Od początku września 2026 roku trwa rosyjska ofensywa w Ukrainie, w czasie której Rosjanie prowadzą działania między innymi na północy obwodu charkowskiego. Celem ma być odsunięcie Ukraińców od granicy z Rosją. W tym kontekście niepokojąco mogły brzmieć informacje rozpowszechnione między innymi przez posła Konfederacji Andrzeja Zapałowskiego.
"Wg Rosjan ok. 2000 żołnierzy ukraińskich oddało się do niewoli na północy obwodu charkowskiego" - przekazał 17 października 2026 roku poseł na Facebooku i w serwisie X. "Obserwowałem ten kocioł od dwóch tygodni w mediach. Szokuje mnie, iż Kijów zamiast wycofać w odpowiednim momencie żołnierzy każe im walczyć do końca" - dodał, a do wpisu załączył nagranie (pisownia wszystkich wpisów oryginalna). Widać na nim, jak kilkudziesięciu żołnierzy w mundurach maszeruje z podniesionymi rękami w geście kapitulacji.
Część komentujących uwierzyła w informacje powielane przez polityka. "Skutek dominacji decyzji politycznych nad racjonalnością dowodzenia"; "Przecież oni tak od początku wojny robią nie dadzą rozkazu odwrotu tylko poświęcom żołnierzy dla piaru"; "Dla Zelenskiego zycie Ukraińców sie nie liczy. Tak samo jak my nie liczymy dla naszych oprawców z rządu" - komentowali nagranie. Wielu jednak zwracało uwagę, że Zapałowski wprowadza w błąd. "Możesz Pan w końcu przestać szerzyć tę putinowską propagandę? Bo to hańba dla polskiego Sejmu i narodu, że robi to polski poseł"; "Polski poseł... ale wstyd", "Szokuje mnie że poseł na sejm RP i posiadacz tytułu profesorskiego tak bezmyślnie powtarza moskiewską propagandę" - pisali komentujący. Zapałowski jest doktorem habilitowanym nauk o bezpieczeństwie, profesorem uczelni na Uniwersytecie Rzeszowskim.
Bo ten film wcale nie potwierdza, że Ukraińcy zostali wzięci do niewoli pod Charkowem.
Nie teraz i nie pod Charkowem
Wystarczyło wprowadzić dowolną klatkę nagrania do wyszukiwarki Google, żeby szybko ustalić, że nagranie ani nie jest aktualne, ani nie powstało w okolicach Charkowa.
Masowo publikowano je w kwietniu 2022 roku z podpisem: "Batalion ukraińskiej marynarki wojennej poddał się w Mariupolu". W opisie z 4 kwietnia czytamy: "W Mariupolu poddało się dziś 264 żołnierzy i oficerów z 501. Samodzielnego Batalionu Piechoty Morskiej Sił Zbrojnych Ukrainy".
Na nagraniu widać więc ukraińskich żołnierzy, którzy w pierwszych miesiącach pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę bronili Zakładów Metalurgicznych im. Iljicza w Mariupolu. Co ciekawe, mimo pierwszych informacji o ich kapitulacji i oddaniu się w rosyjską niewolę, późniejsze dochodzenie ukraińskiego Państwowego Biura Śledczego wykazało, że szef służby logistycznej przeszedł na stronę wroga, przekonał dowódcę batalionu do zakończenia obrony zakładów i wyjścia w stronę Rosjan. To właśnie efekt tego sabotażu widzimy na nagraniu.
Ani pod Charkowem, ani po Kurskiem
Rosyjska propaganda już wtedy szeroko promowała nagranie, żeby pokazać swój sukces w Mariupolu. Później zaczęła jednak wykorzystywać film do siania dezinformacji.
W marcu 2025 roku nagranie udostępniano na prorosyjskich kontach, na których twierdzono, że to ukraińscy żołnierze, którzy "poddają się masowo pod Kurskiem". I choć ukraińska ofensywa na terytorium Rosji rzeczywiście dobiegała wtedy końca, to Ukraińcy nie oddawali się do rosyjskiej niewoli, jak miał pokazywać film, tylko w większości wycofali się na terytorium Ukrainy.
Teraz nagranie powróciło na prorosyjskich kontach jako dowód na rzekomą kapitulację Ukraińców w okolicach Charkowa, jeden z użytkowników serwisu X stwierdził: "Oto jak wygląda recycling kremlowskiej propagandy przez polskie onuce".
Niepotwierdzone informacje o pojmaniu i kotle
Tym bardziej, że same informacje o masowym oddaniu się Ukraińców do rosyjskiej niewoli w obwodzie charkowskim również rozpowszechniały wyłącznie prorosyjskie źródła. Amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) już na początku września 2026 roku odnotował, że informacja o dwóch tysiącach pojmanych Ukraińców krąży w rosyjskiej sieci i podkreślił, że nie ma żadnych dowodów potwierdzających taką tezę.
Następnie w połowie października 2026 roku zarówno przedstawiciele ukraińskiej armii, jak i analitycy z ISW zaprzeczali, że Rosjanom udało się okrążyć obrońców Charkowa. Rzecznik Dowództwa Sił Połączonych Sił Zbrojnych Ukrainy ocenił, że te informacje "albo stanowią próbę wprowadzenia w błąd własnego dowództwa, albo mają na celu stworzenie odpowiedniego tła dla międzynarodowych negocjacji".
Informacje podane przez Andrzeja Zapałowskiego nie zostały więc potwierdzone przez źródła spoza Rosji, a opublikowane przez niego nagranie pokazuje zupełnie inne wydarzenie, które nie potwierdza pojmania tysięcy Ukraińców w obwodzie charkowskim.