Prezydent o "lex szarlatan": uczciwy przedsiębiorca i szarlatan w jednej szufladce? Jest inaczej
Karol Nawrocki zdecydował co dalej z tzw. lex szarlatan. Ustawy nie podpisał ani nie zawetował - skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. 20 sierpnia Kancelaria Prezydenta opublikowała nagranie, w którym Nawrocki uzasadniał swoją decyzję. Jego argumentacja nie jest wolna od manipulacji.
Do jednej grupy, tak zwanych szarlatanów, rząd zakwalifikował realnie zagrażających, szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm i osób zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną" - stwierdził prezydent. I dodał:
[Przepisy ustawy] tak skonstruowano, że wielotysięcznymi karami może zostać obłożony zarówno ktoś, kto sprzedaje zioła czy suplementy, jak i realny szarlatan zniechęcający do leczenia medycyną opartą naukowoprezydent Karol Nawrockinagranie zamieszczone 20 sierpnia 2026 w serwisach społecznościowych
Ale Karol Nawrocki nie przedstawia przy tym żadnych dowodów na taki stan rzeczy - nie wskazuje konkretnych przepisów ani nie odwołuje się do ich treści. "Poważne sprawy wymagają poważnej debaty i ostrych przepisów, a nie szufladkowania w jednej grupie uczciwych polskich przedsiębiorców z zagrażającymi zdrowiu szarlatanami" - podsumował prezydent.
O tym, jak skutecznie chronić pacjentów przed szarlatanerią, warto poważnie rozmawiać. To jednak trudne, gdy prezydent zachęcający do takiej debaty, sam wprowadza w błąd na temat tego, co zakłada ustawa "lex szarlatan".
Z czym i kim ma walczyć "lex szarlatan"? Na celowniku nie ma uczciwych praktyk
Ustawa "lex szarlatan" to rządowy projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Sejm uchwalił ustawę na początku lipca. Ustawa trafiła na biurko prezydenta 31 lipca. Jak można przeczytać na stronie Sejmu: "projekt dotyczy wzmocnienia praw pacjenta i zwiększenia ochrony przed pseudomedycyną. Nowe przepisy mają skuteczniej przeciwdziałać niebezpiecznym praktykom oraz rozszerzyć uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta. Chodzi m.in. o walkę z oferowaniem niesprawdzonych metod leczenia i działalnością osób podszywających się pod specjalistów medycznych. Zmiany mają także ograniczyć działalność osób i firm wykorzystujących niewiedzę pacjentów do sprzedaży terapii oraz usług o niepotwierdzonej skuteczności". Przepisy ustawy rozróżniały uczciwe informowanie o oferowanych specyfikach np. ziołach czy suplementach od nieuczciwych i szkodliwych praktyk.
Definicja praktyk pseudomedycznych, którą proponuje ustawa, opiera się na trzech przesłankach. Tak więc praktyką pseudomedyczną ma być:
- udzielanie świadczeń zdrowotnych stwarzających ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia, albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego;
- oferowanie lub stosowanie metody diagnostycznej lub leczniczej niebędące świadczeniem zdrowotnym, w przypadku której wprowadza się w błąd, że posiada właściwości świadczenia zdrowotnego w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych;
- wykonywanie działalności leczniczej bez uzyskania wpisu do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą.
Przy czym o praktyce pseudomedycznej można mówić tylko wtedy, gdy działanie podejmowane jest w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Biuro Rzecznika Praw Pacjenta jeszcze w maju wprost podkreślało, że "ważnym elementem nowych przepisów jest jasne rozdzielenie działalności legalnej od praktyk szkodliwych". Przekonywano, że projekt "nie ogranicza takich aktywności jak zielarstwo, kosmetologia, podologia, joga czy masaż". Dalej doprecyzowano, że ustawa "uderza wyłącznie w sytuacje, w których niesprawdzonym metodom przypisuje się bezpodstawnie działanie lecznicze lub gdy ich promowanie nakłania chorych do rezygnacji z diagnostyki i konwencjonalnych terapii".
Tak więc po wejściu w życie "lex szarlatan" sklepy zielarskie nadal mogłyby sprzedawać zioła, a sklepy z suplementami - suplementy czy odżywki. Problemem nie byłby sam produkt, lecz sposób, w jaki powinien zostać przedstawiany klientom. Karane miały być konkretne, nieuczciwe praktyki, takie jak przypisywanie preparatom niepotwierdzonych właściwości leczniczych czy odradzanie sprawdzonych metod terapii np. sprzedawanie pacjentowi choremu na raka mieszanki ziół jako kuracji zastępującej chemioterapię.
Profesor Agnieszka Szuster-Ciesielska, immunolog z Instytutu Nauk Biologicznych UMCS w Lublinie również w maju tłumaczyła, że "lex szarlatan" to nie próba "likwidacji zielarstwa". "Projekt nie zakazuje zielarstwa jako takiego. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś przedstawia zioła jako metodę leczenia chorób, szczególnie ciężkich, i sugeruje pacjentowi rezygnację z diagnostyki lub leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną" - wyjaśniała. Jak dodała, sklep zielarski mógłby działać nadal, jeśli uczciwie opisywałby sprzedawane produkty. "Nieprawidłowe są przekazy typu: 'to wyleczy raka', 'proszę odstawić leki', 'lekarze tego nie powiedzą'. Ustawa ma chronić pacjentów przed fałszywymi obietnicami leczniczymi" - stwierdziła prof. Szuster-Ciesielska.
Argument prezydenta, że rządowa ustawa zrównuje uczciwych przedsiębiorców z szarlatanami, przeanalizowała również redakcja Demagog. Oceniła go jako manipulację.
Po decyzji prezydenta o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, tego samego dnia Kancelaria Prezydenta przedstawiła prezydencki, alternatywny projekt. Prezydent proponuje m.in. wprowadzenie do Kodeksu karnego nowego czynu zabronionego - nakłaniania do niebezpiecznych decyzji zdrowotnych. Ma za niego grozić do 15 lat więzienia. Jak zapewnia rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz, prezydencki projekt również "wyklucza" penalizację opinii i prowadzenia debaty naukowej.