Bąkiewicz przed sądem "za znak Polski Walczącej"? No nie
Lider Ruchu Obrony Granic (ROG) i były kandydat do Sejmu z list PiS Robert Bąkiewicz 3 lipca 2026 roku ma stanąć przed Sądem Rejonowym w Warszawie. Już od kilku dni na kontach ROG zachęcano zwolenników Bąkiewicza do przyjścia przed budynek sądu. Podkreślano, że zarzuty - przynajmniej tak, jak widzą je członkowie ROG - to "absurd". "W najbliższy piątek Robert Bąkiewicz staje przed sądem. Powód? Sprawa dotyczy znaku Polski Walczącej" - czytamy we wpisie organizacji.
"Jeśli uważacie, że ściganie kogoś w dzisiejszych czasach za ten konkretny symbol to absurd, przyjdźcie i pokażcie swoje wsparcie bezpośrednio na miejscu" - dodano. Na ilustracji - obok wizerunku Bąkiewicza - napisano: "Za znak Polski Walczącej na ławę oskarżonych". Dalej we wpisie przypomniano, że zbliża się kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego i pytano: "Kto w historii ścigał Polaków za znak powstańczej kotwicy?".
Taka narracja budowana wokół procesu Bąkiewicza nie powinna dziwić o tyle, że sam oskarżony już w kwietniu 2024 roku pisał o swoich zarzutach: "Przyszło nam żyć w czasach, gdy obrona symboli narodowych i pamięć o pomordowanych żołnierzach niezłomnych jest przestępstwem".
Takie przedstawianie sprawy to jednak manipulacja, ponieważ Bąkiewicz nie trafił na ławę oskarżonych za sam znak Polski Walczącej, a tym bardziej za "obronę narodowych symboli".
"Nie ma usprawiedliwienia dla..."
Chodzi o wydarzenie z 25 stycznia 2024 roku. Bąkiewicz czarną farbą namalował dwa znaki Polski Walczącej na budynku Ministerstwa Klimatu i Środowiska przy ulicy Wawelskiej w Warszawie. Całą sytuację nagrał i pochwalił się nią w sieci, tłumacząc, że jest to jego odpowiedź na zdjęcie ze ściany w siedzibie ministerstwa znaku Polski Walczącej i tablicy upamiętniającej Żołnierzy Wyklętych. "Mam nadzieję, że jutro pani minister przychodząc do pracy, zobaczy znaki Polski Walczącej. Róbcie to w całej Polsce" - zachęcał.
Już następnego dnia stołeczna policja poinformowała, że przekazała do prokuratury zgromadzone dowody dotyczące potencjalnego zniszczenia lub uszkodzenia zabytku. Budynek pochodzący z 1936 roku wpisano mianowicie do rejestru zabytków jako część układu Kolonii Lubeckiego.
Osobne zawiadomienie złożył też stołeczny konserwator zabytków Michał Krasucki, którego również nie przekonała argumentacja Bąkiewicza. "Bez względu na to, jakie przyświecały Bąkiewiczowi idee, nie ma usprawiedliwienia dla mazania na zabytkowych ścianach. Bez względu na to, czy 'mazajami' są obelżywe hasła na kościołach, czy symboliczne znaki związane z polską historią. Po prostu nie mażemy po zabytkach" - zaapelował konserwator w facebookowym wpisie. Dodał, że "dokonany akt wandalizmu niestety najprawdopodobniej trwale uszkodzi elewację".
Jaki zarzut ma Bąkiewicz?
Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która w kwietniu 2024 roku postawiła Bąkiewiczowi zarzut uszkodzenia zabytku, czyli przestępstwa z art. 108 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, za który grozi mu od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia. W czerwcu tamtego roku akt oskarżenia wpłynął do Sądu Rejonowego w Warszawie. Prokuratura podkreśliła wtedy, że swoim działaniem Bąkiewicz "trwale uszkodził strukturę szydłowieckiego piaskowca jasnożółtego".
Wbrew narracji tworzonej wokół procesu narodowca, Robert Bąkiewicz nie usłyszał więc zarzutów "za znak Polski Walczącej". Używanie tego symbolu nie jest zakazane w Polsce. Prokuratura zarzuciła mu, że trwale uszkodził zabytkowy budynek, co jest przestępstwem niezależnie od tego, z jakich powodów dopuszczono się aktu wandalizmu.
Zdjęte na remont i przeniesione do Radomia
Jednocześnie przypomnijmy, że po incydencie z Bąkiewiczem rzecznik ministerstwa klimatu Hubert Różyk wyjaśnił, że znak Polski Walczącej wewnątrz budynku został zdjęty, "bo w tej części budynku zaczyna się remont korytarza i pokoi".
Minister Paulina Hennig-Kloska w maju 2025 roku przekazała natomiast, że wcześniej znak wraz z tablicą o Żołnierzach Wyklętych znajdowały się "zamkniętym pomieszczeniu na końcu korytarza strefy wyłączonej ze swobodnego poruszania się", dlatego przeniesiono je do Sali Historii Radomsko-Kieleckiej w budynku Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu. "Dodam, że niemal takie same tablice pamiątkowe od lat, niezmiennie mieszczą się w holu głównym ministerstwa" - dodała, na dowód zamieszczając zdjęcie.