Prochiński algorytm na TikToku. "Nie spodziewaliśmy się takiej skali"

TikTok i chińska propaganda
Chiński przywódca Xi Jinping powitał Władimira Putina
Źródło wideo: RUSSIAN POOL
Źródło zdj. gł.: RKY Photo/Shutterstock
Co zobaczy na TikToku użytkownik, który właśnie założył konto w tej chińskiej aplikacji i chce dowiedzieć się czegoś na tematy niewygodne dla władz Chin? Taki eksperyment przeprowadzili polscy analitycy z NASK. Wnioski stawiają deklarowaną wolność słowa pod znakiem zapytania.

Zakładasz konto na TikToku i zamiast od razu przewijać podpowiadane filmy, zaczynasz wyszukiwać informacji na interesujące cię tematy. Przypomnijmy, że serwisy społecznościowe - w tym TikTok - są drugim najpopularniejszym źródłem informacji Polaków po telewizji i na równi z portalami internetowymi (według raportu "Dezinformacja oczami Polaków 2026").

Powiedzmy, że interesują cię Chiny, dlatego wpisujesz hasła związane z tym państwem. Wiesz, że TikTok to chińska aplikacja, ale jej twórcy zapewniają, że są niezależni i przestrzegają europejskiego prawa, w tym wolności wypowiedzi. Sprawdzasz więc tematy, które mogłyby być niewygodne dla władz w Pekinie. Zaczynasz od "Tajwanu" i "Tybetu", żeby przez "prawa człowieka w Chinach" dojść do "masakry na Placu Tiananmen", "Sinciangu" i "obozów reedukacyjnych w Chinach".

Czy wymagana w UE od serwisów społecznościowych wolność słowa pozwoli na uzyskanie bezstronnych i wiarygodnych informacji w tych kwestiach? A może raczej dowiesz się, "w jakim stopniu treści widoczne na platformie TikTok w Polsce są zgodne z oficjalną agendą Departamentu Propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin"? To drugie pytanie zadali sobie analitycy z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK, czyli Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej. Przeprowadzili opisany wyżej eksperyment, a wnioski przedstawili w wydanym właśnie raporcie "Manipulacja algorytmami: Chiny w oczach polskich użytkowników platformy TikTok". Czy ktoś w Pekinie ustawia to, co widzą na swoich smartfonach Polacy?

Algorytm ma promować "pozytywną energię"

Nie ma wątpliwości, że TikTok to aplikacja chińska. Oryginalna wersja skierowana na krajowy rynek nosi nazwę Douyin i jest nadzorowana bezpośrednio przez chińskiego założyciela - firmę ByteDance, ale podmiot formalnie kontrolujący platformę w Europie - TikTok Information Technologies UK Ltd - jest po prostu spółką córką chińskiego przedsiębiorstwa.

Eksperci z NASK wyjaśnili w raporcie, że z tego powodu właściciel TikToka podlega pełnej kontroli państwowej i jest zobowiązany do ścisłego przestrzegania chińskiego prawa. W jednym z państwowych dokumentów z 2022 roku nakazano natomiast, że algorytmy krajowych aplikacji mają promować "pozytywną energię" opartą na oficjalnym przekazie Komunistycznej Partii Chin.

Oczywiście formalnie TikToka w Unii Europejskiej obowiązują przepisy unijne, a nie chińskie. Ponadto władze platformy zapewniają, że przestrzegają europejskiego prawa, także w zakresie wolności słowa. Analitycy z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK postanowili jednak sprawdzić, jak wygląda to w praktyce. Tym bardziej, że w przeszłości pojawiały się już badania pokazujące, że algorytm aplikacji może podlegać wpływom ze strony chińskich władz. "Biorąc pod uwagę chiński system cenzury i sposoby jego wdrażania na platformach społecznościowych, konieczne jest zrozumienie, w jaki sposób platformy takie jak TikTok funkcjonują w środowisku, w którym wolność słowa jest prawnie zagwarantowana" - czytamy w raporcie.

W tym celu badacze z NASK utworzyli w aplikacji sześć nowych kont użytkowników zarejestrowanych w Polsce, dla których wybrano wiek do 25 lat. Następnie - bez wchodzenia w interakcje z oglądanymi treściami, które mogłyby wpłynąć na algorytm - przez trzy miesiące sprawdzano, jakie materiały są podsuwane tym użytkownikom po wpisaniu haseł:

  • "Sinciang" - region w północno-zachodnich Chinach, gdzie zamieszkuje między innymi muzułmańska mniejszość ujgurska;
  • "obozy reedukacyjne w Chinach" - obozy pracy w Sinciangu, do których trafiają Ujgurzy;
  • "Tybet" - region autonomiczny wchodzący w skład Chińskiej Republiki Ludowej;
  • "Tajwan" - kraj uznawany przez władze w Pekinie za integralną część ChRL;
  • "masakra na Placu Tiananmen" - brutalne stłumienie protestów studenckich w Pekinie 4 czerwca 1989 roku";
  • "prawa człowieka w Chinach" - ich łamanie zarzuca Pekinowi część opinii międzynarodowej m.in. w związku z Ujgurami w Sinciangu.

Jaki obraz rysował przed polskim użytkownikiem przy wyszukiwaniu takich fraz?

Influencerzy spotykają Ujgurów

Przy haśle "Sinciang" użytkownik dostaje głównie materiały dotyczące podróżowania do tego regionu. Nie są to jednak neutralne relacje turystów, a w większości "reklamy stworzone prawdopodobnie przez wyspecjalizowane chińskie podmioty, których celem było promowanie nie tylko turystyki, ale także pozytywnego wizerunku regionu w mediach". Aż 59 procent wyników związanych z Sinciangiem NASK zakwalifikował jako prochińskie. Chodzi między innymi o relacje anglojęzycznych influencerów, którzy - zdaniem ekspertów - mogą współpracować z chińskimi władzami. W ich filmach widzimy, jak "przypadkowo" spotykają oni Ujgurów, którzy opowiadają o zaletach życia w komunistycznych Chinach i słyszymy wyrazy zaskoczenia wysokim poziomem rozwoju prowincji.

Przy haśle "Sinciang" TikTok proponuje nagrania influencerów zachwalających region
Przy haśle "Sinciang" TikTok proponuje nagrania influencerów zachwalających region
Źródło zdjęcia: TikTok

Na szczególną uwagę zasługuje polskojęzyczny kanał Tymonizm (ma ponad 370 tys. obserwujących) wymieniony w raporcie. Jego materiały o Sinciangu proponuje algorytm aplikacji, nie informując jednocześnie, że kanał należy do Jianga Tianyue - pracownika grupy medialnej podlegającej pod Wydział Propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin.

Nieco niższy odsetek treści zakwalifikowanych jako prochińskie (45 proc.) TikTok proponuje użytkownikom poszukującym informacji o Tybecie. Tutaj również królują materiały podróżnicze, ale ponownie tworzone głównie przez influencerów "najprawdopodobniej sponsorowanych przez podmioty powiązane z rządem ChRL". To podejrzenie jest tym bardziej zasadne, że samodzielny wjazd do Tybetu jest praktycznie niemożliwy, nie mówiąc już o swobodnym podróżowaniu i nagrywaniu w regionie kontrolowanym przez Chiny. Ponadto przy tym haśle algorytm poleca również profesjonalne materiały propagandowe pokazujące wysoki poziom rozwoju tybetańskich miast i wsi. Ma to pokazać, jak korzystny dla regionu jest ścisły nadzór władz w Pekinie.

Tematy jako "zawory bezpieczeństwa"

Inaczej jest w przypadku Tajwanu. Choć ten temat odgrywa kluczową rolę w oficjalnej chińskiej propagandzie, to większość treści proponowanych polskim użytkownikom na TikToku ma charakter neutralny. Głównie są to vlogi polskich studentów i influencerów, w których nie powiela się jednak prochińskich narracji dotyczących tego kraju. Ponadto popularne są filmy z ciekawostkami o Tajwanie. Tylko pięć procent materiałów badanych przez NASK zawierało prochińskie elementy. "Tematy związane z niepodległością Tajwanu i jego sceną polityczną albo nie są poruszane na TikToku, albo są automatycznie cenzurowane przez administratorów" - sugerują eksperci.

Przy temacie "Tajwan" wyniki to mieszanka treści podróżniczych i ciekawostki
Przy temacie "Tajwan" wyniki to mieszanka treści podróżniczych i ciekawostki
Źródło zdjęcia: TikTok

Najwięcej krytyki chińskiego rządu użytkownik TikToka może natomiast znaleźć, szukając informacji o masakrze na Placu Tiananmen. Aż 77 procent podsuwanych mu treści zakwalifikowano jako krytyczne względem władz w Pekinie. Dziwne? Dla autorów raportu niekoniecznie. Nie wykluczają oni, że kwestia krwawych wydarzeń z czerwca 1989 roku została "poświęcona" przez władze Chin i właścicieli TikToka, żeby budować pozytywny wizerunek platformy.

Zdaniem NASK treści o masakrze na Placu Tiananmen to "zawór bezpieczeństwa"
Zdaniem NASK treści o masakrze na Placu Tiananmen to "zawór bezpieczeństwa"
Źródło zdjęcia: TikTok

Współautorka raportu Patrycja Krzyśpiak z NASK mówi w rozmowie z Konkret24, że dla TikToka cenzurowanie tak dużego tematu mogłoby przynieść niekorzystne skutki. - To byłoby bardzo grubymi nićmi szyte i mogłoby stanowić jakąś podstawę do tego, żeby tę platformę ograniczać czy nawet zakazać przy wytłumaczeniu, że fałszuje ona podstawowe informacje historyczne - uważa analityczka.

Na nieco mniej pozwala się przy haśle "prawa człowieka w Chinach". Przy jego wyszukiwaniu w raporcie odnotowano po około 30 procent materiałów prochińskich, niepowiązanych z tematem (o czym więcej w dalszej części) i krytycznych względem władz. "Krytyka" w tym przypadku nie dotyczy jednak takich tematów jak prawa Ujgurów w Sinciangu, ale TikTok wyświetla użytkownikom częściej treści krytykujące chiński system "zaufania społecznego", stosunkowo niewielkie prawa kobiet czy ograniczanie wolności słowa podczas pandemii COVID-19.

Przy "prawach człowieka w Chinach" TikTok podsuwa treści Victora Gao znanego z powielania prochińskiej propagandy
Przy "prawach człowieka w Chinach" TikTok podsuwa treści Victora Gao znanego z powielania prochińskiej propagandy
Źródło zdjęcia: TikTok

Mogą to być kolejne - po masakrze na Placu Tiananmen - "zawory bezpieczeństwa", które z jednej strony mają pokazać wolność wypowiedzi na platformie, a z drugiej odciągnąć uwagę od tematów naprawdę kłopotliwych dla Pekinu. Takim hasłem są "obozy reedukacyjne w Chinach", co pokazali w działaniu algorytmu analitycy z NASK. Prawie 90 procent wyników wyświetlanych użytkownikom po pytaniu o obozy to materiały zupełnie niezwiązane z tematem. Ktoś wpisuje to hasło, a algorytm podsuwa mu filmy o podróżach, odchudzaniu czy recyklingu. Eksperci uważają jednak, że nie jest to błąd platformy, a "jedno z narzędzi wykorzystywanych przez aparat propagandowy Pekinu do kontrolowania dyskusji na tematy uważane za kontrowersyjne". Tłumaczą:

Platforma próbuje przekierować uwagę użytkowników na alternatywne tematy, zalewając ich treściami niskiej jakości. Obserwowany wzrost liczby podobnych i niepowiązanych z tematem postów ma na celu zniechęcenie użytkowników TikToka do wyszukiwania treści dotyczących obozów reedukacyjnych.
raport "Manipulacja algorytmami: Chiny w oczach polskich użytkowników platformy TikTok"
Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK

"To nie może być przypadek"

Wnioski dla polskich użytkowników platformy są co najmniej niepokojące. Zdaniem badaczy z NASK algorytm TikToka nie tylko może podlegać manipulacji, ale też być wykorzystywany do celów propagandowych, w tym do kształtowania pozytywnego obrazu Chin. Dlatego podsumowują:

Przeciętny polski użytkownik platformy, poszukujący informacji na tematy związane z Chinami - zwłaszcza w kwestiach wrażliwych, takich jak Sinciang, Tybet, prawa człowieka i obozy reedukacyjne - otrzymywałby treści o charakterze zdecydowanie prochińskim.
raport "Manipulacja algorytmami: Chiny w oczach polskich użytkowników platformy TikTok"
Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK

Kiedy pytamy Patrycję Krzyśpiak, czy autorów raportu zaskoczyły te wnioski, odpowiada: - Same wnioski nie, ponieważ znaliśmy ten temat już wcześniej, ale nie spodziewaliśmy się takiej skali manipulowania algorytmem w niektórych tematach. Nie zakładałam, że użytkownikom będzie proponować się aż tyle tak bardzo ostentacyjnie propagandowych treści - na przykład o Sinciangu czy Tybecie - choć w przypadku tego drugiego tematu zauważyliśmy więcej materiałów o charakterze neutralnym.

Tłumaczy, że jako propagandowe, czyli "prochińskie", autorzy raportu traktowali na przykład te materiały, w których otwarcie pojawiały się symbole Komunistycznej Partii Chin lub te realizowane przez zagranicznych influencerów, którzy nagle pojawiali się w rejonach objętych obostrzeniami dla turystów i "przypadkiem" spotykali tam szczęśliwych ludzi, żyjących dostatnie, "wbrew temu, co mówi się na Zachodzie". Często potem okazywało się, że byli w Chinach na zaproszenie agencji turystycznych dbających o dobry wizerunek kraju. - Oczywiście zdarzały się też materiały stricte podróżnicze, na przykład z pięknymi widokami Sinciangu. Jeśli nie towarzyszyła temu żadna podejrzana symbolika czy podniosła muzyka charakterystyczna dla materiałów propagandowych, to takie treści kwalifikowaliśmy jako neutralne - nadmienia Patrycja Krzyśpiak.

Skąd badacze wiedzieli jednak, że to odgórna manipulacja algorytmem, a nie po prostu podpowiadanie tego, co najchętniej oglądają inni użytkownicy? - Po pierwsze to nie może być przypadek, że zalew pozytywnych treści pojawia się na przykład akurat przy temacie Sinciangu, który dla Komunistycznej Partii Chin jest priorytetowy wizerunkowo - odpowiada współautorka raportu. - Po drugie brak konkretnych wyników przy szukaniu informacji o obozach reedukacyjnych też daje do myślenia. A po trzecie w najbardziej kontrowersyjnych tematach, takich jak Sinciang czy Tybet, algorytm podsuwał nam ciągle te same filmiki, w różnej kolejności. To nie były bardzo ambitne treści, a miały bardzo dużo interakcji. Wyglądało to na zautomatyzowane całe siatki kont - zauważa ekspertka i dodaje, że taki nieautentyczny ruch nie przeszkadzał administracji platformy, podczas gdy konta założone do badań bywały tymczasowo blokowane, z czego wynika opisana w raporcie drobna różnica w liczbie zebranych materiałów.

Na koniec Patrycja Krzyśpiak podkreśla, że w badaniu nie chodziło o to, żeby straszyć Chinami i TikTokiem. - Pokazaliśmy, jak łatwo jest wykorzystać swoją pozycję władzy na platformie, gdzie są miliardy użytkowników. Nie trzeba im wtłaczać twardej propagandy, a wystarczy sugerować odpowiednie treści, żeby wpłynąć na postrzeganie danych problemów - podsumowuje.

Aktualizacja z 22 lipca 2026 roku Już po publikacji artykułu do ustaleń raportu odniósł się rzecznik TikToka. "TikTok jest platformą oferującą szeroki wachlarz treści i twórców do odkrycia, a jego system rekomendacji został zaprojektowany tak, aby odzwierciedlał preferencje użytkowników i zapewniał spersonalizowane wrażenia" - przekazał w przesłanym oświadczeniu. "Przegląd wymienionych w raporcie tematów ukazuje obecność szerokiej gamy treści i perspektyw na platformie, w tym opinii krytycznych. TikTok nie zezwala żadnemu rządowi na wywieranie wpływu na swój model rekomendacji ani na jego modyfikowanie" - zapewnił w mailu przesłanym do redakcji Konkret24.

Źródło: Konkret24
Czytaj także: