"750 tysięcy e-podpisów uruchamia procedurę". Po referendum prezydent może "opuścić pałac"?
Mieszkańcy Krakowa w referendum 24 maja odwołali ze stanowiska prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego. W tym samym referendum nie udało się odwołać rady miasta - frekwencja okazała się jednak za niska. Plebiscyty dotyczące odwołania władz mogą odbyć się w innych miastach. Zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania prezydenta i rady miasta ruszyła w Radomiu - już dzień po głosowaniu w Krakowie, wsparli ją politycy PiS. 26 maja radni Rzeszowa złożyli dwa wnioski o referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka. W Częstochowie od jesieni trwają próby, by w referendum odwołać ze stanowiska prezydenta Krzysztofa Matyjaszczyka, który jest podejrzany o korupcję.
Niektórzy internauci poszli o krok dalej i sugerowali, że w referendum można też odwołać... prezydenta Polski. "Tak działa legalny bat na Prezydenta RP" - to nagłówek planszy udostępnianej pod koniec maja na Facebooku i w serwisie X. Przepis ma być prosty: "750 tys. e-podpisów uruchamia procedurę. Ponad 50 proc. frekwencji, aby referendum było ważne. 60% proc. głosów na TAK i Prezydent opuszcza Pałac!". W niektórych wariantach dołączone było zdjęcie prezydenta Karola Nawrockiego. Taka ilustracja krążyła m.in. na facebookowych grupach "Roman Giertych. Wolne Media, Wolne Sądy, Wolni Ludzie"; "Naród przeciw Patoprawicy" czy "Koalicja obywatelska 2027". Najpopularniejszy post zebrał niemal 3,5 tys. reakcji i 1,2 tys. udostępnień.
"Czas pokazać, że mamy dość tej parodii rządzenia. A Nawrocki i tak nie robi nic konstruktywnego dla Polski" - stwierdził jeden z facebookowiczów (pisownia wszystkich postów oryginalna). Na koniec zapytał: "Kto podpisuje i idzie do referendum?".
Przekaz wywołał sporą dyskusję internautów. Jedni ochoczo deklarowali poparcie dla takiego referendum: "no to do roboty"; "zróbmy to!"; "podpisuję".
Gdy jedni przekonywali, że uzyskanie 60 procent w referendum jest "do ogarnięcia", inni oceniali, że to "może być duży problem". Niektórzy dopytywali: "A ile potrzeba tych e- podpisów żeby Tuska odwołać"? Chcieli dowiedzieć się czy podobne referendum "z premierem też zadziała".
Wielu nie było pewnych czy w ten sposób da się odwołać prezydenta Polski. "Dlaczego więc nie uruchamia się tej procedury? Obawiam się, że nie do końca tak to jest" - stwierdził jeden z komentujących. Kolejni dopytywali o podstawę prawną, która nie padła ani w postach, ani w treści planszy.
W tym przekazie nic się nie zgadza. Tłumaczymy.
Prezydent Polski do odwołania w referendum? Tego wprost Konstytucja nie przewiduje
Ani Konstytucja RP, ani ustawa o referendum ogólnokrajowym nie przewidują procedury odwołania Prezydenta RP w drodze referendum.
Zgodnie z art. 125 konstytucji "w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa może być przeprowadzone referendum ogólnokrajowe". Inicjatywa przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego należy do: - prezydenta (musi mieć jednak zgodę Senatu uzyskaną bezwzględną większością głosów - czyli głosujących "za" musi być więcej niż głosujących "przeciw" i wstrzymujących się); musi być zachowane kworum; - Sejmu - który decyduje o referendum bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów z własnej inicjatywy albo na wniosek Senatu, Rady Ministrów lub co najmniej 500 tys. obywateli (art. 63 ust. 1 ustawy o referendum ogólnokrajowym).
Tak więc do przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego z inicjatywy obywateli potrzebne jest nie tylko co najmniej 500 tys. podpisów, ale i zgoda bezwzględnej większości Sejmu (głosów "za" musiałoby być więcej niż tych "przeciw" i wstrzymujących się, przy pełnej frekwencji na sali to 231 głosów). Żadne zapisy w ustawie o referendum ogólnokrajowym nie przewidują zebrania "750 tys. e-podpisów", o których mowa w weryfikowanym przekazie.
Jeżeli w referendum ogólnokrajowym wzięło udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, wynik referendum jest wiążący. Według weryfikowanego przekazu oprócz frekwencji 50 proc. ma być rzekomo wymagane "60 proc. głosów na TAK". Tylko że to nie znajduje potwierdzenia w ustawie o referendum ogólnokrajowym. Art. 66 ust. 2 stanowi, że wynik referendum uznaje się za rozstrzygający, jeżeli spełniony zostanie jeden z dwóch warunków: większość ważnych głosów zostanie oddana "za" lub "przeciw" w odpowiedzi na postawione pytanie, albo jeden z przedstawionych wariantów rozwiązania uzyska największą liczbę ważnych głosów.
Artykuł 131 konstytucji przewiduje pięć sytuacji, w których kadencja prezydenta państwa może zostać skrócona, a jego obowiązki tymczasowo przejmuje Marszałek Sejmu. Żadna z nich wprost nie jest związana z referendum lub jego wynikiem. Do skrócenia kadencji dochodzi w przypadku:
- śmierci Prezydenta Rzeczypospolitej,
- zrzeczenia się urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej,
- stwierdzenia nieważności wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze,
- uznania przez Zgromadzenie Narodowe trwałej niezdolności Prezydenta Rzeczypospolitej do sprawowania urzędu ze względu na stan zdrowia, uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby członków Zgromadzenia Narodowego,
- złożenia Prezydenta Rzeczypospolitej z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu.
Nie pierwszy raz w debacie publicznej pojawia się temat możliwości skrócenia kadencji Prezydenta RP poprzez referendum. Taki dyskutowany był w listopadzie 2023 roku po tym, jak w programie "Dudek o polityce" konstytucjonalista prof. Marek Chmaj stwierdził, iż w jego opinii istnieje "hipotetyczna możliwość" zarządzenia nowych wyborów prezydenckich "przed upływem kadencji, jeśli na to wyrazi zgodę naród w drodze referendum".
W reakcji na krytykę, w tym środowiska prawniczego, prof. Chmaj doprecyzował swoje stanowisko w rozmowie z Wirtualną Polską. Konstytucjonalista podkreślał takie referendum wprost "nie powinno dotyczyć skrócenia kadencji prezydenta". Obywatele mogliby w nim zdecydować "o kształcie konstytucyjnego organu państwa, jakim jest prezydent". W tej samej rozmowie prof. Chmaj stwierdza, że "samo skrócenie kadencji mogłoby być następstwem innych podjętych przez suwerena decyzji".
Należy podkreślić, że w sam wynik referendum nie zmienia prawnej rzeczywistości. Nawet po wiążącym wyniku referendum ciężar realizacji "woli narodu" spada na "właściwe organy państwowe". To one mają podjąć odpowiednie decyzje lub wydać akty prawne.
Odwołanie prezydenta miasta w referendum lokalnym
O tym, że samorządowcy - prezydenci i burmistrzowie miast, wójtowie gmin, mogą zostać odwołani ze stanowiska w drodze referendum - konstytucja mówi już wprost. W art. 170 czytamy: "Członkowie wspólnoty samorządowej mogą decydować, w drodze referendum, o sprawach dotyczących tej wspólnoty, w tym o odwołaniu pochodzącego z wyborów bezpośrednich organu samorządu terytorialnego".
Zgodnie z art. 5 ustawy o referendum lokalnym z "w sprawach odwołania organu stanowiącego jednostki samorządu terytorialnego przed upływem kadencji rozstrzyga się wyłącznie w drodze referendum". Referendum może zostać zorganizowane w dwóch trybach:
- na wniosek mieszkańców (10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy albo powiatu lub 5 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców województwa);
- z inicjatywy rady gminy, która podejmuje w tej sprawie uchwałę.
Lokalne referendum w sprawie odwołania organu jednostki samorządu terytorialnego pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne, gdy udział w nim wzięło nie mniej niż 3/5 liczby biorących udział w wyborze odwoływanego organu przeprowadzonego na wniosek mieszkańców (art. 55 ust 2).