Strzelanina w Krakowie. Po ataku w sieci krążą fake newsy
Sześć osób zginęło, a 16 zostało rannych w wyniku ataku na Rynku Głównym w Krakowie. W sobotę 7 listopada około godziny 15.00 zamaskowany 24-latek wjechał samochodem na Rynek i otworzył ogień do przypadkowych ludzi. Po wymianie ognia z policją został ranny i zatrzymany. Wśród rannych są policjanci. Po wymianie ognia z policją sprawca został ranny i zatrzymany. W związku z tragicznymi wydarzeniami w dniach 8 i 9 listopada w całym kraju ogłoszono żałobę narodową.
Niemal od pierwszych chwil po strzelaninie w sieci zaczęły pojawiać się niezweryfikowane informacje, spekulacje i przekazy wprowadzające w błąd. Część z nich szybko zyskała duże, nawet milionowe zasięgi. Wzywamy do zachowania ostrożności i nieprzekazywania informacji pochodzących z niesprawdzonych źródeł.
Najnowsze wydarzenia związane z atakiem znajdziesz w relacji na żywo na TVN24.pl.
Sakiewicz: "Gdzie się podziała policja?" Funkcjonariusz stał tuż za nim
Około godziny 15.25 podczas relacji na żywo Rynku w Krakowie Tomasz Sakiewicz, prezes Telewizji Republika, zarzucał policji, że nie ma jej na miejscu strzelaniny na Rynku Głównym. Sugerował, że funkcjonariusze zostali skierowani do Warszawy, by zabezpieczać wydarzenia związane z Trybunałem Konstytucyjnym.
"Cały czas nie widać ani jednego policjanta. To jest w ogóle coś nieprawdopodobnego. Tylko straż miejska i gdzieś się podziała policja" - stwierdził. Sugerował, że "najprawdopodobniej wszystkie rezerwy policji zostały wywiezione do Warszawy". Jego słowa usłyszał stojący obok mężczyzna, który ostro zaprotestował. "Co za bzdury! Bzdury pan gada! Bzdury pan pier****" - krzyczał do Sakiewicza.
Reakcja mężczyzny była uzasadniona. Gdy Sakiewicz zarzucał, że funkcjonariuszy policji nie ma miejscu zdarzenia, tuż za jego plecami stał policjant. Ubrany na czarno, z zasłoniętą twarzą, miał na ramieniu odblaskową naszywkę z napisem "policja". Kamera Telewizji Republika pokazała widzom zamaskowanego policjanta tuż przed tym, jak szef stacji zaczął mówić o rzekomym braku tej formacji na miejscu. Funkcjonariusz prosił o odsunięcie się gapiów od miejsca, w którym udzielano pomocy medycznej osobie poszkodowanej w strzelaninie.
Przekaz o nieobecności służb podchwycili w sieci niektórzy internauci i politycy opozycji m.in. była sędzia Trybunału Konstytucyjnego i była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Krystyna Pawłowicz. Przekonywała, że "na miejscu długo brak Policji". Tezy podobne do przekazu Sakiewicza głosiła w serwisie X publicystka prawicowych mediów Marzena Nykiel.
Na przekaz zareagowała Karolina Gałecka, rzecznik prasowy i dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. "W obliczu tak poważnej tragedii, jaka ma miejsce w Krakowie, TV Republika i Tomasz Sakiewicz sieją kłamliwą narrację" - stwierdziła w serwisie X.
"Dementujemy informacje o późnej reakcji Policji. Funkcjonariusze rozpoczęli interwencję natychmiast. Pierwszy patrol rozpoczął działania już 23 sekundy po zgłoszeniu" - poinformowano w serwisie X z konta komendy wojewódzkiej w Małopolsce.
Jak przekazał komendant główny policji Marek Boroń podczas briefingu prasowego nocą 7 listopada, funkcjonariusze szybko podjęli interwencję. "[Godzina] 15 i trzy minuty - następuje wymiana ognia między sprawcą a policjantami. Trzy minuty od momentu, kiedy dostajemy pierwszą informację, już policjanci wymieniają ogień ze sprawcą" - relacjonował. Boroń podziękował policjantom, którzy brali udział w akcji "za heroiczność, za profesjonalizm i oddanie służbie i społeczeństwu".
Spekulacje o narodowości sprawcy. To nie obywatel Ukrainy
Szybko po strzelaninie w sieci zaczęły pojawiać się wpisy sugerujące, że sprawcą ataku jest obywatel Ukrainy. Niektórzy internauci nazywali go "banderowcem", pisali o rzekomym "wschodnim akcencie". Przekaz ten krążył bez wiarygodnego potwierdzenia. I szybko okazał się nieprawdziwy.
"Sprawca zdarzenia z Rynku Głównego w Krakowie jest obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej. Dementujemy informację o śmierci policjanta oraz o poszukiwaniu kolejnego sprawcy. Jedyny znany sprawca zdarzenia jest w rękach policji" - przekazała małopolska policja już dwie i pół godziny od momentu, gdy doszło do ataku.
Z kolejnych informacji służb wiemy, że sprawcą był 24-letni mieszkaniec Ostrowca Świętokrzyskiego. W jego domu znaleziono ciała 53-letniego ojca, matki w wieku 52 lat i 20-letniej siostry.
Ranny policjant umarł krótko po strzelaninie? Doniesienia się nie potwierdziły
Krótko po strzelaninie zaczęły pojawiać się doniesienia o rzekomej śmierci jednego z dwóch rannych funkcjonariuszy. Informację, zastrzegając, że jest nieoficjalna, podały niektóre redakcje. Szybko zaczęła ona krążyć także wśród internautów. Te doniesienia na szczęście się nie potwierdziły.
Jak przekazał wieczorem 7 listopada w serwisie X premier Donald Tusk, policjanci, którzy zostali ranni przy zatrzymaniu i unieszkodliwianiu 24-letniego napastnika w Krakowie, to starszy posterunkowy Jakub Kulik i starszy posterunkowy Artur Morański. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował w serwisie X, że starszy posterunkowy Kulik ma niesprawne płuco, "walczy o życie" i potrzebuje krwi.
Rankiem 8 listopada na antenie TVN24 wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar przekazał, że stan obu funkcjonariuszy jest ciężki, ale uległ poprawie. "Wszyscy obawialiśmy się tej nocy. (...) Obaj panowie przeżyli noc i są pod dobrą opieką w krakowskim szpitalu. Ich stan nadal jest ciężki i nie możemy jeszcze odetchnąć z ulgą, ale jest lepszy niż wczoraj. To dobra wiadomość" - powiedział.
Po południu 8 listopada prokurator Tomasz Waszczuk, rzecznik krakowskiej prokuratury okręgowej, przekazał, że otrzymał informację, iż obaj funkcjonariusze policji zostali wybudzeni ze śpiączki.
AI "ulepsza" materiały ze zdarzenia. I dodaje coś od siebie
Niektórzy internauci użyli sztucznej inteligencji do uwydatnienia szczegółów ze słabej jakości nagrań strzelaniny w Krakowie. Tak "ulepszone" obrazy mogą jednak zniekształcać nie tylko wygląd osób, lecz także szczegółów zdarzenia.
Dwa krążące w portalach kadry mają przedstawiać twarz sprawcy strzelaniny. Widać na nich mężczyznę leżącego na ulicy, któremu po postrzeleniu udzielana jest pomoc. Na każdym z obrazów jego twarz wygląda nieco inaczej niż na oryginalnych nagraniach. AI zmieniła również inne szczegóły, między innymi grafikę na czarnej koszulce, którą miał pod uniformem moro. Celowo nie pokazujemy oryginalnych, jak i przerobionych ujęć twarzy sprawcy.
Sztuczną inteligencją "podkręcono" jakość ujęcia z momentu zatrzymania sprawcy przez policjanta. Po lewej stronie kadru 24-latek w stroju moro leży z uniesionymi rękami, po prawej klęczy policjant. Taką wersję opublikowali między innymi na Facebooku poseł Konfederacji Bartłomiej Pejo oraz w serwisie X Marcin Tyc z projektu fact-checkingowego Sprawdzam.to. Dziennikarz przeprosił za publikację, która już jest niedostępna (zachowała się jej archiwalna wersja). Jak wyjaśnił, "nie miał świadomości, że to przeróbka AI". Zanim wpis zniknął, zdążył jednak zebrać co najmniej 1,2 mln wyświetleń.
Porównanie z oryginalnym nagraniem i zdjęciami Google Street View pokazuje, że AI zmieniła nie tylko ostrość obrazu. Na przerobionej wersji sprawca wygląda, jakby miał trzecią rękę. Podkulone ręce policjanta wydają się zdeformowane. Zmieniły się również detale w tle. Dzięki AI gładka fasada budynku w tle zyskała ozdobne obramowania, a napisy na graffiti zmieniły się. Na zdjęciach Google Street View można odczytać "C.P.B." i "ROM26A". Na obrazie przetworzonym przez AI widnieją natomiast napisy "C.P.!" i "NOM264".
W anglojęzycznej sieci krąży podobne "wyostrzone" przez AI ujęcie gdzie widać tylko sprawcę strzelaniny, który leży w tym samym miejscu z podniesionymi rękami sprawcę. Tu ingerencję AI widać na pierwszy rzut oka - jego dłonie w czarnych rękawiczkach są wyraźnie zniekształcone, przypominają połączone kuliste bryły. Mimo to wpis z grafiką w serwisie X wyświetlono 1,8 mln razy. Potwierdza to analiza narzędziem Sightengine. Wskazało ono 99 proc. prawdopodobieństwa, że obraz został wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Jak widać na tych przykładach, sztuczna inteligencja nie tylko wyostrza słabej jakości kadry lub zdjęcia, ale może i zmieniać ich szczegóły. Po obróbce przez AI obraz może wyglądać wiarygodnie, ale nie musi wiernie przedstawiać tego, co rzeczywiście utrwalono na oryginalnym nagraniu lub zdjęciu. Dlatego apelujemy o ostrożność w udostępnianiu takich "ulepszonych" materiałów.
Jedno z nagrań krążących w serwisie X miało dowodzić, że podczas strzelaniny na krakowskim Rynku niektórzy świadkowie wykorzystywali zamieszanie, by okradać sklep odzieżowy sieci Zara. Jego witryna została uszkodzona w trakcie zdarzenia. "Co to za śmiecie w momencie takiej tragedii, zamiast pomagać poszkodowanym, okradają sklep" - przekonuje użytkowniczka serwisu X.
Taka interpretacja nagrania nie znajduje jednak potwierdzenia w widocznych na nim szczegółach.
Na słabej jakości nagraniu widać, że przed wejściem do sklepu leży jedna z ofiar. Obok niego kuca mężczyzna w czerwonych butach. Chwilę później ten sam mężczyzna, w towarzystwie drugiej osoby, wchodzi do sklepu pozbawionego szklanych drzwi. Obaj podchodzą do wieszaka z ubraniami. Mężczyzna w czerwonych butach energicznie ściąga z niego tylko wąski przedmiot przypominający pasek.
W tle słychać później okrzyki proszące o "sznurek". Nad leżącą osobą stoi dwóch mężczyzn. Jedna rozmawia przez telefon i energicznie gestykuluje, drugi po prawej wygląda jakby zdejmował pasek od spodni. W tym momencie nagranie się urywa.
To, co widać i słychać na nagraniu wskazuje na to, że mężczyźni szukali sposobu na zatamowanie krwawienia. Sznurek lub pasek mógł posłużyć jako prowizoryczna opaska uciskowa. Zachowanie mężczyzn przy wieszaku sugeruje więc, że nie próbowali niczego ukraść, lecz szukali materiału, który mógł pomóc rannemu.
Nie ma zatem podstaw, by twierdzić, że widoczne na nagraniu osoby okradały sklep dla własnej korzyści. Dokładniejsza analiza nagrania wskazuje raczej na próbę udzielenia pomocy rannemu.
Uwaga na linki do rzekomych nagrań z ataku
Ostrzegamy przed oszustami, którzy próbują wykorzystać zainteresowanie nagraniami ze strzelaniny w Krakowie.
"Takie coś znalazłem co do strzelaniny w Krakowie" - niemal identyczne wpisy o takiej treści pojawiły się wieczorem 7 listopada w serwisie X. Dołączono do nich odnośniki z miniaturami przypominającymi zamazane nagrania, takie jak te, które platformy oznaczają jako drastyczne. Ich wygląd ma zachęcić użytkowników do kliknięcia i obejrzenia materiału.
Zalecamy nie klikać w tego rodzaju odnośniki i nie podawać na przekierowanych stronach żadnych danych.