"Ukraiński dron" i płonący blok na Łotwie. Skąd przyszedł ten przekaz

konkret lotwa 16
Łotwa. Obce drony wleciały na terytorium kraju. Dwa się rozbiły. Relacja Michała Gołębiowskiego (materiał z 7.05)
Źródło wideo: TVN24
Nagranie płonącego bloku na Łotwie obiegło media społecznościowe z informacją, jakoby pożar ten wywołał ukraiński dron. Nie ma na to potwierdzenia, jest za to rosyjski ślad tego przekazu.

Nocą z 2 na 3 maja na wschodzie Łotwy ogłoszono alarm powietrzny w związku z trwającym ukraińskim atakiem na rosyjskie terminale naftowe w obwodzie kaliningradzkim. Łotewskie służby pozostawały w stanie podwyższonej gotowości. Nad ranem 7 maja łotewska armia poinformowała o wykryciu dwóch dronów, które wleciały nad terytorium kraju od strony Rosji; zostały zauważone we wschodniej części Łotwy. Łotewski MON podał, że drony zostały prawdopodobnie wystrzelone przez Ukrainę w kierunku celów na terytorium Rosji. W rejonie miasta Rzeżyca, około 40 kilometrów od granicy z Rosją, uszkodzone zostały cztery puste zbiorniki po ropie naftowej na terenie obiektu magazynowego.

Pojawiające się informacje o atakach dronami i o Łotwie spowodowały, że w polskich mediach społecznościowych zaczęto rozsyłać nagranie, które ma przedstawiać rzekome skutki uderzenia ukraińskich dronów na Łotwie. Na 11-sekudnowym filmie widać pięciopiętrowy blok - jedna z klatek stoi w ogniu. Z budynku wydobywają się gęste kłęby czarnego dymu. W tle słychać trzaskające płomienie. "Ukraiński dron uderzeniowy spadł na blok mieszkalny na Łotwie. Tak, Polska, Litwa, Łotwa i Estonia udostępniają przestrzeń powietrzną do atakowania Rosji. Ten dron równie dobrze mógł spaść na polskie miasto" - przekonywał użytkownik serwisu X, który 6 maja opublikował to nagranie (pisownia wszystkich postów oryginalna). Post szybko wygenerował ponad 85 tys. wyświetleń; ponad 300 użytkowników podało go dalej.

FAŁSZ
Fałszywy przekaz o uderzeniu ukraińskiego drona w blok na Łotwie zilustrowano zdjęciem z pożaru
Fałszywy przekaz o uderzeniu ukraińskiego drona w blok na Łotwie zilustrowano zdjęciem z pożaru
Źródło zdjęcia: x.com

To samo nagranie z podobnym przekazem krążyło już 5 maja. Wtedy inny internauta przekonywał, że łotewska policja "zatrzymuje wszystkich świadków, biorą od nich zobowiązania do zachowania tajemnicy, by to ukryć i grożą wyrokami". Stwierdził, że "Łotwa przecież, aż się pali by wejść do wojny". Post ten wyświetlono 77 tys. razy. Oba konta znane są z rozpowszechniania prorosyjskiej dezinformacji.

Niektórzy pytali, skąd i dokąd leciał dron. Niektórzy sugerowali, że był to "atak Ukrainy na kraj NATO". Część tłumaczyła, że na nagraniu widać "zwykły pożar", a autorzy wpisów manipulują. Niektórzy sugerowali, że nagranie nie jest z Łotwy.

Sprawdziliśmy, co wiadomo o filmie.

Przekaz przyszedł do polskiej sieci z runetu

5 maja to samo nagranie z niemal identycznym przekazem pojawiło się na rosyjskojęzycznym koncie w serwisie X oraz w serwisie VK (rosyjski odpowiednik Faceboka). "Ukraiński dron spalił budynek mieszkalny na Łotwie. Policja zatrzymuje świadków masowo – każe im podpisywać zobowiązania do zachowania tajemnicy i grozi realnymi wyrokami. Nie można się poddawać!" - czytamy w poście w serwisie X. Ten wpis udostępniano potem na kolejnych kontaach w wielu językach - m.in. angielskim, estońskim, fińskim, czeskim, włoskim i niemieckim.

FAŁSZ
Fejkowy przekaz przyszedł z rosyjskojęzycznej sieci
Fejkowy przekaz przyszedł z rosyjskojęzycznej sieci
Źródło zdjęcia: x.com

Pożar? Nie ma informacji o związku z dronami

Na nagraniu widać płonący blok przy ul. Talsu 62 w mieście Windawa w zachodniej Łotwie. Lokalizację potwierdzają zdjęcia w Google Street View - zgadza się bordowa falowana blacha na elewacji budynku, układ balkonów czy zielona budka dla kotów pod wejściem do pierwszej klatki.

Nie znaleźliśmy potwierdzenia, by pożar bloku w Windawie miał związek z rozbiciem się dronów na terenie Łotwy. Z informacji publikowanych na bieżąco przez władze miasta i lokalne media wynika, że pożar wybuchł rankiem 3 maja, czyli kilka dni przed informacjami o dronach, które spadły na terytorium Łotwy.

Z relacji łotewskich mediów z 3 i 5 maja wiemy, że w pożarze tego bloku nikt nie zginął. Jaka była przyczyna pożaru? 3 maja władze miasta informowały, że przyczyny pożaru są dopiero ustalane przez służby. Tego samego dnia lokalny portal informacyjny Ventas Balss podał, że ogień pojawił się najpierw balkonie na pierwszym piętrze i rozprzestrzenił się aż na czwarte piętro (na Łotwie przyjęta jest inna niż w Polsce numeracja kondygnacji: parter uznawany jest za pierwsze piętro - red.). "Balkony były pokryte onduliną, która jest materiałem łatwopalnym. Mieszkanie na drugim piętrze spłonęło doszczętnie, mieszkanie na trzecim piętrze ucierpiało w mniejszym stopniu, ale wyższe piętra były zadymione" - informował Ventas Balss.

Żadne wiarygodne media ani oficjalne źródła nie wiążą tego pożaru z incydentem z udziałem drona. Urząd miasta Windawy do publikacji tekstu nie odpowiedział na nasze pytanie, czy ustalono już przyczyny pożaru.

Dron nie spowodował też pożaru pociągu

Z kolei 7 maja w mediach społecznościowych pojawiły się doniesienia, że tej nocy ukraiński dron rzekomo spadł na pociąg pasażerski linii Ryga-Dyneburg na odcinku Nicgale-Vabole. Źródła ponownie prowadzą do runetu. "Ta informacja nie jest prawdziwa!" - ostrzega litewska policja w komunikacie w serwisie X.

Jak potwierdza policja, 5 maja około godziny 21 otrzymała informację, że na odcinku torów kolejowych Nicgale–Vabole zapalił się pierwszy wagon pociągu pasażerskiego. Jednak to nie dron był przyczyną pożaru. "Według informacji, którym obecnie dysponują śledczy, pożar wybuchł w maszynowni pociągu i najprawdopodobniej był związany z uszkodzeniem silnika. Jednak dokładne okoliczności zdarzenia są wyjaśniane w ramach postępowania karnego. Na miejscu zdarzenia wszyscy pasażerowie zostali ewakuowani i nie było ofiar" - tłumaczy litewska policja.

Źródło: Konkret24
Czytaj także: