"Rumunia jawnie przygotowuje się do aneksji Mołdawii" - 24 czerwca podał użytkownik serwisu X (pisownia wszystkich postów oryginalna). "UE nie widzi problemu, twierdzi, że każdy może sobie anektować, co ma ochotę (nie dotyczy Rosji)" - dodał z przekąsem. Powoływał się przy tym na tekst na stronie Kresy.pl zatytułowany: "Parlament Rumunii rozpoczął procedowanie projektu ustawy o przyłączeniu Mołdawii". Ale ten tytuł nie zapowiada aneksji, czyli siłowego włączenie przez jedno państwo całości lub części terytorium innego państwa. O jednoczeniu obu krajów mówili inni internauci.
"Rumunia się jednoczy z Mołdawią, a wasze media o tym ani słowa? Czy coś napisali?" - dopytywała użytkowniczka serwisu X 25 czerwca. Tego samego dnia były poseł (ostatnio z ramienia Konfederacji) Janusz Korwin-Mikke stwierdził: "Co się dzieje?!!? Rumuński sejm przyjął w trybie nagłym, bez debaty i głosowania, wniosek partii S.O.S. Romania (typu Braun+Korwin, 7,36% w wyborach) o możliwości połączenia z Mołdową". Według Korwina-Mikkego prezydentka Mołdawii Maia Sandu "powiedziała, że poparłaby ten Anschluß (niem. połączenie - red.)" i mają jej grozić sądem. Post polityka zebrał ponad 81 tys. wyświetleń.
"No to Rumunia ma legitymację do rozpoczęcia negocjacji zjednoczeniowych z Mołdawią!" - stwierdził w serwisie X kpt. Maciej Lisowski, który przedstawia się jako niezależny ekspert ds. wojskowości i bezpieczeństwa.
Tym, że zjednoczenie obu europejskich państw może być realną opcją, grały nagłówki niektórych polskich portali. "Rumunia i Mołdawia zjednoczone? Przyjęto projekt ustawy" - pisał portal RMF24.pl. "Plan zjednoczenia Rumunii z Mołdawią przeszedł bez głosowania. Jak to możliwe?" - to tytuł z Onet.pl widoczny w serwisie X (29 czerwca na stronie widoczny był inny tytuł - "Projekt zjednoczenia Rumunii z Mołdawią przeszedł 'milcząco'. Posłowie nie zdążyli"). Co prawda w treści artykułów wyjaśniono pokrótce, w jaki sposób przyjęto projekt, oraz wspomniano, że był on negatywnie zaopiniowany przez różne instytucje, jednak pominięto istotny fakt - inicjatorem jest marginalna i jawnie prorosyjska partia. Dlatego też informacje o rzekomo dokonującym się na naszych oczach prawnym procesie zjednoczenia szybko podchwycili internauci.
Niektórzy z nich w reakcji na doniesienia o rzekomej aneksji Mołdawii przez Rumunię stwierdzali, że taki scenariusz to "najlepsze rozwiązanie dla Mołdawii". Inni prostowali, że ma to być "obustronne zjednoczenie, a nie aneksja". "Nie wiedzę problemu, jeżeli Mołdawia się zgodzi" - ocenił jeden z komentujących.
Sprawdziliśmy, co naprawdę wydarzyło się w rumuńskim parlamencie i czy zjednoczenie Rumunii z Mołdawią jest dziś realnym scenariuszem.
Aneksja Mołdawii przez Rumunię to "temat ogórkowy"
Inicjatorem projektu ustawy "w sprawie zjednoczenia Rumunii z Republiką Mołdawii" jest prawicowo-populistyczna i prorosyjska partia S.O.S. Romania. Jej liderka Diana Sosoaca znana jest z prorosyjskich poglądów, kontrowersyjnych wypowiedzi oraz promowania narracji antyszczepionkowych i teorii spiskowych.
Propozycja prawicowego ugrupowania składa się z czterech artykułów. Zgodnie z nimi rumuński parlament miałby formalnie podjąć decyzję o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią, upoważnić rząd do natychmiastowego rozpoczęcia negocjacji z władzami w Kiszyniowie oraz poinformować o tym organizacje międzynarodowe i sojuszników. Z samego tekstu projektu wynika, że jest to jednostronna deklaracja parlamentu Rumunii. Projekt nie przewiduje żadnej procedury po stronie Mołdawii, np. zgody parlamentu, referendum czy uchwalenia analogicznej ustawy. Wspomina jedynie o rozpoczęciu negocjacji z mołdawskimi władzami.
S.O.S. Romania projekt ustawy złożyła w rumuńskim Senacie w lutym 2026 roku. Na początku kwietnia Senat skierował go do Izby Deputowanych, gdzie... projekt został zignorowany i nie podjęto nad nim żadnych prac. 24 czerwca upłynął 45-dniowy termin, w którym Izba powinna przeprowadzić debatę i głosowanie nad propozycją S.O.S. Romania. Ponieważ tego nie zrobiła, projekt został uznany za przyjęty - zgodnie z art. 75 ust. 2 konstytucji Rumunii - w trybie tzw. milczącej zgody (rum. adoptare tacită).
Wygląda na to, że projekt nie ma szans na uchwalenie. 18 marca Rada Legislacyjna - niezależne ciało, które m.in. opiniuje projekty ustaw - wydała negatywną opinię w sprawie projektu. 24 czerwca negatywną opinię wydał też rząd Rumunii. W swojej argumentacji strona rządowa stwierdziła, że ze względu na jednostronny charakter propozycji ta może naruszać konstytucje i normy prawa międzynarodowego. Podkreśliła też, że parlament nie posiada kompetencji do inicjowania negocjacji traktatów międzynarodowych, gdyż leży to w gestii rumuńskiego rządu i prezydenta.
Co faktycznie stało się w rumuńskim parlamencie, wyjaśnia w serwisie X Kamil Całus, główny specjalista zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) oraz autor książki "Mołdawia. Państwo Niekonieczne". Podkreślił, że to nie rumuńscy posłowie przyjęli projekt ustawy o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią, a po prostu minął konstytucyjny termin 45 dni na jej rozpatrzenie, "co w rumuńskim porządku prawnym automatycznie doprowadza uznania ją za przyjętą".
Co teraz stanie się z głośnym projektem ustawy o zjednoczeniu Rumunii z Mołdawią? Trafi do Senatu, gdzie odbędzie się decydujące głosowanie. W ocenie eksperta OSW projekt nie ma "żadnych szans" na wejście w życie. "Ustawa jest niekonstytucyjna, bo nie można decydować o takich rzeczach na poziomie ustawowym. Co więcej, to władza wykonawcza, a nie parlament prowadzi politykę zagraniczną w Rumunii" - punktuje Całus. "To temat ogórkowy" - ocenia.
Wspólna historia i dwa poziomy zjednoczenia
- Temat zjednoczenia z Rumunią stanowi jeden z najtrwalszych elementów mołdawskiej debaty publicznej. Jest obecny nieprzerwanie od momentu odzyskania przez Mołdawię niepodległości w 1991 roku, a jego źródła sięgają wprost specyfiki procesu rozpadu ZSRR - zauważa w rozmowie z Konkret24 Kamil Całus. - Część środowisk politycznych, które doprowadziły wówczas do powstania niepodległego od Moskwy państwa, traktowała secesję od Związku Sowieckiego nie jako cel sam w sobie, lecz jako etap pośredni w drodze do reintegracji z Rumunią. Z perspektywy tych sił niepodległość Mołdawii miała charakter tymczasowy - umożliwiała powrót do wspólnej państwowości, zerwanej w 1940 roku w wyniku paktu Ribbentrop–Mołotow - tłumaczy.
Obecne terytorium Republiki Mołdawii, z wyjątkiem Naddniestrza, należało do Rumunii w okresie międzywojennym. W ocenie eksperta OSW to kontekst historyczny w istotnym stopniu determinuje współczesne ramy tej dyskusji. - Bukareszt konsekwentnie nie uznaje istnienia odrębnego narodu mołdawskiego, traktując etnicznych Mołdawian jako Rumunów. W efekcie temat zjednoczenia pozostaje w obiegu publicznym permanentnie, choć w różnym natężeniu - zauważa.
Ekspert OSW podkreśla, że należy wyraźnie odróżnić dwa poziomy, na których funkcjonuje temat "unirei", czyli zjednoczenia Rumunii i Mołdawii. - Pierwszy ma charakter ideowo-historyczny i opiera się na założeniu, że rozdzielenie obu państw było konsekwencją narzuconej z zewnątrz polityki sowieckiej, a zatem aktem historycznej niesprawiedliwości, którą zjednoczenie miałoby naprawić - tłumaczy Całus. - Drugi poziom dotyczy bieżącej polityki, w której hasła unionistyczne są wykorzystywane instrumentalnie - do realizacji doraźnych celów taktycznych poszczególnych aktorów politycznych - kontynuuje. I w ten drugi poziom wpisuje się krytykowany projekt zjednoczeniowy prorosyjskiej S.O.S Romania.
Co o potencjalnym zjednoczeniu sądzą Rumuni o Mołdawianie? - W Rumunii pomysł zjednoczenia popiera zdecydowana większość respondentów (według ostatniego sondażu Ates Research Group ok. 72 proc.), choć poziom akceptacji w dużym stopniu zależy od sposobu konstruowania pytania. W Mołdawii poparcie jest wyraźnie niższe i - w zależności od metodologii badania - waha się od ok. 33 do 38 proc. - zauważa ekspert OSW. - Sprzeciwia mu się głównie rosyjskojęzyczna część społeczeństwa. Z tego powodu każda intensyfikacja debaty o "unirei" niemal automatycznie prowadzi do pogłębienia podziałów wewnątrz mołdawskiego społeczeństwa - dodaje.
Tak Rosja rozgrywa oba kraje
Co ważne, te dwa poziomy świadomie wykorzystuje Rosja, która - jak wskazuje Kamil Całus - kwestii zjednoczeniowej prowadzi politykę dwutorową. - Z jednej strony Moskwa wspiera otwarcie prorosyjskie ugrupowania w Mołdawii (m.in. socjalistów Igora Dodona oraz Partię Komunistów), przekonujące, że ewentualne zjednoczenie oznaczałoby likwidację mołdawskiej państwowości, a popierający je politycy są zdrajcami narodu - wyjaśnia ekspert OSW. - Z drugiej - co mniej oczywiste - Kreml wykorzystuje także formalnie nacjonalistyczne, prozjednoczeniowe środowiska po stronie rumuńskiej. Wzywają one do "unirei" w taki sposób i w takich momentach, by maksymalnie polaryzować mołdawską scenę polityczną. Ich rzeczywistym celem nie jest doprowadzenie do zjednoczenia, lecz dostarczenie paliwa propagandowego siłom prorosyjskim w Kiszyniowie i osłabienie obozu proeuropejskiego - zauważa.
I tak najnowszym "wyrazem tej drugiej logiki" jest projekt partii SOS Romania Diany Sosoaki. - Inicjatywa stawia w niewygodnym położeniu zarówno rumuński, jak i mołdawski establishment - ocenia Kamil Całus. - Jej odrzucenie przez Senat pozwoli środowisku Sosoaki oskarżać główny nurt o brak patriotyzmu. Jednocześnie już sam fakt złożenia i procedowania takiej ustawy dostarcza siłom prorosyjskim w Mołdawii idealnego argumentu propagandowego: "Bukareszt i UE chcą zlikwidować naszą niepodległość". Realna realizacja zjednoczenia nie jest przy tym ani zamiarem autorów projektu, ani prawdopodobnym jego efektem - tłumaczy ekspert.
Mołdawski argument w negocjacjach z Unią. Opcja "tylnych drzwi"
Temat potencjalnego zjednoczenia jest też żywy w Mołdawii. Ale dla władz nie jest on priorytetem, a kartą przetargową w rozmowach z Zachodem. - W tym kontekście na uwagę zasługuje zmiana retoryki Mai Sandu. Choć prezydent Mołdawii sama uważa się za Rumunkę i przed objęciem urzędu otwarcie deklarowała poparcie dla idei zjednoczeniowej, w trakcie kadencji konsekwentnie unikała tego wątku - zauważa Kamil Całus.
To zmieniło się w styczniu 2026 roku. W podcaście "The Rest Is Politics" Sandu przyznała, że w przypadku referendum zagłosowałaby za zjednoczeniem. Jednocześnie zastrzegła, że większościowego poparcia społecznego dla tego rozwiązania w Mołdawii nie ma, a priorytetem jej rządu pozostaje akcesja do UE. I to właśnie niedługo po wypowiedzi prezydentki Mołdawii w S.O.S Romania złożyła w rumuńskim parlamencie głośny dziś projekt o zjednoczeniu z Mołdawią.
Co oznacza wspomniana wypowiedź prezydentki Mołdawii? W ocenie eksperta OSW nie należy jej odczytywać jako sygnał realnej zmiany kursu Kiszyniowa. - Stanowi ona raczej element komunikacji adresowanej do państw członkowskich Unii. Sandu sygnalizuje w niej, że integracja Mołdawii ze strukturami europejskimi jest celem, który zostanie osiągnięty w taki czy inny sposób - preferencyjnie poprzez członkostwo w UE, w razie zaś zablokowania tej ścieżki także w drodze zjednoczenia z Rumunią - tłumaczy Kamil Całus. Jak dodaje taka narracja "ma pełnić funkcję subtelnej presji na państwa niechętne dalszemu rozszerzeniu Wspólnoty".
Rumunia jest członkiem Unii Europejskiej od 1 stycznia 2007 roku. Mołdawia od 2022 roku ma status państwa kandydującego. Obecnie jej celem jest zakończenie negocjacji akcesyjnych do 2028 roku i uzyskanie członkostwa w 2030 roku.
- Nie należy zatem utożsamiać retoryki z faktyczną polityką. Rząd Mai Sandu nie podejmuje obecnie żadnych realnych kroków w kierunku zjednoczenia, a jej styczniowa deklaracja wpisuje się raczej w logikę symbolicznego sygnału i taktycznej presji wobec Brukseli - uspokaja ekspert OSW. Jednocześnie podkreśla: - Inaczej rzecz ma się z ugrupowaniami radykalnymi pokroju S.O.S. Romania - niezależnie od deklarowanych przez nie intencji, ich aktywność obiektywnie wpisuje się w rosyjską strategię destabilizacji Mołdawii. W ocenie Całusa, instrumentalne wykorzystywanie haseł unionistycznych służy "przede wszystkim zaostrzaniu podziałów społecznych i dostarczaniu argumentów prorosyjskiej propagandzie, co stanowi dokładne przeciwieństwo efektu, jaki realna polityka zjednoczeniowa musiałaby ze sobą nieść".
Warto zauważyć, że sama Maia Sandu nie pozostawiła na projekcie S.O.S. Romania suchej nitki. "Nie sądzę, że powinniśmy dyskutować nad tym dokumentem. Został przygotowany przez agenta Moskwy, a jego celem jest zdyskredytowanie idei zjednoczenia" - powiedziała w wywiadzie dla stacji telewizyjnej ProTV Kiszyniów 26 czerwca. Dodała, że priorytetem Kiszyniowa pozostaje integracja z UE, a zjednoczenie z Rumunią to "to opcja, która może się zmaterializować jedynie głosem większości obywateli".