Oszuści działający na największych platformach społecznościowych takich jak Facebook, Instagram czy X pozostają często bezkarni. Właściciele serwisów wykazują raczej bierność w walce z nimi. Eksperci przyznają: odpowiednie mechanizmy prawne istnieją, jednak bez realnej międzynarodowej presji szans na poprawę tej sytuacji nie ma.
Post wygląda jak wiele innych na Facebooku: można "odkryć wiele możliwości zarabiania pieniędzy dzięki nowoczesnemu narzędziu". Jest informacja, że "link znajduje się tuż", a pod zdjęciem nazwa jakiegoś sklepu internetowego, który ma dobre oceny klientów: średnia 4,2 na 5. Jako zdjęcie wykorzystano kadr z jakiegoś programu TVN24, na który nałożono logo stacji. Ale wizerunek prezydenta czy znanej prezenterki ma tylko przyciągać, pomóc uwiarygodnić post. By się dowiedzieć, jakie to narzędzie "ułatwi Twoją pracę", trzeba kliknąć w button "dowiedz się więcej"....
Co się dzieje potem - wielu internautów, którzy dali się nabrać na takie reklamy, już wie. Strata w portfelu może być duża. Tego typu fałszywe oferty zalewają media społecznościowe i jedynie uważni użytkownicy zastanowią się dwa razy, nim klikną w podsuwane linki. W przypadku fałszywki, w której podszyto się pod TVN24, czerwona lampka powinna się zapalić już na sam widok, że to post "sponsorowany". Media w takich akcjach nie uczestniczą.
Meta szacuje, że aż 10 proc. jej dochodów w 2024 roku pochodziło z oszukańczych reklam - wynika z wewnętrznych dokumentów firmy, do których dotarł Reuters. Mowa o jakichś 16 mld dolarów. Dokumenty pokazują też, że korporacja przez co najmniej trzy lata nie identyfikowała i nie zatrzymywała lawiny reklam, które narażały użytkowników Facebooka, Instagrama i WhatsAppa na oszustwa ze strony nieistniejących e-sklepów, szemranych platform inwestycyjnych, nielegalnych kasyn internetowych czy podmiotów oferujących zakazane produkty medyczne. A jednym z działań podejmowanych wobec podejrzanych sprzedawców było nie ich blokowanie, tylko… naliczanie im wyższych opłat reklamowych.
Z dokumentu pochodzącego z grudnia 2024 roku wynika też, że Meta każdego dnia wyświetla użytkownikom swoich platform średnio 15 mld reklam "wyższego ryzyka", czyli takich, które mają oznaki oszustwa. W innych dokumentach wewnętrznych Meta przyznała: "Łatwiej jest reklamować oszustwa na platformach Meta niż w Google".
A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Skala oszustw na największych platformach technologicznych rośnie z roku na rok. Dokumenty Mety dowodzą, że problem nie ogranicza się do kreatywności oszustów - tkwi także w samym modelu biznesowym Big Techów, którym fałszywe reklamy generują ogromne przychody, pozyskiwane często kosztem bezpieczeństwa użytkowników. Powstałe już raporty i analizy na temat tego, jak wygląda walka z oszustami ze strony platform społecznościowych, pokazują, że choć pewne regulacje i narzędzia istnieją, brakuje ich skutecznej egzekucji, a luka w systemie pozwala oszustom działać niemal bez przeszkód.
Obawiamy się oszustw w mediach społecznościowych. I słusznie
Aż 88 proc. Polaków wskazuje phishing jako największe zagrożenie w przestrzeni cyfrowej - wynika z badania "Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025" przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości. Chodzi o oszustów podszywających się pod instytucje, firmy czy znajome osoby, którzy próbują skłonić użytkownika do podania wrażliwych danych osobowych lub przekazania pieniędzy. Phishing to dziś jedna z najczęściej stosowanych metod wyłudzania informacji w sieci, także w mediach społecznościowych. Jako trzecie co do wielkości zagrożenie respondenci wskazali kradzież tożsamości np. przez przejęcie konta w mediach społecznościowych.
"Badani, którzy doświadczyli oszustwa na własnej skórze (lub ktoś z ich otoczenia), deklarują, że najczęściej mają styczność z hakowaniem konta w mediach społecznościowych – deklaruje tak 22 proc. respondentów" - czytamy w raporcie.
Z kolei według badania z 2024 roku przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Digital Poland tylko połowa Polaków czuje się w internecie bezpiecznie. Ten brak poczucia bezpieczeństwa wynika głównie z obaw związanych z możliwym wyciekiem danych (68 proc.) i działaniami cyberprzestępców (59 proc.), ale 50 proc. badanych wskazało właśnie phishing, czyli podszywanie się pod inne osoby.
Nie inaczej jest w innych krajach. Podobne badania w lipcu 2025 roku opublikował amerykański Pew Research Center. Podał, że jedna trzecia Amerykanów co najmniej raz w tygodniu otrzymuje w mediach społecznościowych wiadomości od oszustów, a 11 proc. deklaruje, że dzieje się to codziennie.
Co czwarty Amerykanin, który zgłosił straty finansowe w wyniku oszustw od początku 2021 roku do czerwca 2023 roku, przyznał, że zaczęło się w mediach społecznościowych - wynika z analizy skarg konsumenckich, które trafiły do bazy Federalnej Komisji Handlu. W tym czasie zgłoszone szkody sięgnęły 2,7 mld dolarów - więcej niż w przypadku jakiejkolwiek innej formy kontaktu. A ponieważ większość oszustw internetowych nigdy nie trafia do oficjalnych statystyk, więc to jedynie ułamek rzeczywistych strat.
Oszukiwanie "na rodziców", "na policję", "na celebrytę"...
CERT Polska - zespół ds. reagowania na zagrożenia cyberbezpieczeństwa działający w ramach Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK) Państwowego Instytutu Badawczego - w raporcie za 2024 rok poświęca sporo miejsca oszustwom, które miały początek na platformach społecznościowych. W ubiegłym roku odnotowano wzrost wykorzystania platform typu Facebook, Instagram czy Google do dystrybucji treści oszustów. Scamerzy coraz śmielej wykorzystują szeroki wachlarz usług marketingowych oferowany przez duże platformy internetowe - od postów reklamowych w mediach społecznościowych po wysoko pozycjonowane linki sponsorowane w wyszukiwarkach.
W 2024 roku zaobserwowano powrót kampanii celowanych w rodziców polegających na wyłudzeniu pieniędzy na rzekomy zakup nowego telefonu dla dziecka. Oszust najczęściej kontaktował się z ofiarą za pomocą SMS-a.
"Druga powracająca kampania to notoryczne podszycia pod polskie i zagraniczne organy ścigania. Przestępcy szczególnie 'upodobali sobie' osobę Komendanta Głównego Policji. Wiadomość zawierająca oskarżenia m.in. o pedofilię oraz posiadanie i rozpowszechnianie materiałów wideo z wykorzystywaniem dzieci nakazywała natychmiastowy kontakt zwrotny w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji, grożąc przekazaniem sprawy do sądu w przypadku braku reakcji" - informuje CERT Polska. Ale byli też oszuści podszywający się pod operatorów parkometrów czy Krajową Administrację Skarbową.
Natomiast na dużych platformach internetowych reklamy oszustów są preparowane tak, by wyglądały na artykuły z renomowanych portali prasowych, kanałów informacyjnych lub na oficjalne komunikaty rządowe. Do uwiarygodnienia oszustw często wykorzystuje się wizerunki i autorytet znanych osób. CERT Polska zidentyfikował wykorzystanie wizerunku ponad 139 osób publicznych, w tym polityków, dziennikarzy, sportowców, lekarzy i influencerów. "Reklamy zawierały spreparowane grafiki lub filmy szerzące fałszywe informacje na temat rzekomej śmierci, kompromitującej sytuacji lub ujawnionego spisku, aby wzbudzić zainteresowanie użytkownika, a następnie skłonić go do wejścia na stronę" - opisują analitycy.
Przestępcy wykorzystują też bieżące wydarzenia, jak np. powódź z września 2024 roku. Oszuści przygotowali kampanię z wykorzystaniem postów sponsorowanych, która promowała zbiórkę rzekomo zorganizowaną przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Problem nie dotyczy tylko polskich użytkowników - ma charakter globalny. CERT Polska zwraca uwagę, że "skuteczna walka z oszustwami jest utrudniona z powodu niewystarczającej reakcji platform internetowych, w szczególności tych należących do Meta (Facebook, Instagram)". Jako dowód podaje wyniki swojego testu zgłaszania reklam w serwisach Meta. Od stycznia do listopada 2024 roku CERT Polska zgłosił 122 złośliwe reklamy na Facebooku. Tylko dziesięć z nich zostało usuniętych, a w przypadku 106 reklam (86,8 proc.) zgłoszenie nie zakończyło się usunięciem reklamy.
Giganci kontra Unia Europejska. Mają zapłacić za bezczynność
W kwietniu 2024 roku Komisja Europejska wszczęła formalne postępowanie w celu oceny, czy firma Meta mogła naruszyć ustawę o usługach cyfrowych (Digital Services Act, DSA). Podejrzewane naruszenia obejmują politykę i praktyki Meta związane z oszukańczymi reklamami i treściami politycznymi w ramach jej usług. Komisja podejrzewa też, że mechanizmy zgłaszania nielegalnych treści, dochodzenia roszczeń przez użytkowników oraz wewnętrzne mechanizmy składania skarg nie są zgodne z wymogami DSA.
Ze wstępnych ustaleń KE - o których poinformowała w październiku 2025 roku - wynika, że Meta zarówno w przypadku Instagrama, jak i Facebooka "naruszyła swoje obowiązki w zakresie zapewnienia użytkownikom prostych mechanizmów zgłaszania nielegalnych treści, a także umożliwienia im skutecznego kwestionowania decyzji w sprawie moderowania treści". KE oceniła, że mechanizmy firmy Meta do oznaczania i usuwania nielegalnych treści mogą być nieskuteczne.
27 października Parlament Europejski i Rada UE uzgodniły pakiet przepisów, które mają wzmocnić ochronę przed oszustwami internetowymi i ukrytymi opłatami. Nowe regulacje pociągną duże platformy do finansowej odpowiedzialności za działania oszustów. Zgodnie z nimi banki będą musiały zwracać pieniądze ofiarom, jeśli ktoś podszywający się pod bank wyłudził środki lub płatność została dokonana bez zgody klienta. Jednak firmy zarządzające mediami społecznościowymi będą musiały wypłacić bankom odszkodowanie, jeśli okaże się, że nie usunęły zgłoszonego oszustwa. Jednak by przepisy te mogły wejść w życie, muszą zostać formalnie przyjęta przez Parlament i Radę.
Meta pod ostrzałem krytyki
4 grudnia 2024 roku CERT Polska wysłał wytyczne firmie Meta (właściciel Facebooka, Instagrama i WhatsAppa), co powinna zrobić, by "wykurzyć" oszustów z Facebooka. Impulsem do tego działania był usunięty przez platformę post... na koncie CERT Polska, w którym informowano, w jaki sposób przestępcy wykorzystują serwisy społecznościowe do okradania Polaków.
Wśród wytycznych CERT Polska znalazły się m.in. postulaty dotyczące sprawniejszego wykrywania szkodliwych treści, także w języku polskim; rozbudowy zespołu polskojęzycznych moderatorów; blokowania użytkowników, których reklamy lub posty wielokrotnie były zgłaszane jako oszustwo; zwiększenia transparentności i aktualności biblioteki reklam oraz korzystania z Listy Ostrzeżeń CERT Polska i innych danych lokalnych partnerów w celu skuteczniejszego filtrowania złośliwych linków pojawiających się na platformach firmy.
Niemal cztery miesiące później, 31 marca 2025 roku, CERT Polska poinformował, że wiele kluczowych oczekiwań nie zostało spełnionych. "Tworzone przez oszustów treści masowo pojawiają się w reklamach, a zgłoszenia użytkowników wciąż zamykane są ze statusem sugerującym brak reakcji. Nie zostały także przedstawione plany poprawy czasu aktualizacji w Bibliotece Reklam, deklarując, że wynika to z ograniczeń technicznych. Firma odmówiła również implementacji polskiej 'Listy Ostrzeżeń', zamiast tego zapowiadając powstanie globalnej listy prowadzonej przez podmiot zewnętrzny, nie dając jednocześnie jednoznacznej odpowiedzi na pytanie kiedy taka lista powstanie" - punktuje CERT Polska. Zespół docenia starania firmy Meta w kierunku poprawy bezpieczeństwa, ale zauważa, że mają jedynie charakter doraźny.
Jak obecnie CERT Polska ocenia realizację postulatów? "Od maja tego roku aktywnie dzielimy się informacjami o obserwowanych przez nas oszukańczych stronach w ramach inicjatywy Global Signal Exchange. Była to propozycja ze strony Mety, która zamiast bezpośredniej integracji z Listą Ostrzeżeń zadeklarowała, że będzie korzystać z tego źródła do lepszego wykrywania zagrożeń. Dotąd nie otrzymaliśmy jednak informacji czy integracja po stronie Mety została już zaimplementowana" - odpowiada na pytania Konkret24 zespół działający przy NASK.
"Stawiamy na edukację i rozwiązania prawne. Uczymy użytkowników jak rozpoznawać fałszywe reklamy, ale zależy nam także na tym, żeby mogli je skutecznie zgłaszać. Dlatego tak istotne z naszego punktu widzenia jest wdrożenie DSA, aby mieć prawne narzędzie do egzekwowania konkretnych, proaktywnych działań ze strony platform" - informuje CERT Polska.
Meta wciąż pozostaje pod ostrzałem krytyki. W połowie 2025 roku Europejskie Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO) ostrzegało przed "alarmującym rozprzestrzenianiem się oszustw na Facebooku i Instagramie" w krajach Unii Europejskiej. Chodzi głównie o oszustwa inwestycyjne i deepfake'i z użyciem fałszywych kont oraz reklamy niezatwierdzonych produktów leczniczych. Według EDMO platformy firmy Meta - Facebook i Instagram - słabo egzekwują własne standardy, narażając na scamy użytkowników m.in. w Polsce, Niemczech, Grecji, Francji i Czechach.
CZYTAJ W TVN24+: "Cudowne krople" na otyłość. Epidemia oszustwa: fałszywi lekarze, klonowanie tożsamości
Deklaracje kontra rzeczywistość
Oszustwa kryptowalutowe są powszechne w serwisie X - wynika z kolei z analizy Merkle Science, platformy zajmującej się analizą kryptowalut. W 2024 roku aż 75 proc. tego typu ataków rozpoczęło się właśnie na platformie X, kolejne 19 proc. na YouTube, a 5 proc. na stronach internetowych. Oszuści głównie stosują działania oparte na socjotechnikach, a nie z wykorzystaniem luk technicznych serwisów. Już w 2023 roku firma Kaspersky ostrzegała przed oszustami, którzy wykorzystują zweryfikowane profile (z niebieską odznaką) do podszywania się pod znane marki, banki, hotele czy linie lotnicze.
Serwis X w raporcie z wyników oceny ryzyka z kwietnia 2025 roku deklaruje, że aktywnie zwalcza nieautentyczne zachowania, boty i kampanie podszywające się pod prawdziwych użytkowników. Jednak platforma nie podaje żadnych szczegółowych danych o realnej skali blokowanych kampanii phishingowych.
TikTok ostrzega na swoich stronach przed oszustwami online i podkreśla, że są one niezgodne z zasadami społeczności platformy. Stawia na edukację użytkowników o tym, jak mogą chronić się przed oszustami.
To wszystko za mało. Media donoszą o kolejnych scamach. Oszuści podszywają się nawet pod pracowników TikToka oferując nastoletnim użytkownikom duże i łatwe pieniądze za lajkowanie filmów na platformie. Niektórzy oszuści wykorzystują też sztuczną inteligencję i łączą ją z socjotechnikami. Na polskim TikToku wiele podejrzanych kont posługuje się wizerunkami starszych osób, wzbudzając litość i zachęcając do zakupu rzekomo robionych przez nich ręcznie przedmiotów - kapci, lamp czy ręczników. W rzeczywistości produkty te pochodzą z chińskich platform sprzedażowych.
Zamiast pomóc, utrudniają. Potrzebna jest presja
- Platformy bardzo utrudniają poznanie rzeczywistej skali oszustw, bo do rzetelnej oceny potrzebne byłyby dane zarówno od nich, jak i od instytucji zbierających informacje o ofiarach. Te dane są niekompletne, więc możemy powiedzieć tylko tyle, że problem wcale nie znika, a wręcz przeciwnie: trwa w najlepsze - ocenia w rozmowie z Konkret24 Adam Haertle, ekspert ds. bezpieczeństwa w sieci z serwisu Zaufana Trzecia Strona.
Oszustwa prowadzone na dużych platformach najczęściej wykorzystują konkretne funkcje tych serwisów, a nie techniczne luki w zabezpieczeniach. "Bazując na zgłoszeniach do naszej redakcji, najczęstszy problem to: reklamy (tzw. invest scams), przejęcie cudzego konta i rozmowa ze znajomymi ofiary (tzw. ataki na Blika), fałszywe ogłoszenia na marketplace (np. bilety na koncert)" - wymienia w odpowiedzi dla Konkret24 Piotr Konieczny, specjalista ds. bezpieczeństwa i założyciel serwisu Niebezpiecznik.pl.
- Facebook, Google i inne platformy nadal umożliwiają przestępcom publikowanie złośliwych reklam. Widzimy je codziennie. Co gorsza, algorytmy tych serwisów potrafią wręcz wzmacniać działanie oszustów: jeśli ktoś raz kliknie w taką reklamę, system zaczyna podsuwać mu kolejne wersje tego samego oszustwa - mówi Adam Haertle. - Mam konta badawcze na różnych platformach, gdzie codziennie widzę identyczne reklamy kolejnych oszustw. To pokazuje, jak agresywnie działa ten mechanizm. To naprawdę przerażające, bo osoba, która raz się nabierze, później jest bombardowana podobnymi treściami oszustów - ocenia.
W przypadku najpoważniejszych oszustw, zwłaszcza tych inwestycyjnych, głównym celem jest przyciągnięcie klientów. Ekspert Zaufanej Trzeciej Strony zauważa:
Reklamy na dużych platformach stają się więc kluczowym narzędziem przestępców. Najbardziej bulwersujące jest to, że przestępcy płacą platformom za emisję reklam, a te pieniądze są przyjmowane niemal bez kontroli. Dopiero później część reklam zostaje zawieszona, a w międzyczasie platformy zarabiają na całym procederze ogromne kwoty.
Ekspert podkreśla, że problem nie ogranicza się do reklam. - Oszuści masowo korzystają też z komunikatorów takich jak Telegram i WhatsApp. Tam odbywa się mnóstwo oszustw dotyczących drobnych płatności, fałszywych usług, fałszywych ocen hoteli i tym podobnych - tłumaczy. - Widziałem kanały oszustów na Telegramie działające po dwa, trzy lata, mające tysiące użytkowników i nadal nie były zamykane, mimo że ewidentnie należały do oszustów - dodaje Haertle. Przyznaje, że monitorowanie treści jest trudne, a użytkownicy oczekują prywatności. Niepokoi go jednak, że zgłoszenia takich kanałów praktycznie nie wywołują żadnej reakcji ze strony platformy.
Pytany o to, czego brakuje w działaniach po stronie platform, Adam Haertle stwierdza: - Brakuje przede wszystkim woli, żeby to zjawisko zlikwidować. Brakuje motywacji. I myślę, że jedyna motywacja, jaka może zadziałać, to silna motywacja polityczna albo finansowa wynikająca z politycznej. Brakuje presji ze strony rządów, a zdaje się, że nikt inny nie dysponuje wystarczającym wpływem, by skutecznie oddziaływać na tak duże korporacje.
Duże platformy ignorują bowiem nie tylko użytkowników i ich zgłoszenia, ale też oferty wsparcia od krajowych instytucji. - CERT Polska wielokrotnie oferował platformom aktualne i zweryfikowane informacje o tym, które reklamy są do usunięcia, które strony do zablokowania i jakimi wzorcami powinny się posługiwać, żeby skuteczniej eliminować aktywność przestępców - zauważa Adam Haertle. - Platformy dostają wręcz gotowe recepty, ale nie wykazują nimi żadnego zainteresowania. Ich wdrożenie oznaczałoby dla nich spadek przychodów, a nie realne korzyści. To korporacje nastawione wyłącznie na zysk, więc z ich perspektywy nie mają powodu, by reagować. Dopóki nie zostaną do tego zmuszone, nic się nie zmieni - ocenia.
"Platformy robią zdecydowanie za mało. Ciężko mi uwierzyć, że firmy technologiczne, które przecież rozwijają jedne z najbardziej zaawansowanych modeli AI, nie są w stanie odróżnić fałszywych reklam od reklam prawdziwych. Mamy tu więc klasyczny przypadek złej woli, czy może raczej braku chęci do wprowadzania zmian - ale nie ma się co dziwić, skoro w wyniku ich wprowadzenia zyskaliby wszyscy, tylko nie same platformy" - ocenia Piotr Konieczny. Obawiam się, że dopóki nie pojawi się nad platformami wymóg prawny, nic w tej sprawie się nie zmieni" - dodaje założyciel Niebezpiecznika.
Dlaczego oszuści i platformy są bezkarne? Bo mogą
- Skala problemu jest ogromna. Do naszej kancelarii dziennie trafia średnio 30 nowych zgłoszeń, ale to wciąż tylko ułamek rzeczywistej liczby incydentów. Na podstawie rozmów z policją, prokuratorami i naszych własnych danych szacujemy, że maksymalnie 20 procent oszustw jest zgłaszanych czy to organom ścigania, czy kancelariom. Cała reszta pozostaje niewidoczna - mówi Konkret24 Michał Oleś, partner zarządzający w Kancelarii Rekowery, która specjalizuje się w odzyskiwaniu pieniędzy utraconych w wyniku oszustw.
Jak dodaje Michał Oleś, oszuści doskonale wiedzą, kiedy użytkownicy są najbardziej podatni na manipulacje. Takie dni jak Black Friday to dla nich szczyt żniw. Ale sam spryt przestępców nie wystarczyłby do tego, by proceder tak się rozrósł. - Jeżeli chodzi o to, dlaczego oszuści swobodnie działają na największych platformach i pozostają w dużej mierze bezkarni, odpowiedź jest złożona. Kluczowe są tu kwestie regulacyjne. Platformy o globalnym zasięgu takie jak Meta mogą realnie dyktować warunki krajowym rządom czy Unii Europejskiej. Obecnie ani państwa członkowskie ani instytucje EU nie są w stanie samodzielnie wyegzekwować od nich odpowiedzialności - tłumaczy Michał Oleś.
- Unia Europejska próbuje oddziaływać na duże platformy, ale mówiąc wprost, te próby są na razie bezskuteczne. Mówimy o firmach, którym reklamy przynoszą gigantyczne zyski. Dopóki czynnik finansowy będzie dominował, a presja regulacyjna będzie niewystarczająca, platformy będą robić więcej, by pokazać, że działają, niż żeby faktycznie zmienić sytuację - uważa.
Bo według niego nie wadliwość przepisów krajowych jest problemem. - Prawo w Polsce jest pod tym względem dobre; przepis artykułu 286 Kodeksu karnego pozwala skutecznie karać oszustów. Problemem nie jest brak narzędzi, tylko ogromna liczba spraw i obciążenie organów ścigania. W tych sprawach naprawdę liczy się czas. Im szybciej zareagujemy, tym większa szansa na namierzenie i zatrzymanie sprawcy - podkreśla Michał Oleś.
Mówi, że duże platformy, na których doszło do oszustwa, nie są partnerem w dochodzeniu roszczeń osób poszkodowanych przez oszustów. - Owszem, wysyłamy do nich wnioski, ale odpowiedzi przychodzą późno. Zwykle dostajemy w nich to, co sami jesteśmy w stanie znaleźć w publicznych bibliotekach reklam Google czy Facebooka. Transparentność tych firm jest w dużej mierze deklaratywna - ocenia Michał Oleś.
- Jeżeli platformy miałyby realnie odpowiadać za skalę oszustw, konieczne są systemowe zmiany: pełna weryfikacja reklamodawców i prawdziwa transparentność, nie PR-owe komunikaty - podkreśla. - Reklamodawca powinien faktycznie potwierdzić swoją tożsamość: podać dane osobowe, okazać dokument tożsamości, numer PESEL lub jego odpowiednik, a jeśli działa jako firma również pełne dane rejestrowe. Dopiero po takiej weryfikacji platforma powinna w ogóle dopuścić reklamę. Dopóki prawo nie wymusi na platformach procedur podobnych do bankowego KYC (ang. Know Your Customer czyli Poznaj Swojego Klienta; procedura sprawdzania tożsamości klienta), oszuści będą swobodnie wykorzystywać luki - podsumowuje.
Mogłaby pomóc ustawa wdrażająca regulacje DSA
Ekspertka Fundacji Panoptykon dr Dorota Głowacka zauważa, że problem z oszustwami rozpowszechnianymi za pośrednictwem platform internetowych wpisuje się w szersze zjawisko braku odpowiedniej reakcji tych podmiotów na różnego rodzaju nielegalne treści, które się na nich pojawiają. "Teoretycznie platformy mają co do zasady obowiązek usuwać takie treści, gdy mają wiedzę o tym, że zostały na nich opublikowane - czyli na przykład gdy zostały im one zgłoszone przez innych użytkowników - bo inaczej same mogą zostać pociągnięte za nie do odpowiedzialności. W praktyce wiemy jednak, że często nie realizują tego wymogu jak należy" - ocenia dr Głowacka w komentarzu dla Konkret24.
I choć przyznaje, że wspomniany wyżej unijny akt DSA wprowadza różne narzędzia, które mają wzmocnić walkę z bezprawnymi treściami na platformach internetowych, to "po dwóch latach obowiązywania tej regulacji wiemy, że jej sukces zależy w dużej mierze od jej skutecznego egzekwowania". "Niestety w Polsce mamy z tym problem. Ogólnie dbaniem o to, żeby przepisy DSA były przestrzegane przez największe platformy, zajmują się z jednej strony Komisja Europejska, a z drugiej krajowi koordynatorzy usług cyfrowych (KUC). To system naczyń połączonych, w którym Polska jest w tej chwili słabym ogniwem w Unii, ponieważ wciąż nie wdrożyliśmy DSA do polskiego sytemu prawnego. Jesteśmy z tym spóźnieni już ponad półtora roku (prace nad ustawą wdrażającą DSA w Polsce trwają w parlamencie). Powoduje to, że nie mamy wciąż w pełni funkcjonującego KUC, do którego użytkownicy i użytkowniczki z Polski mogliby składać skargi w razie naruszenia przez firmy internetowe ich praw wynikających z DSA".
Chodzi o np. sytuację, gdy platforma nie zapewni odpowiedniego mechanizmu zgłaszania nielegalnych treści albo kompletnie ignoruje takie zgłoszenia. "Gdyby DSA było w Polsce wdrożone, moglibyśmy w takiej sytuacji złożyć skargę na platformę do KUC. Bez ustawy wdrażającej nasze prawa pozostają w pewnym sensie na papierze, bo nie ma organu, do którego możemy się poskarżyć" - tłumaczy dr Głowacka.
Przypomina, że w projekcie polskiej ustawy wdrażającej DSA (konkretnie: ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną oraz niektórych innych ustaw) zaproponowano dodatkowy mechanizm, który pozwalałby użytkownikom zgłosić treści stanowiące niektóre poważne przestępstwa (m.in. oszustwa) do prezesa UKE, a ten mógłby w ciągu kilku dni wydać nakaz usunięcia takich treści. Jego decyzje każda ze stron takiego sporu mogłaby następnie zaskarżyć do sądu, który weryfikowałby ich prawidłowość.
"Takie rozwiązanie z pewnością mogłoby zmusić platformy do właściwej reakcji i realnie pomóc osobom poszkodowanym takimi nielegalnymi treści, ograniczając ich szkodliwe skutki. Dałoby też wreszcie szansę na bardziej skuteczne egzekwowanie obowiązujących już dziś przepisów zakazujących rozpowszechniania takich materiałów" - uważa dr Głowacka. I choć zdaje sobie sprawę z tego, że samo przyjęcie ustawy wdrażającej DSA nie sprawi, iż internet nagle stanie się bezpiecznym i przyjaznym miejscem, to według niej będzie to "ważny krok w stronę zwiększenia odpowiedzialności cyberkorporacji".
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock