Już ponad cztery miliony Polaków oszczędzają w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych, znanych lepiej jako PPK. To dobrowolny program inwestycyjny dla zatrudnionych, na który składają się comiesięczne wpłaty od pracownika i pracodawcy oraz coroczne dopłaty od państwa. Według ustawy celem PPK jest oszczędzanie na emeryturę, wkład własny do kredytu mieszkaniowego lub na wypadek poważnej choroby uczestnika, małżonka lub dziecka. Mimo że program działa od 2019 roku, to w ostatnim czasie w sieci można było natrafić na niepokojące ostrzeżenie, iż "rząd chce zabrać pieniądze z PPK".
Nagranie z taką sensacyjną tezą przesłał nam do sprawdzenia jeden z czytelników. "Rząd chce zabrać nasze pieniądze znajdujące się na rachunku PPK" - alarmuje autor filmu zajmujący się doradztwem przy oddłużaniu i negocjacjami z wierzycielami. Jego zdaniem, gdy ktoś zbierał środki w ramach PPK i nagle zmarł, to tylko połowa zebranej kwoty trafi do jego małżonka - i to tylko w przypadku wspólnoty majątkowej - a druga połowa "przepadnie, czytaj: wpadnie do budżetu państwa" - jak tłumaczy mężczyzna.
Dalej twierdzi, że jeśli małżeństwo nie miało wspólnoty majątkowej, "wtedy pieniądze po prostu znikną". "Nie rozumiem, jakim prawem rząd może zabrać nasze pieniądze, które my oszczędzamy sobie w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych. Nie powinien mieć prawa nawet dotknąć tych środków, a jeżeli komuś zdarzy się po prostu kopnąć w kalendarz w międzyczasie, to środki powinny podlegać pełnemu dziedziczeniu. A tak to jest tylko kolejny wał i skok na pieniądze podatników" - podsumowuje.
Film zobaczyło ponad pół miliona osób. "Dlatego ja zrezygnowałam z tego"; "Dlatego nie zapisałam się do tego badziewstwa"; "Cały czas nad tym pracują, jak ukraść pieniądze ludziom"; "Najłatwiej jest kraść cudzą własność i bogacić się kosztem innych ludzi" - oburzali się komentujący.
Uspokajamy: sensacyjne informacje podane w facebookowym nagraniu to nieprawda.
Co się dzieje z oszczędnościami z PPK po śmierci uczestnika?
Wystarczy wejść na oficjalną stronę programu PPK, żeby w zakładce poświęconej śmierci uczestnika przeczytać już w pierwszym zdaniu:
W przypadku śmierci uczestnika PPK zgromadzone przez niego oszczędności nie przepadają. Podlegają one dziedziczeniu.mojeppk.pl
Autor nagrania zasugerował, że oparł się na informacjach z internetowego wpisu dziennika "Rzeczpospolita" z 21 czerwca 2026 roku: "Jeżeli środki zgromadzone na rachunku PPK uczestnika były objęte małżeńską wspólnością majątkową, to po śmierci uczestnika jego małżonek otrzyma połowę tych środków". Najprawdopodobniej nie przeczytał jednak całego artykułu, do którego odnosił się ten wpis, bo tam wyjaśniono, że środki wcale nie "wpadają do budżetu państwa".
Rzeczywiście: jeśli uczestnik PPK umiera, a wcześniej nie wypłacił środków ze swojego konta, połowa z nich automatycznie trafia do małżonka, z którym łączyła go wspólnota majątkowa. Druga połowa jednak nie przepada, tylko zostaje przekazana osobie lub osobom, które przed śmiercią wskazał uczestnik. Jeśli był to małżonek, to po prostu otrzymuje całą kwotę zdeponowaną na rachunku PPK. Może to być jednak dowolna inna osoba fizyczna, na przykład rodzic lub dziecko, a nawet ktoś niespokrewniony, na przykład przyjaciel. Środki przekazuje się na jego konto PPK lub rachunek bankowy.
Jeśli zmarły nie był w związku małżeńskim, może uprawnić dowolną osobę lub grupę osób do otrzymania całości środków ze swojego konta PPK. Natomiast jeśli miał żonę lub męża, którym przysługuje połowa oszczędności, ale przed śmiercią nie zdążył upoważnić nikogo do przekazania pozostałej połowy, te środki również nie przepadają, tylko podlegają dziedziczeniu na zasadach ogólnych. Uprawnieni do nich będą więc według kolejności małżonek i dzieci, następnie rodzice i rodzeństwo, dalej dziadkowie, pasierbowie, a w ostateczności gmina zamieszkania lub Skarb Państwa.
Przekazanie środków z PPK do budżetu państwa to więc czysto teoretyczna sytuacja, w której zmarły uczestnik programu nie wskazałby nikogo do ich otrzymania i nie miałby żadnych spadkobierców lub wszyscy zrzekliby się jego majątku. Nie można zatem mówić, że rząd "zabiera nasze pieniądze oszczędzone w ramach PPK", bo wbrew twierdzeniom z sieci należą one do uczestnika i to on decyduje, co stanie się z nimi po jego śmierci. Ponadto podlegają pełnemu dziedziczeniu.
"Zrobią to samo, co z OFE"? Nie
Czytając, że "rząd chce zabrać pieniądze z PPK", większość komentujących porównywała tę sytuację do historii Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE). "Z PPK zrobią dokładnie to samo, co zrobili z OFE" - pisał sam autor nagrania. "Dokładnie znikną tak jak z OFE za poprzedniego rządu Tuska", "Kolejne OFE", "Od samego początku mówiłem że to będzie tak samo jak z OFE", "Tyle już nakradli i wciąż na ten sam numer ludzie dają się okradać" - komentowali internauci.
Przypomnijmy, że OFE stworzono w 1999 roku. Część składki emerytalnej pracowników zamiast trafić bezpośrednio do ZUS, była kierowana do funduszy emerytalnych, a te miały inwestować je na giełdzie. Pomysł nie przetrwał jednak i najpierw w 2011 roku premier Donald Tusk zmniejszył wysokość składki na OFE z 7,3 do 2,92 proc., a w 2014 roku z OFE do ZUS przeniesiono wszystkie obligacje Skarbu Państwa o wartości ponad 153 mld zł. Była to mniej więcej połowa wszystkich zgromadzonych tam środków. Kwoty zapisano na indywidualnych subkontach ubezpieczonych w ZUS.
Reszta środków pozostała w OFE i nadal była inwestowana, a na konto w ZUS trafiała na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Ostatecznie jednak po osiągnięciu wieku emerytalnego wysokość emerytury była ustalana na podstawie wszystkich środków przeniesionych z OFE do ZUS. Mimo tego w wypowiedziach polityków Prawa i Sprawiedliwości nadal często można usłyszeć, że rządzący "zabrali 150 miliardów złotych z OFE" lub "zabrali Polakom OFE".
Niezależnie od tego straszący, że rząd zrobi z PPK "to samo, co z OFE", wprowadzają w błąd. Pieniądze gromadzone na koncie PPK należą do uczestnika programu, który może wypłacić je w dowolnym momencie (choć przed 60. rokiem życia wiąże się to z potrąceniami). Przede wszystkim - wbrew internetowym twierdzeniom - po jego śmierci nie trafiają one do budżetu państwa, tylko zostają rozdysponowane według woli oszczędzającego lub na ogólnych zasadach dziedziczenia.