W nocy z 29 na 30 lipca 2026 roku w polską przestrzeń powietrzną wtargnął - jak komunikowano zaraz po zdarzeniu - "niezidentyfikowany obiekt". W miejscu jego uderzenia w pole w pobliżu wsi Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim powstał lej szeroki na około 10 metrów i głęboki na około pięć metrów. Jeszcze tego samego dnia rządzący, wojskowi, jak i prokuratura zgodnie przekazali, że była to rosyjska rakieta manewrująca Ch-101.
Mimo takiego komunikatu w następnych dniach niektórzy użytkownicy serwisów społecznościowych starali się przekonać, że eksplozja tego typu rosyjskiej rakiety w tym miejscu nie była możliwa. Królowały dwa argumenty: po uderzeniu rakiety w ziemię nie mógłby powstać taki lej, jaki widzieliśmy na zdjęciach z miejsca zdarzenia, a ponadto pocisk nie pozostawił żadnych odłamków lub innych śladów wybuchu.
"Ta prowokacja komu pomogła? Ukrainie"
"Gdyby to była rakieta, to, uwaga, miejsce upadku i wybuchu byłoby nierównomierne. A tutaj mieliśmy do czynienia z takim idealnym lejem symetrycznym jak po wybuchu, ale nie rakiety" - twierdził mężczyzna przedstawiający się jako były wojskowy, który 2 sierpnia opublikował w serwisach społecznościowych film zatytułowany "Rakieta w Polsce to prowokacja?". "Gdzie są szczątki tej rakiety? Była mowa, że zbierają szczątki. Ale nikt nie pokazał tych szczątków. Gdzie jest silnik tej rakiety? Nikt nic nie pokazał. Więc pojawiają się pytania" - dodawał.
Podobne wątpliwości zasiewali także inni użytkownicy serwisów społecznościowych. "Oglądam sobie zdjęcia po eksplozjach rakiety. Sama głowica jest wielkości pralki, a po wybuchu wszędzie leżą odłamki i spalone części rakiety", "Pocisk Ch-101 waży 2400 kg. Po odliczeniu paliwa i głowicy zostaje ok 500-600 kg stali: silnik, osprzęt, obudowa. Te pół tony stali wyparowało?" - można było przeczytać w serwisie X (pisownia wszystkich postów oryginalna).
Ponadto część internautów - w tym mężczyzna nagrywający film o możliwej "prowokacji" - powoływała się na opinie domniemanych saperów, którzy mieli twierdzić, że miejsce zdarzenie wygląda jak po detonacji ładunku wybuchowego o mocy odpowiadającej 10 kilogramom trotylu. "Saperzy wojskowi poddają w wątpliwość to, że była to rakieta. (...) Mówią w ten sposób: dziesięć kilogramów trotylu zakopane i zdetonowane w ziemi. Przynajmniej tak to wyglądało, jakby to był po prostu dziesięć kilogramów trotylu, bach i mamy symetryczny lej. Równomierny, idealny lej po zaplanowanej eksplozji" - relacjonował autor nagrania. "Saperzy którzy pracowali w miejscu wybuchu twierdzą, że ta ten lej wygląda jak po eksplozji 10 kg trotylu. Fałszywa flaga jak nic" - dodawał inny internauta.
Ostatnie zdanie może wskazywać, jaki jest cel zasiewania takich wątpliwości. Autorzy wpisów, którzy już wcześniej publikowali prorosyjskie lub antyukraińskie treści, sugerują, że to Ukraińcy lub Polacy doprowadzili do eksplozji. Mieliby to zrobić, żeby dać pretekst do zwiększenia pomocy udzielanej walczącej Ukrainie. "Ta prowokacja komu pomogła? Ukrainie, Zełenskiemu. Czyli czyja to jest wina? Czyja to jest prowokacja?" - pyta mężczyzna na końcu nagrania.
Taka narracja oczywiście odwraca uwagę od faktu, że rosyjska rakieta spadła na terytorium Polski. Bo dowody na to, że była to rosyjska rakieta Ch-101, są trudne do podważenia.
Znaleziono "liczne szczątki rakiety", są zdjęcia
Pierwszy argument przeciwko rakiecie to rzekomy brak odłamków w pobliżu miejsca wybuchu. "Rzekomy", bo szczątki pocisku nie tylko znajdowali żołnierze i mieszkańcy, ale ich analiza ostatecznie potwierdziła, że w pobliżu Tarnawy-Kolonii uderzyła rosyjska rakieta.
Po zakończeniu prac na miejscu uderzenia 30 lipca rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Marcin Kozak przekazał, że przeczesujący teren żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej "znaleźli liczne szczątki rakiety, w tym elementy napędu".
Już następnego dnia rzecznik prokuratury poinformował o wstępnych wynikach oględzin szczątków, które pozwoliły na "poczynienie już kategorycznych stwierdzeń" co do tego, jaki to obiekt. Marcin Kozak stwierdził:
Mamy do czynienia z rakietą Ch-101. Została ona wyprodukowana w drugim kwartale 2026 roku w jednym z zakładów na terytorium Federacji Rosyjskiej w obwodzie moskiewskim.Marcin Kozak, Prokuratura Okręgowa w Lublinie
Nieprawdą jest też, że nikt nie widział szczątków rakiety. Analityk wojskowy Jarosław Wolski opublikował w serwisie X zdjęcie z drona, na którym widać odłamki leżące bezpośrednio przy kraterze. "Dlatego ruska teza o mistyfikacji lub braku szczątków nie jest prawdziwa - szczątki było widać od razu na materiałach z dronów" - napisał Wolski. I dodał: "Szczątki w tym z numerami seryjnymi będą znajdowane jeszcze długo ponieważ eksplozja półtonowej głowicy rozrzuciła elementy rakiety daleko poza polem poszukiwań".
Zdjęcie odłamków znalezionych przez żołnierzy WOT opublikowała też 30 lipca Prokuratura Okręgowa w Lublinie.
Inny ekspert wojskowy i były pilot major Michał Fiszer podważył argumenty o braku odłamków, zauważając, że rakieta mogła eksplodować dopiero po wbiciu w ziemię. "Pocisk mógł 'wjechać' na 2-4 m w ziemię" - napisał w serwisie X. "I wiecie co się dzieje? Wybucha głowica, tak ze 3 m pod ziemią. (...) Pytacie gdzie są szczątki? No to weźcie szpadel i kopcie. Kopcie, kopcie, a po kolei wszystko znajdziecie. W drobnych kawałkach, ale pędnia silnika ma szansę być cała, z wałem, tarczami sprężarki i turbiny, z pourywanymi łopatkami, z rozprutą komorą spalania i rozerwaną na kawałki osłoną" - dodał.
Znalezienie "bardzo wielu elementów statku powietrznego" wewnątrz leja i bezpośrednio obok niego potwierdził zresztą rzecznik lubelskiej prokuratury. "Uzyskaliśmy kluczowe elementy tego statku, to jest elementy napędu oraz elementy elektroniki" - przekazał 31 lipca Marcin Kozak.
Tak wygląda lej po Ch-101
Zostając przy samym leju powstałym na polu po uderzeniu rakiety, miał on być rzekomo "zbyt idealny" i wskazywać na podziemną detonację ładunku wybuchowego.
Z tą tezą również jednoznacznie rozprawili się eksperci ds. wojskowości. Komentator militarny Paweł Mucha przytoczył w serwisie X eksperyment z 2002 roku, w którym badano skutki wybuchu podziemnego ładunku o sile 10 kilogramów trotylu. Pokazał, że uzyskany w tej sposób lej jest znacznie mniejszy niż ten, który widzieliśmy na zdjęciach z Tarnawy-Kolonii.
Miejsce wybuchu z 30 lipca znacznie bardziej przypomina natomiast skutki uderzenia rosyjskiej rakiety manewrujacej w obwodzie kijowskim w lutym 2024 roku. Tam również powstał lej podobnych wymiarów. Warto zauważyć, że tam również nie dało się dostrzec odłamków rakiety w bezpośrednim sąsiedztwie krateru.
Polska nie musiała być celem
To, co obserwujemy w sieci bezpośrednio po uderzeniu rosyjskiej rakiety w Polsce, to więc raczej próba rozmywania rosyjskiej odpowiedzialności, a nie dochodzenie do prawdy oparte na faktach. W tym kontekście można przytoczyć jeszcze wpis Piotra Panasiuka, który w przeszłości wizytował kilkukrotnie ambasadę Rosji w Polsce. "Czy naprawdę ktoś wierzy, że Rosja wysłała supernowoczesną rakietę, warta co najmniej 12 mln złotych aby rozbiła się w Psiej Wólce, na polu w Polsce?" - zapytał Panasiuk.
Przypomnijmy więc, że rakieta wtargnęła w polską przestrzeń powietrzną w czasie zmasowanego, rosyjskiego ataku lotniczego na Ukrainę prowadzonego w nocy z 29 na 30 lipca. Na mapach tworzonych przez Ukraińców po takich bombardowaniach widać, że wystrzelono ją z terenów okupowanych przez Rosjan w kierunku zachodniej Ukrainy. Część rakiet Ch-101 trafiła w okolice Lwowa, co może sugerować, że to właśnie te tereny były celem rosyjskiego pocisku. Z nieznanych przyczyn jedna rakieta przeleciała granicę polsko-ukraińską i spadła dopiero w województwie lubelskim.
Nie zmienia to faktu, że na terytorium Polski uderzyła rosyjska rakieta manewrująca, a wszelkie sugestie o prowokacji wyglądają na próbę ściągania z Rosji odpowiedzialności za ten incydent.