Unia Europejska "przyjęła nas do swojego grona, aby doić z kasy" - tak internauci komentują informację o horrendalnej kwocie 2,5 biliona złotych, które Polska miałaby rzekomo zapłacić za unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2. To jednak podwójna manipulacja związana z raportem pewnej fundacji. Pokazujemy, kto za nią stoi.
Dwa i pół biliona złotych - ta liczba robi wrażenie już nawet z samego wyglądu, ponieważ bilion to jeden i dwanaście zer, a więc kwota zapisana cyframi będzie wyglądała tak: 2 500 000 000 000 zł. A jeszcze bardziej działa na wyobraźnię, jeśli doda się, że tyle "Polska musi zapłacić za ETS2". Tak właśnie uwagę odbiorców starał się przyciągnąć autor wpisu w serwisie X, który 31 grudnia 2025 roku napisał, że 2,5 biliona złotych to koszt udziału Polski w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla i opatrzył swój wpis grafiką zachęcającą do polexitu, czyli wystąpienia Polski z Unii Europejskiej.
I choć ten użytkownik usunął już nie tylko swój wpis, ale i całe swoje konto, to przekaz mówiący, iż "Polska ma zapłacić 2,5 biliona zł na ETS2" nadal jest obecny w sieci. Tak na przykład zatytułowano odcinek programu Radia Wnet dostępny od 31 grudnia 2025 roku w serwisie YouTube (druga część tytułu to: "Świat ucieka od UE"). Gościem był Tomasz Zdzikot, były prezes zarządu spółki KGHM Polska Miedź, a wcześniej szef Poczty Polskiej i wiceminister obrony narodowej. On jeszcze pojawi się w tym artykule.
Internauci komentujący wpis oraz nagranie na YouTube wydawali się nieco zdezorientowani. Część nie dowierzała w tak ogromną kwotę ("2,5 biliona... nie mogę co za dekiel"; "Było pite na bank"), ale inna widziała w tym kolejny dowód na celowe wyniszczanie Polski przez Unię Europejską. "Po to Unia przyjęła nas do swojego grona, aby później doić z kasy"; "Pewna grupa cwaniaków znalazła sposób na zarabianie kasy na ETS2"; "Będąc złośliwym powiem niech unia ciśnie więcej oplat to zwiększy sie liczba chętnych do wyjścia z unii"; "Polexit jutro polecam" - pisali.
Tylko że kwota 2,5 biliona złotych wcale nie dotyczy systemów ETS ani ETS2. A raport, z którego pochodzi, może budzić wątpliwości.
Polska nie płaci na ETS
ETS to skrót angielskiej nazwy unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2 (ang. Emissions Trading System). Opiera się na zasadzie "kto zanieczyszcza, ten płaci" i w dużym skrócie oznacza, że przedsiębiorstwa z określonych branż muszą zakupywać na specjalnej giełdzie uprawnienia do emisji każdej tony dwutlenku węgla. Celem jest zmotywowanie firm do przechodzenia na mniej emisyjne technologie, które nie będą obciążone systemem ETS i tym samym tańsze.
W obecnej fazie systemu ETS (tzw. ETS1), uprawnienia do emisji CO2 muszą nabywać m.in. przedsiębiorstwa wytwarzające energię elektryczną, produkujące i przetwarzające metale, duże zakłady chemiczne czy rafinerie. Kraje UE uzgodniły, że wkrótce do tego grona dołączą firmy z branż: transportu drogowego, żeglugi i budownictwa, tworząc tzw. ETS2. Zgodnie z ustaleniami z listopada 2025 roku to rozszerzenie ma nastąpić w 2028 roku.
Niezależnie od ostatecznej daty wejścia w życie ETS2 już na tej podstawie można ustalić, że Polska jako państwo nie ponosi bezpośrednich kosztów systemu ETS, ponieważ to nie kraje kupują uprawnienia do emisji, tylko przedsiębiorstwa z konkretnych branż. Jest wręcz odwrotnie: system jest tak pomyślany, że to właśnie kraje członkowskie są beneficjentami środków z ETS, ponieważ to do nich trafia większość pieniędzy wydawanych przez przedsiębiorstwa na zakup uprawnień. Te środki państwa mają przeznaczać na transformację energetyczną.
CZYTAJ WIĘCEJ W KONKRET24: Kowalski: na handlu uprawnieniami do emisji CO2 "straciliśmy 33 miliardy złotych". Czego nie mówi?
Jeśli Polska jako państwo nie ponosi bezpośrednich kosztów systemu ETS - ani tym bardziej ETS2, który wciąż nie wszedł w życie - to skąd wziął się przekaz o 2,5 biliona złotych przeznaczanych na ten cel? W skrócie: z błędnej interpretacji raportu o innej unijnej dyrektywie.
Nie ETS, tylko EPBD
Kwota 2,5 biliona złotych pojawiła się mianowicie w raporcie "Skutki wdrożenia Dyrektywy EPBD (dyrektywa budynkowa) do porządku prawnego w Polsce" wydanym w grudniu 2025 roku przez Fundację SET. Do samej fundacji jeszcze wrócimy, ale wyjaśnijmy tylko, że opisana w raporcie dyrektywa o efektywności energetycznej budynków (EPBD) to co innego niż system ETS.
O ile ETS wprowadził system zakupu uprawnień do emisji CO2 dla różnych branż, o tyle dyrektywa EPBD jest planem działania w stopniowym podnoszeniu efektywności energetycznej i dekarbonizacji budynków do 2050 roku. Ten obszerny dokument rzeczywiście nakłada na państwa konkretne obowiązki, w tym wspomaganie termomodernizacji budynków o najgorszych parametrach energetycznych.
CZYTAJ WIĘCEJ W KONKRET24: Unijna dyrektywa doprowadzi do "wywłaszczenia Polaków z ich domów"? Fałszywa teza
We wspomnianym raporcie Fundacji SET wyliczono, że "dostosowanie się do wymogów EPBD oznaczać może dla Polski koszt aż 2,5 biliona złotych w ciągu najbliższych 25 lat", czyli do 2050 roku. Największą część kosztów, około dwóch bilionów złotych, ma pochłonąć właśnie termomodernizacja budynków. Raz jeszcze powtórzmy: nie ma to nic wspólnego z systemem ETS lub ETS2, w którym Polska jako kraj jest beneficjentem, a nie płatnikiem środków na zakup uprawnień do emisji CO2.
A teraz zobaczmy, kto stoi za raportem, z którego wyszła w świat ogromna kwota 2,5 biliona złotych.
Fundacja byłych prezesów i wiceministrów
Fundacja SET to skrócona nazwa Fundacji "Security-Energy-Technology" (czyli bezpieczeństwo, energia, technologia). Nie jest to jednak żaden renomowany think tank ani ośrodek analityczny z wieloletnim stażem, ponieważ fundacja powstała w marcu 2025 roku. Skupia głównie byłych prezesów i członków zarządów spółek Skarbu Państwa z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, z których część jest bezpośrednio powiązana z Prawem i Sprawiedliwością.
Prezes fundacji Wojciech Dąbrowski w 2007 roku był wojewodą mazowieckim mianowanym przez rząd Jarosława Kaczyńskiego, a od 2020 do 2024 roku prezesem PGE. Po odwołaniu ze stanowiska już po zmianie rządu najpierw był członkiem Rady do spraw Strategicznych Projektów Rozwojowych przy prezydencie Andrzeju Dudzie, a następnie członkiem Rady Energii i Zasobów Naturalnych przy prezydencie Karolu Nawrockim. Członkiem tej rady jest również ekspert Fundacji SET Paweł Szczeszek.
Członkiem zarządu jest Mateusz Wodejko, który - jak opisano to na stronie fundacji - "pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. finansowych KGHM Polska Miedź, Poczty Polskiej oraz spółek sektora paliwowego: PERN i OLPP". Drugim członkiem zarządu jest Adam Tywoniuk, który "doświadczenie zawodowe zdobywał między innymi w Ministerstwach Gospodarki i Środowiska, Agencji Rynku Energii, Instytucie Paliw i Energii Odnawialnej, oraz w spółkach z branży energetycznej: PGNiG Termika S.A, Grupa PGE – PGE Energia Ciepła S.A. i PGE SA, gdzie pełnił funkcję Dyrektora Pionu ds. Regulacji".
Przewodniczącym rady fundacji jest natomiast Tomasz Zdzikot, były warszawski radny PiS. W czasie rządów tej partii najpierw pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych i administracji, a następnie wiceministra obrony. Ponadto był prezesem Poczty Polskiej w czasie, kiedy próbowała ona zorganizować wybory kopertowe w 2020 roku, a w latach 2022-2024 prezesem KGHM Polska Miedź. To właśnie on był gościem programu Radia Wnet, z którego powstało nagranie zatytułowane: "Polska ma zapłacić 2,5 biliona zł na ETS2! Świat ucieka od UE".
Poza nimi w Fundacji "Security-Energy-Technology" znaleźli się też inni menedżerowie spółek Skarbu Państwa w czasach rządów PiS, w tym Paweł Majewski - były prezes Lotosu, PGNiG i Enei, Kasjan Wyligała - były prezes kopalni Bogdanka czy Paweł Skrzydlewski, który był dyrektorem departamentu w PGE.
O fundacji już we wrześniu 2025 roku pisali i opowiadali w podkaście "W związku ze śledztwem" Dominika Długosz z "Newsweeka" i Mariusz Gierszewski z Radia Zet. Według nich to "think tank, który może być zapleczem do przejęcia spółek Skarbu Państwa po przejęciu władzy". Ten właśnie think tank opublikował więc raport o domniemanych kosztach wdrożenia unijnej dyrektywy, którego niezależność dodatkowo podważa fakt, że na prezentacji obok prezesa fundacji siedziała i przemawiała Anna Zalewska, europosłanka PiS.
Polityczka zachęcała potem w mediach społecznościowych do "zapoznawania się z całością przygotowanego przez nas raportu" (pogrubienie od redakcji). Na zdjęciach z prezentacji widać także wiceprezesa PiS Mariusza Błaszczaka i byłego wiceministra środowiska w rządzie PiS Sławomira Mazurka.
Kwota 2,5 biliona złotych nie tylko nie odnosi się więc do systemu ETS2, ale pochodzi z raportu fundacji powiązanej z Prawem i Sprawiedliwością. Politycy tej partii zapewne jeszcze nie raz będą wykorzystywać tę kwotę w kampanii wyborczej, strasząc jednocześnie Unią Europejską.
Źródło: Konkret24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24