości wszystkie prowadzą do strony, na której można zakupić preparat na serce. Taka praktyka powinna zaalarmować potencjalnego czytelnika i ostrzec go przed podawaniem swoich danych lub wysyłaniem pieniędzy na konta, których numery są zamieszczone na stronie.

Strona umożliwiająca zakup preparatu, do której prowadzą wszystkie linki z artykułu o "głównej kardiolog"
Strona umożliwiająca zakup preparatu, do której prowadzą wszystkie linki z artykułu o "głównej kardiolog"

Znalezienie oryginalnego tekstu pozwala ustalić, skąd w tekście wzięły się wszystkie te błędy językowe.

Główna kardiolog Federacji Rosyjskiej

Zanim w artykule zacytowano wypowiedzi z rzekomego wywiadu z Garczyńską, w tekście znalazło się zdjęcie "nowej głównej kardiolog". Wprowadzenie go do wyszukiwarki Google już w pierwszym wyniku odsyła do rosyjskojęzycznej strony medicss.ru, na której opublikowano identyczny tekst, tyle że w języku rosyjskim.

Zastosowano tam te same próby oszukania czytelnika, co na polskojęzycznej stronie, m.in. adres witryny nie zgadza się z jej nazwą, a wszystkie linki kierują do sklepu z preparatem na serce (choć innym). Poza tym wszystkie elementy są dokładnym odpowiednikiem tekstu w języku polskim. Charakterystyczne jest także słowo "medycyna", które pojawiło się na obu stronach w rosyjskojęzycznej wersji.

Oryginalna strona, która została później przetłumaczona na język polski
Oryginalna strona, która została później przetłumaczona na język polski Foto: medicss.ru

Jedyne zmiany wprowadzone w polskiej wersji artykułu "dostosowują" tekst do polskich realiów. I tak w języku rosyjskim Waleria Tokarewa, a nie Elżbieta Wójcik, miała mówić, że "nie można masowo wydawać bezpłatnych leków" w Rosji, a nie w Polsce. Takie stanowisko miała zaprezentować we wpisie, który zamiast na Facebooku, tak jak w wersji polskiej, miał pojawić się w serwisie Odnoklasniki, będącym rosyjskim odpowiednikiem Naszej Klasy. Nazwiska zmieniono także "nowej pierwszej kardiolog" Ludmile Soboliewej i dziennikarzowi, który miał przeprowadzić z nią wywiad.

leftright

Tłumaczy to w pełni błędy językowe, na które zwracali uwagę m.in. komentujący artykuł na polskich facebookowych grupach. "Czyszczenie naczyń", o którym mowa w polskim tekście, to w oryginale "очистку сосудов", z tym że w polskim tłumaczeniu brakuje dopisku, że chodzi o naczynia... krwionośne.

Dobrym przykładem bezpośredniego tłumaczenia jest też sformułowanie "szkodzą naszej systemie opieki". W języku rosyjskim rzeczownik "system" jest rodzaju żeńskiego. Rzeczywiście zdanie "вредят нашей системе здравоохранения" pojawia się w oryginalnym, choć zmyślonym wywiadzie z główną kardiolog Federacji Rosyjskiej Ludmiłą Soboliewą.

Skąd wiadomo, że wywiad jest zmyślony? Można to ustalić na kilka sposobów. W Rosji rzeczywiście występuje stanowisko Głównego Niezależnego Specjalisty Kardiologa Ministerstwa Zdrowia, jednak nie zajmuje go Ludmiła Soboliewa, a Siergiej Bojcow. Zdjęcie rzekomej Soboliewej, które zamieszczane jest w rosyjskojęzycznych tekstach, pochodzi z serwisu Shutterstock, w którym każdy może zakupić wcześniej wykonane fotografie "modeli" wykonujących różne czynności.

Różne zdjęcia kobiety, która rzekomo miała być nową "główną kardiolog Rosji"
Różne zdjęcia kobiety, która rzekomo miała być nową "główną kardiolog Rosji" Foto: Shutterstock

Tajemniczy preparat

W wypowiedziach, których dla vardzia.ru miała udzielić "pierwsza kardiolog Polski", mówiąc o preparacie do "czyszczenia naczyń [krwionośnych - red.]", Katarzyna Garczyńska "zdradza": "To był prawdziwy przełom w leczeniu nadciśnienia i chorób układu krążenia. A rok temu w Izraelu został otworzony centrum, gdzie dana procedura kosztuje około 70 tysięcy złotych".

Na pytanie, dlaczego nie ma żadnych publikacji na temat tego przełomowego odkrycia, lekarka odpowiada: "Tuż po pierwszych publikacjach Elżbieta Wójcik nałożyła całkowity zakaz na jakikolwiek kontakt swoich pracowników z mediami". Następnie zdradza jednak nazwę specyfiku i zaczyna go chwalić.

- "Recardio” całkowicie oczyszcza naczynia krwionośne od blaszek cholesterolu i lipidów, rozpuszczając je i usuwając z organizmu. Układ krążenia całkowicie się oczyszcza od zanieczyszczenia i powraca do pierwotnego stanu - mówi Garczyńska. Potem dodaje także, że "udało nam się zrobić jego wydawanie maksymalnie otwartym. Jedynie, co jest potrzebne od człowieka, chcącego otrzymać preparat farmaceutyczny - złożyć wniosek na oficjalnej stronie internetowej, podając swoje imię i numer telefonu pod którym konsultant medyczny będzie mógł się z nim skontaktować".

Sam wywiad kończy się gotowym formularzem, który pozwala na zapisanie się na zakup preparatu. Cena jednej butelki to 179 złotych.

Zapłacenie tej kwoty nie gwarantuje jednak otrzymania preparatu, ponieważ każdy link ze słowem "Recardio" umieszczony na stronie kieruje pod kolejny rosyjski adres internetowy erevnisst.ru, gdzie należy podać swoje dane, aby przejść do następnej fazy zakupu. Na opakowaniu środka widać także wyraźnie, że informacje m.in. o liczbie kapsułek napisane są cyrylicą.

W takich sytuacjach - jeśli dotychczas nie zostaliśmy zaalarmowani i zaszliśmy przy odwiedzinach strony tak daleko - zawsze warto spróbować wyszukać nazwę preparatu w internetowych wyszukiwarkach i poszukać rzetelnych opinii na jego temat. O Recardio nie pisały żadne największe i najbardziej wiarygodne portale zajmujące się opisywaniem leków czy preparatów leczniczych, a kilka pozytywnych recenzji dostępnych w sieci pochodzi ze stron, które posiadają co najwyżej kilka artykułów na temat leków.

Nie główny kardiolog, a Konsultant krajowy

W celu zaprzeczenia autentyczności i wiarygodności artykułu nie trzeba jednak sięgać aż tak głęboko do zasobów internetowych. Wystarczy weryfikacja informacji o stanowisku "głównej kardiolog Polski", podanej już nawet na samej grafice rozpowszechnianej niezależnie od tekstu. O ile w Federacji Rosyjskiej taka funkcja rzeczywiście przynależy Ministerstwu Zdrowia, o tyle w Polsce taka funkcja nie istnieje.

Polski minister zdrowia powołuje jedynie Konsultanta krajowego ds. kardiologii. Jak można przeczytać na oficjalnej stronie, do jego głównych zadań należy m.in. prognozowanie potrzeb zdrowotnych w dziedzinie kardiologii czy opiniowanie programów lekowych Ministerstwa Zdrowia. Od 2014 roku stanowisko Konsultanta krajowego ds. kardiologii obejmuje prof. dr hab. n. med. Jarosław Kaźmierczak.

Autor:  Michał Istel
Źródło:  Konkret24; Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Facebook/Twitter

Pozostałe

Uwaga na słońce i... fake-newsy o kremach z filtrem

Jak chronić się przed poparzeniami słonecznymi? Stosować kremy z filtrem UV i zachować ostrożność w trakcie czytania internetowych porad. Na Facebooku można odnaleźć wpisy zachęcające do rezygnacji ze stosowania kremów z filtrem UV, czy nawet negujące związek między promieniowaniem słonecznym, a ryzykiem zachorowania na czerniaka. To fałszywe informacje. Dermatolodzy biją na alarm i zachęcają do weryfikowania informacji, które znajdujemy w sieci.

Półprawdy i nieprawdy w popularnym filmiku z testami na "prawdziwość jedzenia"

Kilkuminutowy filmik przedstawiający 16 "łatwych testów" pozwalających sprawdzić, czy nasze jedzenie nie jest sztucznie wzbogacone, w krótkim czasie zdobył ogromną popularność w sieci. "Sztuczność" można jednak zarzucić samemu materiałowi, ponieważ większość testów jest częściowo lub zupełnie fałszywa.

Minister rolnictwa: podejmę decyzję o uznaniu bobra i żubra jako zwierząt jadalnych

Minister rolnictwa zapowiedział decyzję, za sprawą której żubry i bobry będą mogły na stałe zagościć na stołach Polaków. Eksperci, z którymi rozmawiał Konkret24 podkreślają, że konieczne byłoby do tego zniesienie ochrony tych gatunków zarówno na poziomie krajowym, jak i wspólnotowym. Zmiana tylko prawa wewnętrznego grozi nałożeniem przez instytucje unijne na Polskę kar. Zapowiedź ministra wzburzyła sieć i ekologów.

Obowiązkowe narkotesty w polskich szkołach? Tysiące internautów opublikowało fałszywą informację

Na portalu znanym z rozpowszechniania fałszywych informacji pojawił się artykuł alarmujący, że od nowego roku szkolnego we wszystkich polskich szkołach pojawią się obowiązkowe narkotesty. W rzeczywistości bazuje on na tekście z 2006 roku, który został zmanipulowany tak, aby potwierdzić tezę z tytułu. Wskazany w tekście Urząd Marszałkowski poinformował nas, że cytowany pracownik nie pracuje tam... od ponad 11 lat.

Coraz mniej Polek bada się w programach profilaktyki raka piersi i szyjki macicy

Zdaniem posłanki Joanny Muchy, rezygnacja w 2015 r. z wysyłki zaproszeń na przesiewowe badania cytologiczne i mammograficzne to "zbrodnia". Zdaniem NIK i ministerstwa, były one kosztowne, a niedostatecznie skuteczne. Jak pokazują jednak dane, i tak niski odsetek badających się w ramach programów badań profilaktycznych, od tego czasu spada. Eksperci alarmują o konieczności podejmowania działań.