Kwestia wyboru dwojga spośród sześciorga sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których prezydent Karol Nawrocki zaprosił do pałacu na ślubowanie, pozostaje tematem dyskusji polityków i ekspertów. Wyjaśnienia zarówno kancelarii prezydenta, jak i polityków PiS broniących decyzji Nawrockiego są niespójne i nie mają oparcia w przepisach.
W dodatku sam Karol Nawrocki potwierdził niedawno, że nie oparł się na konkretnym przepisie.
Przypomnijmy: prezydent 1 kwietnia odebrał ślubowanie jedynie od Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka. W pałacu nie ślubowali: Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz i Maciej Taborowski. Złożyli oni 9 kwietnia ślubowanie w Sejmie (dwoje zaprzysiężonych przez prezydenta również wzięło udział w tym wydarzeniu), po czym dostarczyli prezesowi TK Bogdanowi Święczkowskiemu pismo o umożliwienie im wykonywania obowiązków służbowych. Ważne: cała szóstka została wybrana przez Sejm tego samego dnia - 13 marca 2026 roku - i w takim samym trybie.
10 kwietnia rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz tłumaczył w Radiu Zet: "Żeby była sprawa jasna: pan prezydent nie ma wątpliwości co do dwojga sędziów, od których przyjął ślubowanie, ponieważ w kadencji pana prezydenta ci dwaj sędziowie zastąpili sędziów, którym upłynęła kadencja". Jednak ta argumentacja rzecznika prezydenta nie ma prawnego uzasadnienia, co wyjaśnialiśmy w Konkret24 (a zaprzeczył temu potem sam Nawrocki - o czym dalej).
Nie ma bowiem śladu dowodu na to, że Bentkowska i Szostek objęli stanowiska akurat po Krystynie Pawłowicz i Michale Warcińskim - to im minęły kadencje w TK za prezydentury Nawrockiego.
Prezydent: "musiałem wyboru dokonać sam"
Nieco inną linię obrony samodzielnej decyzji Nawrockiego przedstawił 20 kwietnia w Radiu Zet poseł PiS Piotr Mueller. Mówił on:
Zawsze było tak, że uchwały sejmowe wskazywały wprost, który sędzia za którego sędziego jest wybierany.Piotr Mueller, Radio Zet20 kwietnia 2026
Tak więc jego zdaniem zawinił Sejm, bo nie wskazał, który sędzia zajął który wakat.
Podobnie argumentował Karol Nawrocki, odpowiadając 17 kwietnia w Kanale Zero na pytania o powód zaprzysiężenia tylko dwojga sędziów. Najpierw przyznał, że według niego nieprawidłowości przy wyborze "dotyczą całej szóstki wybranych sędziów" - to ważne stwierdzenie, bo jednak spośród tych sześciu osób dwie jednak wybrał i zaprzysiągł. Dlaczego? Tak tłumaczył:
"Musiałem zważyć racje.. jedenastu członków, sędziów Trybunału Konstytucyjnego, aby zagwarantować funkcjonowanie instytucji państwowej. Pełen skład sędziowski jedenastu sędziów dawał możliwość funkcjonowania organu państwowego, jakim jest Trybunał Konstytucyjny. Zastrzeżenia były do całej szóstki, ale przy zważeniu racji, czy przy tych zastrzeżeniach uzupełniamy skład do jedenastki, czy rezygnujemy - czy ja rezygnuję - z tego, aby zaprzysięgać wszystkich, za sprawą tego, że marszałek Czarzasty nie wytłumaczył spraw, które budziły moje obiekcje, podjąłem decyzję, że chcę, aby Trybunał Konstytucyjny funkcjonował i działał. I wybrałem dwóch i zaprzysięgłem dwóch".
Prezydent potwierdził więc, że mimo iż cała szóstka sędziów została wybrana w takim samym trybie, on sam dokonał wyboru, których zaprosić do pałacu - lecz podstawy prawnej nie przedstawił.
Zaś na pytanie prowadzącego: "Ma pan jakieś uprawnienia, które pozwalają panu wybrać tych, których pan będzie zaprzysięgał, z których nie?" - Nawrocki odpowiedział: "Nie, ale liczyłem, że Sejm mi w tym pomoże i wskaże, który sędzia jest za którego sędziego. Który wygasły etat jest za który wygasły etat, bo taka zasada…. Powinienem dostać dokument z jasną informacją, który sędzia jest za którego sędziego. Tutaj też mi Sejm nie pomógł. Nie dostałem tego. Nie wiedziałem, który jest za którego. (…) Ja zostałem zobowiązany, postawiony przed sytuacją, gdzie musiałem tego wyboru dokonać sam. Prowadzący zauważył: "Pan przed chwilą powiedział: 'nie mam takich uprawnień, ale jednak to zrobiłem'". Wtedy prezydent sam sobie zaprzeczył, znowu winiąc Sejm: "Nie, ja nie powiedziałem, że nie mam takich uprawnień, natomiast że Sejm nie wykonał swojego zadania, nie wiem czy świadomie, czy nieświadomie".
Czy rzeczywiście "Sejm nie wykonał swojego zadania"?
"Narracji prezydenta przeczy i prawo, i logika"
Doktor Marcin Krzemiński z Katedry Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego najpierw odnosi się do kwestii wyboru przez prezydenta, kogo zaprzysiąc, a kogo nie: - Zacząć trzeba od tego, że prezydent nie ma tutaj żadnych kompetencji, nie dokonuje żadnej czynności. Czynność ślubowania to czynność sędziego, bo to sędzia składa ślubowanie, a prezydent jest tylko stroną bierną tej czynności. Prezydent nie może sobie wybierać sędziów, którzy mu złożą ślubowanie.
Co do oczekiwania Karola Nawrockiego, że Sejm wskaże, "który sędzia jest za którego sędziego" został wybrany, konstytucjonalista stwierdza: - Jedynym obowiązkiem Sejmu jest przesłanie przez marszałka Sejmu prezydentowi uchwały o wyborze sędziów. Nie ma żadnego wymogu wskazywania, którego konkretnie sędziego zastępuje nowo wybrany sędzia. Nie ma żadnego "dziedziczenia miejsca w TK" jednego sędziego po drugim. To jest jakieś myślenie magiczne.
Przyznaje, że "kiedyś była taka praktyka, ale została zarzucona w czasie, gdy większość sejmową miało Prawo i Sprawiedliwość". I zwraca uwagę na ważną rzecz:
Na przykład obecny prezes Trybunału Konstytucyjnego został wybrany bez wskazania, kogo zastępuje. Nie słyszałem, aby prezydent kwestionował jego mandat. Narracji prezydenta przeczy i prawo, i logika.dr Marcin Krzemiński, Uniwersytet Jagielloński
Również dr Mateusz Radajewski z Katedry Prawa Uniwersytetu SWPS stwierdza, że Sejm nie ma obowiązku informowania prezydenta, kogo na wakat po kim wybrał do TK. "Stanowiska sędziowskie w Trybunale Konstytucyjnym nie są w żaden sposób oznaczone czy "ponumerowane" w tym sensie, że można przypisać, że dany sędzia zajmuje np. stanowisko nr 4" - wyjaśnia w przesłanej Konkret24 analizie.
"Nie jest możliwe wywiedzenie takiej zasady z art. 194 ust. 1 konstytucji, ponieważ mowa jest w nim jedynie o indywidualnym wyborze sędziego - to znaczy, że Sejm nie może, głosując nad taki wyborem, dokonywać grupowania kandydatów w bloki, tak że np. głos za kandydatem A oznacza jednocześnie głos na kandydata B" - tłumaczy dalej. "Jeśli Sejm obsadza na raz wiele wakatów, posłowie muszą więc dysponować pełną swobodą wyboru sędziego na każde stanowisko oddzielnie. Nie ma natomiast żadnych powodów, dla których posłowie, dokonując takiego wyboru, musieliby dokładnie określać który sędzia będzie następcą którego. Z prawnego punktu widzenia jest to bowiem pozbawione jakiegokolwiek znaczenia" - dodaje.
Jedynym wyjątkiem - zaznacza ekspert - jest sytuacja, gdy Sejm w tym samym dniu wybiera kilku sędziów na stanowiska, które będą się zwalniać w przyszłości w różnych dniach. "Wtedy Sejm powinien określić dokładnie, który sędzia będzie następcą którego, tak żeby nie było wątpliwości, w jakiej kolejności będą obejmować swoje urzędy. Tak np. było w 2015 r., kiedy to Sejm w uchwałach wskazywał, kiedy rozpocznie się kadencja danego sędziego" - tłumaczy dr Radajewski. I przypomina:
Sam PiS, gdy 2 grudnia 2015 roku wybierał trzy osoby na stanowiska sędziowskie, które uznawał za zwolnione, nie przypisywał ich do konkretnych stanowisk ani nie wskazywał, których konkretnie sędziów będą oni następcami. Jedynie wobec tych, którzy mieli objąć stanowiska w przyszłości, określił w uchwale, kiedy rozpoczyna się ich kadencja.dr Mateusz Radajewski, Uniwersytet SWPS
"Nie jest więc jasne, na jakiej podstawie prezydent domaga się teraz działań, które nie mają umocowania ani w prawie, ani nawet w dotychczasowej praktyce przyjmowanej również przez jego własny obóz polityczny" - podsumowuje ekspert. Jak opisywaliśmy bowiem w TVN24+, w uchwałach o wyborze sędziów TK z okresu ostatnich czterech kadencji Sejmu rzeczywiście nie wskazywano, po kim nowo wybrani sędziowie obejmą stanowiska.